Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wszystko za Everest

Tłumaczenie: Krystyna Palmowska
Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
8,02 (1629 ocen i 190 opinii) Zobacz oceny
10
166
9
384
8
566
7
384
6
98
5
21
4
6
3
3
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Into Thin Air
data wydania
ISBN
9788380491472
liczba stron
419
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

Kiedy 10 maja 1996 roku trzy ekipy jednocześnie dokonywały ataku szczytowego, nad Mount Everestem zerwała się burza. Zaczęła się mordercza walka o przetrwanie. Jon Krakauer przeżył. Książka Wszystko za Everest trafiła na listy bestsellerów, ale wywołała też wiele kontrowersji. Stała się także źródłem inspiracji dla filmowców. Sama tragedia zaś – mimo że wydarzyła się prawie dwadzieścia lat...

Kiedy 10 maja 1996 roku trzy ekipy jednocześnie dokonywały ataku szczytowego, nad Mount Everestem zerwała się burza. Zaczęła się mordercza walka o przetrwanie. Jon Krakauer przeżył.

Książka Wszystko za Everest trafiła na listy bestsellerów, ale wywołała też wiele kontrowersji. Stała się także źródłem inspiracji dla filmowców. Sama tragedia zaś – mimo że wydarzyła się prawie dwadzieścia lat temu – wciąż budzi emocje. Problemy opisane przez Krakauera przybrały jeszcze na sile: w komercyjnych wyprawach na Everest bierze udział coraz więcej osób, nie bacząc na zagrożenia i skutki ludzkiej ekspansji w najwyższych górach świata.

 

źródło opisu: http://czarne.com.pl/

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2
KubaRadomski | 2015-12-04
Na półkach: Przeczytane

Dziennikarz w centrum tragedii

Zawsze intrygowało mnie, jak pewne rozwiązania z książki, którą dobrze znam, zostaną przeniesione na ekran. Pamiętam, że francuska ekranizacja jednej z moich ulubionych książek Harlana Cobena, „Nie mów nikomu”, podobała mi się bardzo, a scenę pogrzebu czy scenę w kawiarence internetowej, z towarzyszącą jej muzyką U2 („With or without you”) uznałem wręcz ze znakomite. W tym przypadku było odwrotnie, bo najpierw obejrzałem film. Poszedłem do kina na „Everest” ze świadomością, że jest adaptacją książki, o której kolega powiedział mi niedawno: „Genialna. Jestem w szoku, że nigdy jej nie czytałeś”. Film zaskoczył mnie pozytywnie, przede wszystkim nieźle oddanymi realiami. Bałem się, że podobnie jak w „Na krawędzi” z Sylvestrem Stallone, również tu główny bohater będzie biegł na wysokości ośmiu tysięcy metrów. Zaintrygowała mnie też sama historia, dlatego kilka tygodni później sięgnąłem po „Wszystko za Everest” Jona Krakauera. I dziś uważam ją za jedną z kilku najlepszych książek, które przeczytałem w życiu.

Krakauer to dziennikarz, który w 1996 roku pojechał na komercyjną wyprawę na Everest, wysłany przez popularny magazyn „Outside”. Miał duże doświadczenie wspinaczkowe: cztery lata wcześniej zdobył m.in. Cerro Torre w Andach – szczyt wokół którego toczy się akcja genialnego filmu Wernera Herzoga „Krzyk kamienia”. Jego zadanie było proste – spróbować wejść na najwyższą górę świata, a jednocześnie opisać, jak wyglądają komercyjne wyprawy, polegające na tym, że doświadczeni przewodnicy pomagają wejść na wierzchołek słabszym, ale ambitnym, a niekiedy wręcz zdesperowanym klientom, którzy na całą wyprawę musieli wyłożyć około 70 tysięcy dolarów.

Krakauer miał napisać, jak tam wysoko budowane są relacje społeczne i jak zachowują się konkretni ludzie. Fakt, że na zejściu z Everestu wspinaczy zaatakowała straszliwa burza, a już wcześniej popełniono kilka istotnych błędów, sprawił, że nagle znalazł się w środku całej tragedii. W dodatku sam, schodząc do obozu na Przełęczy Południowej, był ekstremalnie wyczerpany. Świadczy o tym genialny fragment, w którym leżący w namiocie Krakauer rozmawia z Martinem Adamsem – jednym z klientów, którzy przeżyli. Adams opowiada, że na zejściu do przełęczy spotkał człowieka, który prawdopodobnie zaczynał iść do góry i zachował się dziwnie, bo poprosił go o przyniesienie lin i specjalnych śrub lodowych. Krakauer po chwili pyta: „Martin, a nie sądzisz, że tym gościem mogłem być ja?”. Okazało się, że dziennikarz „Outside” był przekonany, że rozmawiał wtedy z Andym Harrisem, jednym z przewodników (stąd taki ton i taka prośba), który ostatecznie zginął podczas zejścia. Cóż, właśnie tak działa w takich okolicznościach ludzki umysł.

Siłą książki jest to, że Krakauer w żaden sposób nie koloryzuje. Nie wybiela ani siebie, ani innych. Gdy wspinacze spędzali czas w ostatnim obozie, by jeszcze w nocy ruszyć do góry, panującą wokół atmosferę opisuje tak:

„W tym miejscu, zapomnianym przez Boga, czułem się oddalony od osób znajdujących się bok mnie – emocjonalnie, duchowo, fizycznie – do takiego stopnia, jakiego nie doświadczyłem na żadnej innej wyprawie. Jesteśmy zespołem tylko z nazwy, uświadomiłem sobie w końcu ze smutkiem. Chociaż za parę godzin zamierzaliśmy wyruszyć z obozu jako grupa, mieliśmy się wspinać indywidualnie, niezwiązani ani liną, ani żadnymi głębszymi więzami lojalności. Każdy klient działał w głównej mierze tylko dla siebie. Ja też nie byłem wyjątkiem”.

Coś, co miało być wyjątkową i unikatową przygodą, stało się koszmarem. Traumą. W końcu zginęli ludzie, z którymi jeszcze kilka dni temu żartowałeś i przekomarzałeś się, kto wejdzie pierwszy na szczyt. Pod koniec książki autor opowiada o swoich wewnętrznych przeżyciach niemal tak, jakby siedział właśnie w gabinecie u psychoanalityka:

„Z sześciu uczestników wyprawy Halla, którzy osiągnęli szczyt, udało się zejść tylko dwóm: Mike’owi Groomowi i mnie. Czterech kolegów z zespołu, z którymi się śmiałem, wymiotowałem i prowadziłem długie, intymne rozmowy, straciło życie. Moje działąnia – lub ich zaniechanie – przyczyniły się bezpośrednio do śmierci Andy’ego Harrisa. Kiedy zaś Yasuko Namba umierała, leżąc na Przełęczy Południowej, byłem zaledwie trzysta metrów od niej, zaszyty w namiocie, niepomny jej walki, zatroskany tylko o własne bezpieczeństwo. Piętno, jakie świadomość tego wszystkiego odcisnęła na mojej psychice, nie jest plamą, którą można zmazać po kilku miesiącach żalu i wyrzutów sumienia wywołanych poczuciem winy”

Można by pomyśleć, że w wysokich górach giną zazwyczaj ci najsłabsi i najmniej doświadczeni. Jednak podczas opisywanej przez Krakauera wyprawy śmierć poniosło osiem osób z trzech różnych wypraw, w tym dwóch głównych przewodników, czyli Amerykanin Scott Fischer i Nowozelandczyk Rob Hall. Ten drugi, umierając, rozmawiał jednocześnie przez radiotelefon ze swoją żoną. „Biorąc pod uwagę wysokość i okoliczności, jest mi stosunkowo wygodnie” – to jedne z ostatnich słów, jakie zdążył skierować w jej stronę.

Mam taką teorię, że tym, co najbardziej interesuje ludzi w tego typu historiach, jest konieczność dokonywania dramatycznych wyborów w nieludzkich okolicznościach. We „Wszystko za Everest” roi się od tego typu dylematów. Pomóc? Przecież on umiera… Ale z drugiej strony przecież sam bezpośrednio narażę swoje życie. Lepsza jedna śmierć niż dwie… Ale to przecież człowiek, przyjaciel, trzeba go ratować… I tak w kółko. Bohaterowie u Krakauera wybierają różnie, a autor opisuje to wszystko, jak tylko obiektywnie potrafi. Po publikacji książki wyraźnie skrzywdzony poczuł się inny z przewodników, Rosjanin Anatolij Bukriejew, skrytykowany za to, że na Everest wchodził bez tlenu (przez co miał mniej sił i czasu na pomaganie klientom), a na zejściu zostawił innych i pomknął na przełęcz. Bukriejew napisał później książkę „Wspinaczka. Mount Everest i zgubne ambicje”, w której opisał swoją, w wielu punktach różniącą się wersję wydarzeń.

Tym, którzy żyją na nizinach, łatwo jest piętnować ludzi, którzy w tzw. strefie śmierci ratują siebie kosztem innych. To trochę jak z lustracją – ludziom, którzy dojrzewali w wolnej Polsce jakoś tak prosto przychodzi stwierdzić, że ten się skundlił donosząc na kumpli, nie patrząc w ogóle na to, jakiego rodzaju fizyczny lub emocjonalny szantaż go do tego skłonił. Albo jak z korupcją w polskiej piłce, gdy krytykuje się młodego chłopaka, który złożył się na sędziego, bo starszyzna kazała. Już widzę, jak każdy z tych krytykantów na jego miejscu zachowałby się inaczej. Książka Krakauera jest jedną z tych, które w kontekście przebywania na nieludzkiej wysokości stawiają to ważne pytanie: „Co wybrać? Co powinno być priorytetem?”. Staram się często odwiedzać warszawskie salony Empik i pamiętam, że pewnego dnia byłem w szoku, bo nagle kilkanaście osób dookoła mnie miało w ręku „Newsweeka” i czytało już tam, w całości, jeden materiał. Ten sam. Wiecie co, to było? Wywiad z Adamem Bieleckim, który w 2013 roku pod Broad Peakiem stwierdził, że priorytetem jest ratowanie siebie, podczas gdy wyżej ginęło dwóch ludzi (nie wiedział tego, mógł tylko przypuszczać), przez co w wielu środowiskach bardzo mu się dostało. Ludzie byli zaintrygowani, chcieli poznać jego wersję wydarzeń.

Jednocześnie „Wszystko za Everest” nie jest książką tylko o górach i skierowaną wyłącznie dla ludzi, którzy sami się wspinają albo uwielbiają o tym czytać. Geniusz Krakauera polega na tym, że opowiadając o tragicznej wyprawie, skonstruował coś, co Robert Ziębiński z „Newsweeka” na okładce nazywa filozoficzną przypowieścią. Nic dodać, nic ująć. To uniwersalna opowieść o poświęceniu, współpracy i odpowiedzialności. O ważnych decyzjach, które trzeba podejmować w ekstremalnych warunkach. Wreszcie – o popełnianych błędach, wybaczaniu sobie i wspólnej drodze do celu. O jedności. Czyli o wszystkim tym, co jest najważniejsze w naszym życiu także osiem kilometrów niżej. Krakauer spisał to tak, że czyta się jednym tchem i nie dziwię się Marcinowi Mellerowi, który nazwał ją jedną z dwóch książek, jakie zabrałby ze sobą na bezludną wyspę. Tam też człowiek zostaje sam ze swoimi problemami i jest bezradny wobec ogromu przyrody, choć wszystko odbywa się w nieco innych okolicznościach.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
George Best. Najlepszy. Autobiografia

Bardzo dobra opowieść o jednym z najlepszych zawodników w dziejach futbolu. Oszałamiająca kariera plus hektolitry alkoholu i mnóstwo kobiet, które prz...

zgłoś błąd zgłoś błąd