Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Największe skarby naszej cywilizacji

Cykl: W dżungli zdrowia (tom 5)
Wydawnictwo: Burda Książki
6,88 (113 ocen i 15 opinii) Zobacz oceny
10
9
9
6
8
24
7
27
6
31
5
9
4
4
3
1
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788377789186
liczba stron
350
słowa kluczowe
zdrowie, owoce, warzywa, natura
kategoria
poradniki
język
polski
dodała
Dorota

Soczewica i fasola to znakomite źródła białka, migdały i orzechy zawierają dużo magnezu poprawiającego nastrój, kasza jaglana przywraca wewnętrzną równowagę, a peruwiańska kasza quinoa zawiera wszystkie niezbędne aminokwasy. W pestkach naszych polskich jabłek, moreli i brzoskwiń kryje się przeciwrakowa witamina B17, miód ma wiele właściwości leczniczych, a z nasion dzikiej róży robi się...

Soczewica i fasola to znakomite źródła białka, migdały i orzechy zawierają dużo magnezu poprawiającego nastrój, kasza jaglana przywraca wewnętrzną równowagę, a peruwiańska kasza quinoa zawiera wszystkie niezbędne aminokwasy. W pestkach naszych polskich jabłek, moreli i brzoskwiń kryje się przeciwrakowa witamina B17, miód ma wiele właściwości leczniczych, a z nasion dzikiej róży robi się najlepszy olejek, którego można używać zamiast kremu do twarzy.

To są prawdziwe skarby, o których ludzie już chyba zapomnieli. A przecież są tuż obok, bardzo blisko nas! Od rumianku, czosnku i żurawiny przez kaszę gryczaną i jęczmienny pęczak aż po stewię, yerba mate i awokado. Oto największe, bezcenne skarby naszej cywilizacji.
Autorka

 

źródło opisu: Burda

źródło okładki: Burda

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 86
Nell | 2015-08-04
Na półkach: Przeczytane

„Największe skarby ...” to piąty i ostatni tom z cyklu „W dżungli zdrowia” i chyba najbardziej optymistyczny, bo autorka koncentruje się w nim na tym jak dobre i zdrowe jest naturalne jedzenie, opisując przede wszystkim nasze rodzime, polskie „skarby” spożywcze.
Nie obyło się oczywiście bez kilku przypomnień o tym co szkodzi i w jaki sposób, ale przecież Pawlikowska jest znana z zamiłowania do powtórzeń. Bo – bądźmy szczerzy – te 5 tomów można by spokojnie zawrzeć w jednym.
Książka napisana jest charakterystycznym i dobrze znanym stałym czytelnikom wartkim i przystępnym stylem, czyta się ją bardzo szybko.
W kolejnych rozdziałach tejże publikacji autorka opowiada, jak dzięki swoim dalekim podróżom odkryła i zaczęła doceniać produkty żywieniowe, które mamy tuż pod nosem: kasze (jaglaną, gryczaną i pęczak), soczewicę, warzywa strączkowe, zioła, orzechy, owoce (w tym mamy osoby rozdział poświęcony jabłkom) oraz soki owocowe. Ale mamy też opis żywności z dalekich krain, która od jakiegoś czasu stała się dostępna również w Polsce: kaszy quinoa, stewii, yerba mate, awokado...
Przypomina nam o mądrości polskiej ludowej medycyny, wykorzystującej rosnące wokół domostw i na polach, łąkach czy w lasach zioła i namawia do odszukania sprawdzonych zielarzy.
(W zasadzie autorka tutaj trochę sama sobie przeczy, bo z jednej strony twierdzi, że nie ma sensu rozkładać żywności na czynniki pierwsze, jak robi to zachodnia nauka i wymieniać, co zawiera i na co to wpływa, bo przecież człowiek i tak nie jest w stanie tego „rozkminić”, a z drugiej strony – sama to właśnie robi, wymieniając w ramkach na poszczególnych stronicach właściwości wybranych roślin, oczywiście „tylko” ogólnikowo, bo więcej możemy znaleźć w internecie...)
Z jednego rozdziału dowiadujemy się, jakich kosmetyków używa p. Beata, a z innego, że woda to najlepszy napój energetyzujący na świecie. Bodajże po raz pierwszy podaje kilka nazwisk lekarzy, z których wniosków korzystała (z tego się ucieszyłam, bo zawsze byłam ciekawa, na jakich publikacjach opiera swoje wybory żywieniowe). Autorka przypomina nam także o cudownych właściwościach miodu, chociaż sama go nie używa. Oczywiście nie obyło się bez wzmianki o szkodliwości alkoholu.

W ostatnim rozdziale jest mała niespodzianka – autorka wymienia jeszcze jeden z „największych skarbów naszej cywilizacji” nie będący żywnością, ale nie zdradzę co to takiego. Jest też wtręt z jej refleksjami dotyczącymi radia i ogólnie mediów.

Przez lekturę wszystkich tomów tej serii nurtowały mnie pewne pytania, miałabym ochotę dopytać, czy podyskutować z autorką, bo mam chwilami wrażenie pewnych niekonsekwencji w jej toku myślenia. Czekałam do ostatniej części, że coś się wyjaśni, ale nie...
Na przykład p. Beata w wielu książkach i tej również pisze, że przestała kupować chleb kiedy dowiedziała się, że w jej ulubionej ekologicznej piekarni oferują pieczywo na drożdżach a nie na zakwasie, a do tego dodają płatków ziemniaczanych. Ja też czasem kupuję chleb w ekologicznej piekarni, na liście jego składników znajduje się mąka razowa, zakwas oraz sól. Chleb o takim samym składzie kupowałam też w osiedlowej piekarni na nawet w marketach – już niecertyfikowany i o ok. połowę tańszy. Także takie „obrażanie się” po jednym negatywnym doświadczeniu wydaje mi się jednak dość radykalne (celowo używam tego słowa, bo p. Beata pisze, że nie jest radykalna, tylko chce być zdrowa). Czasem wystarczy poszukać, rynek oferuje różne produkty.
Autorka pisze też, że jako kosmetyków używa oleju z pestek dzikiej róży oraz oleju kokosowego. W poprzednim tomie odsądzała od czci i wiary wszelkie oleje jako produkty wysoko przetworzone, a tu nagle dowiadujemy się, że wystarczy, żeby były nierafinowane i tłoczone na zimno i wszystko jest dobrze. Można je nawet jeść. Z poprzedniego tomu zapamiętałam, że nawet takie są „be”. A może ja czegoś nie doczytałam ...?
Kolejna sprawa: Pawlikowska namawia do używania wyciskarki zachwalając ją jako najlepszy sposób uzyskiwania soku. A to głównie dzięki temu, że pozbawia go błonnika. Ale zaraz, przecież owoce są zdrowe w CAŁEJ swojej postaci, nie pozbawione żadnych swoich cząsteczek, bo tylko wtedy organizm dobrze je przyswaja i potrafi z nich skorzystać... A jednak okazuje się, że bezduszna maszyna może coś odjąć z tej naturalnej postaci i dalej jest zdrowo... ?? No jak to... ?
Na tej samej zasadzie stale też dziwi mnie zachwyt autorki nad czerwoną soczewicą - przecież to soczewica brązowa pozbawiona łupinki, a więc już o tyle mniej wartościowa.
Jeszcze byłabym w stanie wymienić więcej takich wątpliwości, ale już sobie daruję.

Książki Beaty Pawlikowskiej, na równi z innymi lekturami, przyczyniły się do tego, że od jakiegoś czasu zmieniam swoją dietę. Tu jestem wdzięczna. Jednak, pomimo tego, że zauważam pozytywne efekty, jest to dla mnie ciągle wyrzeczeniem. Autorka twierdzi, że sama nie ma już „grzesznych pokus” i niczego sobie nie odmawia, bo tak działa jedzenie wyłącznie zdrowych rzeczy. Cóż, u mnie jakoś nie chce tak być... Gdybym miała posłuchać jej rad: „Nie zmuszaj się do niczego. Nie narzucaj sobie ograniczających zakazów.”, to bym po prostu powróciła do dawnego niezbyt zdrowego stylu jedzenia.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pierwszy róg

W trzech królestwach panuje zima. W powietrzu wisi wojna, a grupa ludzi utknęła w gospodzie. Wokół jest pustka i złowroga burza. Co się wydarzy? Czy p...

zgłoś błąd zgłoś błąd