Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Za zieloną bramą

Wydawnictwo: Novae Res
4,5 (6 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
1
7
1
6
0
5
0
4
1
3
2
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379426522
liczba stron
332
język
polski
dodał
MzHyde

Elli maszerowała nieśpiesznie, delektując się niespotykaną w tej części miasta ciszą i niesamowitą aurą przesyconą zapachem niedawno padającego deszczu. Ciepłe promienie jesiennego słońca igrały na jej twarzy złocistymi plamami. Postanowiła skręcić w wąską uliczkę i uświadomiła sobie, że mimo iż zna stare miasto, tędy idzie po raz pierwszy. Nie docierały tu ożywcze promienie słońca, a chłód i...

Elli maszerowała nieśpiesznie, delektując się niespotykaną w tej części miasta ciszą i niesamowitą aurą przesyconą zapachem niedawno padającego deszczu. Ciepłe promienie jesiennego słońca igrały na jej twarzy złocistymi plamami. Postanowiła skręcić w wąską uliczkę i uświadomiła sobie, że mimo iż zna stare miasto, tędy idzie po raz pierwszy. Nie docierały tu ożywcze promienie słońca, a chłód i półmrok wzbudzały niepokój. Przyśpieszyła kroku, chcąc niezwłocznie wydostać się z tego ponurego miejsca. Na końcu uliczki ujrzała bladozieloną, odrapaną i pordzewiałą bramę. Coraz gęstsze od wilgoci powietrze ponaglało ją do przekroczenia jej progu, a puste okna zimnych kamienic wołały: „Wejdź wreszcie, nie wahaj się, zaspokój ciekawość”. Nie mogła oprzeć się pokusie i któregoś dnia, wiedziona ogromną siłą, wreszcie odważyła się pchnąć ciężkie wrota i zniknąć we wnętrzu kamienicy.

Tamten dzień na zawsze przeklął jej życie. Prześladujące ją i jej bliskich potężne i podstępne demony coraz mocniej zaciskały na nich swoje macki, wnikając w ciało i ogarniając umysł… równocześnie wypełniając go nieznaną dotąd mocą.

 

źródło opisu: http://zaczytani.pl/

źródło okładki: http://zaczytani.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 152
Linoskoczek | 2015-10-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 października 2015

Redakcja, redakcja, po trzykroć redakcja!
I Autorowi słownik wyrazów bliskoznacznych w prezencie. Choć bez niego można sobie poradzić, wystarczy z internetu skorzystać wpisując hasło: bliskoznaczne lub synonim. Nawet roboty ciut jakby mniej.
Słownik zaś przydałby się dlatego, że Autor wyraźnie nadużywa tych samych słówek. Może mu umknęły, ale w takich wypadku nie powinny ukryć się przed rzetelną redakcją, która takie powtórzenia powinna wyłapać i przynajmniej zmienić.
Nie mówiąc już o opisowej formie snucia historii.
Autor bardzo przykładał się, by a każdej możliwej sytuacji opisywać i to przeogromną ilością określeń wszelkie stany uczuciowe bohaterów. Niestety znacznie mniej okoliczności przyrody, a już najmniej ich relacje, choć nie, mylę się, jeszcze bardziej skąpo traktuje sprawy codzienne. A nimi żywią się wszelkie historie, po prostu łaknąc konkretu. Nie wiemy zatem czym Tomek – główny bohater się zajmuje, poza tym, że mieszka z Elli pod jednym dachem. Która jest jego przyjaciółką, po czym nie wiadome dlaczego okazuje się, że również miłością.
Autor choć preferujący styl opisowy, za wiele świata nie ukazuje. Pozostaje przede wszystkim w obrębie burzy, powietrza, śniegu i deszczu oraz słonecznych promieni. Po wielekroć powtarza mało różniące się opisy. Niestety, nie używa prawie wcale dialogów, które wzbogaciłyby przedstawiane postacie.

Co jest materią opowieści? Zdawałoby się, że fabuła, wymyślna lub nie, wynalazki w fantastyce, magia w fantasy, potwory w grozie. Ale tak naprawdę? Relacje międzyludzkie. Czy wybuchnie wulkan, czy zagrozi epidemia, czy pojawią się obcy, zawsze idzie o to, by pokazać w jaki sposób reagują ludzie na takie zagrożenia. I jakie relacje rozwijają się wśród społeczności. Oparte na tym, co konkretne. Czy w „Obcym” najważniejsza jest praca na kosmicznym towarowcu? Nie. Ale kosmonauci o swojej pracy mówią, a przede wszystkim o zapłacie za nią. Czy w „Łowcy androidów” człekopodobni są mocniejsi, sprawniejsi i wytrzymalsi? Są nawet bystrzejsi. Ale jak ludzie otaczają się zwykłymi przedmiotami, zdjęciami, których potrzebują. Ludzie wpływają na swe zewnętrze, czerpiąc z tego, co mają w środku, konfrontują swe wyobrażenia, stąd rozmowy, w których przedstawiają osobiste doświadczenia. Ludzie są istotami społecznymi.
Nie w powieści Piotra Wielgosza, to miotające się, obce sobie światy. Zaledwie kilku bohaterów żyjących w nieopisanej rzeczywistości. Nie muszą ze sobą rozmawiać, bo co mieliby przekazać? Jakie doświadczenia?
Są tak pretekstowi, że tylko mimochodem dowiadujemy się, że Elli i Tomek to jacyś studenci. Jednakże ich uczelnianego życia nie poznamy wcale. Zdałoby się, by zaliczyli jakiś egzamin, przysiedli fałdów w czytelni, wzięli udział w imprezie. Niechby popili, ponarzekali na wykładowców, niechby on później wrócił do siebie i włączył telewizor, który kocha nade wszystko, a co pokaże jego ogląd świata i to, że jest samotnikiem. Cokolwiek. Ale nic nie zobaczymy. Żadnego konkretu przybliżającego bohaterów, tylko te po wielokroć powtarzające się opisy deszczu i słonecznych promieni. A jeśli opis to mnicha nie mnicha, co nie ma oblicza groźnego, kiedy da się wyłowić jego twarz spod kaptura? Choć przeraża. Więc czemu na przykład nie takiego marmurowego, psiego, robociego? Też ich nie ma, a ileż daje możliwości opisania tego, czego nie ma.
W kilku wypadkach widać, że Autor zbliża się do jakiegoś powiązania na przykład tego deszczu z rytmem bębenka szamana. Czego nie wykorzystuje, choć to akurat miałoby sens, przynajmniej przedstawiając coś konkretnego. Niech deszcz brzmi miarowo, podobnie chroboczą konary o parapet, narzucając powtarzające metrum, a wtedy w jawę wkraczają magiczne praktyki. Ale nie.
Nie mówiąc już o tym, że z racji przyjętej formy opisowej, ale takiej porównawczej, nadużywa słówka: „który”. Trafia się ono wielokrotnie w tym samym akapicie, niestety, również w zdaniu. Sama opisowa forma i tak rozciąga niepomiernie nikłą akcję. Niechby ją zbudował, oddając głos swym bohaterom, nie opisując ich nieustannie, przy tym nie indywidualizując. Niech mówią. Będą różnorodni.
Tyle, że w zasadzie o czym mogliby nas poinformować? Nie egzystują w żadnym miejscu, które by ich ukonkretniało. Dziwny pomysł na powieść, absolutnie nie przybliżający bohaterów.

Książka nie jest długa, ale nużąca. Naście razy podobne obrazki, a dziania się tyle co kot napłakał.
Słabizna.
Gwiazdki –
trzy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Trzy siostry, trzy królowe

Główny wątek powieści bazuje na życiu Małgorzaty Tudor. Starszej siostry Henryka VIII, która w wieku lat 12 zostaje wydana za mąż za przeszło 30-letni...

zgłoś błąd zgłoś błąd