Ślepe stado

Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Seria: Artefakty
Wydawnictwo: Mag
7,48 (260 ocen i 37 opinii) Zobacz oceny
10
21
9
37
8
98
7
46
6
28
5
19
4
4
3
5
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Sheep Look Up
data wydania
ISBN
9788374806336
liczba stron
464
język
polski
dodał
Mariusz

Ta powieść, od lat uznawana za klasyczną, jest dramatycznym i proroczym spojrzeniem na przyszłe skutki niszczenia ziemskiego środowiska. W tym koszmarnym świecie powietrze zatrute jest tak bardzo, że powszechnie używa się masek filtracyjnych. Rośnie śmiertelność noworodków i wygląda na to, że każdy człowiek na coś choruje. Woda jest zatruta, a tę z kranu pije tylko biedota. Władza praktycznie...

Ta powieść, od lat uznawana za klasyczną, jest dramatycznym i proroczym spojrzeniem na przyszłe skutki niszczenia ziemskiego środowiska. W tym koszmarnym świecie powietrze zatrute jest tak bardzo, że powszechnie używa się masek filtracyjnych. Rośnie śmiertelność noworodków i wygląda na to, że każdy człowiek na coś choruje. Woda jest zatruta, a tę z kranu pije tylko biedota. Władza praktycznie nie funkcjonuje, a korporacje dorabiają się na filtrach do wody, maskach i organicznej żywności.
Działacz ekologiczny, Austin Train, musi się ukrywać. Trainiści - ruch ekologiczny, czasami posuwający się do terroryzmu - chcą, by im przewodził. Władze chcą go aresztować, a najchętniej stracić. Media chcą mieć igrzyska. Wszyscy coś dla niego planują, Train jednak ma swój własny plan.

"Najlepsza powieść Brunnera, jaką dotąd czytałem. (…) Wspaniale rozplanowana i dramatyczna. Prawdziwe dzieło sztuki!". - James Blish

"Moim zdaniem, a argumentów mam wiele, jest to bezsprzecznie najlepsza powieść science fiction wszech czasów". - John Grant, współwydawca "The Encyclopedia of Fantasy"

 

źródło opisu: mag.com.pl

źródło okładki: mag.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2446
Andrew Vysotsky | 2017-08-21
Na półkach: Must read, Przeczytane
Przeczytana: 21 sierpnia 2017

Ślepe stado to powieść z 1972 roku napisana przez brytyjskiego pisarza science fiction Johna Brunnera, który żył w latach 1934-1995. Miało to być moje pierwsze czytelnicze spotkanie z twórczością tego autora i do lektury zasiadłem, jak to zwykle u mnie bywa, nie wiedząc niczego ani o twórcy, ani o jego dorobku i tym, jak jest oceniany. Są zwolennicy wcześniejszego zebrania tego typu informacji, co ma być kluczem do właściwej interpretacji tekstu, ale ja wolę, by dzieło samo do mnie przemawiało, a mój odbiór nie był skażony żadną propagandą czy inną reklamą.

Akcja Ślepego stada rozgrywa się gdzieś pod koniec XX wieku, więc w momencie publikacji była wizją przyszłości, ale dla dzisiejszego czytelnika absolutnie już nią nie jest. Umiejscowienie fabuły w określonej datą przyszłości, w dodatku na tyle bliskiej, że może się dla kolejnych pokoleń czytelników stać przeszłością, jest pułapką, w którą wpadło już wielu autorów. Pół biedy, jeśli z czasem dzieło zaczyna tylko trącić myszką, gorzej, jeśli staje się śmieszne lub infantylne. Czy i jak się obroniła przed czasem książka Johna Brunnera?

Akcja rozgrywa się głównie w USA (za co autor był zresztą krytykowany przez rodaków), choć momentami przenosimy się i na inne kontynenty. Ziemia w wizji Brunnera umiera:

W tym koszmarnym świecie powietrze zatrute jest tak bardzo, że powszechnie używa się masek filtracyjnych. Rośnie śmiertelność noworodków i wygląda na to, że każdy człowiek na coś choruje. Woda jest zatruta, a tę z kranu pije tylko biedota. Władza praktycznie nie funkcjonuje, a korporacje dorabiają się na filtrach do wody, maskach i organicznej żywności.
Działacz ekologiczny, Austin Train, musi się ukrywać. Trainiści - ruch ekologiczny, czasami posuwający się do terroryzmu - chcą, by im przewodził. Władze chcą go aresztować, a najchętniej stracić. Media chcą mieć igrzyska. Wszyscy coś dla niego planują, Train jednak ma swój własny plan.

Jak widać z notki wydawnictwa, w powieści jest warstwa fabuły i całkiem niezła akcja, są one jednak tylko narzędziami, by pokazać ekstrapolację dewastacji środowiska, jego przyczyny, mechanizmy i skutki, a także, poprzez działanie Austina Traina, sposób na poprawę sytuacji. Train jest protagonistą bardziej ze względu na zadania, jakie wykonuje na rzecz przesłania powieści i miejsce w konstrukcji fabuły, niż na częstotliwość, z jaką pojawia się na kartach książki. Dzieło składa się z niezwykle krótkich fragmentów poświęconych zwięzłym opisom poszczególnych epizodów nadchodzącego kryzysu i wielu postaciom, których losy wiążą się ze sobą, czasami blisko, a czasami tylko za pośrednictwem odległych skutków ich działań i decyzji. W tekst wrzuconych jest mnóstwo cytatów i rożnych innych wtrętów, co powoduje, że całość sprawia wrażenie zlepka strzępków informacji. To może początkowo sprawiać trudność czytelnikowi przyzwyczajonemu do jednolitej, ciągłej prozy tradycyjnych powieści, ale z drugiej strony taka maniera pozwala łatwiej wczuć się w warunki chaosu informacyjnego, jaki towarzyszy przedstawianym wydarzeniom.

Pierwsza refleksja, jaką budzi lektura Ślepego stada, wydaje się być pocieszająca. Mamy XXI wiek, a nie jest jeszcze tak źle, jak prorokował Brunner. Czy aby jednak na pewno?

Jak mawiano w Diunie, podstawową rzeczą jest, by umieścić wszystko w czasie. Powieść Brunnera została opublikowana w 1972 roku. Z tamtej perspektywy wiele rzeczy wyglądało inaczej, więc i prognozy były takie, a nie inne. Nikt wówczas nie pomyślał, że bogate państwa, trzymające u siebie przemysł, bogactwo i zanieczyszczenia, wyeksportują w biedne rejony świata i przemysł, i zanieczyszczenia, i śmieci, a sobie zostawią tylko zyski. Okazało się, że w krajach rozwiniętych dewastacja środowiska zwolniła i stała się mniej widoczna, gdyż koszty „postępu” wyeksportowano. Czy jednak znaczy to, że w skali globalnej zniszczenia postępują wolniej?

Czy to, że w Chinach, w największym zagłębiu produkcji gruszek, drzewka zapyla się ręcznie, bo nie ma już ani jednego owada do tego zdolnego, nie wpisuje się idealnie w obraz rodem z powieści? A to, że w Krakowie i innych miejscowościach nawet w Polsce, zarówno dużych, jak i małych, nawet w kurortach, co roku większym problemem jest smog? A uczulenia? Pod koniec „komuny” pewne rodzaje chorób autoimmunologicznych uważano za możliwe tylko u dorosłych, którzy w dodatku przez dłuższy czas byli szczególnie eksponowani na alergen. Dziś dzieci rodzą się od razu z takimi chorobami. A to, że „zdrowe” polskie jabłka są pryskane kilkadziesiąt razy, nim się je zbierze? Przykłady można ciągnąć w nieskończoność.

.. kto dzisiaj nie musi brać jakichś tabletek? – pyta sama siebie Peg Mankiewic, jedna z bohaterek powieści. Czy nie jest to zdanie, które można włożyć w usta komukolwiek w dzisiejszych czasach? A przecież jeszcze nie tak dawno temu, gdy byłem młodszy, lekarstwa brało się tylko wtedy, gdy ktoś był chory. Poza epizodami zwanymi chorobą nikomu zdrowemu nawet do głowy nie przyszło, by brać jakieś leki, suplementy, odżywki... Bo i nie było potrzeby... Ile czasu zajęła ta zmiana? Dziesięć lat? Dwadzieścia?

John Brunner nie trafił z przewidywaniami malując dosłowny obraz naszej planety w przyszłości, gdyż degradacja stała się dyskretniejsza, mniej widowiskowa, ale czy przez to jest mniej konkretna? Przez to porażające przerysowanie, choć w ogólnym rozrachunku, w sednie przesłania, trafił, czytelnik nie interesujący się tematem może odnieść fałszywe wrażenie, że nie jest jeszcze tak źle. Wszystko dlatego, że rzeczywistość okazała się dużo bardziej podstępna, niż w latach siedemdziesiątych ktokolwiek mógł podejrzewać.

W przypadku tego wydania znów trzymamy się tradycji, która zwykle mnie denerwuje. Tytuł polski jak zwykle daleko padł od oryginalnego. Ale tym razem dzięki Bogu!

Brunner upatruje winnych katastrofy, ku której zmierzamy, w pazerności najbogatszych; w działalności koncernów, państw i mafii. Uważał, przynajmniej tak sugeruje lektura, że biedni nie są aż tak winni, gdyż nie przyspieszają mechanizmu zagłady – nie podejmują żadnych decyzji, o niczym nie decydują. I znowu nie do końca trafił. Nie mógł przewidzieć, że zdecydowana większość populacji jest jak ślepe stado właśnie i dlatego dzięki za ten polski tytuł. W latach siedemdziesiątych za główne zadanie marketingu uważano wykrywanie niezaspokojonych potrzeb i ich zaspokajanie. Konsument w tym ujęciu faktycznie nie był niczemu winien, a przynajmniej nie ponosił tak wielkiej winy jak ci, którzy w celu własnego wzbogacenia potrzeby te zaspokajali po najmniejszych kosztach dla siebie, co powodowało koszty dla środowiska. Kto mógł przewidzieć, że dzisiejszy marketing będzie tworzył potrzeby, by sprzedawać ludziom rzeczy kompletnie niepotrzebne, których jeszcze rok czy dwa wcześniej nie wzięliby nawet za darmo. Nie dość, że kupujemy nowe komórki, samochody i Bóg wie ile rzeczy, zanim jeszcze te przez nas posiadane stracą użyteczność, to kupujemy śmieci, których jeszcze chwilę wcześniej, przed reklamą, przed tym, zanim nam wmówiono potrzebę ich posiadania, nie podnieślibyśmy z ziemi, jak choćby spinner, czy miliony innych, kolejnych, wymyślanych co chwilę gadżetów. Cała ta masa owiec, które w pocie czoła harują na te coraz to nowe rzeczy, które „muszą” mieć, jest tak samo winna, jak bogacze, którzy się pasą na tej głupocie. Brunner czegoś takiego raczej nie mógł przewidzieć.

Jestem pesymistą, niestety. Homo sapiens ma tylko dwie drogi. Taką jak na Wyspie Wielkanocnej i taką, jak na Tristan da Cunha. Albo, jak na Tristan da Cunha, postawimy na samoograniczenie we wszystkich aspektach, albo będziemy stawiać na ciągły „postęp” i wzrost, i skończymy tak, jak dawni mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej, czyli pozostaniemy tylko zagadką dla... – no właśnie, dla kogo? Dla obcych, gdy przylecą na Ziemię?

Ziemia to tylko taka większa wyspa, nie na morzu co prawda, ale w kosmosie. Gdy będzie nas już za dużo, a nikt nie wie, gdzie przebiega granica, nie pomogą żadne „ekologiczne” technologie. To samo, gdy każdy z nas będzie wciąż chciał więcej.

Jak widać, John Brunner w swej niezbyt futurystycznej wizji, mocno rozminął się z rzeczywistym obrazem przyszłości. Z drugiej strony, jest to być może najbardziej proekologiczna powieść w historii literatury. Przy tym świetnie się ją czyta i w światopoglądzie każdego czytelnika pozostawi ona na pewno trwały ślad. Czy ją polecam? Absolutnie, z całego serca... Tylko po co? To i tak nic nie zmieni. Większość i tak pozostanie na zawsze ślepym stadem.

Doktor X w Ślepym stadzie mówi: - Kiedy politycy twierdzą, że społeczeństwo w ogóle nie jest zainteresowane ochroną środowiska, w połowie mają rację. Społeczeństwo boi się tym interesować...

Od siebie dodam, że od zawsze większość boi się nie tylko tym interesować, ale w ogóle myśleć o czymś więcej, niż zaspokojenie zwierzęcego pędu do posiadania potomstwa i zapełnienie własnego brzucha, przy czym to ostatnie jest rozdęte do rozmiarów u żadnych innych zwierząt niespotykanych, rozdęte nawet do zdobywania tak zbędnych rzeczy jak spinner. I nikt mnie nie przekona, że jest inaczej, dopóki najczęściej odwiedzanymi miejscami w sieci są te o modzie i żarciu.


Wasz Andrew

źródło:
https://klub-aa.blogspot.com/2017/08/o-przyszosci-ktora-staa-sie-przeszoscia.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Tak krucho...

Z książkami, Tak blisko... i Tak krucho... jest tak, jak z yin i yang. Choć można poznać tylko jedną, to jednak obie tworzą doskonałą, dopełniającą si...

zgłoś błąd zgłoś błąd