Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

No.6 #4

Cykl: No.6 (tom 4)
Wydawnictwo: Studio JG
8,31 (85 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
26
9
16
8
16
7
15
6
10
5
1
4
1
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
No.6 #4
data wydania
ISBN
9788380010703
słowa kluczowe
dramat, tajemnica, sci-fi, shounen-ai, manga
kategoria
komiksy
język
polski
dodał
Slayerka

Shion dowiaduje się, że Safu została aresztowana i trawiła do wiezienia w Bloku Zachodnim. Zdesperowany postanawia na własną rękę ruszyć przyjaciółce na ratunek. Nie chce, aby Szczur wiedział o jego zamiarach, gdyż boi się ponownie narażać go na niebezpieczeństwo. Czy jednak zdoła zupełnie sam włamać się do fortecy jaką jest owiane złą sławą więzienie? A jeśli nawet mu się to uda, czy będzie w...

Shion dowiaduje się, że Safu została aresztowana i trawiła do wiezienia w Bloku Zachodnim. Zdesperowany postanawia na własną rękę ruszyć przyjaciółce na ratunek. Nie chce, aby Szczur wiedział o jego zamiarach, gdyż boi się ponownie narażać go na niebezpieczeństwo. Czy jednak zdoła zupełnie sam włamać się do fortecy jaką jest owiane złą sławą więzienie? A jeśli nawet mu się to uda, czy będzie w stanie go opuścić? Jakby tego było mało, okazuje się, że Safu może nie mieć już wiele czasu…

 

źródło opisu: Studio JG, 2015

źródło okładki: http://studiojg.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 693
Bloo | 2015-08-07
Przeczytana: 06 sierpnia 2015

Czwarty z dziewięciu
Tak, to już czwarty tom “No. 6”. Trochę sponiewierany terminowo, poprzepychany z kąta w kąt, ale w końcu Studio JG oddało nam go do łapek i mam nadzieję, że więcej podobnych obsuw w terminach nie będzie (tak, tak, marzenia ściętej głowy) .
No dobrze, ale ja nie o tym. Przyjęłam zasadę, że mang nie będę recenzowała, więc właściwie nie będzie to recenzja, tylko słów kilka o… No właśnie, o czym?
Ano historia idealnego miasta od początku mi się podobała. Swoją przygodę zaczęłam od anime, które nie mam pojęcia jakim cudem znalazło się na liście rzeczy do obejrzenia. A że miało zdaje się jedenaście odcinków, pochłonęłam je mig w wolnej chwili wymagającej odmóżdżenia. Wrażenie po bliskim spotkaniu z produkcją było bardzo mieszane. Z jednej strony bardzo podobał mi się pomysł, główna intryga i fakt, że dało wyczuć się w tym wszystkim realne problemy postaci i otaczającego ich świata. Efekt popsuty był jednak pędzącą na złamanie karku fabułą oraz częsty i gęsty od kiczu fanserwis. Jak się okazało nie jest to tylko bolączka anime, no ale po kolei.

Odchudzony z kości na ości
Ten kto się interesuje wie, że anime “No.6” powstało na postawie mangi, ta zaś powstała na podstawie light noweli. Idąc tym tropem trzeba zauważyć, że trudno jest zmieścić dziewięć tomów w jedenastu dwudziestominutowych odcinkach, jak również ciężko jest streścić dziewięciotomową powieść w równie dziewięciotomowej mandze. Zresztą na koniec każdego tomu rysowniczka ubolewa, jak wiele scen musiała usunąć i jak bardzo musi popędzać fabułę do przodu. To jednak o czymś świadczy i wprowadza dodatkowy czynnik dezorientujący. Otóż po mangę sięgnęłam, bo byłam ciekawa na ile uzupełnia to, czego nie ma w anime i w sumie do tej pory chyba powinnam być rozczarowana. Bo jakoś nie zauważam tej różnicy, przynajmniej jeżeli chodzi o prowadzenie fabuły. Jest jednak duża różnica w charakterach głównego bohatera. Shion bardzo ucierpiał w animowanej wersji historii. Był wręcz nie do zdzierżenia. W mandze lubię skubańca coraz bardziej, nawet w tej jego momentami chorej naiwności. Mimo wszystko ma zadziora, którego Hinoki Kino (rysowniczka) potrafi świetnie uchwycić w kadrach. Ciepłe kluchy odchodzą gdzieś w dal i to jest bardzo na plus. Zresztą “No. 6” pełne jest krwistych bohaterów, których losy wciągają i pozwalają czytelnikowi się nimi przejmować.
Sam pomysł na główną intrygę jest interesujący, choć nie taki świeży. Antyutopie to temat przemaglowany na milion sposobów w popkulturze. Sukcesem jest zwrócenie na siebie uwagi w tym tłumie i porwanie ludzi za sobą. Ostatnio strasznie rozczarowałam się serią “Więzień labiryntu”, który gatunkowo jest zbliżony do “No. 6” i w tym zestawieniu, manga wypada zdecydowanie lepiej. Właściwie wszystko było by pięknie ładnie, gdyby nie…

A na imię jej Shion było…
Oczywiście Shion to chłopak. I spoko by było, gdyby nie jego pełne zagmatwania relacje ze Szczurem. Próbuję sobie poukładać, co mi tak naprawdę w tym przeszkadza, że nie potrafię dać tej mandze więcej niż pięć/sześć gwiazdek i dochodzę do wniosku, że nie dla mnie jest ten kiczowaty bełkot, który momentami uprawiają główni protagoniści tejże historii.
Znaczy tak, nieokreślona i w pewnym sensie balansująca na krawędzi relacja między Shonem a Szczurem jest w porządku, dopóki autorka nie zmusza ich do gestów i tekstów przyprawiających mnie o facepalma. To drobnostki: jakieś pocałunki na dobranoc, walc na środku pokoju czy deklaracje na wieczną przyszłość. W takich momentach bohaterowie ci całkowicie tracą swój urok, postawieni pod ścianą taniego boys love, czy coś w tym guście. Właściwie to zabawne, że historia sama w sobie jest prowadzona ładnie i ciekawie, a jak pojawia się jakaś żenująca scena, to mam ochotę nie kupować kolejnego tomu.
Tak więc doszłam do wniosku, że najbardziej lubię Shiona i Szczura jako osobne byty, żyjące we własnych (najlepiej oddzielnych) kadrach. Nie przepadam za fanserwisem i uważam, że ta historia mogłaby się spokojnie bez niego obejść. Uczucie wpychania go na siłę nie opuszcza mnie ani przez chwilę, kiedy tylko zaistnieje na kartach mangi.
Jestem ciekawa, jak tę specyficzną relację ujmuje powieść. Dymki kiepsko się sprawdzają, a kiepskie teksty są rodem z taniego romansu. Nie wiem nawet jak to inaczej ująć.
Przyjaciółka doszła ostatnio do wniosku, że Shion mógłby być spokojnie dziewczyną i to było jak olśnienie. Dlaczego nie można było z niego zrobić dziewczyny? Z jego charakterem byłby świetną heroiną, których w mangach (jak i literaturze) jest jak na lekarstwo. No ale jest jak jest i pozostaje jedynie przymykać oko na te wszystkie sugestywne wyznania i gesty, bo poza tym historia mnie wciąga, co jest dość paradoksalne, jak na mnie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Sługa Korony

Świetny zbiór opowiadań uzupełniający trylogię magów prochowych. Historie które w trylogii były tylko wspomniane tu zostają rozszerzone i uzupełnio...

zgłoś błąd zgłoś błąd