Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

THORN

Wydawnictwo: JasonHunt Books
4,75 (224 ocen i 52 opinie) Zobacz oceny
10
9
9
9
8
16
7
19
6
28
5
46
4
24
3
25
2
16
1
32
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788394196516
liczba stron
330
słowa kluczowe
motywacja
język
polski
dodała
Qwerty150

To książka o poszukiwaniu symbolicznego ostatniego rozdziału. O naszych marzeniach, uczuciach, porażkach. Przyjaźniach i miłościach. O sztuce podnoszenia się z upadku, która nie polega na tym, by chcieć przetrwać, ale by nie stracić z oczu celu. Nie zmieni twojego życia i nie zrobi z ciebie kogoś wyjątkowego. Ale wpłynie na twoją mentalność i sposób postrzegania rzeczywistości. Ty zdecydujesz,...

To książka o poszukiwaniu symbolicznego ostatniego rozdziału. O naszych marzeniach, uczuciach, porażkach. Przyjaźniach i miłościach. O sztuce podnoszenia się z upadku, która nie polega na tym, by chcieć przetrwać, ale by nie stracić z oczu celu. Nie zmieni twojego życia i nie zrobi z ciebie kogoś wyjątkowego. Ale wpłynie na twoją mentalność i sposób postrzegania rzeczywistości. Ty zdecydujesz, w jaki sposób to wykorzystasz.

 

źródło opisu: http://jasonhunt.pl/jason-hunt-thorn-zamow-ksiazke-w-przedsprzedazy/

źródło okładki: http://jasonhunt.pl/jason-hunt-thorn-prezentacja-mojej-nowej-ksiazki/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 671
DiDaDragon | 2016-03-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 marca 2016

Mam mieszane uczucia. Bardzo. Ale ponieważ książka ma niski nakład, a jest o niej dość głośno, to chcę dodać i swój głos do chóru, który już ją czytał. Może to w jakiś sposób doświetli sytuacje wszystkim tym, którzy noszą się z zamiarem przeczytania tej pozycji, ale nie mają skąd jej wziąć.

Z jednej strony ta książka byłaby zupełnie przyzwoitym czytadłem do pociągu – lekkie, proste, na raz i bez powtórki. Z drugiej autor zdecydował się na zabawę składem, co mnie, jako człowieka żyjącego z wydawania książek od razu odstrasza. Po pierwsze dlatego, że nie lubię, kiedy ktoś nie szanuje papieru. Przed ‘89 wydawało się książki oszczędniej. Z mniejszym marginesem i interlinią, bo papier był trudnodostępny. A i teraz koszt papieru i jego zadruk, to jedne z najdroższych elementów, które pompują cenę książki. A chyba wszystkim nam zależy na tym, żeby książki były tańsze.

Po drugie windowanie swojego ego tym, że napisało książkę, która ma ponad trzysta stron nie przystoi, jeśli jej format to a4. Z gigantycznymi marginesami i zabawami czcionką i interlinią. Dobrze jeszcze, że nie na spulchnionym papierze, bo to też się teraz robi. Zabawy składem sugerują też - po trzecie - że twórca nie ma pomysłu, jak inaczej zwrócić uwagę na swoje dzieło. To jeszcze samo w sobie nie jest takie złe – w końcu jakoś trzeba, jeśli się jest początkującym. Tylko że jeśli ktoś zna ten mechanizm, to od razu podejdzie do książki z pewnym dystansem.

Dystansu tego nie zmienia nawet początkowy szacunek do autora, który zdecydował się sam zająć wydaniem własnej książki. Gratuluje. Dotarłeś do momentu, w którym ludzie nie tylko przeczytali swoją książkę, ale rozmawiają o niej – podoba im się bądź nie, ale już w tym miejscu osiągnąłeś więcej niż lwia część młodych, niespełnionych pisarzy bez nazwiska, którzy chcieliby wydać książkę i może nawet mają coś niesamowitego do powiedzenia, ale odsiewa ich bezwzględny rynek wydawniczy. Jeśli są jednak wytrwali, to szukają wydawcy tak długo, aż go znajdą. Czasami zaczynając od konkursów internetowych na debiut pisarski. I może tą dłuższą drogą trzeba iść, bo dostaje się wtedy już porządną ekipę fachowców, którzy to robią od lat i którzy z Twojej książki zrobią coś, co potem będzie w zasięgu ręki ludzi przychodzących do matrasa. Jeszcze raz powtarzam: nie mogę powiedzieć, że założenie własnego wydawnictwa, żeby wydawać swoje książki jest wobec tego pójściem na skróty, bo nie – to gigantyczne przedsięwzięcie! Naprawdę. Trzeba mieć mase kasy, samozaparcia i cierpliwości! Niemniej może się udać, albo nie. W przypadku THORNA czas pokaże.

I nie zrozumcie mnie źle – to nie jest złe pisanie. Jest nawet w porządku. Choć nie ze wszystkimi przemyśleniami natury egzystencjalnej autora się zgadzam. Niektóre wręcz wydają mi się z czapy. Ale to wciąż byłoby całkiem miłe czytanie, gdyby nie ten koński format i zabawy ze składem. Być może były one celowe. Być może był w tym ukryty jakiś szyfr, którego ja nie odczytałam. Jeśli ktoś odgadł jakiś ukryty mechanizm, to bardzo proszę, niech się podzieli.

Na koniec chciałam jeszcze powiedzieć, że chętnie oddam w dobre ręce swój egzemplarz. Dostałam go za darmo i darmo oddam. Jeśli ktoś jest z poza Krakowa musi tylko wziąć pod uwagę koszt wysyłki.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Jeden dzień na jeden raz

Ksiazka opowiada o milosci trzech niezwyklych par i pokazuje ze o milosc zawsze warto walczyc i nigdy nie jest na nia za pozno. A przeszkody...

zgłoś błąd zgłoś błąd