Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
7,76 (156 ocen i 24 opinie) Zobacz oceny
10
9
9
28
8
63
7
40
6
11
5
2
4
2
3
0
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380491489
liczba stron
376
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

W raju, jak chętnie myślimy, wszyscy z pewnością rozmawiali po polsku. Musimy się jednak pogodzić z tym, że ani Tomasz Mann nie był Polakiem, ani nawet Dostojewski nie pisał po polsku. Dlatego warto przeczytać, co o swojej pracy mówią uznani tłumacze Flauberta, Nabokova, Joyce’a, Woolf, Márqueza, Coetzee’go oraz wielu innych autorów. Przeczytać także i o tym, jak się trudzą, by nas na nowo...

W raju, jak chętnie myślimy, wszyscy z pewnością rozmawiali po polsku. Musimy się jednak pogodzić z tym, że ani Tomasz Mann nie był Polakiem, ani nawet Dostojewski nie pisał po polsku. Dlatego warto przeczytać, co o swojej pracy mówią uznani tłumacze Flauberta, Nabokova, Joyce’a, Woolf, Márqueza, Coetzee’go oraz wielu innych autorów. Przeczytać także i o tym, jak się trudzą, by nas na nowo zaprowadzić do raju – raju literatury.

O pracy nad przekładami fascynująco opowiadają: Carlos Marrodán Casas, Andrzej Jagodziński, Małgorzata Łukasiewicz, Teresa Worowska, Magdalena Heydel, Ireneusz Kania, Piotr Sommer, Anna Wasilewska, Jerzy Jarniewicz, Ryszard Engelking, Jan Gondowicz oraz Michał Kłobukowski.

 

źródło opisu: http://czarne.com.pl/

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 63
Natalia Nowicka | 2016-01-26
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 24 stycznia 2016

Przejęzyczenie... to mój pierwszy książkowy zakup w tym roku i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Jeśli ktoś poza czytaniem literatury, dodatkowo interesuje się nią od kuchni (ale niekoniecznie), to Przejęzyczenie… jest dla niego lekturą obowiązkową. Nie przypominam sobie, żeby ostatnio jakakolwiek książka w takim stopniu odświeżyła mój aparat mózgowy.

Przyznam szczerze, że jeszcze do niedawna, czytając literaturę zagraniczną, myśl o tym, że abym mogła ją czytać, to ktoś musiał ją najpierw przetłumaczyć, znajdowała się gdzieś na peryferiach mojego umysłu, a nawet w jego slumsach. Być może działo się tak, bo - jak to słusznie zauważyła jedna z rozmówczyń Zaleskiej - my, Polacy lubimy myśleć, że wszystko zostało napisane po polsku. Zapewniam was, że nie ma w tym żarcie przesady, bo ilu z was zwraca uwagę na to, kto tłumaczył książkę, do której się właśnie zabieracie? Zaryzykuję stwierdzenie, że niewielu. Zauważcie, że po skończonej lekturze poddajecie ewentualnej krytyce język autora, a przecież tak naprawdę macie do czynienia z językiem tłumacza, który często jest w tej materii wirtuozem lepszym, niż ten, kto dane dzieło popełnił (jak to w przypadku tłumaczeń np. Boya-Żeleńskiego bywało). Każda rozmowa, którą przeprowadziła Zaleska w swojej książce, wniosła w moją recepcję literatury wiele dobrego i wiele rzeczy zweryfikowała.

Pewnie niezbyt dobrze to o mnie świadczy, ale - z okazji ekshibicjonistycznego usposobienia w tej przedsennej porze, w której to piszę - zaszaleję i wyznam, że zdarzało mi się rzucać książką i kląć szpetnie, bo po nazwisku uznanego autora, widniejącym na okładce, oczekiwałam czegoś więcej, niż licealne metafory, burleskowa stylistyka i podawanie wszystkiego na tacy. A przecież mogła to być wina tłumacza, którego jakieś wydawnictwo zatrudniło do zrobienia przekładu na cito, bo akurat zbliżała się premiera ekranizacji jeszcze niewydanej w Polsce książki i wydawca już pocierał piętkami na myśl o zyskach i, excusez le mot, w dupie umieścił to, że ma do czynienia z tłumaczem z rodzaju tych, którzy po półrocznym dukaniu na Erasmusie w UK, zjeżdżają do Polski i za grosze rzucają się tłumaczyć Becketta translatorem z Googla. Niestety, takie sytuacje są obecnie na porządku dziennym. Jedyna pociecha w tym, że przekładanie dzieł uznanych autorów, wielu przytomnych wydawców powierza wybitnym tłumaczom, o czym przekonacie się z lektury Przejęzyczenia…

Książka zawiera mnóstwo ciekawostek (niektóre są dla mnie wręcz sensacyjne, jak choćby ta związana z Rękopisem znalezionym w Saragossie Jana Potockiego), anegdot (momentami rżałam jak koń) i jest przede wszystkim świetną literaturą o literaturze, a co najważniejsze - w całości zrozumiałą (no może poza jednym wyjątkiem w postaci rozmowy z Piotrem Sommerem, którego wypowiedzi były na mój gust nieco zbyt akademickie, a może ja gópiam i nie wszystko było dla mnie zrozumiałe) także dla osób, dla których jedynym teoretycznoliterackim rozważaniem w życiu było to, czy kupić Harry Pottera w miękkiej, czy twardej oprawie. Idealnie będzie, jeśli zapewnicie sobie spokój, który pozwoli wam całkowicie skupić się na lekturze, bo nie jest to książka, którą się „kartkuje”, więc czytanie jej w kolejce do gastrologa z automatu zrobi z was czytelniczego profana. Wiem, co mówię, bo choć nie czytałam jej w przychodniach, to i tak musiałam sporo się natrudzić, żeby znaleźć upragniony spokój. Ilekroć zabierałam się do lektury, mój kot przeżywał akurat chwile „burzy i naporu” i gdy zagłębiałam się w kolejne fascynujące rozważania nad materią słowa, to ta gruba zakała wbijała mi znienacka pazury gdzie popadnie, więc wpieniałam się jak Kondrat w Dniu świra, kiedy nie mógł wpłynąć na suchego przestwór oceanu, bo non stop coś mu przeszkadzało. Na szczęście udało mi się wycisnąć z książki to, co najlepsze, choć w nieco dłuższym czasie niż planowałam (kocie, ty zakało!).

Wszyscy rozmówcy Zaleskiej to persony pośrednio lub bezpośrednio związane z prestiżowym miesięcznikiem „Literatura na świecie”, wyposażone w godną pozazdroszczenia erudycję, wszechstronne pasje (moi ulubieńcy to Carlos Marrodán Casas, Ireneusz Kania, Ryszard Engelking i Jan Gondowicz) oraz bezbrzeżny i zdecydowanie zaraźliwy dla czytelnika Przejęzyczenia… zachwyt nad możliwościami języka. Dowiecie się m.in. o tym, co dla każdej z nich znaczy dobre tłumaczenie i że często dany przekład był wypadkową czytelniczych fascynacji tłumacza lub jego translatorskim marzeniem, powiedzą, z jakimi trudnościami się borykają (niezwykle gorzkie i słuszne zresztą refleksje nad rynkiem wydawniczym), co kryje się dla tłumacza pod hasłem "fałszywi przyjaciele" i co sprawiło, że zostali tłumaczami (o dziwo, niektórzy zupełnie z przypadku). Jeśli szukacie intelektualnej uczty, to w przypadku tej książki z całą pewnością napełnicie swoje mentalne brzuchy.

Po lekturze Przejęzyczenia… moje czytanie literatury zagranicznej będzie już nieco inne, bo jej tłumaczom należy się takie samo uznanie, jak autorom, zwłaszcza że mamy w Polsce wybitnych specjalistów od przekładu. Z podziwu dla ich umiejętności językowych, wiedzy o polszczyźnie i translatorskich pasji będę zwracała większą uwagę na nazwiska, które zazwyczaj wypisuje się drobnym, ledwo widocznym drukiem pod nazwiskiem autora. Żeby was nie zemdliło od tej egzaltacji dodam tylko, że niektórzy tłumacze opowiadali w tak fascynujący sposób o tłumaczonych przez siebie pozycjach i ich autorach, że nabrałam wielkiej ochoty, aby je przeczytać (np. wszystko co wyszło spod pióra Sandora Maraia, czy Roberta Walsera).

Czytając książkę Zaleskiej, non stop podkreślałam coś ołówkiem i robiłam jakieś swoje zapiski na kartkach-samoprzylepkach, bo niemalże na każdej stronie znajdywałam coś, co albo było warte zapamiętania albo było bodźcem do moich własnych objawień i rozważań nad literaturą. To zakreślanie i notowanie traktuję jako echo, ale echo szczególne, bo wywołane przez takie książki, których zawartość jest zbyt głośna, aby przepadły gdzieś pośród setek innych.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wilki

Jeśli lubisz lekkie książki, odkrywające przyrodnicze sekrety, o których większość ludzi nie wie, bardzo spodoba Ci się ta książka. Jednak nie jest to...

zgłoś błąd zgłoś błąd