Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Egipt: haram halal

Seria: Seria Reporterska
Wydawnictwo: Dowody na Istnienie
7,81 (282 ocen i 41 opinii) Zobacz oceny
10
21
9
44
8
116
7
73
6
22
5
4
4
1
3
0
2
0
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788394146177
liczba stron
224
słowa kluczowe
Egipt
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Milena

Polak-muzułmanin, mieszkaniec Aleksandrii Piotr Ibrahim Kalwas opisuje swój Egipt. Współpracujący z "Dużym Formatem" - dodatkiem do "Gazety Wyborczej", reporter odkrywa przed nami to wszystko, co frapuje w Egipcie przyjezdnych, ale nie mają do tego dostępu. Otwiera przed nami świat "haram" i "halal". "Haram" - to zakaz, "halal" - przyzwolenie. Niektóre lakiery do paznokci są dla muzułmanek...

Polak-muzułmanin, mieszkaniec Aleksandrii Piotr Ibrahim Kalwas opisuje swój Egipt. Współpracujący z "Dużym Formatem" - dodatkiem do "Gazety Wyborczej", reporter odkrywa przed nami to wszystko, co frapuje w Egipcie przyjezdnych, ale nie mają do tego dostępu. Otwiera przed nami świat "haram" i "halal". "Haram" - to zakaz, "halal" - przyzwolenie. Niektóre lakiery do paznokci są dla muzułmanek halal, niektóre haram, ale ciężko się w tym zorientować nawet Egipcjanom. Kalwas pisze zajmująco i ze znawstwem. Często patrzy na Egipt ze swojego ulubionego balkonu, ale to nie znaczy, że ma perspektywę człowieka, który nie jest swój i się wysferzył. Balkon jest bowiem w Egipcie ważnym miejscem rodzinnych i społecznych relacji. To świetna książka dla tych, którzy wyjeżdżają do Egiptu na wakacje, a ci którzy tam nie byli, po tej lekturze zapragną tam zaraz pojechać.

 

źródło opisu: Dowody na Istnienie, 2015

źródło okładki: www.facebook.com/DowodyNaIstnienie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 130
blurppp | 2016-03-28
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 15 marca 2016

Mam taka zasadę, staram się napisać recenzje w ciągu maksymalnie 3 dni od zakończenia lektury, dopóki emocje, wrażenia i to wszystko co wywołuje w człowieku książka jest świeże. Czasami jednak tak się nie da, najzwyczajniej wrażenia i emocje są tak silne, że potrzeba dać im chwilę czasu. Musza się w człowieku rozpłynąć, osiąść to tu to tam i trochę się przytępić a czasami wręcz przeobrazić. Dopiero wtedy można o nich pisać. Tak było z emocjami wywołanymi przez „Egipt: haram halal” Piotra Ibrahima Kalwas.
Choć od przewrócenia ostatniej strony minęło już kilka dni, nadal nie jestem wstanie napisać recenzji. Bo co napisać, że to zbiór reportaży opisujących codzienność współczesnego Egiptu. Że to głos w pewnym stopniu z wnętrza, bo napisany przez osobę która co prawda nie jest Egipcjaninem ale od lat tam mieszka. Ponadto to głos wyznawcy Proroka, ale nie takiego, któremu religie narzuciło - jak to najczęściej się wydarza - miejsce urodzenia, ale takiego który na islam zdecydował się sam i przeszedł konwersję. Można napisać, że to żywo pisane teksty, stosunkowo krótkie, często powstałe z myślą o prasie a równocześnie będące reportażem literackim. Wszystko jest tam pięknie skomponowane, polszczyzna najwyższej próby choć trafimy i na wulgaryzmy gdy autor chce uderzyć w wysokie C i te wszystkie „brzydkie słowa” staja się w tym kontekście piękne, staja się „literackim środkiem wyrazu”. Mogę też napisać, że te reportaże pokazują Egipt daleki od tego ze stron katalogów biur podróży. Kalwas nie pisze ani o Hurgadzie ani o piramidach, nie pisze o tym co turysta zobaczy nad Nilem. Wręcz przeciwnie, pisze o tym czego z turystycznych resortów nie widać co Egipt stara się ukryć tak przed samym sobą jak i przed światem. I w większości nie są to rzeczy fajne i to nawet dla kogoś, kto jak niżej podpisany w Egipcie był kilka razy, który dotarł do miejsc o których istnieniu wielu polskich turystów nie ma nawet pojęcia. Niby wydawało mi się, że choć trochę tamten kraj poznałem, że choć zadrapałem warstwę farby mającej ukryć rdzę. No teraz wiem, miałem rację wydawało mi się, tylko mi się wydawało. Prawda była ukryta głęboko, zwłaszcza przed takimi jak ja - przed ludźmi Zachodu. Piotr Ibrahim Kalwas wyciąga ją na wierzch i to w sposób który wywołuje emocje tak silne, że aż bolą.
U mnie pierwszą z nich był gniew. Czysty, dokładnie ukierunkowany w stronę Egipcjan. Za gniewem pojawiła się nienawiść. Zwyczajnie nie byłem wstanie zaakceptować tego co robią z kobietami czy ze zwierzętami. Jestem człowiekiem zachodu, różnica kulturowa jest zbyt wielka. Potem pojawił się strach, przecież Oni tu idą. Jeżeli nie z Egiptu to z Syrii, z Pakistanu, Z Afganistanu idą i niosą swoja budzącą strach tradycję i obyczajowość. Opamiętanie przyszło po kilku dniach. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że jestem taki sam jak oni. Przecież ono to wszystkie bezeceństwa robą tylko z jednego powodu, ze strachu, ze strachu przed zmianą, przed czymś nowym, przed czymś co może być potencjalnie niebezpieczne a z całą pewnością jest nieznane. Do tego najczęściej ma twarz „Zachodu”, twora którego oni nie potrafią zrozumieć i zaakceptować tak jak ja nie potrafię zrozumieć i zaakceptować rezania kobiet czy celebracji Dnia Ofiarowania. To też szukają ochrony przed zmianą, szukają czegoś co wykasuje przymiotnik „nieunikniona” z przed słowa „zmiana”. I jedynym co w ich mniemaniu tą zmianę jest w stanie zatrzymać to ucieczka w narastającą anachroniczną religijną ortodoksję o wczesnośredniowiecznych korzeniach. Ono wszyscy zwyczajnie uciekają przed nowym, tyle tylko że uciekają w tradycje niedostosowaną do realiów dzisiejszości. Ucieka do czegoś co jest znane, przez co bezpieczne. Czasami to znane czyli bezpieczne oznacza wojskową dyktaturę, czasami socjaldemokratyczne mrzonki a czasami pozbawienie kobiet łechtaczki, pozbawione by się nie skurwiły. Bo oni chcą Status Quo i ja też tego chcę . Tylko że ja chcę by tu było jak kiedyś, bez obcych którzy są już niedaleko i których nie ciągle rozumiem, dlatego się ich boję. Oni też chcą by nie przyszło to czego oni się boją, żeby nie przyszłą zmiana, jakakolwiek zmiana. Jestem taki jak oni.
Nie wiem czy Piotr Ibrahim Kalwas pisząc „Egipt: haram halal” chciał mnie do takiej konstatacji namówić. Może tylko chciał pokazać to co inne, co ukryte, co mogą poznać tylko ci którzy zapadli się w Egipt i zyskali zaufanie miejscowych? Tego nie wiem, wiem natomiast, że tak mocny przekaz jak reportaże z tego tomu muszą u czytelnika wywołać silne emocje, że musza się odbić wielokrotnym echem, że nie zostawią nikogo obojętnym. Jakie wywołają w Tobie, o tym najlepiej przekonaj się sam. Ja jestem jedynie pewien, że jakieś wywołają.
„Egipt: haram halal” to pozycja która nie tylko przyznaję znaczek „Polecam, to pozycja która uznaję za obowiązkową, zwłaszcza w obecnej sytuacji. Przeczytajcie koniecznie, bo to dobra i świetna w czytaniu, choć wcale nie łatwa a momentami wręcz bardzo niepokojąca pozycja. Przeczytajcie ją a będzie wam jeszcze długo brzmieć między uszami.
Recenzja pierwszy raz ukazała się na blogu http://blurppp.com/blog/piotr-ibrahim-kalwas-egipt-haram-halal/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Poszukiwania

I kolejna książka Nory Roberts za mną. Jaka była? Przeciętna. Dlaczego? No cóż. Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim przekombinowana g...

zgłoś błąd zgłoś błąd