Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wieloryby i ćmy. Dzienniki

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,26 (408 ocen i 88 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
22
8
62
7
114
6
92
5
60
4
19
3
18
2
7
1
8
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308060407
liczba stron
288
język
polski
dodała
AMisz

Autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności Daleko za kołem podbiegunowym, na Spitsbergenie, jest osada. Stare drogi pozarastała tajga, okna szklarni rozbito. Po dawnym życiu pozostało niewiele — niszczejące hangary, trochę śmieci, zeschnięte krzaki pomidorów. I cmentarz. Z brzydkimi, odlanymi z betonu nagrobkami. Pod jednym z nich leży ciało rocznej dziewczynki. Jego syn...

Autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności

Daleko za kołem podbiegunowym, na Spitsbergenie, jest osada. Stare drogi pozarastała tajga, okna szklarni rozbito. Po dawnym życiu pozostało niewiele — niszczejące hangary, trochę śmieci, zeschnięte krzaki pomidorów. I cmentarz. Z brzydkimi, odlanymi z betonu nagrobkami. Pod jednym z nich leży ciało rocznej dziewczynki. Jego syn też ma rok. Został w kraju, a tak niedawno zasypiał mu na kolanach.

Znacznie bliżej, na Śląsku, nie ma już śladu po starym młynie. Rozebrano go, bo groził zawaleniem. Zniknął też dom, w którym na świat przyszedł jego pradziadek, a kopalnię, w której dziadek został śmiertelnie ranny, zastąpiła szkoła wyższa. Wszędzie wokół historia porozrzucała kości. Niektóre należą do tych, którzy spoglądają ze starych zdjęć w rodzinnym albumie.

Dalekie podróże i bliskie spotkania. Obserwacje, komentarze, refleksje. W swoich dziennikach Twardoch przeplata ogólnoludzkie z pokoleniowym; historyczne ze współczesnym, a oswojone z obcym. Wieloryby i ćmy — autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności.

 

źródło opisu: http://www.taniaksiazka.pl/wieloryby-i-cmy-p-588355.html

źródło okładki: www.facebook.com/szczepan.twardoch.oficjalna.strona

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 181
Gracjan Triglav | 2015-11-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 listopada 2015

Zapiski Szczepana Twardocha z lat 2007-2015. Intymne eksploracje duszy własnej i dusz bliźnich, fascynacja historią rodziny i losami przodków, podróże wyobrażone i te fizyczne, sny i fantazje, autokreacja, autoanaliza, autoportret intelektualny, eksperyment literacki, magia rzeczywistości i rzeczywistość rozłożona na atomy, przemyślenia egzystencjalne. Życie codzienne oczami bardzo nietuzinkowego młodego pisarza ze śląskich Pilchowic.

Wieloryby i ćmy: giganci i maluczcy, herosi wiekowi, ociężali, i ci co pomarli młodo, głupcy wagi piórkowej; ludzie wielcy i z dorobkiem, oraz statyści, otępiali, bez świadomości swego losu; ci których pomniki mijamy co dnia, i ci którzy odeszli anonimowo, pochowani w zbiorowych mogiłach; ci którzy stracili życie w zamieszaniu dziejowej zawieruchy, oraz ci którzy odchodzili w blasku reflektorów. Szczepan Twardoch daje wolną rękę interpretującym jego dzieła, mówi o tym otwarcie na swoich spotkaniach autorskich; czy robi to kokieteryjnie, czy też szczerze zakłada że jakoś tak wyszło że coś poza jego konceptem udało się upchnąć między wierszami, coś się tam czai i idzie to wydobyć przy pewnej dozie wnikliwości, ciężko dociec, może sam nie jest pewien? W zapiskach autora, mieszą się ambiwalentnie głęboka miłość do życia, do człowieka z lekką mizantropią, a może humanistycznym sceptycyzmem. I jest to raczej objaw zdrowego rozsądku niż raczkującego szaleństwa. Tytułowe wieloryby i ćmy to kości na zimnych plażach Spitsbergenu i owady ginące masowo na powierzchni mongolskiego jezioro Chubsuguł*. Jednych żywot długi i dostojny, drugich krótki i szybki. Dwa bieguny i dwie impresje, dwie metafory. Dobry tytuł ma swój ciężar, ukryty sens, intryguje. Bardzo się autorowi udał. Oczywiście, to co między okładkami również. Pięknie napisany tekst, czyta się go z wielką przyjemnością, praktycznie rzecz biorąc to proza poetycka. I to z tych przystępniejszych, a jednocześnie nijak nie gorszych od tych nad których łamiemy sobie głowy (np. Stasiuk miewa zbyt długie frazy, tak że czytelnik się gubi po drodze, a tu nic z tych rzeczy, jasno, sensownie i pięknie). Treść i forma najwyższych lotów. Język kultury wysokiej splata się z chodnikowym, gwarą; rzeczy proste opisane niebanalnie, rzeczy złożone w sposób przystępny i intrygujący. Mądra książka. Trochę chaotyczna, ale takie też są nasze myśli. Takie są osobiste zapiski.
Duży ukłon w stronę wydawnictwa i autora za to że opublikowano to teraz, w roku 2015 a nie u kresu życia pisarza, jak to się często robi z notatkami i diariuszami. Przyjemna lektura.
Trochę za dużo o jedzeniu, choć z drugiej strony to element kluczowy tak kulturowo, kulinarnie, jak i z perspektywy potrzeb najpierwszych, najbardziej prymitywnych i podstawowych. Są fragmenty które można by zaznaczyć i wcisnąć bez żalu klawisz Delete, choć nie psują całości, i nie wadzą jakoś szczególnie. Nie wydają się jednak też szczególnie warte druku (chodzi mi np. o krótkie monologi taryfiarzy). Książką wydana technicznie bez zarzutu – czego zasługa zapewne w trzyosobowym zespole korekcyjnym, który podzielił się pracą i tym samym mógł wnikliwej i szybko wyłapywać błędy. Dobra robota.

PS
Życie zawodowego pisarza mimo konieczności dotrzymywania terminów, odznacza się wielką wolnością: może nie od państwa, prawa i podatków, ale od rutyny codzienności. Większość z nas to niewolnicy własnej pracy, a ten tu, to człowiek wolny w pełnym słowa tego znaczenia, choć jest to jednak quasi-wolność umiejscowiona w systemie i dzięki systemowi mająca rację bytu. Czerpiąca z tego co daje społeczeństwo, ale jednocześnie pozostawiająca możliwość stanie obok i przyglądania się. Tak czy tak – można pozazdrościć.

* Chöwsgöl nuur, Koso-Goł – jeśli ktoś czytał książki podróżnicze z XIX i pierwszych dekad XX wieku, i próbował potem odnaleźć poszczególne cieki wodne, mniejsze i większe kałuże wspomniane w tejże prozie – i cholera go brała jak ciężki atlas nie dawał żadnych informacji, a google się buntował – ten wie jakie zamieszanie panuje w nazewnictwie, gdzie każda grupa etniczna, każdy dialekt – inaczej nazywa dane miejsce, a dodatkowo dochodzą jeszcze różne warianty transkrypcji na cyrylice czy łacinkę... Kilka nazwy funkcjonuje niezależnie, jak tam je usłyszy podróżnik, jak zapisze, i jak zatwierdzi dane towarzystwo geograficzne. I tu to samo. Aż ciężko się powstrzymać od dygresji.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Jak przestać się martwić i zacząć żyć

Nie spodziewałem się ze to będzie aż tak udana lektura. Podchodziłem do tej książki sceptycznie Ale naprawdę dużo mądrych rzeczy można z niej wynieść....

zgłoś błąd zgłoś błąd