Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Stwórca

Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
8,68 (72 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
20
9
19
8
24
7
8
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Sculptor
data wydania
ISBN
9788380695702
liczba stron
496
słowa kluczowe
fantastyka
kategoria
komiksy
język
polski
dodała
Róża_Bzowa

David Smith poświęcił życie sztuce. Dosłownie. Zawierając pakt ze Śmiercią młody rzeźbiarz zyskuje niezwykły dar – możliwość wyrzeźbienia rękoma wszystkiego co zapragnie. Cena za to jest olbrzymia – za dwieście dni David umrze. Czy w tym czasie spod jego ręki wyjdzie arcydzieło, które powali krytyków? Co wydarzy się w życiu bohatera, że układ ze Śmiercią przestanie być atrakcyjny? Czy warto...

David Smith poświęcił życie sztuce. Dosłownie. Zawierając pakt ze Śmiercią młody rzeźbiarz zyskuje niezwykły dar – możliwość wyrzeźbienia rękoma wszystkiego co zapragnie. Cena za to jest olbrzymia – za dwieście dni David umrze. Czy w tym czasie spod jego ręki wyjdzie arcydzieło, które powali krytyków? Co wydarzy się w życiu bohatera, że układ ze Śmiercią przestanie być atrakcyjny? Czy warto zastawić życie za wszelką cenę?

„Stwórca" to historia o pożądaniu rzeczy niemożliwych – niezwykła opowieść pomiędzy fantazją a realnością.

„Stwórca" to jedna z najważniejszych powieści graficznych 2015 roku, której autor – Scott McCloud jest dobrze znany polskim czytelnikom dzięki wybitnej, komiksowej opowieści o tym jak działa komiks – Zrozumieć komiks. Planowana jest ekranizacja „Stwórcy".

 

źródło opisu: Wydawnictwo Komiksowe, 2015

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 142
xan4 | 2016-01-01
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 stycznia 2016

Powieść graficzna

Czekaliśmy na ten komiks długo. Zapowiadany był już parę miesięcy temu, potem premiera przesuwała się, prawie co miesiąc, aż wreszcie w listopadzie mogliśmy oddać się lekturze. I warto było czekać, naprawdę. To jeden z lepszych komiksów (powieści graficznych), które przeczytałem w tym roku. Nie piszę najlepszy, bo najlepszą jest oczywiście 9 Sandmana – Panie Łaskawe. Jestem świeżo po 10 – Przebudzeniu, więc wiem, co piszę, 10 nie przebiła 9, nie udało się.

Mogę właściwie zrobić małe podsumowanie, bo do końca roku nie przeczytam już pewnie żadnego komiksu (no, chyba że ukaże się Sokrates Sfara, to wtedy na pewno się skuszę). Pierwsze miejsce to Panie Łaskawe Gaimana, drugie miejsce to omawiany właśnie Stwórca McClouda, a trzecie to komplet sześciu części Kota Rabina Sfara. Zastanawiałem się jeszcze nad Dniem targowym Sturma z jego nostalgicznym spojrzeniem za odchodzącymi czasami, ale niestety przegrał z gadającym kotem. Tak to już jest w życiu.

Stwórca ma prawie pięćset stron, jak zobaczyłem na zdjęciu w Wydawnictwie Komiksowym grzbiet, to pomyślałem sobie: „Oj Alek będziesz miał czytania, będziesz”. Ale komiks nie ma formatu normalnego komiksu (normalnego, znaczy takiego, jak Kajko i Kokosz, czy coś takiego, nie wspominając Sandmana, bo za dużo będę go wspominał). Stwórca jest mniejszy, formatu normalnej książki. Ciekawy zabieg, rzadko spotykam komiksy w mniejszym formacie. Wiem, że mało komiksów przeczytałem, ale tak czy owak stwierdzam, że to zabieg rzadki. Przez to komiks wydaje się niesłychanie grubaśny, chociaż gdyby był wydany w standardowym rozmiarze, taki by nie był. Byłby długi, pewnie tak na trzysta stron, ale nie na pięćset! Ale to nie przeszkadza, a nawet jest dobre. Intensyfikuje komiks, który i tak nie jest monotonny. Na stronie mamy od jednej do dziewięciu scen. Zazwyczaj bywa od czterech do ośmiu. Musiałem, no musiałem sobie coś policzyć, księgowy się we mnie odezwał. Policzyłem więc sceny, strony, teraz już mogę przejść do mojej części humanistycznej i omówić Wam treść.

David Smith, utalentowany rzeźbiarz, już na studiach potrafił zainteresować swoimi pracami nabywców, zwłaszcza że popierał go znany i bogaty marszand. Niestety, był zbyt uczciwy (David, a nie marszand), nie miał hamulców i powiedział o marszandzie kilka słów za dużo. Były to słowa prawdy, ale w dzisiejszym świecie jakie to ma za znaczenie? Słowa zabolały marszanda i nagle życie artysty rzeźbiarza z dnia na dzień dla Davida się skończyło. Od tego momentu minęło pięć lat. Nie sprzedał żadnej pracy. Właśnie mają go wyrzucić z wynajmowanego lokalu, a i pieniądze też się kończą. Siedzi sobie w knajpie, użala nad sobą, gdy spotyka dawno nie widzianego wujka Harry’ego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wujek od dłuższego czasu nie żyje…
Wujkiem okazała się być Śmierć we własnej osobie, która postanowiła zawrzeć z Davidem układ – może tworzyć, co tylko zechce, z czegokolwiek, ale tylko przez najbliższe 200 dni, potem umrze. U nas pewnie byłby to diabeł, i nawet by bardziej pasował, bo po co Śmierci następny nieboszczyk, skoro ma ich tak wielu codziennie? Ale to bez znaczenia, liczy się pakt, a ten został zawarty. David mówi wujkowi Śmierci, że jedyne, co w życiu się liczy, to sztuka i uznanie. I jest w stanie poświęcić swoje życie dla nich, po to, by był znany i uznany przez wszystkich.

W tym momencie autor mógł pójść albo w komedię romantyczną, albo w moralitet. A poszedł swoją drogą, trzecią drogą. Przedstawił nam swoją wersję tej historii, bo nie oszukujmy się, było ich już wcześniej wiele. Muszę przyznać, że opowiedział nam historię ciekawą, wciągającą, intrygującą i nie popadającą w żadną ze skrajności, które wymieniłem.

David zaczyna tworzyć, w dalszym ciągu nie zyskuje uznania, bo przecież nie jest to takie proste, żeby przebić się przez sitwę, koterię, marszandów, gdzie każdy coś chce, gdzie każdy próbuje rozegrać coś swojego. Bo przecież sztuka, przez duże S, to nie sztuka wyznaczona przez komentatorów, marszandów, felietonistów, blogerów, ani nie ta prawdziwa sztuka, tląca się w sercu artysty. Teraz Sztuką rządzą pieniądz i marketing oraz Towarzystwo Wzajemnej Adoracji. Każą nam wierzyć, że tak jest dobrze, tak jest rewelacyjnie i rzadko kiedy znajduje się we mgle dziecko, żeby krzyknie: „Ale król jest nagi!”

Tutaj autor był bardzo blisko moralitetu, ale wybronił się dobrze.

Z drugiej strony, pojawia się w życiu Davida szalona dziewczyna, która przestawia mu życie do góry nogami. Bo zachowuje się inaczej, bo żyje pełnią życia, czerpie z niego pełnymi garściami, po prostu- chce jej się żyć – tu i teraz. Nie odkłada na przyszłość swojego życia, jak to w większości robimy, ale żyje tak, jakby jutra miało nie być.

Tutaj autor był bardzo blisko komedii romantycznej, ale wybronił się dobrze.

Wiadomo co się stało, nie będę pisał, bo każdy przeczyta, albo domyśli się. David goni za sławą. Komiks staje się jakby dziennikiem jego ostatnich dwustu dni życia. I staje się nagle nie tylko dziennikiem spisującym jego następne dokonania, ale także dziennikiem, gdzie życie i Meg wychodzą na pierwsze miejsce.
Dawid staje przed pytaniem, jak ma wyglądać dzieło jego życia, którego tak pożąda? Jak, albo z czego chciałby być pamiętamy? Chciałby, żeby ludzie pamiętali jego wiekopomne dzieło? A może czyny? Uczucie? Po prostu przeżyte życie? Wierząc przez całe życie w czarno białe, David nagle zaczyna odkrywać szarości, kolory pomiędzy, i okazuje się wtedy, że jest ich bardzo dużo, tak dużo, że nie sposób ich ogarnąć.

I nie dostajemy tutaj ckliwej opowieści. Dostajemy wartki komiks, który porusza ważne dla nas wszystkich tematy, nawet jeżeli na pozór zahaczają o patetyczność. To tylko na pozór, bo nasze przemyślenia pojawiają się pomiędzy. Bohaterzy nie są ze spiżu, to ludzie z krwi i kości, ze swoim życiem, swoimi pragnieniami, zwycięstwami i, niestety, głównie porażkami. Widzimy ich w chwilach radości i chwilach rozpaczy. Bo takie jest życie, po prostu.

Co do rysunków, w całości są zrobione na komputerze (ach te czasy!), ale mnie to absolutnie nie przeszkadzało, bo kreska jest tradycyjna, mocno sięgająca do mangi, w odcieniach błękitu. Rysunki oddają wiele szczegółów, autor bardzo dobrze o to zadbał. Świetnie oddał nie tylko pomieszczenia, ludzi, ale przede wszystkim panoramę miasta, muszę przyznać, że w niektórych miejscach byłem pełen podziwu dla twórcy.

Scott McCloud, po pracy teoretycznej na temat komiksów pokazał, że potrafi je także tworzyć.
Potrafi! I to jak! Polecam serdecznie, naprawdę świetna rzecz!

dalej na:
http://szortal.com/node/8942

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nic nie zdarza się przypadkiem

Piękna. Taka jest ta książka, bo człowiek, który ją napisał był piękny. To moje pierwsze spotkanie z Tiziano Terzianim i żałuję, że zdarzyło się dopie...

zgłoś błąd zgłoś błąd