Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Musimy coś zmienić

Wydawnictwo: Pascal
6,07 (436 ocen i 101 opinii) Zobacz oceny
10
21
9
16
8
57
7
79
6
118
5
60
4
44
3
25
2
9
1
7
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
A Little Something Different
data wydania
ISBN
9788376425245
liczba stron
304
słowa kluczowe
young adult, młodzież, miłość
język
polski
dodała
Sophie

Zabawna opowieść o zakochiwaniu się! Lea i Gabe mają ze sobą wiele wspólnego. Łączy ich niewidzialna więź, jednak… nigdy ze sobą nie rozmawiali. Wszyscy na około chcą im pomóc i ich zeswatać! Jedna impreza pomaga im przełamać lody i rozwiązać pewną zagadkę. Co ciekawe, to love story opowiedziane z perspektywy ich znajomych! Inga (wykładowczyni kreatywnego pisania) „Jeszcze nie widziałam, żeby...

Zabawna opowieść o zakochiwaniu się!
Lea i Gabe mają ze sobą wiele wspólnego. Łączy ich niewidzialna więź, jednak… nigdy ze sobą nie rozmawiali. Wszyscy na około chcą im pomóc i ich zeswatać! Jedna impreza pomaga im przełamać lody i rozwiązać pewną zagadkę.
Co ciekawe, to love story opowiedziane
z perspektywy ich znajomych!
Inga (wykładowczyni kreatywnego pisania)
„Jeszcze nie widziałam, żeby Gabe i Lea ze sobą rozmawiali. Dużo czasu spędzają, patrząc na siebie z rozmarzeniem, więc musi ich do siebie ciągnąć. Wygląda to tak, jakby założyli koło potajemnej wzajemnej adoracji, ale teraz nadszedł czas, aby sobie o tym powiedzieli. Lea podnosi wzrok znad zeszytu i uśmiecha się do mnie. A potem w tej samej chwili obie
dostrzegamy, że Gabe rozmawia z Hillary. Psiakrew, Hillary!”
Bob (kierowca autobusu)
„Spójrzcie na tych dwoje. Wsiadają osobno, wysiadają osobno, idą osobno. Chciałbym, żeby ze sobą chodzili. Nikt tak młody nie powinien być sam przez cały czas.”
Maxine (kelnerka)
„Chciałabym pomóc im przełamać pierwsze lody. Nigdy wcześniej nie widziałam dwojga młodych ludzi, którzy wyglądaliby na tak przerażonych bliskością drugiej osoby. On wykręca sobie palce i nie patrzy na nią. Oczywiste jest – przynajmniej dla mnie – że bardzo się stara, żeby się w nią nie wpatrywać. Jakby przyglądanie się miało sprawić, że ona wyczyta z jego twarzy, jak bardzo mu się podoba.”

 

źródło opisu: Pascal, 2015

źródło okładki: pascal.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2507

Zapraszam do dyskusji:
http://miedzysklejonymikartkami.blogspot.com/2015/11/182-sandy-hall-musimy-cos-zmienic.html

Zdanie w tytule powiedział na pewno jakiś mądry człowiek, jednak nie pomnę obecnie jego danych osobowych. Mnie przyszło ono do głowy mniej więcej po dziesięciu stronach lektury Musimy coś zmienić. Wsłuchajcie się w tę smutną opowieść ku własnej przestrodze.

Na początek skrótowo o tym, co nam obiecuje okładka. Historię dwóch stworzonych dla siebie nastolatków, którym we wspólnym szczęściu przeszkadza obustronna chorobliwa nieśmiałość. Nic nadzwyczajnego. Ale uwaga! Autorka podjęła się opowiedzieć to wszystko inaczej, bo z punktu widzenia czternastu osób (i nie tylko). Mamy więc bliskich głównych bohaterów, ale też kierowcę autobusu, wykładowczynię kreatywnego pisania czy... ławkę i wiewiórkę.

Z góry zaznaczę, że nie oczekiwałam po tej książce niczego nadzwyczajnego. Ot, lekkiej i zabawnej lekturki na dwa wieczory. I to z rozkosznie gigantyczną czcionką. No bo pomysł bardzo ciekawy i w zasadzie co się mogło nie udać? Ano za pisanie mogła się zabrać osoba... która pisać zasadniczo nie potrafi. Znaczy składa literki i buduje całkiem logiczne zdania, ale co z tego, gdy... No dobra pozwolę sobie zacytować trzy pierwsze akapity:

- Załatwię nam podrobione dowody osobiste - mówię do Lei w drodze na zajęcia w pierwszym dniu szkoły.
- Co? To nielegalne! - odpowiada.
Choć dzielimy pokój w akademiku od zaledwie czterech dni, nie jestem zaskoczona jej reakcją. Myślę, że pierwsze dni college'u naprawdę zbliżają ludzi. Mam wrażenie, że znamy się całe życie.

Poza oczywistą pustką psychologiczną... czujecie to? Ten styl bez stylu i wyjaśnianie wszystkiego czytelnikowi, który-jest-przecież-głupiutką-czternastolatką. Wszyscy uwydatnia ta nieszczęsna narracja w czasie teraźniejszym... Ta mniej marudna część Was stwierdzi może, że da się to jednak czytać. Ale jeśli kolejne pięćdziesiąt kolejnych stron będzie wyglądało identycznie? Zdanie po zdaniu? Ja wytrzymałam 46 (a dokładnie 34, odliczywszy strony początkowe i podziękowania), do końca pierwszego z dziesięciu miesięcy. Moje poczucie literackiego smaku zostało brutalnie zgwałcone. Choć może przejęło się nieco za bardzo. Przecież, jak pisałam, kilka akapitów autocharakterystyki w najgorszym wydaniu sklejonych z drętwymi dialogami to jeszcze literatura nie jest.

Tutaj na myśl (bardzo przykrą myśl) przychodzi mi inna książka, która skrzywdziła mnie w tym roku. Mechaniczne pająki. Coś tak złego, że moje biedne, dziurawe zęby bolą. Ale tam... występowało zjawisko literatury. Zdeptane i wynaturzone, ale występowało. Styl do bólu grafomański, całość zwyczajnie głupia i najeżona błędami logicznymi... nie wiem, czy przejdzie mi to przez palce... pozowała na literaturę. W Musimy coś zmienić literatury, nawet najbardziej upodlonej nie ma. Sama pustka. Próżnia. I tyleż zostało w mojej głowie. (Nie licząc tony niesmaku, który wlazł w każdy kąt i gdy próbuję coś ogarnąć, to na nowo zaczyna unosić się w powietrzu).

Może przejdę więc do charakterów. Śmiech na sali. Jak wspomniałam, królują te okropne dialogi (które byłyby może nieco lepsze, gdyby nie poupychane wszędzie "mówi", "pyta"), okraszone ciężkostrawną dawką myśli bohaterów, podanych kawa na ławę, jeszcze w tej paskudnej, nie pasującej nijak do narracji pierwszoosobowej w czasie teraźniejszym, mowie zależnej. Mimo wszystkich wyżej wymienionych przeciwności losu bohaterowie po prostu czują, że między Leą a Gabe'm "coś jest". Bardzo niepokoją mnie te urojenia, gdyż sama za Chiny bym tak nie powiedziała. Ale to jest książka i co ałtor sobie wymyśli, stanie się prawdą.

Reasumując, gdyż nie mam siły pisać więcej (a mogłabym, oj, mogła). Mogłabym doczytać to do końca. Ale w wieku lat szesnastu miałabym zmarszczki mimiczne od nieustannego krzywienia się. A o co, jak o co, ale o urodę to ja dbam.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Na szlaku do Composteli

Piesza pielgrzymka do Santiago fascynuje mnie odkąd lata temu przeczytałam o niej po raz pierwszy, w którejś z powieści Lodge'a. Marzę o tym, by wybra...

zgłoś błąd zgłoś błąd