Łysina Lenina. Wspomnienia adwokata

Tłumaczenie: Iwona Czarkowska
Wydawnictwo: REA-SJ
5,69 (13 ocen i 5 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
1
7
4
6
2
5
2
4
4
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379931286
liczba stron
464
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Klaudia Cebula

Tancerka obcina głowę niewiernemu kochankowi, kierowca autobusu wchodzi po rynnie do cudzego mieszkania i zasypia, w mieszkaniu skromnego kierownika sklepu milicja znajduje zamurowany skarb… Choć brzmi to jak streszczenie cyklu opowiadań kryminalnych, wydarzyło się naprawdę. To i wiele innych szokujących, chwilami zabawnych, często wzruszających i za każdym razem zaskakujących opowieści zebrał...

Tancerka obcina głowę niewiernemu kochankowi, kierowca autobusu wchodzi po rynnie do cudzego mieszkania i zasypia, w mieszkaniu skromnego kierownika sklepu milicja znajduje zamurowany skarb… Choć brzmi to jak streszczenie cyklu opowiadań kryminalnych, wydarzyło się naprawdę.
To i wiele innych szokujących, chwilami zabawnych, często wzruszających i za każdym razem zaskakujących opowieści zebrał Arkady Vaksberg w swojej książce „Łysina Lenina, wspomnienia adwokata”.

Autor – prawnik, dziennikarz i pisarz w jednej osobie, w większości opisywanych spraw brał udział osobiście broniąc oskarżonych, o innych słyszał od swoich kolegów w sądowych kuluarach.I zapewnia, że w jego książce nie ma żadnej fikcji a jedynie samo życie, które pisze historie bardziej zaskakujące niż byłby w stanie wymyślić najsprawniejszy pisarz. A przy tym pisze tak, że czytamy je z takim samym zainteresowaniem po kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu latach, bo epoki się zmieniają, ale uczucia i emocje, które kierują ludźmi i skłaniają ich do postępków wręcz niewyobrażalnych, pozostają zawsze te same.

 

źródło opisu: Wydawnictwo REA-SJ, 2015

źródło okładki: http://www.rea-sj.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1462
almos | 2017-01-25
Przeczytana: 24 stycznia 2017

Wspomnienia znanego adwokata z czasów ZSRR, w których autor pisze głównie o sprawach kryminalnych i cywilnych (oszustwa). Niektóre opowieści są bardzo ciekawe, niestety wszystko niweczy styl autora, rozwlekły i nudny. Gość nie ma za grosz talentu literackiego. Poza tym strasznie mało tam o specyfice prawa radzieckiego, które jak wiadomo opierało się na podstawie klasowej (robociarz dobry, burżuj i inteligent zły) i na przyznaniu się oskarżonego do winy. W sumie rozczarowanie.

Staram się czytać książki o historii sowieckiej a ta wyglądała obiecująco: intrygujący tytuł i zapowiedź wspomnień znanego adwokata z czasów ZSRR dawały nadzieję, że dostaniemy ciekawy i szczery opis sowieckiego systemu prawnego. Niestety, rozczarowałem się i zaraz objaśnię dlaczego.

Autor opisuje najciekawsze sprawy sądowe, głównie kryminalne, ze swojej długiej kariery. Ale wszystko to jakieś takie mdłe, nijakie, przegadane. Zabrakło dobrego redaktora, który by to wszystko wziął w karby. Poza tym bije z książki duma z radzieckich organów sprawiedliwości, ani się zająknie autor o kompletnej zależności sędziów od kagiebistów i polityków, o stronniczości sądów, o straszliwej brutalności i niekompetencji milicji. Za to często opowiadania przypominają kryminały sowieckie: milicja niestrudzenie prowadzi śledztwo, znajduje sprawcę, a sąd sprawiedliwie wydaje wyrok; ma się wrażenie, że rzecz cała napisana została w czasach sowieckich. Tylko czasami napomknie Waksberg, że sądy nie biorą pod uwagę zastrzeżeń adwokatów, naciągają dowody i wydają błędne wyroki zgodnie z oczekiwaniami milicji i prokuratury, łamiąc życie niewinnym ludziom. Albo, że biedacy zostają niesłusznie skazani, a członkowie nomenklatury wywijają się. Ale tego za mało jest niestety.

Jeśli chodzi o historie sądowe to trzy nazwiska przychodzą mi do głowy: Jerzy Urban tworzący w latach 70. śmieszno-straszne kroniki sądowe pokazujące obyczaje czasów PRL-u, von Schirach piszący opowiadania sądowe z przechyłem moralnym, i wreszcie Grzegorz Gozdór z jego krytyką obecnego systemu sprawiedliwości. Każdy z wymienionych napisał świetne rzeczy w swoim stylu. Problem z Waksbergiem taki, że nie wie na co się zdecydować, ani to obyczajowa kronika sądowa, ani moralitet, ani krytyka systemu. Wszystkiego po trochu a razem jakby nic.

A możliwości były, weźmy autentyczną historię opisaną w opowiadaniu 'Dziurawy rondel'. Oto żyją cztery rodziny w komunałce (dla niezorientowanych: komunałka to sowieckie mieszkanie w którym każda rodzina miała pokój, łazienka i kuchnia były wspólne), nazwijmy je A, B, C i D. Żona A ma romans z mężem z B. Żona B odkrywa romans, kłótnia, skandal, ale po pewnym czasie romansująca para zamieszkuje ze sobą, a pozostawieni (mąż B i żona A) też zaczynają żyć ze sobą w tej samej komunałce: ludzie się tylko przenieśli z pokoju do pokoju. A potem mąż A zostaje zamordowany, podejrzana jest była żona z kochankiem. To nie koniec, bo jeszcze pojawią się C i D... Wspaniała historia! Zoszczenko zrobiłby z tego arcydzieło, a Urban perełkę! A u Waksberga jakoś się opowieść rozłazi, lanie wody i nuda...

W sumie zagadką jest dla mnie, dlaczego takie książki się tłumaczy i wydaje. Czyżby w nadziei, że atrakcyjny tytuł przyciągnie czytelników? Pewnie tak, bo mnie przyciągnął...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Bilans krzywd. Jak naprawdę wyglądała niemiecka okupacja Polski

Plusem książki jest to, że czyta się ją szybko. Ale nie dlatego, że wciąga. Stanowi po prostu zbiór przypadkowych anegdot i informacji z okresu II woj...

zgłoś błąd zgłoś błąd