Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dżihad i samozagłada Zachodu

Wydawnictwo: Fabryka Słów
6,81 (137 ocen i 28 opinii) Zobacz oceny
10
8
9
11
8
33
7
35
6
28
5
9
4
3
3
5
2
0
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379640782
liczba stron
400
słowa kluczowe
reportaż, islam
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
tsantsara

Jak długo jeszcze Kościół będzie odwracał oczy od zbrodni popełnianych na chrześcijanach? Masowe zbrodnie przeprowadzane przez dżihad mrożą krew w żyłach. Drastyczne filmiki z egzekucji umieszczane w Internecie są manifestem siły i nieobliczalności wyznawców Allaha. Zalewa nas fala terroru, której nie potrafimy powstrzymać . Czy na pewno nie potrafimy? Jaka jest rola Kościoła katolickiego w...

Jak długo jeszcze Kościół będzie odwracał oczy od zbrodni popełnianych na chrześcijanach?

Masowe zbrodnie przeprowadzane przez dżihad mrożą krew w żyłach. Drastyczne filmiki z egzekucji umieszczane w Internecie są manifestem siły i nieobliczalności wyznawców Allaha.

Zalewa nas fala terroru, której nie potrafimy powstrzymać . Czy na pewno nie potrafimy?

Jaka jest rola Kościoła katolickiego w tych działaniach? Jak długo jeszcze będziemy nadstawiać drugi policzek i ze spokojem patrzeć na rzeź niewinnych?

Paweł Lisicki w kontrowersyjnej i bardzo mądrej analizie przyczyn zagrożenia ze strony Islamu, którego tak boi się cywilizacja zachodu. Czy to, że Europa uważa się za chrześcijańską uratuje ją czy pogrąży?

Każdy kto lęka się ekspansji Dżihadu albo ją lekceważy myśląc, że nas to nie dotyczy, powinien przeczytać tą książkę.

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3524
żabot | 2015-12-16
Przeczytana: 16 grudnia 2015

Jeśli ktoś lubi Ziemkiewicza czy Zychowicza, książka na pewno mu się spodoba. Identyczny styl, niezachwiana pewność siebie autora w przedstawianiu jedynie słusznych, oczywiście własnych poglądów. Bo przecież to, co myśli i wyraża autor jest tak porażająco logiczne, że trzeba być niespełna rozumu, żeby nie przyjąć tego za swoje.
Ja jednak wysiadam z tego tramwaju. Książka niewątpliwie napisana sprawnym i przekonującym językiem, ale po kilkudziesięciu stronach u krytycznego czytelnika powinny rozdzwonić się dzwonki alarmowe. Ktoś tu, u licha, stara się mną manipulować. Mam przestać myśleć i myśleć dokładnie, jak autor. Poczułem się niczym muzułmanin, którego kreuje nam Lisicki. Nie myśl! Słuchaj głosu i recytuj.
Po pierwsze książka jest w dość znacznej części boleśnie nie na temat. Na temat jest tylko początek, nawet nie połowa. Lisicki potępia w czambuł II Sobór Watykański i papiestwo po nim, które – wg tego, co przedstawia Lisicki – po prostu, przepraszam za kolokwializm, daje ciała w całej rozciągłości ustępując islamowi, przez co świat Zachodu ulega gwałtownej islamizacji. Za to przed II Soborem, to chrześcijaństwo to było coś! Kościół stał na straży doktryny i wartości niewątpliwie (czy aby na pewno?) chrześcijańskich i młócił wyznawców Proroka, ile wlezie. Cóż, ten kawałek jest nawet ciekawy. Faktycznie islam urósł w siłę a napływ imigrantów, którzy wcale nie mają ochoty się integrować z Zachodem jest wielki, co niesie za sobą takie, a nie inne zagrożenia. Kto tego nie widzi faktycznie jest ślepcem i durniem. Niestety Lisicki usiłuje wykazać, że islam absolutnie w stu procentach to zło wcielone a chrześcijaństwo (jakoś nagminnie Lisicki katolicyzm utożsamia z całym chrześcijaństwem, oczywiście wtedy, kiedy jest to mu wygodne) to miód i zdrój miłości bliźniego i wyrozumiałości. Hm… Autor oczywiście ma prawo tak uważać, nie zamierzam dyskutować z jego poglądami . Może mieć głupie czy mądre, ale prezentując je i starając się przekonać doń czytelnika (a chyba takie jest założenie przy pisaniu książki) warto by równą miarę przykładać do obu religii a nie do jednej linijkę a do drugiej amperomierz. Całkiem niedawno Ziemkiewicz pisał, że dużo zależy od narracji i to jest prawda. Lisicki stara się więc narzucić jedynie słuszną narrację - następującą: chrześcijaństwo to piękna religia głosząca pokój, miłość, dobro i zbawienie, więc cała kultura (w zamyśle – kultura Zachodu) to również miłość i pokój. Natomiast islam to religia sankcjonująca wojnę, przemoc, walkę i wyrzynanie niewiernych a więc cała kultura islamu to zło wcielone. Jeśli jednak dobiera się pod tym kątem cytaty z Koranu, warto by przyjrzeć się również pod tym samym kątem Biblii, również Nowemu Testamentowi , czy aby na pewno tam też nie ma nawoływań do walki. Jakby dobrze poszukać…
W pewnym momencie Lisicki twierdzi, że chrześcijaństwo nie wytworzyło radykalnego ekstremizmu, że żaden chrześcijanin nie owija się dynamitem i nie wysadza w autobusach. Zgoda, trudno szukać tego typu ekstremizmu współcześnie (choć wspominano w recenzjach na LC Breivika), ale nie trzeba wcale daleko w dziejach szukać ekstremistów religijnych, którzy w imię Jezusa gotowi byli zabijać, w dodatku swoich współbraci w wierze. Gdyby tak poszperać w dziejach, nie brakuje tam masowych mordów i eksterminacji od niemowlęcia do starca jednych chrześcijan przez drugich i to nie w ramach jakichś wojen terytorialnych, ale jak najbardziej o podłożu religijnym. Noc św. Bartłomieja czy eliminacja katarów to najdrastyczniejsze przypadki, ale wojen religijnych w Europie było dość, żeby nie nazywać chrześcijaństwa religią pokoju. W innym miejscu Lisicki z dumą wyznaje, że to w Europie chrześcijańskiej mogła narodzić się prawdziwa wolność znana współczesnym. W domyśle – gdyby nie chrześcijaństwo, takowej wolności by nie było nigdzie. Mało co, a bym się udławił z wrażenia. Można oczywiście twierdzić, że Jezus, że ewangelie, że przykazania miłości etc. Tylko, że idee sobie a praktyka sobie. Tak się akurat składa, że Kościół przez wieki był wielkim hamulcowym owej wolności a wolnościowe idee, zwłaszcza oświeceniowe, to absolutnie nie wymysł Kościoła i chrześcijaństwa ale ludzi jak najbardziej odchodzących od tegoż i go krytykujące. W ramach owej chrześcijańskiej wolności spłonął Giordano Bruno, Galileusz zaparł się swoich poglądów a Kopernik zwlekał z ogłoszeniem swojego odkrycia aż do śmierci. Za to w początkach chrześcijaństwa w ramach stania na straży doktryny sami chrześcijanie nie głaskali po główce różnych heretyków a często po prostu ich mordowali. Dość ciekawie rozumiana wolność i miłosierdzie. Jeśli jednak już tak lekko przypisujemy chrześcijańskiemu kręgowi kulturowemu pojawienie się owej wolności i pojęcia godności ludzkiej (Lisicki słowo „godność” przy porównywaniu Koranu i Biblii odmienia bardzo często i przez wszystkie przypadki, oczywiście w pozytywnym kontekście w przypadku chrześcijaństwa a negatywnym w przypadku islamu), warto by nadmienić, że… chrześcijański krąg kulturowy wyprodukował faszyzm i komunizm i doprowadził do wybuchu dwóch hekatomb światowych w XX wieku. Choć oczywiście są teorie, że to był spisek żydowski ;-) I nie ma tu znaczenia, że komunizm był ateistyczny a faszyzm dość daleki od chrześcijaństwa. Kiedy żołdactwo z hasłem na klamrach pasów „Gott mit uns” zalewało Polskę, to byli Marsjanie, czy chrześcijanie? Można znaleźć w nie mniejszej ilości kler chrześcijański, który popierał faszyzm i nie protestował przeciw przemocy co i ten, który zachował się zgodnie z naukami Jezusa. Na wszystkich szczeblach hierarchii. Ktoś powie, że to demagogia? Owszem, ale taka sama, jak demagogia Lisieckiego.
Autor całkiem sporo miejsca poświęca wyprawom krzyżowym przypisując im oczywiście same szczytne cele. To wspaniali i przewidujący papieże wysyłali rycerstwo nie tylko w obronie świętego dla chrześcijan miejsca, ale również w obronie prześladowanych miejscowych chrześcijan. Pomija jednak milczeniem fakt, że po drodze krzyżowcy nie zawsze przejmowali się rozróżnianiem, kto w co wierzy i jakiego boga wyznaje. Jako wielkie muzułmańskie okrucieństwo Lisicki podaje zwyczaj porywania chrześcijańskich (zapewne nie tylko) chłopców branych w jasyr i wychowywanych na muzułmańskich wojowników. Jakaż to krzywda się działa nie tylko dziatkom, ale i ich rodzinom. Oj, prawda to, prawda. Któż by śmiał zarzucić autorowi kłamstwo? Ale przenieśmy się nieco w czasie i zobaczmy, co wyrabiali bogobojni chrześcijanie w Ameryce? Ano pierw głosili słowo boże wyjątkowo często ogniem i mieczem, a potem porywali masowo czarnych Afrykanów transportując ich za ocean gorzej niż bydło i oczywiście nawracając ich na miejscu na wiarę w Jezusa. I Kościół owych wspaniałych papieży jak najbardziej wspierał ten proceder i go sankcjonował. A co z wyrzynaniem w pień plemion słowiańskich w początkach polskiej państwowości? Nie zamierzam usprawiedliwiać muzułmanów ani ich radykalnych ekstremistów, ale nie udawajmy, że oni mają jedynie powody do hańby a my jedynie do chwały. Wszak to Jezus powiedział „Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto bez grzechu…”.
Nie trzeba być biblistą czy koranistą, żeby wiedzieć, że kultury wywodzące się z obu religii drastycznie się różnią. Autor usilnie chce udowodnić, że Koran to zbiór niejednokrotnie sprzecznych ze sobą tekstów, nie mających dużo wspólnego z prawdziwą historią, wręcz bajek wyssanych z palca. Oczywiście w domyśle Biblia to jak najbardziej zwarta i logiczna księga mająca wielkie oparcie w faktach historycznych. Mógłby Lisicki się dokształcić, no chyba, że ma czytelników za idiotów i celowo nimi manipuluje. Jest dość opracowań na polskim rynku, nie tylko napisanych przez dziennikarzy, ale również fachowców, którzy punktują całą masę nieścisłości i sprzeczności choćby w obrębie samych ewangelii. Być może Koran bije w tym Nowy Testament na głowę, ale jeśli wytykamy niekonsekwencje czy nielogiczności w jednej księdze, pokażmy je też w drugiej. Ale po co? Przecież celem jest dyskredytacja islamu i pokazanie grozy islamizacji Zachodu. Lisicki nie poprzestaje na stwierdzeniu owych sprzeczności. Musi też podać racjonalną przyczynę owego faktu. I oto ogłasza, że Koran został spisany wiele, wiele lat po opisywanych wydarzeniach, a przed tym momentem koraniczna tradycja polegała na recytacji, czyli przekazie słownym, co oczywiście mogło wprowadzać przeinaczenia. Do tego jakoby alfabet arabski w swoim zapisie nie zna samogłosek (nie jest to tak do końca prawda, wystarczy zajrzeć do Internetu, żeby przekonać się, że samogłoska „a” ma swój znak) oraz znaków przestankowych. Warto by się jednak trochę dokształcić, bo podobne zarzuty można przedstawić wielu językom starożytnym, również biblijnym. Współczesna interpunkcja to dość nowy wymysł. Polecam „Przeinaczanie Jezusa” Ehrmana, gdzie autor, światowy biblista, klarownie pokazuje, że starożytni Grecy stosowali zapis ciągły, więc nie było nie tylko znaków przestankowych, ale nawet przerw pomiędzy wyrazami. Zapis był jednolitym ciągiem liter, co mogło doprowadzać do pomyłek w odczycie. I Ehrman to dokładnie pokazuje na najstarszych zachowanych tekstach biblijnych! Starożytny kopista to nie kserokopiarka. Jeden kopista nieświadomie popełniał błędy, inny dokonywał celowych korekt uważając, że poprzedni wprowadził błędy. A jeszcze inny dokonywał korekty wstecznej. Również w przypadku Nowego Testamentu nie są znane pierwotne, oryginalne teksty. Nawet w przypadku ewangelii celowo podaje się, że są to teksty według danego ewangelisty, co nie oznacza że są to dokładnie słowo w słowo teksty przez nich napisane.
Im dalej w las… tym robi się zabawniej. Lisicki opisując, jak to postać Jezusa jest wyjątkowa w dziejach (oczywiście opozycyjnie wobec Mahometa) podaje, że fakt narodzin z dziewicy jest wyjątkowy, świadczy bowiem o boskiej ingerencji a nigdy przedtem takie coś się nie przytrafiło i że starożytni takiego faktu nie znali. Nie mogę dokładnie zacytować słów Lisieckiego, bo książkę odsłuchałem z audiobooka, ale sens jest dokładnie taki. Tu z Lisickiego wyszedł nie felietonista czy choćby domorosły historyk, ale po prostu religijny propagandysta. Akurat fakt narodzin z dziewicy nie był niczym specjalnie nadzwyczajnym w starożytności, choć oczywiście nie powszechnym. Nie dziwota, bo przecież wiedza medyczna i biologiczna starożytnych była po prostu żadna. Tymczasem liczne mitologie są pełne narodzin bogów czy herosów z dziewicy. Żeby daleko nie sięgać od rejonu narodzin chrześcijaństwa, dziewicza Izis zrodziła Horusa. No tak, ale to przecież bogowie a oni, jak wiadomo, mogli nawet wyskakiwać innemu z głowy. Ale niektórym faraonom przypisywano również narodziny z dziewicy (Amenefis III). Cesarzowi Augustowi też przypisano takowe narodziny. Nie chodzi mi tutaj o podważanie cudownego narodzenia Jezusa. Wiara to wiara. Chrześcijanin wierzy, ktoś inny nie. Ale autor mógłby nie opowiadać głupot.
Zapewne ktoś dobrze oczytany w tematyce potrafiłby przyłapać autora na licznych innych zafałszowaniach i manipulacjach. Mnie wystarczą te wspomniane powyżej, by zastanawiać się nad wiarygodnością wszelkich innych podanych w książce faktów. Miałem nadzieję na ciekawą książkę o obecnej sytuacji pomiędzy islamem a chrześcijaństwem szeroko rozumianym. Analizie społecznej i politycznej. Początek książki całkiem nieźle to zapowiadał. Potem książka zamieniła się w propagandowo-religijny wykład o wyższości chrześcijaństwa nad islamem. Akurat do tego mnie nie trzeba przekonywać, bo bliższa ciału koszula. Gdybym jednak chciał poczytać porównawcze analizy dotyczące obu religii i ich ksiąg sięgnąłbym raczej po książki napisane przez fachowców a nie przez dziennikarza. Jedyny plus z lektury jest taki, że w końcu zmuszę się do poważniejszych opracowań tematu stojących od lat na mojej półce nie mogących się doczekać lektury.
Dla wytrwałych i... uważnych czytelników.
P.S.
I jeszcze dwa drobne prztyczki:
1. Autor wręcz przesadnie stara się podkreślać logiczność swego wywodu, co mu się oczywiście chwali. Ale co z logicznością samego tytułu? Jeśli książka wieszczy SAMOzagładę Zachodu, to po co do tego jeszcze jakiś islamski dżihad?
2. Pisząc jakikolwiek tekst nie dysponuję ani uważną redakcją ani korektą, przytrafiają mi się literówki, czasem nawet błędy ortograficzne. Klawiatura ogłupia. Ale zaskakujące jest, że w wydawnictwie nikt nie panuje nad ortografią w opisie książki! Dżihad raz jest pisany dużą literą, w innym miejscu małą. Islam zapisuje się małą literą. I to wszystko raptem w kilku zdaniach. Zaskakujące.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Mężczyzna, który gonił swój cień

Stieg Larsson zapewne przewraca się w grobie. Pierwsze dziełko Lagercrantza przeczytałam z ciekawości i choć nie wzbudziło mojego zachwytu, uznałam, ż...

zgłoś błąd zgłoś błąd