Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Everest. Na pewną śmierć

Tłumaczenie: Janusz Ochab
Wydawnictwo: Agora SA
5,95 (487 ocen i 84 opinie) Zobacz oceny
10
11
9
10
8
46
7
94
6
156
5
105
4
27
3
29
2
6
1
3
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788326822704
liczba stron
328
słowa kluczowe
Everest, himalaizm, góry
język
polski
dodała
joly_fh

Dziesiątego maja 1996 roku, wysoko w Strefie Śmierci na Mount Everest, w straszliwej burzy śnieżnej zginęło dziewięć osób. Następnego dnia jedna z nich dostała szansę na drugie życie. Kiedy ratownicy dotarli do Becka Weathersa uznali, że umiera i zostawili go bez pomocy. 12 godzin później ślepy, bez rękawic, okryty lodem, dotarł jednak do obozu. Przeżył mimo ciężkich odmrożeń i utraty nosa....

Dziesiątego maja 1996 roku, wysoko w Strefie Śmierci na Mount Everest, w straszliwej burzy śnieżnej zginęło dziewięć osób. Następnego dnia jedna z nich dostała szansę na drugie życie. Kiedy ratownicy dotarli do Becka Weathersa uznali, że umiera i zostawili go bez pomocy.

12 godzin później ślepy, bez rękawic, okryty lodem, dotarł jednak do obozu. Przeżył mimo ciężkich odmrożeń i utraty nosa. Jego książka to wstrząsający pamiętnik ocalałego uczestnika najtragiczniejszej wyprawy na Mount Everest. To także poruszająca opowieść o tym, do czego może być zdolny człowiek, kiedy dostaje od życia drugą szansę.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Agora, 2015

źródło okładki: Wydawnictwo Agora, 2015

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 421
Marfield | 2016-03-04
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 28 lutego 2016

Beck Weathers (lekarz patolog, Teksańczyk, choć nie z urodzenia) jest jednym z uczestników najbardziej tragicznego dnia w historii zdobywania Mount Everestu. 10 maja 1996r. śmierć poniosło 8 wspinaczy z trzech różnych wypraw równolegle atakujących szczyt. Przez kilka godzin Beck Weathers był dziewiąty...

W tragicznych warunkach, przy całkowitym załamaniu pogody jego towarzysze nie dali rady doprowadzić go do bazy i zmuszeniu byli pozostawić go na górze. Jego stan nie dawał żadnych szans na przeżycie. Rodzina otrzymała informację o jego śmierci i wydawało się, że historia Becka się zakończyła. A jednak stał się cud (jeden z kilku tamtego dnia). Beck po wielu godzinach na górze, z głębokimi odmrożeniami, w zupełnie niewiarygodny i niespotykany sposób pozbierał się i dotarł do obozu. Zszokowani członkowie jego ekipy wykonali podstawowe procedury medyczne, jakie były możliwe w tamtych warunkach, ale po raz kolejny ich rokowania nie dawały szans na przeżycie nadchodzącej nocy.

Beck znów postanowił zaskoczyć kolegów. Rano był w stanie na tyle dobrym, że z pomocą towarzyszy dał radę zejść do niższych partii góry. Tam udało się zorganizować transport helikopterem, co samo w sobie również graniczyło z cudem. To była w owym czasie akcja ratunkowa na najwyższej w historii wysokości. Żeby było to w ogóle możliwe ze śmigłowca wymontowano cały zbędny sprzęt i wysadzono drugiego pilota. Stamtąd przewieziono go do Katmandu, a po kilku dniach do Stanów.

Obrażenia Becka były bardzo poważne. Stracił m.in. nos, prawie całe obie dłonie i część stopy. Żeby wrócić do zdrowia (w tej sytuacji to dość względne pojęcie) przeszedł wiele operacji i długie miesiące rehabilitacji.

Cała ta historia jest niesamowicie ciekawa i brzmi jak ze scenariusza filmu katastroficznego. Jednak książka mnie raczej zawiodła… Najważniejszy jej punkt – historia z Mount Everestem zajmuje stosunkowo niewiele miejsca. Jest za to sporo, mało dla mnie ciekawych, opisów historii przodków, rodziny, znajomych i przyjaciół, którzy nie raz zabierają głos w książce i komentują różne epizody i sytuacje. Fragmenty dotyczące „pozagórskiej” aktywności (kariera, żona, rodzina) są uzasadnione z punktu widzenia poznania bohatera, ale styl, czasem rubaszny humor, jakoś mi nie leżały.

Autor stara się też być szczery i prezentować do siebie dystans. Opisuje swoją wieloletnią depresję, kłopoty małżeńskie związane z tą chorobą i sposobem w jaki sobie z nią radził: obsesją wspinaczki. Jest w tym jednak coś, co sprawia, że nie do końca kupuję tę szczerość i luz. Gdzieś pod spodem wyczuwam jakiś plastik… Dlatego ocena książki niezbyt wysoka.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kochając pana Danielsa

Książkę "Kochając Pana Danielsa" można określić wieloma słowami jednak najbardziej pasujące to poruszająca. Przedstawiona historia pełna ból...

zgłoś błąd zgłoś błąd