Nowe szlaki na Wschód. Historia National Geographic

Tłumaczenie: Maria Jabłonowski
Seria: Kolekcja Historia National Geographic
Wydawnictwo: National Geographic
5,67 (3 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
1
6
1
5
0
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788447380718
liczba stron
160
kategoria
historia
język
polski
dodała
Booka

Wiek XIII to epoka odkrywania wielkich lądów i światów. Trwający wówczas pokój między ludami ogromnego imperium mongolskiego sprzyjał rozwojowi handlu i ułatwiał zbliżenie Dalekiego Wschodu z Zachodem. Jednak po zdobyciu Konstantynopola przez Turków przez Turków (1453 rok) proces ten został gwałtownie przerwany i Zachód musiał szukać nowych dróg morskich, by wznowić handel z Azją. W końcu XV...

Wiek XIII to epoka odkrywania wielkich lądów i światów. Trwający wówczas pokój między ludami ogromnego imperium mongolskiego sprzyjał rozwojowi handlu i ułatwiał zbliżenie Dalekiego Wschodu z Zachodem. Jednak po zdobyciu Konstantynopola przez Turków przez Turków (1453 rok) proces ten został gwałtownie przerwany i Zachód musiał szukać nowych dróg morskich, by wznowić handel z Azją. W końcu XV wieku pragniemy znalezienia połączeń przez Atlantyk i chęć dotarcia do Cipangu (Japonia) doprowadziły do odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba.

 

źródło opisu: z okładki

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 683
Jacek | 2017-07-25
Na półkach: Przeczytane, Historia, Mam
Przeczytana: 24 lipca 2017

Podczas czytania tomu 20 Historii National Geographic co kilka stron zmieniałem zdanie na jego temat. Najpierw bardzo mi się podobał. Potem pojawiła się refleksja, że jednak to nie to. Znów dobra partia książki. I słabizny. I braki. I bardzo rozbudowane wątki poboczne. I teraz mam to podsumować.
Jeśli wziąć pod uwagę tytuł, to opis wypraw geograficznych od XIII do XVI wieku jest całkiem przyzwoity. Ale też tytuł jest mylący, bo chociaż poszukiwano dróg na Wschód, to jednak wiele odkryć dokonano na Zachodzie. W kontekście z kolei całego cyklu, wyrwanie jednego wątku z dziejów ludzkości, podróży odkrywczych i badawczych w na przełomie średniowiecza i epoki nowożytnej wydaje się mało udane. Zwłaszcza, ze kolejny tom wraca chronologicznie do końca średniowiecza, do XIV i XV wieku, czyli wyprawy dzieją się obok innych wydarzeń. A to nieprawda, dzieją się wraz z nimi.
Mam też zastrzeżenia do selekcji materiału. Poznajemy Genuę, Wenecję i Florencję, wyprawy hiszpańskie i portugalskie (ale także angielskie, francuskie, chińskie), a nie mamy jasnego obrazu, dlaczego do nich doszło, jakie były cele główne i dodatkowe, co przywożono z podróży i dlaczego było to tak ważne (np. nie ma informacji o ujemnym bilansie handlowym Europy w tej epoce, o wyczerpaniu złóż złota). Nie ma też jasno sprecyzowanych skutków wypraw, zarówno dla państw europejskich, jak i innych kontynentów. Co mamy?
Mamy w pracy opis dróg handlowych na Morzu Śródziemnym w okresie rozwiniętego średniowiecza. Mamy konflikty zarówno w tym regionie, jak i w Azji. Mamy ekspansję hiszpańską i portugalską. Mamy Krzysztofa Kolumba i wszystkie jego wyprawy. Mamy dotarcie do Indii i wyprawy Vespucciego. A teraz uwaga: mamy wyprawy Verrazzano, ale nie mamy Magellana. A tuż już, moim zdaniem, poważny brak. Jako dodatki są opisy handlu w średniowieczu ze szczególnym uwzględnieniem jarmarków w Szampanii (to akurat ważne i potrzebne), początki bankowości (takoż) oraz ułatwienie nawigacyjne, kartograficzne, wreszcie nowe konstrukcje statków, które pozwoliły na wyprawy oceaniczne (też bardzo przydatna informacja). Szkoda tylko, że sprawy gospodarcze nie są przedstawiane jako przyczyna innych działań ludzi lub czynnik sprawczy wielu wydarzeń. Dla autorów cyklu gospodarka „dzieje się” sama dla siebie, bez skutków dla innych dziedzin życia i działalności ludzkiej. Tak nie można pisać o historii w obecnych czasach, tak pisano w XIX w.
Rozdział Drogi na Morzu Śródziemnym nosi nieco mylący tytuł, bo tekst obejmuje także inne akweny, ale jest napisany ciekawie i dobrze. Rozdział poświęcony początkowi bankowości także bardzo dobry, wart polecenia. Część poświęcona podróżom na Wschód także dobra, ale wyraźnie europocentryczna, brak opisu działań arabskich na tym terenie (jedyny wyjątek to wyprawy Ibn Battuty. Podrozdział Ewangelizacja (ss. 48-49) brzmią jak mit lub przypowieść, brak tak głębszej analizy, oceny, nie ma nawet oceny wiarygodności opisu. W podrozdziale Maghreb i Afryka (ss. 75-76) znalazły się liczne, ale nie związane ze sobą informacje, zresztą dość przypadkowe. Liczne szczegółowe informacje może i ubarwiają tekst, ale nie wnoszą do głównego wykładu znaczących treści. Jest tego sporo, ale szczególnie nużą koligacje rodzinne Kolumba i jego przyjaciół, zależności, znajomości, układy towarzyskie. Zupełnie niepotrzebne marnowanie miejsca w książce (ss. 108-111). Podobnie jest przy roli papiestwa podczas wypraw – więcej o rozgrywkach personalnych niż działaniach na polu odkryć. Zabawnie brzmi zdanie o Anglii, kraju żeglarzy i obieżyświatów (s. 127), poparte przykładami losów świętego Brandona (związanego od urodzenia z Irlandią), Eryka Rudego (urodzonego w Norwegii, podróżującego przez Islandię do Grenlandii, w Anglii chyba nigdy nie zagościł) i Giovanniego Caboto (przybysza z Italii). Na s. 134 dowiadujemy się, że Kolumba nie interesowali tubylcy, „nagie istoty żyjące bez praw ani religii” (s. 134). Być może jest to skrót myślowy – tak sądził wielki odkrywca. Jeśli jednak jest to zdanie autora – to są to brednie.
Tłumaczenie i redakcja, to nic nowego w tej serii, budzą też sporo zastrzeżeń. Na s. 13 mamy np. „panoramę euro śródziemnomorską”. Może to i dobrze, ale brzmi nieładnie. Handlem zajmowali się w średniowieczu Arabowie i Hebrajczycy – a nie prościej było napisać – Żydzi? (s. 27). Miasto w Uzbekistanie, Urgencz, od dawna ma ustaloną pisownię polską, po co nagle pisać Urgench? (s. 37) na s. 58 mamy obok siebie sułtana Bajazyda I i Bayaceta, który jest (prawdopodobnie, z tekstu trudno jednoznacznie wywnioskować) Bajazydem… Nie powinno być takich niejasności. Natomiast ewidentnym błędem jest użycie nazwy Białoruś jako określenie państwa, w dodatku w czasach Kazimierza Jagiellończyka (s. 64). Co robiła polska redakcja tomu? Florentyńczycy to mieszkańcy państwa (pisani wielką literą), lecz na s. 72 chodzi raczej o mieszkańców miasta Florencja (czyli nazwa małą literą). Królestwo pacyfistyczne, to chyba po prostu pokojowe lub pokojowo nastawione (s. 78). Na Wyspach Kanaryjskich autorzy doszukali się kultur aborygeńskich (s. 88). Zawsze sądziłem, że Aborygeni to Australia. Tak zresztą w Wikipedii. Daty ze s. 136 oznaczają początek podboju: państwa Azteków w 1519 r. czy Inków w 1533 r. Z tekstu wynika inaczej. Użycie kompasu przez Europejczyków w średniowieczu nastąpiło może na skutek sprowadzenia tego wynalazku ze Wschodu (Chiny), ale mogli go używać także wikingowie (s. 144).
Strona graficzna, a szczególnie ilustracje, stanowią mocna stronę książki. Ale i tu są niedociągnięcia. Po co np. umieszczono na s. 19 ilustrację przedstawiającą handel w mieście, będący reprodukcją fragmentu fresku ze Sieny, skoro ten sam fresk zamieszczono w tomie 19 na stronach 116 i 117? Czy nie było innego przedstawienia dotyczącego handlu?
Mapy zwykle są dobrze przygotowane, ale i wkradły się nieścisłości. Na s. 102 w Europie XIII-XV w. znalazły się centra przemysłowe. Dla tej epoki nie może być mowy o przemyśle, jest za to wytwórczość – dodajmy – rzemieślnicza, nie fabryczna. Szlaki handlowe mają na mapie przebieg wyłącznie południkowy, pominięto inne, w tym niezmiernie ważny szlak między Bałtykiem a Morzem Czarnym. Mapa ze stron150-151 określa tereny nad Morzami Północnym i Bałtyckim jako obszar hanzeatycki. Hanza nie była państwem, lecz stowarzyszeniem miast w rejonie oddziaływania wymienionych wyżej akwenów. Nie można jej przedstawiać jak państwa. Nie obejmowała wpływami Nowogrodu, Bergen czy Londynu, choć miała tam swoje faktorie (na mapie inaczej). Zarys imperium Wielkiego Chana dość niejasny, bo przecież tereny podporządkowane się zmieniały, a mapa dotyczy trzech stuleci. Ostatnią przedstawioną ekspedycją była wyprawa Verazzano z 1524 r. – a gdzież podróż zaczęta przez Magellana?
W bibliografii nie podano, że współautorem Historii Hiszpanii był Paweł Machcewicz. Wymieniono fundamentalną pracę Braudela (Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm XV-XVIII w., nie wymieniono Morze Śródziemne i świat śródziemnomorski w czasach Filipa II). Brakuje też Dziejów Hanzy Philippe Dollingera.
To tylko wybrane zastrzeżenia, cały wykaz byłby zbyt obszerny i nudny. Jednak na koniec muszę podzielić się jeszcze jedną refleksją, płynąca z treści książki. Znaczna część opisów wypraw Kolumba czy Vespucciego to szukanie odpowiedzi na pytanie, kto odkrył Amerykę. Może już czas uznać, że Indianie odkryli ten kontynent, że dokonaniem Kolumba było poznanie dla Europy nowego lądu, a nie jego odkrycie. Dlatego też brak mi wniosków z twierdzenia (s. 141), że dopiero Kolumb i jego odkrycie stało się częścią historii naszego świata. A dlaczego – tego się z tekstu nie dowiemy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Gorszy

Piotr Górski-autor powieści kryminalnych, o którym niewielu słyszało. Nie jest tak promowany jak Remigiusz M., Paulina Ś. czy Katarzyna B., jednak w m...

zgłoś błąd zgłoś błąd