Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Samotność

Wydawnictwo: Noir sur Blanc
6,6 (58 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
7
7
21
6
20
5
5
4
1
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788373925533
liczba stron
200
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Bruno Stressmeyer nie lubi ludzi, psów, miasta, w którym mieszka, i władz, które nim rządzą. Nie lubi być zdrowy, choć o zdrowie skrupulatnie dba. Nie musi i nie chce pracować. O nikogo nie musi i nie chce się troszczyć. Nie cierpi swojego brata, cierpi jednak z powodu jego kontrowersyjnej decyzji. Jest przekonany, że samotność to jedyny stan, który mu odpowiada. Doprawdy?

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/

źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/

Brak materiałów.
książek: 162
xan4 | 2015-11-13
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 listopada 2015

Drugie spojrzenie na odkrycie

Prozę Huberta Klimko-Dobrzanieckiego poznałem dzięki Łukaszowi Orbitowskiemu i dzięki wydawnictwu Od deski do deski. Przeczytałem bowiem Inną duszę Łukasza, dowiedziałem się, że to druga pozycja z cyklu Na F/Aktach, wróciłem więc do książki wydanej jako pierwszej, czyli Preparatora Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. I zakochałem się. Po prostu. Kto zna moje uwielbienie prozy Łukasza, ten wie, że moje stwierdzenie, iż Preparator był tak samo dobry jak Inna dusza, a może nawet lepszy, to niesamowita pochwała.

Co robić, jaką taktykę czytelniczą przyjąć, kiedy się człowiek mocno zachwyci autorem (a właściwie jego dziełem)? I to w tak podeszłym wieku (ja w podeszłym, a nie autor, chociaż jak tak obiektywnie spojrzeć, to właściwie jesteśmy w podobnym wieku). Dawkować sobie jego książki tak, żeby się nie przejadły? To oczywiste. Jednak trzeba również sprawdzić, czy to tylko jednorazowy strzał autora w moje gusta, czy zauroczenie potrwa dłużej.

Nie musiałem szukać starszych pozycji, bo właściwie zaraz po przeczytaniu Preparatora dowiedziałem się, że Noir sur Blanc planuje na październik nową książkę autora (choć nigdy nie wiadomo, jak to jest z pozycjami wydanymi w podobnym czasie, bo przecież może się okazać, że zostały napisane w odwrotnej kolejności niż wydane).

I tak oto dotarłem do Samotności. Zewnętrznie jest dobrze - format nowej serii Bukowskiego. Książka jest trochę większa niż te standardowo wydawane, do tego dosyć duża czcionka, dużo światła, okładka ze skrzydełkami. Na okładce biało ubrany pan na trawie w siedmiu odsłonach. Na początku nie rozumiałem, o co chodzi, ale teraz chyba domyślam, jaki był zamysł autora okładki. Teraz, to znaczy po przeczytaniu powieści, a właściwie noweli. Bo książka z opisaną wcześniej czcionką i światłem liczy niecałe 160 stron. Krótko. Jednak dobrze wiecie, że u mnie długość nie ma znaczenia (obojętnie jak to zabrzmiało). Koronny przykład geniuszu krótkiej formy to dla mnie Jedwab Baricco. To prawdziwe cudo, a nie książka. Cudo. Tak więc nie zraziłem się grubością książki, a wręcz przeciwnie, zostałem mocno zainteresowany.

Książka opowiada historię Bruno Stressmeyera - mieszkańca Wiednia, rentiera. Bruno Stressmeyer to człowiek... Więcej nie da się o nim napisać. Może jeszcze to, że to człowiek, który żyje niepotrzebnie, stroni od wszystkiego i od wszystkich, zachowuje się jak robot. Codziennie robi to samo, codziennie powtarza rytuał zadań i obowiązków, jeśli w ogóle można je nazwać obowiązkami. Bo to raczej zadania, które Stressmeyer zadaje sam sobie. Powieść jest napisana bez emocji, bo sam bohater ich nie odczuwa. Skąd miałby je czerpać?

Tak sobie myślę, że to aż dziwne jest - tyle stron napisać o tak bezbarwnym bohaterze, o tak przezroczystym życiu. Bruno mieszka, ćwiczy, je, wydala, kupuje, psioczy na ludzi, zwłaszcza na uchodźców, o wszystkim wszystko wie najlepiej.

Życie Bruna to na pozór życie do pozazdroszczenia. Bruno nie pracuje, żyje z czynszów. Cud życie. Jednak tylko pozornie, bo co to za życie? Wegetacja tak, ale nie życie. I najgorsze jest to, że to obraz współczesnego człowieka, współczesnego Europejczyka, któremu już nic się nie chce, który nie musi już o nic walczyć, bo wszystko ma i nie potrafi sobie nawet wyobrazić, czego mu jeszcze brakuje. Oczywiście uogólniam, ale przecież widać, że właśnie upada nasza cywilizacja. Powoli, tak, że na co dzień tego nie widzimy, to sprawa rozłożona nawet na pokolenia, ale upada i raczej nikt i nic nas z tego nie uratuje. Bo kto ma uratować? Bruno Stressmeyer, czy jemu podobni? Przecież zanim zbiorą się odpowiednie komisje i podkomisje ci, co będą chcieli coś zrobić, dawno już to zrobią. Uderzam w ton Jęczmyka i Żwikiewicza. Może się starzeję, widzę inne rzeczy, zwracam uwagę na coś innego? Sam nie wiem, co będzie, ale boję się, że nie będzie dobrze. Tak się zapędziliśmy w pogoni za dobrobytem, za szybkością zdobywania, kupowania i połykania następnych rzeczy, że zgubiliśmy sens tego wszystkiego.

Ale wróćmy do książki, bo przemyślenia przemyśleniami, a książka książką. To, że nasunęła mi pewne myśli, zmusiła do przemyśleń to dobrze, ale jak oceniam powieść samą w sobie? Jak ją odebrałem?

Po Preparatorze następna książka musiała wznieść się na wyżyny, żeby zachwycić mnie równie mocno, a niestety nie wzniosła się. Tak więc w porównaniu do Preparatora jest słabsza, na pewno inna, ale dla mnie gorsza.

Jest taka nijaka. Wiem, że jest nijaka z powodu głównego bohatera, bo on jest nijaki i bezpłciowy. Jednak książka mnie wcale nie wciągnęła. Autor doskonale oddaje degrengoladę współczesnego zadowolonego z siebie Europejczyka, który jest tak zadufany w sobie, że nie zauważa tego, co dzieje się dokoła niego, ale znowu, oddaje to tak doskonale, że aż za mocno.

To nie jest zła książka. To jest dobra książka, która niestety okazała się słabsza od poprzedniej. Nie zraziłem się do autora, mam zamiar sięgnąć po jego wcześniejsze książki. Tyle. Nie mam porównania do innych książek autora, jak Wam wcześniej napisałem, ale jeżeli chcecie zacząć przygodę z prozą Klimko-Dobrzanieckiego od jego ostatnich pozycji, to zacznijcie od Preparatora.

Cała recenzja na: http://szortal.com/node/8727

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Niezgodna

Fabularnie książka bez zarzutu. Dystopijna moda wśród autorów daje niesamowite efekty, w dziele Veroniki Roth jest jednak o tyle ciekawiej, że można w...

zgłoś błąd zgłoś błąd