Pijane banany

Wydawnictwo: Afera
6,87 (138 ocen i 34 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
5
8
38
7
47
6
32
5
12
4
0
3
2
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788393771158
liczba stron
228
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Praga, cudowne lata osiemdziesiąte. W szkołach uczą, że kultura przywędrowała zza wschodniej granicy, w radiu króluje koncert życzeń, a najłatwiej dostępną rozrywką jest przesiadywanie na podwórku pod trzepakiem. Jak przetrwać w szarej rzeczywistości i nie umrzeć z nudów? Da się. Wystarczy mieć szesnaście lat, parę koron na piwo i kumpli – kumpli na śmierć i życie. Bohaterowie „Pijanych...

Praga, cudowne lata osiemdziesiąte. W szkołach uczą, że kultura przywędrowała zza wschodniej granicy, w radiu króluje koncert życzeń, a najłatwiej dostępną rozrywką jest przesiadywanie na podwórku pod trzepakiem. Jak przetrwać w szarej rzeczywistości i nie umrzeć z nudów? Da się. Wystarczy mieć szesnaście lat, parę koron na piwo i kumpli – kumpli na śmierć i życie.
Bohaterowie „Pijanych bananów” zabierają nas do zalatującego osiedlową knajpą świata szczeniackich wybryków, pierwszych miłości, rozczarowań, na pozór banalnych marzeń, błahych i poważnych kłopotów.

Mistrz anegdoty Petr Šabach jak zawsze niezawodnie wywołuje w czytelniku ataki niepohamowanego śmiechu, a równocześnie nastrój nostalgii i udowadnia, że nawet mało atrakcyjne życie, w jeszcze mniej atrakcyjnych czasach można nie tylko znieść, ale wręcz szczerze pokochać.

 

źródło opisu: wydawnictwo Afera

źródło okładki: wydawnictwo Afera

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
lapsus książek: 1653

Miłość w blasku ceczek

Już na wstępie mojej recenzji zdradzę, że nie zdradzę, co owe tytułowe „ceczka” znaczą. Szanowny czytelniku - żeby się tego dowiedzieć musisz sięgnąć po najnowszą książkę Petra Šabacha pod intrygującym tytułem „Pijane banany”. A żeby się lepiej czytało, i recenzję i książkę, polecam odpalić „jutuba” i wprowadzić się w klimat czechosłowackich lat 80. Na początek Petr Kotvald i Stanislav Hložek w utworze „Holky z naši školky”. Z tego, co pamiętam, utwór gościł na naszej Liście Przebojów Trójki.

Do mnie Czesi przybyli pierwsi. Przychodzili z Wrocławską Pieszą Pielgrzymką, bo tak się złożyło, że mieszkam pod Jasną Górą. I tak zaczęły się wizyty w przygranicznym Nachodzie, wypady do Pragi i innych miast. Była połowa lat 80. W Czechosłowacji było tanio i wszystko dostępne – salami, szok, krojone w plasterki; wódka i piwo w każdym kiosku. No i Kofola. Targaliśmy z powrotem całe plecaki dobra wymienianego za tureckie dżinsy. Rządziło się, bo każdy Polak był wtedy w Czechosłowacji Rokefellerem i chyba Czesi nas wtedy bardziej znielubili niż w 68. Polski Pan, lat 16/17, na hotelach, salonach popijał Smirnoffa Becherovką i miał jedną myśl w głowie – Czechy są ładne. Pełne czekolady Studenckiej i lentilek. I taniego piwa.

A w domu była „Żena za pultem” czyli „Kobieta za ladą” i piosenka „Gdyż masz w chalupie orkiestrion” z serialu „Chalupaři” czyli „Pod jednym dachem”, „czeskie filmy” non stop, bo coś w nich urzekało, ale nie było do końca wiadomo co - „Jak utopić doktora Mraczka?”,...

Już na wstępie mojej recenzji zdradzę, że nie zdradzę, co owe tytułowe „ceczka” znaczą. Szanowny czytelniku - żeby się tego dowiedzieć musisz sięgnąć po najnowszą książkę Petra Šabacha pod intrygującym tytułem „Pijane banany”. A żeby się lepiej czytało, i recenzję i książkę, polecam odpalić „jutuba” i wprowadzić się w klimat czechosłowackich lat 80. Na początek Petr Kotvald i Stanislav Hložek w utworze „Holky z naši školky”. Z tego, co pamiętam, utwór gościł na naszej Liście Przebojów Trójki.

Do mnie Czesi przybyli pierwsi. Przychodzili z Wrocławską Pieszą Pielgrzymką, bo tak się złożyło, że mieszkam pod Jasną Górą. I tak zaczęły się wizyty w przygranicznym Nachodzie, wypady do Pragi i innych miast. Była połowa lat 80. W Czechosłowacji było tanio i wszystko dostępne – salami, szok, krojone w plasterki; wódka i piwo w każdym kiosku. No i Kofola. Targaliśmy z powrotem całe plecaki dobra wymienianego za tureckie dżinsy. Rządziło się, bo każdy Polak był wtedy w Czechosłowacji Rokefellerem i chyba Czesi nas wtedy bardziej znielubili niż w 68. Polski Pan, lat 16/17, na hotelach, salonach popijał Smirnoffa Becherovką i miał jedną myśl w głowie – Czechy są ładne. Pełne czekolady Studenckiej i lentilek. I taniego piwa.

A w domu była „Żena za pultem” czyli „Kobieta za ladą” i piosenka „Gdyż masz w chalupie orkiestrion” z serialu „Chalupaři” czyli „Pod jednym dachem”, „czeskie filmy” non stop, bo coś w nich urzekało, ale nie było do końca wiadomo co - „Jak utopić doktora Mraczka?”, „Straszne skutki awarii telewizora” czy „Adela jeszcze nie wieczerzala”, dużo tego było i nie było tam wojny, nie było Klosów ani Czterech pancernych. I była też czechosłowacka Jedynka z anteny naziemnej, z tymi wszystkimi hospodami i biesiadami. I było to dobre.

Twórczość Petra Šabacha to także „czeskie filmy”. Na motywach jego prozy chętnie kręci jeden z najbardziej znanych obecnie czeskich reżyserów Jan Hřebejk. „Pod jednym dachem” czy „Bigbeatowe lato” są filmami dobrze znanymi nie tylko w Czechach. „Pupendo” z 2009 jest filmową adapatacją „Pijanych bananów”.

„Pijane banany” są dobre. Choć, szczerze mówiąc, nigdy ich nie próbowałem. Nie wiedziałem, że istnieją jeszcze takie czeskie rarytasy. Honza ma szesnaście lat i miesza w Pradze w latach 80. W Czechosłowacji władzę pełni breżniewowski namiestnik Gustav Husák, a wśród młodych ludzi rządzą ceczka – tak przynajmniej twierdzi autor książki Petr Šabach. Czym są ceczka, jak już powiedziałem, nie zdradzę, musicie zatem przeczytać tę książkę, bo tam to jest wyjaśnione, a póki co możecie sobie posłuchać piosenki Michala Davida o tym czechosłowackim fenomenie. 

Normalizacja. Jakiś dziwny letarg, gdy oficjalne media podają, że Czechosłowacja jest piękną krainą, gdzie spełnia się socjalistyczny sen o równości w postaci knedli i piwa, tego szwejkowskiego minimalizmu. Ze Żwirkiem i Muchomorkiem, Makową Panienką i Krecikiem, Sąsiadami, którzy zawsze wszystko spaprają, ale i tak są zadowoleni z życia. Bo Czesi to śmiejące się bestie. Kto tak powiedział? Heydrich, Goebels, a może Hrabal? Normalizacja – koszmar sprowadzania wszystkiego do wspólnego mianownika. Eliminacja-emigracja jak się znormalizować kogoś nie da. I ten naród, przedziwny i perfidny, daje się uśrednić, daje się sprowadzić. Niby wszystko idzie wedle prawideł Husáka sterowanego przez towarza Breżniewa, ale pamiętajcie: Czesi to śmiejące się bestie! Ci jowialni, uśmiechnięci mieszczanie jak z powieści Haszka, zahibernowali w sobie gen niepokoju – to, co nas przeraża u Haszka właśnie, u Hrabala, czy Formana; to, co płynie do nas z poetyki Franza Kafki, że pod absurdem codzienności czają się demony.

Ten absurd codzienności doskonale oddał Šabach w swej powieści, poświęconej wspaniałym latom 80. Niby wszystko tutaj takie swojskie, beztroskie, ale widać u wszystkich bohaterów swoiste zawieszenie, niemożność, bezwład i oczekiwanie. To świadoma poetyka Šabacha. Trzeba się do tych treści przebijać, ale są one wyraźne. Widać je przede wszystkim w dojmującym poczuciu absurdu egzystencji, w powszechnym, niby wesołym, ale depresyjnym alkoholizmie bohaterów. Ale mimo całej melancholii „Pijane banany” są jednak pełne nostalgii, tęsknoty za czechosłowackim normalizacyjnym spleenem lat młodzieńczych, bo jest to powieść o tym, dlaczego kochamy komunę. Za marzenia. Za to, że byle kałuża przypominała nam morze, że byle podróbka była jak namiastka nieba, i że była miłość w tych błyskach ceczek. I że te marzenia nam odebrano. Ale nie dowiecie się, czym są ceczka, jeśli nie przeczytacie tej powieści w całości, do samego końca.

Na koniec ukłon w stronę wydawnictwa Afera i Julii Różewicz. To piękne i potrzebne przekłady. Ale ważna jest także forma, jaką „Afera” nadaje tym skromnym przecież objętościowo utworom. Książki tego wydawnictwa są cudnymi miniaturami, które dają piękno i uśmiech. Z takimi cackami (ceczkami?) spotkałem się, gdy zacząłem kupować Hrabala w oryginale. Dziś mam na półce kilka książek Afery i prezentują się one śliczniej niż niejeden opasły tom, który sili się na monumentalne syntezy, a faktycznie jest przyciężki. Książki wydawnictwa Afera i sama książka Šabacha są skromnym arcydziełem, zarówno pod względem treści jak formy. A słowo „skromny” niech będzie dla tego utworu najlepszym komplementem.

Sławomir Domański

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (505)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 6613
allison | 2015-10-18
Na półkach: Przeczytane, Rok 2015
Przeczytana: 17 października 2015

Już pierwsze zdanie "Pijanych bananów" sprawia, że czytelnik się uśmiecha i z zapałem zaczyna odwracać kolejne strony.
Przez całą lekturę przewija się humor, nieraz dosadny, czarny, na granicy dobrego smaku, ale niezmiennie rozbawiający i rozbrajający.
Sporo jest tu też groteski, absurdu i hiperboli, zwłaszcza w opowieściach, jakie często snują bohaterowie.

Świat opisywany przez szesnastoletniego narratora to typowa komunistyczna przestrzeń, w której jest i śmieszno, i straszno. Przed siermiężną rzeczywistością młodzi ludzie bronią się, słuchając muzyki, wagarując, robiąc innym i sobie nawzajem zwariowane psikusy, które nieraz prowadzą do kolejnych nieobliczalnych zdarzeń. Jest alkohol, są papierosy, pierwsze dziewczyny i wielkie plany na wycieczkę nad morze (oczywiście skradzionym wcześniej samochodem).
Wszystko to tworzy wybuchową mieszankę, której elementami są nie tylko młodzi bohaterowie, ale także ich rodzice, sąsiedzi, nauczyciele.

Czyta się szybko, lekko i...

książek: 683
Jacek | 2018-05-29
Na półkach: Przeczytane, Powieść, Mam
Przeczytana: 29 maja 2018

Na kolejnych Warszawskich Targach Książki po raz kolejny kupiłem powieść Sabacha i po raz kolejny nie czekała na swoją kolej. Po prostu musiałem ja przeczytać. Właściwie takie nic. Stron nie za wiele, treść dość banalna, zwykłe wydarzenia zwykłych ludzi, dużo przypadkowych sytuacji. Jak w życiu. I właśnie to jest wspaniałe. Autor zebrał wiele epizodów, stworzył szesnastoletniego bohatera narratora i kazał mu uczestniczyć w dorastaniu. Prawda, że nie było to zbyt chwalebne doświadczanie progu dorosłości, ale pewnie wiele osób przeżyło podobne historie. Jest tam sporo jazdy na krawędzi, ale też jest rzeczywistość schyłku czasów komunistycznych, a może początku kapitalizmu. Jest śmiech, choć pojawia się też płacz. Jak to w życiu.
A przecież kryje się w tym, wszystkim trudny okres wchodzenia w dorosłość, doświadczania nowego, poznawania innego, niż dziecinno-szkolny, świata.
Lubię Sabacha. Za humor, za bezpretensjonalność, za zwyczajnego człowieka i jego proste problemy. Lubię też za...

książek: 859
Elżbieta | 2015-05-10
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 10 maja 2015

Pijacki folklor jako przewodnia siła schyłku czasów słusznie minionych.Tak bym w skrócie opisała treść tej słodko-gorzkiej książeczki.A czasy to były mocno zakrapiane alkoholem,nawet przez ówczesnych opozycjonistów władzy i ustroju.Do dziś jeszcze w towarzystwie(teraz to przy wyszukanych drinkach) najczęstszym tematem wspomnień z tamtych lat są towarzyszące pijackim wyczynom fantazje.Z sentymentem wspomina się o tym,jak to trzeba było sobie radzić z kacem przed godziną 13 ( ustawa o wychowaniu w trzeźwości zabraniała sprzedaży alkoholu przed tą godziną),jak ukrywało się buteleczki (prezenty od petentów)w urzędniczych segregatorach,jak kolędowało się po znajomych (bez ich telefonicznego uprzedzania) w celu kontynuowania wspaniale rozpoczętego wieczoru i jakie przy tym były humorystyczne sytuacje.W całym naszym bratnim obozie,pod tym względem,było tak samo.Można by o tym tomy pisać-tylko po co? Wracając do książki,to jej humor jest kapitalny,ale treść gorzka.Czyta się...

książek: 1654
lapsus | 2015-04-20
Na półkach: Przeczytane, 2015
Przeczytana: 20 kwietnia 2015

W zasadzie to jest o tym, dlaczego kochamy komunę. Za marzenia. Za to, że byle kałuża przypominała nam morze, że byle podróbka była jak namiastka nieba, i że była miłość w tych błyskach "cenczek". I że te marzenia nam odebrano.

książek: 399
Tomasz Wojewoda | 2018-01-15
Przeczytana: 15 stycznia 2018

BUSZUJĄCY W CZECHOSŁOWACJI

Znakomita książka. Napisana w brawurowym stylu, w którym można dostrzec wpływy Haška i Hrabala. I choć sam jestem raczej zdeklarowanym kunderowcem niż hrabalowcem, to bawiłem się świetnie. Powieść „Pijane banany” zabiera nas do Pragi, w sam środek lat osiemdziesiątych. Towarzyszymy trzem szesnastolatkom – Honza Břečka, głuchoniemy Wicio i bezimienny bohater, pełniący funkcję narratora, spędzają całe godziny na podwórku, przeżywając typowe dla tego wieku pierwsze miłości, rozczarowania, wybryki (czy wręcz ekscesy). Snują pierwsze poważne marzenia i plany, chcą za wszelką cenę wyrwać się z przewidywalnej rzeczywistości, jaka ich otacza, uciec od zatęchłych mieszkań w blokowiskach i niewylewających za kołnierz ojców, a jeszcze częściej – ojczymów. Alkohol w „Pijanych bananach” rzeczywiście leje się gęsto, ale z pewnością nie jest głównym bohaterem powieści. „Pijane banany” to według mnie przede wszystkim opowieść o marzeniach i dojrzewaniu do nich. Trudno...

książek: 2901
BetiFiore | 2018-02-21
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 21 lutego 2018

Zabawna ale i skłaniająca do przemyśleń lektura. Będę się powtarzać, ale czeską prozę trzeba u nas wciąż promować i promować. Jest świetna!

książek: 9753
tsantsara | 2017-12-30
Przeczytana: 30 grudnia 2017

"- Coś mnie się zdaje, że czereśnie będą w tym roku spore, jak końskie jaja – stwierdził Honza."

Powieści Šabacha pisane są tak, by czytelnik chciał wierzyć, że autor opisuje swe własne przygody z dzieciństwa i młodości. Tymczasem to raczej złudzenie - tu to nawet niemożliwe: bohater książki ma 16 lat, akcja toczy się najwcześniej w końcu lat 70ych, gdy autor był w tym wieku już przed Praską Wiosną, a to niemal zupełnie inne czasy. Więc to ewidentnie powieść, choć bardzo autentyczna przez potoczny język i humor, jaki króluje w czeskich knajpianych opowieściach, począwszy od Haška, przez Hrabala po Hakla. Także i Šabach słuchał wielu opowieści w gospodach (pewnie to im zapewnia ów posmak autentyzmu), z czym się wcale nie kryje - był zresztą znanym, praskim miłośnikiem piwa i rezydentem piwiarni. A takie opowieści, już same z siebie barwne, potem się jeszcze ubarwia.

Zasługą tłumaczki, Julii Różewicz, jest bez wątpienia świetne, bezbolesne spolszczenie tej prozy, co w naszym...

książek: 314
ginger05 Gosia | 2015-04-16
Przeczytana: 15 kwietnia 2015

Może spodobać się jedna książka, druga, noooo nawet i trzecia ale aż cztery tego samego autora - o to u mnie trudno. Sabach jednak to uczynił ,kto przeczytał inne - nie zawiedzie się, zrelaksuje i odpłynie z nurtem nostalgii to szczenięcych lat. Bardzo fajna, szkoda, że taka krótka :(

książek: 403
julia-orzech | 2015-07-24
Przeczytana: 24 lipca 2015

Kiedy biorę do ręki kolejną książeczkę niewielkich rozmiarów, z charakterystyczną grafiką zarezerwowaną w Aferze dla P. Šabacha czuję za każdym razem wielką ciekawość, ale i pewnego rodzaju spokój. Spokój ten wiąże się z pewnością, że czas spędzony z tą lekturą nie będzie stracony. Nie zdziwię nikogo, jeśli napiszę, że mistrz anegdoty usatysfakcjonował mnie w stu procentach także swoją najnowszą powieścią Pijane banany.

Przeczytałam trzy książki tego autora, ale wiem, że gdybyście dali mi do ręki jego niepodpisany tekst bez wahania zgadłabym, do kogo należy. Gdybym miała określić pisarstwo Šabacha, pewnie miałabym problem ze znalezieniem odpowiednich słów, natomiast jest ono tak charakterystyczne jak tylko to możliwe. Ten powolny, niewymuszony język, umiejętność snucia historii z codziennego życia w sposób prosty, niesilący się na „literackie wow” przyciąga mnie niczym magnes. No i tytuły! O tak, tytuły Šabach ma pierwszorzędne: Gówno się pali, Podróże konika morskiego, Masłem do...

książek: 730
mag | 2015-07-02

Petra Šabacha biorę bez obaw w ciemno, tak jak inne książki wydawnictwa Afera. Najpierw było „Gówno się pali", później „Podróże morskiego konika" i „Masłem do dołu". Wszystkie trzy książki łączy tak bardzo lubiana przeze mnie w czeskiej literaturze ciepła ironia rodem z Hrabala. Spelunki, absurdalne sytuacje, które nadają codzienności barw, zwykli bohaterowie i zwykłe problemy. I czeska pohoda, czyli pogodna płynna egzystencja, bezstresowe czerpanie z życia pełnymi garściami.

Petr Šabach w swoich książkach umieszcza często zawoalowane wątki autobiograficzne. Pojawiają się w nich postaci, które są zlepkiem cech jego bliskich przyjaciół, zresztą sam się do tego przyznaje w posłowiu „Pijanych bananów":" A na koniec pragnę obwieścić wszystkim obecnym i byłym kumplom z naszej mokrej dzielnicy, że - z ich łaskawym przyzwoleniem- bezczelnie ukradłem im historyjki i poprzekręcałem tak, by móc zamieścić w tej książce." Wiadomo przecież, że najciekawsze historie pisze życie, czemu więc ich...

zobacz kolejne z 495 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Pochwała małych i zabawnych

Jego książki zdają się pasować do naszych oczekiwań. Są nieduże, taki sympatyczny rozmiar, mają dość zabawne okładki (może nie jakiś szczyt estetycznego artyzmu, ale ponoć syn mu je projektował i rzeczywiście, mają w sobie coś takiego… domowego), tytuły sugestywne i zabawne, a czasem wręcz szarżujące (jak choćby Gówno się pali).


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd