6,68 (74 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
3
8
5
7
29
6
30
5
4
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Englebert des collines
data wydania
ISBN
9788380491649
liczba stron
104
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Ag2S

W dwadzieścia lat po ludobójstwie Tutsi Jean Hatzfeld publikuje kolejną, czwartą już książkę poświęconą tragicznym wydarzeniom z kwietnia 1994 roku. Englebert to jeden z nielicznych ocalałych, potomek ostatniego króla Rwandy, filozof i włóczęga, alkoholik, który przemierza ulice Nyamaty, gdzie zna wszystkie bary i kabarety. Studiował we Francji, cytuje Kwiaty zła, nie rozstaje się z Iliadą. W...

W dwadzieścia lat po ludobójstwie Tutsi Jean Hatzfeld publikuje kolejną, czwartą już książkę poświęconą tragicznym wydarzeniom z kwietnia 1994 roku. Englebert to jeden z nielicznych ocalałych, potomek ostatniego króla Rwandy, filozof i włóczęga, alkoholik, który przemierza ulice Nyamaty, gdzie zna wszystkie bary i kabarety. Studiował we Francji, cytuje Kwiaty zła, nie rozstaje się z Iliadą. W kwietniu 1994 roku stracił całą rodzinę. On sam przeżył, ukrywając się wśród papirusów na bagnach. Tak jak w całej rwandyjskiej trylogii Hatzfelda, jest w tej książce poezja, na którą składają się skrupulatnie spisane świadectwa ocalałych, ale także katów. Jest nawet spora dawka humoru. Powraca pytanie, które Hatzfeld nieustannie stawia – jak możliwe jest życie po czasach ludobójstwa?

 

źródło opisu: http://czarne.com.pl/

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
jusola książek: 3519

Jest człowiekiem, jest jednym z nas*

W ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę - mówił jeden z bohaterów Alberta Camusa. Więcej, bezsprzecznie. Co jednak zrobić z tą częścią człowieczeństwa, która zasługuje - jedynie... na pogardę? Jak wytrzymać z podniesioną głową konfrontację z tym, co może być źródłem tej pogardy?

Gdy czytam reportaże wojenne, słowa noblisty wracają nieustannie. Także przy rwandyjskiej trylogii Jeana Hatzfelda: „Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy”, „Sezon maczet” i „Strategia antylop”. Pod koniec roku 2015 do tego cyklu w polskim wydaniu doszła jeszcze opowieść jednego z ocalałych - Engleberta Munyambonwy wydana pod tytułem: „Englebert z rwandyjskich wzgórz”.

To niewielka książeczka, ma ledwie 100 stron. Ale ładunek treściowy - ogromny. Ponad sześćdziesięcioparoletni Englebert, „wesołek z Nyamaty”, opowiada o swoim aktualnym życiu, ale i o pochodzeniu, rodzinie, edukacji, pracy (w urzędzie i w gospodarstwie, na parceli). Wszystko zaś, co przeżył, naznaczone etnicznymi konfliktami. Niechęci i waśnie wewnątrzrwandyjskie przybierały różną postać, od dyskryminacji Tutsi (w szkole, na uczelni, w pracy) po przemoc wobec nich (masowe mordy). Po ok. 20 latach od masakr bohater mówi: W gruncie rzeczy mogę stwierdzić, że wciąż jestem zdziwiony, że nie poległem jak wielu moich towarzyszy.... W jego opowieści nie ma rozważań politycznych. Nie zastanawia się, jak doszło do ludobójstwa**, nie analizuje specjalnie tego, co się zdarzyło. Jego monolog stanowi prostą opowieść o...

W ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę - mówił jeden z bohaterów Alberta Camusa. Więcej, bezsprzecznie. Co jednak zrobić z tą częścią człowieczeństwa, która zasługuje - jedynie... na pogardę? Jak wytrzymać z podniesioną głową konfrontację z tym, co może być źródłem tej pogardy?

Gdy czytam reportaże wojenne, słowa noblisty wracają nieustannie. Także przy rwandyjskiej trylogii Jeana Hatzfelda: „Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy”, „Sezon maczet” i „Strategia antylop”. Pod koniec roku 2015 do tego cyklu w polskim wydaniu doszła jeszcze opowieść jednego z ocalałych - Engleberta Munyambonwy wydana pod tytułem: „Englebert z rwandyjskich wzgórz”.

To niewielka książeczka, ma ledwie 100 stron. Ale ładunek treściowy - ogromny. Ponad sześćdziesięcioparoletni Englebert, „wesołek z Nyamaty”, opowiada o swoim aktualnym życiu, ale i o pochodzeniu, rodzinie, edukacji, pracy (w urzędzie i w gospodarstwie, na parceli). Wszystko zaś, co przeżył, naznaczone etnicznymi konfliktami. Niechęci i waśnie wewnątrzrwandyjskie przybierały różną postać, od dyskryminacji Tutsi (w szkole, na uczelni, w pracy) po przemoc wobec nich (masowe mordy). Po ok. 20 latach od masakr bohater mówi: W gruncie rzeczy mogę stwierdzić, że wciąż jestem zdziwiony, że nie poległem jak wielu moich towarzyszy.... W jego opowieści nie ma rozważań politycznych. Nie zastanawia się, jak doszło do ludobójstwa**, nie analizuje specjalnie tego, co się zdarzyło. Jego monolog stanowi prostą opowieść o kolejach losu człowieka sponiewieranego przez życie. Poraża ładunkiem doświadczeń, które również otrzymują swego rodzaju naturalną wykładnię, jak w tej historii o rodzicach z 1959r.: Rodzice (...) biegli, kiedy musieli biec, modlili się jak wszyscy i bez szemrania wracali do obejścia. Zaczynali wszystko od nowa i tyle. Można przy tej opowieści zadawać sobie wielokrotnie i bez szans na znalezienie odpowiedzi pytania o swoistą pokorę ofiar, o brak buntu. Dziwić się naiwnie, że mordować można technicznie sprawnie lub „źle”. I z przerażeniem słuchać ocalałego z rzezi człowieka, który mówi: Moja pamięć jest niezawodna. O niczym nie zapominam.

W ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę. Tak trzeba stwierdzić, patrząc na bohatera reportażu. Na podziw, nie na pogardę. Nie jest mi dobrze w tym życiu - mówi bohater. A jednak żyje, pośród ludzi i z ludźmi. Zapłacił dużą cenę za trudną pogodę ducha, którą w sobie wypracował. Ale - paradoksalnie - mimo tego, kim dzisiaj jest, to, jaki jest, jest godne podziwu.

W świetle ostatnich zdarzeń związanych z problemem uchodźstwa warto jeszcze postawić sobie pytanie: jak byśmy potraktowali Engleberta z rwandyjskich wzgórz, gdyby kilkanaście lat temu szukał u nas schronienia?

Lektura obowiązkowa.

Justyna Radomińska

* cytat z reportażu

** Więcej informacji o konflikcie w Rwandzie można przeczytać na stronach Ośrodka Informacji ONZ w Warszawie: http://www.unic.un.org.pl/rwanda/

 

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (227)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 2735
Dariusz Karbowiak | 2015-11-11
Na półkach: Przeczytane, 2015
Przeczytana: 09 listopada 2015

Czy Holokaust kogoś coś nauczył? Nie. Czytając właśnie „Englebert z rwandyjskich wzgórz” do takiego wniosku się właśnie dochodzi. Jednakże czemu się dziwić, przecież na naszych oczach w Europie na terenie Bośni mieliśmy w latach 90 ubiegłego stulecia, także przykład czystek etnicznych. Naród, wspólna krew, rasa to niczym słowa fetysze, które są w stanie uczynić z sąsiada potwora lub ściganego, niechcianego „karalucha”. Zastanawiające jest banalne podejście do problemu, głównego bohatera reportażu. Chłodne bez emocji relacjonowanie wydarzeń jakie miały miejsce w Rwandzie. „Zatłukli kijami”, „pocięli go maczetami”, i wiele podobnych. Przez parę dni zastanawiałem się nad epilogiem tego reportażu. Ot, człowiek pijący, pomieszkujący u krewnej, jak znajdzie pieniądze to przepija, nawet bilet. No kto przeżył piekło nie jest w stanie powrócić do świata normalnego. Ale czy może istnieć świat normalny? Możemy go zobaczyć na ekranach TV, ludzie uciekający z piekła wojny trafiają na osoby...

książek: 730
mag | 2015-11-19
Na półkach: Przeczytane

Sześć lat po ludobójstwie w Rwandzie Jean Hatzfeld udał się do Naymaty, gdzie w 1994 roku w przeciągu dwóch miesięcy mężczyźni z plemienia Hutu w bestialski sposób zamordowali maczetami około 50 tys. Tutsi. Zgodnie z planem mieli zginąć wszyscy, ale dzięki chciwości, Hutu za dużo czasu spędzali na grabieżach wymordowanych rodzin. Z rzezi ocalało około 8 tys. Tutsi. Reporter spisał świadectwa trzynaściorga z nich i umieścił w książce „Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy”. To był początek rwandyjskiej trylogii. Kolejna część, „Sezon maczet”, to wstrząsające opowieści zbójców, zaś trzecia część,
„Strategia antylop”, to swoista synteza obu poprzednich książek, notabene wyróżniona nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego. Rwandyjska trylogia ukazała się w języku polskim w wydawnictwie Czarne. Teraz dostaliśmy do rąk kolejną książkę Hatzfelda dotyczącą masakry z 1994 roku, tym jednak różni się ona od poprzednich publikacji, że bohaterem jest jeden człowiek, jedna historia, ale niosąca ze...

książek: 599
dorota_eulalja | 2016-03-18
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 18 marca 2016

Trudna do przełknięcia, mimo językowej prostoty. Trudna do przyjęcia, czytając ją człowiek próbuje jednocześnie wyprzeć. Historia człowieka, jednego z Tutsich, którego rodzina borykała się z prześladowaniami etnicznymi. Historia osoby i jego rodziny, która mimo prześladowań szybko wracała do tzw. normalności. Historia osoby, która nie wróciła do normalności (jedynie pozornie) po ludobójstwie w 1994 roku; która próbuje znieczulić się alkoholem, która przemierza codziennie kilometry, bo to go uspokaja, która nigdy nie zaufa tak naprawdę drugiej osobie, która nie dotyka tego, co się stało. Jest to opowieść o ludziach pozostawionych samym sobie, którzy muszą się zmagać z niewyobrażalnym doświadczeniem. Którzy nie mają na każdym kroku gabinetów z terapeutami, kimś, kto mógłby spróbować pomóc, w zamian za to, spotykają się z tymi, którzy mordowali ich rodziny, sąsiadów.

książek: 1266
MariannaJ | 2017-04-22
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Kindle
Przeczytana: 16 marca 2017

Z reportażami Jeana Hatzfelda, francuskiego pisarza, reportera i korespondenta wojennego (pisał m.in. o upadku komunizmu w Europie Środkowej i o “Solidarności”), zapoznałam się już kilka lat temu dzięki Wydawnictwu Czarne. Jego trylogia rwandyjska (“Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy”, “Sezon maczet” i “Strategia antylop”) zapadła mi bardzo głęboko w pamięć, a niedawno zakupiłam oryginalne wersje francuskie, żeby jeszcze raz te książki przeczytać. Niesamowite, że przyszło mi mieszkać w tym kraju… W 2014 roku ukazała się czwarta jego książka o Rwandzie, “Englebert z rwandyjskich wzgórz”. Ma jedynie 104 strony, ale dzięki niej chyba właśnie lepiej zrozumiałam Rwandyjczyków… Więcej na blogu: https://mariannainafricapl.wordpress.com/2017/03/18/jean-hatzfeld-englebert-z-rwandyjskich-wzgorz/

książek: 161
Kaariokaa | 2015-10-21
Na półkach: Przeczytane

"(...)
Francuski reporter, korespondent wojenny i pisarz, Jean Hatzfeld, po raz kolejny powraca do tematyki rzezi w Rwandzie, do wojny domowej, która pochłonęła setki tysięcy istnień. W swoim najnowszym reportażu, Englebert z rwandyjskich wzgórz, oddaje głos zaledwie jednej osobie, Englebertowi Munyambonwa.
(...)
Raz przeczytany reportaż Jeana Hatzfelda, zostaje w czytelniku na zawsze. Trudno bowiem wymazać z pamięci taki ogrom okrucieństwa, tak silne emocje. Nie inaczej jest z "Englebertem z rwandyjskich wzgórz", książką zawierającą tylko jeden życiorys. Prawda jest jednak taka, że ta jedna historia jest historią wielu. Na przykładzie Munyambonwa widać wyraźnie, jak wielkie piętno odciska na człowieku rola ofiary niewyobrażalnego okrucieństwa. Inteligentny mężczyzna z ogromnymi możliwościami zawodowymi kurczy się do rozmiaru lokalnego dziwaka, gadatliwego, wałęsającego się po barach i kabaretach w poszukiwaniu rozmówców i butelek primusa.
(...)".

Całość na:...

książek: 154

Książka ta jest tak na dobrą sprawę monologiem mężczyzny, tytułowego Engleberta, który przeżył ludobójstwo mające miejsce w Rwandzie w roku 1994. Sama forma nie jest w jakiś szczególny sposób drastyczna, obfitująca w "mocne" fragmenty ani pełna dramatycznych zwierzeń. Wręcz przeciwnie - obecne zachowanie, sposób bycia, nastawienie do świata narratora jest całkowicie sprzeczne z tym którego można by się spodziewać - przynajmniej z pozoru. Zagłębiając się w lekturę, a także zagadnienie, którego ona dotyczy, zdawałam sobie sprawę jak bardzo Englebert jest skrzywdzony, jak wielkie piętno odcisnęła na nim masakra, którą jako jedyny ze swojej rodziny przeżył. Piekło, które Tutsim zgotowali ich współrodacy, jest nie do wyobrażenia. Książka ta jest relacją z pierwszej ręki, poniekąd dopełnieniem obrazu masakry, która rozegrała się w Rwandzie nie tak dawno temu, za cichym przyzwoleniem państw Zachodu.

książek: 1022
Diana | 2016-08-03
Na półkach: Przeczytane

bardziejlubieksiazki.pl

Ta malutka książeczka z zamyślonym panem na okładce jest naprawdę wyjątkowa.

Hatzfeld przedstawia nam kogoś, kogo bardzo trudno określić. Zachwycający, fascynujący, niewiarygodny? Żadne z tych słów nie pasuje, choć każde z nich jest prawdziwe. Englebert to człowiek, który przeżył ludobójstwo. Człowiek, który stracił wszystko i wszystkich – ocalił tylko życie. Tylko? Aż? Englebert z rwandyjskich wzgórz to jego monolog – o życiu przedtem, o tym gdzie pracował, co miał, o planach na przyszłość, o rodzinie. O tym, jak uciekał i gdzie się chował, żeby go nie znaleźli. O tym, jak wygląda walka o przetrwanie i co wtedy człowiek myśli. I o tym, jak wygląda jego życie dzisiaj, po wszystkim.

Englebert to człowiek, którego istnienie zostaje sprowadzone do uciekającej zwierzyny. Uciekającej przed swoim własnym sąsiadem, który dzień wcześniej pił z tobą piwo. A który dzień później chce cię zamordować, tak naprawdę bez żadnej konkretnej przyczyny. Ofiar masakry w...

książek: 136
lsidorki | 2017-04-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 kwietnia 2017

Historia człowieka prostego, choć inteligentnego, którego rzeź zmieniła. Nie wraca do tamtych czasów, stara się żyć szczęśliwie popijając Primusa co dzień. Pięknie włada językiem, stawia sobie pytania, na które natychmiast podaje odpowiedzi. Wzbudza współczucie, zachwyca swoją radością ale widać, że zmaga się z problemami. To poruszająca opowieść wywołująca refleksje. A rzeź Tutsi można symbolicznie przełożyć na wiele innych obecnych konfliktów. Zdecydowanie polecam, szczególnie na styl wypowiedzi, który jest niemalże wiernym przekładem wypowiedzi Engleberta.

książek: 667
doliwaq | 2018-01-20
Na półkach: Przeczytane

Może się wydawać, że to kolejna książka o ludobójstwie w Rwandzie.
Jednak nie do końca.
To jakby książka biograficzna (nie)zwykłego mieszkańca Rwandy, (nie)przeciętnego Afrykańczyka.
Ludobójstwo jest w jego życiu punktem zwrotnym, jednak nie dominuje nad całym jego życiem.
Na podstawie jego opowieści możemy zobaczyć jak żyje się w środku Afryki, jak myślą ludzie z tamtego rejonu, jak się zachowują, co lubią, jak sobie radzą. Mi dała dużo do myślenia na temat afrykańskiej mentalności kultury, życia społecznego oraz przede wszystkim - ich rozumowania.

książek: 299
Agnieszka | 2016-12-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 lipca 2016

Przeczytałam już kilka książek o bolesnej historii Rwandy z okresu czystek w latach 90-tych, może dlatego ta książka wydała mi się nijaka.
Krótka, bo zaledwie 97 stronicowa książka skupia się na jednym bohaterze, potomku ostatniego króla Rwandy. W czasie pisania książki to mężczyzna w wieku sześćdziesięciu sześciu lat. Nie mający domu włóczęga, nie mający pracy, nie mający rodziny, postrzegany jako nieszkodliwy wariat. Uwielbiający mówić, rozmawiać, opowiadać, rozśmieszać, zagadywać, żartować. Nie lubi komplikować sobie życia ani wadzić nikomu, nie wiele potrzebuje, umie prosić o wsparcie i pomoc, nie choruje. Lubi chodzić, nawet na" długie dystanse". Bary, kabarety i ulice Nyamaty, to miejsca gdzie najczęściej można go spotkać. Nade wszystko lubi pić, w zasadzie wszystkie trunki, najbardziej zaś primusa. Picie alkoholu przez Engleberta jest dominantą kompozycyjną tej książki. Jego nawyk, zwyczaj, rytuał lub nałóg jakkolwiek to nazwać, przewija się przez wszystkie okresy jego życia...

zobacz kolejne z 217 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd