Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wieloryby i ćmy. Dzienniki

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,29 (372 ocen i 84 opinie) Zobacz oceny
10
7
9
19
8
57
7
106
6
83
5
54
4
16
3
16
2
7
1
7
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308060407
liczba stron
288
język
polski
dodała
AMisz

Autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności Daleko za kołem podbiegunowym, na Spitsbergenie, jest osada. Stare drogi pozarastała tajga, okna szklarni rozbito. Po dawnym życiu pozostało niewiele — niszczejące hangary, trochę śmieci, zeschnięte krzaki pomidorów. I cmentarz. Z brzydkimi, odlanymi z betonu nagrobkami. Pod jednym z nich leży ciało rocznej dziewczynki. Jego syn...

Autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności

Daleko za kołem podbiegunowym, na Spitsbergenie, jest osada. Stare drogi pozarastała tajga, okna szklarni rozbito. Po dawnym życiu pozostało niewiele — niszczejące hangary, trochę śmieci, zeschnięte krzaki pomidorów. I cmentarz. Z brzydkimi, odlanymi z betonu nagrobkami. Pod jednym z nich leży ciało rocznej dziewczynki. Jego syn też ma rok. Został w kraju, a tak niedawno zasypiał mu na kolanach.

Znacznie bliżej, na Śląsku, nie ma już śladu po starym młynie. Rozebrano go, bo groził zawaleniem. Zniknął też dom, w którym na świat przyszedł jego pradziadek, a kopalnię, w której dziadek został śmiertelnie ranny, zastąpiła szkoła wyższa. Wszędzie wokół historia porozrzucała kości. Niektóre należą do tych, którzy spoglądają ze starych zdjęć w rodzinnym albumie.

Dalekie podróże i bliskie spotkania. Obserwacje, komentarze, refleksje. W swoich dziennikach Twardoch przeplata ogólnoludzkie z pokoleniowym; historyczne ze współczesnym, a oswojone z obcym. Wieloryby i ćmy — autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności.

 

źródło opisu: http://www.taniaksiazka.pl/wieloryby-i-cmy-p-588355.html

źródło okładki: www.facebook.com/szczepan.twardoch.oficjalna.strona

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1167
Agata_Adelajda | 2016-01-25
Na półkach: Z własnej półki:

Otwierające Dzienniki Twardocha stwierdzenie o maleńkim bodhim, którego widzi w swoim nowo narodzonym synu mnie ujęło. Ujęło mnie tak bardzo i nałożyło się na to, co widziałam w moim maleństwie, że tym mnie Twardoch kupił. I resztę Wielorybów i ciem czytałam bardzo nieobiektywnie.


Fragmenty "gdybalne" są również takie bardzo "moje". Podoba mi się również to "ustawienie", to Twardochowe podejście do świata, że powinniśmy raczej patrzeć w swój talerz, że sprawy globalne, owszem, ale trzeba się zajmować tym, co ma się pod nosem. Wielokrotnie autor wypowiada - nie obchodzi mnie to. I to jest zdrowe - w czasach realityshowów, wywnętrzania się w przeróżnych pudelkach, tego podglądactwa, można iść w poprzek tego mainstreamu i nie interesować się, nie pytać. Ale obserwować, notować, spostrzegać. Dobrze jest mieć swoje przekonania, ale nie machać nimi nachalnie wszystkim przed oczami. Twardoch zainteresowany jest swoim życiem, rodziną, przyjaciółmi, literaturą Máraiego i Eliadego, licznymi peregrynacjami (jako zagorzały domator mam dyskomfort kiedy czytam o dalekich podróżach, a takich tu nie brak).

Wieloryby i ćmy pełne są filozoficznej głębi, ale uważam, że to bardziej eseje o samym sobie niż dziennik, ale nie mówię tego złośliwie; te zapiski są jakby wyrwane z czasu, wyabstrahowane z kalendarza. Daty są podane tylko rocznie, więc zakres jest niby 2007-2015, ale autor sięga również we wspomnieniach do czasów wcześniejszych. Dzienniki są również - takie odniosłam wrażenie - taką rozgrzewką, czy raczej treningami pomiędzy pisaniem powieści.

Nie wiem, skąd te słowa oburzenia, że za młody, by pisać dzienniki, że za młody, by pisać tak dobrze, że się promuje, że to, że to, że tamto. Przecież nie broda zdobi filozofa! Czytałam w zeszłym tygodniu wywiad z Twardochem (jakie fajne uczucie wiedzieć, jaki ktoś ma głos i czytać sobie wywiad właściwym głosem) i niestety zjechałam na komentarze. Również się dziwię opiniom na LC, z których przeważają słowa takie jak "nuda", "lans", "grafomański banał". Nie rozumiem. Jasne, że każdy czyta "po swojemu", ale odniosłam dziwne wrażenie, że wypada krytykować Twardocha, bo tak, bo mu się "udało", a "my" nie lubimy, jak się komuś "udaje". Na szczęście w Rybniku, gdzie mieszkam Twardoch jest lubianym i cenionym twórcą, jak i chyba na całym Śląsku. Bo - parafrazując irlandzkie powiedzenie (a może angielskie, nie pamiętam) - możesz wyrwać Twardocha ze Śląska, ale nie wyrwiesz Śląska z Twardocha.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Weronika postanawia umrzeć

Nie lubię kiedy pisarze piszą na tematy, w których się nie orientują. "Kontrowersyjna teoria Darwina, mówiąca, że ludzie POCHODZĄ od małp" -...

zgłoś błąd zgłoś błąd