Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pijane banany

Wydawnictwo: Afera
6,99 (83 ocen i 20 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
5
8
24
7
26
6
18
5
8
4
0
3
1
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788393771158
liczba stron
228
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Praga, cudowne lata osiemdziesiąte. W szkołach uczą, że kultura przywędrowała zza wschodniej granicy, w radiu króluje koncert życzeń, a najłatwiej dostępną rozrywką jest przesiadywanie na podwórku pod trzepakiem. Jak przetrwać w szarej rzeczywistości i nie umrzeć z nudów? Da się. Wystarczy mieć szesnaście lat, parę koron na piwo i kumpli – kumpli na śmierć i życie. Bohaterowie „Pijanych...

Praga, cudowne lata osiemdziesiąte. W szkołach uczą, że kultura przywędrowała zza wschodniej granicy, w radiu króluje koncert życzeń, a najłatwiej dostępną rozrywką jest przesiadywanie na podwórku pod trzepakiem. Jak przetrwać w szarej rzeczywistości i nie umrzeć z nudów? Da się. Wystarczy mieć szesnaście lat, parę koron na piwo i kumpli – kumpli na śmierć i życie.
Bohaterowie „Pijanych bananów” zabierają nas do zalatującego osiedlową knajpą świata szczeniackich wybryków, pierwszych miłości, rozczarowań, na pozór banalnych marzeń, błahych i poważnych kłopotów.

Mistrz anegdoty Petr Šabach jak zawsze niezawodnie wywołuje w czytelniku ataki niepohamowanego śmiechu, a równocześnie nastrój nostalgii i udowadnia, że nawet mało atrakcyjne życie, w jeszcze mniej atrakcyjnych czasach można nie tylko znieść, ale wręcz szczerze pokochać.

 

źródło opisu: wydawnictwo Afera

źródło okładki: wydawnictwo Afera

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
lapsus książek: 1582

Miłość w blasku ceczek

Już na wstępie mojej recenzji zdradzę, że nie zdradzę, co owe tytułowe „ceczka” znaczą. Szanowny czytelniku - żeby się tego dowiedzieć musisz sięgnąć po najnowszą książkę Petra Šabacha pod intrygującym tytułem „Pijane banany”. A żeby się lepiej czytało, i recenzję i książkę, polecam odpalić „jutuba” i wprowadzić się w klimat czechosłowackich lat 80. Na początek Petr Kotvald i Stanislav Hložek w utworze „Holky z naši školky”. Z tego, co pamiętam, utwór gościł na naszej Liście Przebojów Trójki.

Do mnie Czesi przybyli pierwsi. Przychodzili z Wrocławską Pieszą Pielgrzymką, bo tak się złożyło, że mieszkam pod Jasną Górą. I tak zaczęły się wizyty w przygranicznym Nachodzie, wypady do Pragi i innych miast. Była połowa lat 80. W Czechosłowacji było tanio i wszystko dostępne – salami, szok, krojone w plasterki; wódka i piwo w każdym kiosku. No i Kofola. Targaliśmy z powrotem całe plecaki dobra wymienianego za tureckie dżinsy. Rządziło się, bo każdy Polak był wtedy w Czechosłowacji Rokefellerem i chyba Czesi nas wtedy bardziej znielubili niż w 68. Polski Pan, lat 16/17, na hotelach, salonach popijał Smirnoffa Becherovką i miał jedną myśl w głowie – Czechy są ładne. Pełne czekolady Studenckiej i lentilek. I taniego piwa.

A w domu była „Żena za pultem” czyli „Kobieta za ladą” i piosenka „Gdyż masz w chalupie orkiestrion” z serialu „Chalupaři” czyli „Pod jednym dachem”, „czeskie filmy” non stop, bo coś w nich urzekało, ale nie było do końca wiadomo co - „Jak utopić doktora Mraczka?”,...

Już na wstępie mojej recenzji zdradzę, że nie zdradzę, co owe tytułowe „ceczka” znaczą. Szanowny czytelniku - żeby się tego dowiedzieć musisz sięgnąć po najnowszą książkę Petra Šabacha pod intrygującym tytułem „Pijane banany”. A żeby się lepiej czytało, i recenzję i książkę, polecam odpalić „jutuba” i wprowadzić się w klimat czechosłowackich lat 80. Na początek Petr Kotvald i Stanislav Hložek w utworze „Holky z naši školky”. Z tego, co pamiętam, utwór gościł na naszej Liście Przebojów Trójki.

Do mnie Czesi przybyli pierwsi. Przychodzili z Wrocławską Pieszą Pielgrzymką, bo tak się złożyło, że mieszkam pod Jasną Górą. I tak zaczęły się wizyty w przygranicznym Nachodzie, wypady do Pragi i innych miast. Była połowa lat 80. W Czechosłowacji było tanio i wszystko dostępne – salami, szok, krojone w plasterki; wódka i piwo w każdym kiosku. No i Kofola. Targaliśmy z powrotem całe plecaki dobra wymienianego za tureckie dżinsy. Rządziło się, bo każdy Polak był wtedy w Czechosłowacji Rokefellerem i chyba Czesi nas wtedy bardziej znielubili niż w 68. Polski Pan, lat 16/17, na hotelach, salonach popijał Smirnoffa Becherovką i miał jedną myśl w głowie – Czechy są ładne. Pełne czekolady Studenckiej i lentilek. I taniego piwa.

A w domu była „Żena za pultem” czyli „Kobieta za ladą” i piosenka „Gdyż masz w chalupie orkiestrion” z serialu „Chalupaři” czyli „Pod jednym dachem”, „czeskie filmy” non stop, bo coś w nich urzekało, ale nie było do końca wiadomo co - „Jak utopić doktora Mraczka?”, „Straszne skutki awarii telewizora” czy „Adela jeszcze nie wieczerzala”, dużo tego było i nie było tam wojny, nie było Klosów ani Czterech pancernych. I była też czechosłowacka Jedynka z anteny naziemnej, z tymi wszystkimi hospodami i biesiadami. I było to dobre.

Twórczość Petra Šabacha to także „czeskie filmy”. Na motywach jego prozy chętnie kręci jeden z najbardziej znanych obecnie czeskich reżyserów Jan Hřebejk. „Pod jednym dachem” czy „Bigbeatowe lato” są filmami dobrze znanymi nie tylko w Czechach. „Pupendo” z 2009 jest filmową adapatacją „Pijanych bananów”.

„Pijane banany” są dobre. Choć, szczerze mówiąc, nigdy ich nie próbowałem. Nie wiedziałem, że istnieją jeszcze takie czeskie rarytasy. Honza ma szesnaście lat i miesza w Pradze w latach 80. W Czechosłowacji władzę pełni breżniewowski namiestnik Gustav Husák, a wśród młodych ludzi rządzą ceczka – tak przynajmniej twierdzi autor książki Petr Šabach. Czym są ceczka, jak już powiedziałem, nie zdradzę, musicie zatem przeczytać tę książkę, bo tam to jest wyjaśnione, a póki co możecie sobie posłuchać piosenki Michala Davida o tym czechosłowackim fenomenie. 

Normalizacja. Jakiś dziwny letarg, gdy oficjalne media podają, że Czechosłowacja jest piękną krainą, gdzie spełnia się socjalistyczny sen o równości w postaci knedli i piwa, tego szwejkowskiego minimalizmu. Ze Żwirkiem i Muchomorkiem, Makową Panienką i Krecikiem, Sąsiadami, którzy zawsze wszystko spaprają, ale i tak są zadowoleni z życia. Bo Czesi to śmiejące się bestie. Kto tak powiedział? Heydrich, Goebels, a może Hrabal? Normalizacja – koszmar sprowadzania wszystkiego do wspólnego mianownika. Eliminacja-emigracja jak się znormalizować kogoś nie da. I ten naród, przedziwny i perfidny, daje się uśrednić, daje się sprowadzić. Niby wszystko idzie wedle prawideł Husáka sterowanego przez towarza Breżniewa, ale pamiętajcie: Czesi to śmiejące się bestie! Ci jowialni, uśmiechnięci mieszczanie jak z powieści Haszka, zahibernowali w sobie gen niepokoju – to, co nas przeraża u Haszka właśnie, u Hrabala, czy Formana; to, co płynie do nas z poetyki Franza Kafki, że pod absurdem codzienności czają się demony.

Ten absurd codzienności doskonale oddał Šabach w swej powieści, poświęconej wspaniałym latom 80. Niby wszystko tutaj takie swojskie, beztroskie, ale widać u wszystkich bohaterów swoiste zawieszenie, niemożność, bezwład i oczekiwanie. To świadoma poetyka Šabacha. Trzeba się do tych treści przebijać, ale są one wyraźne. Widać je przede wszystkim w dojmującym poczuciu absurdu egzystencji, w powszechnym, niby wesołym, ale depresyjnym alkoholizmie bohaterów. Ale mimo całej melancholii „Pijane banany” są jednak pełne nostalgii, tęsknoty za czechosłowackim normalizacyjnym spleenem lat młodzieńczych, bo jest to powieść o tym, dlaczego kochamy komunę. Za marzenia. Za to, że byle kałuża przypominała nam morze, że byle podróbka była jak namiastka nieba, i że była miłość w tych błyskach ceczek. I że te marzenia nam odebrano. Ale nie dowiecie się, czym są ceczka, jeśli nie przeczytacie tej powieści w całości, do samego końca.

Na koniec ukłon w stronę wydawnictwa Afera i Julii Różewicz. To piękne i potrzebne przekłady. Ale ważna jest także forma, jaką „Afera” nadaje tym skromnym przecież objętościowo utworom. Książki tego wydawnictwa są cudnymi miniaturami, które dają piękno i uśmiech. Z takimi cackami (ceczkami?) spotkałem się, gdy zacząłem kupować Hrabala w oryginale. Dziś mam na półce kilka książek Afery i prezentują się one śliczniej niż niejeden opasły tom, który sili się na monumentalne syntezy, a faktycznie jest przyciężki. Książki wydawnictwa Afera i sama książka Šabacha są skromnym arcydziełem, zarówno pod względem treści jak formy. A słowo „skromny” niech będzie dla tego utworu najlepszym komplementem.

Sławomir Domański

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (411)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 6046
allison | 2015-10-18
Na półkach: Rok 2015, Przeczytane
Przeczytana: 17 października 2015

Już pierwsze zdanie "Pijanych bananów" sprawia, że czytelnik się uśmiecha i z zapałem zaczyna odwracać kolejne strony.
Przez całą lekturę przewija się humor, nieraz dosadny, czarny, na granicy dobrego smaku, ale niezmiennie rozbawiający i rozbrajający.
Sporo jest tu też groteski, absurdu i hiperboli, zwłaszcza w opowieściach, jakie często snują bohaterowie.

Świat opisywany przez szesnastoletniego narratora to typowa komunistyczna przestrzeń, w której jest i śmieszno, i straszno. Przed siermiężną rzeczywistością młodzi ludzie bronią się, słuchając muzyki, wagarując, robiąc innym i sobie nawzajem zwariowane psikusy, które nieraz prowadzą do kolejnych nieobliczalnych zdarzeń. Jest alkohol, są papierosy, pierwsze dziewczyny i wielkie plany na wycieczkę nad morze (oczywiście skradzionym wcześniej samochodem).
Wszystko to tworzy wybuchową mieszankę, której elementami są nie tylko młodzi bohaterowie, ale także ich rodzice, sąsiedzi, nauczyciele.

Czyta się szybko, lekko i...

książek: 674
Elżbieta | 2015-05-10
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 10 maja 2015

Pijacki folklor jako przewodnia siła schyłku czasów słusznie minionych.Tak bym w skrócie opisała treść tej słodko-gorzkiej książeczki.A czasy to były mocno zakrapiane alkoholem,nawet przez ówczesnych opozycjonistów władzy i ustroju.Do dziś jeszcze w towarzystwie(teraz to przy wyszukanych drinkach) najczęstszym tematem wspomnień z tamtych lat są towarzyszące pijackim wyczynom fantazje.Z sentymentem wspomina się o tym,jak to trzeba było sobie radzić z kacem przed godziną 13 ( ustawa o wychowaniu w trzeźwości zabraniała sprzedaży alkoholu przed tą godziną),jak ukrywało się buteleczki (prezenty od petentów)w urzędniczych segregatorach,jak kolędowało się po znajomych (bez ich telefonicznego uprzedzania) w celu kontynuowania wspaniale rozpoczętego wieczoru i jakie przy tym były humorystyczne sytuacje.W całym naszym bratnim obozie,pod tym względem,było tak samo.Można by o tym tomy pisać-tylko po co? Wracając do książki,to jej humor jest kapitalny,ale treść gorzka.Czyta się...

książek: 1582
lapsus | 2015-04-20
Na półkach: 2015, Przeczytane
Przeczytana: 20 kwietnia 2015

W zasadzie to jest o tym, dlaczego kochamy komunę. Za marzenia. Za to, że byle kałuża przypominała nam morze, że byle podróbka była jak namiastka nieba, i że była miłość w tych błyskach "cenczek". I że te marzenia nam odebrano.

książek: 311
ginger05 Gosia | 2015-04-16
Przeczytana: 15 kwietnia 2015

Może spodobać się jedna książka, druga, noooo nawet i trzecia ale aż cztery tego samego autora - o to u mnie trudno. Sabach jednak to uczynił ,kto przeczytał inne - nie zawiedzie się, zrelaksuje i odpłynie z nurtem nostalgii to szczenięcych lat. Bardzo fajna, szkoda, że taka krótka :(

książek: 397
julia-orzech | 2015-07-24
Przeczytana: 24 lipca 2015

Kiedy biorę do ręki kolejną książeczkę niewielkich rozmiarów, z charakterystyczną grafiką zarezerwowaną w Aferze dla P. Šabacha czuję za każdym razem wielką ciekawość, ale i pewnego rodzaju spokój. Spokój ten wiąże się z pewnością, że czas spędzony z tą lekturą nie będzie stracony. Nie zdziwię nikogo, jeśli napiszę, że mistrz anegdoty usatysfakcjonował mnie w stu procentach także swoją najnowszą powieścią Pijane banany.

Przeczytałam trzy książki tego autora, ale wiem, że gdybyście dali mi do ręki jego niepodpisany tekst bez wahania zgadłabym, do kogo należy. Gdybym miała określić pisarstwo Šabacha, pewnie miałabym problem ze znalezieniem odpowiednich słów, natomiast jest ono tak charakterystyczne jak tylko to możliwe. Ten powolny, niewymuszony język, umiejętność snucia historii z codziennego życia w sposób prosty, niesilący się na „literackie wow” przyciąga mnie niczym magnes. No i tytuły! O tak, tytuły Šabach ma pierwszorzędne: Gówno się pali, Podróże konika morskiego, Masłem do...

książek: 730
mag | 2015-07-02

Petra Šabacha biorę bez obaw w ciemno, tak jak inne książki wydawnictwa Afera. Najpierw było „Gówno się pali", później „Podróże morskiego konika" i „Masłem do dołu". Wszystkie trzy książki łączy tak bardzo lubiana przeze mnie w czeskiej literaturze ciepła ironia rodem z Hrabala. Spelunki, absurdalne sytuacje, które nadają codzienności barw, zwykli bohaterowie i zwykłe problemy. I czeska pohoda, czyli pogodna płynna egzystencja, bezstresowe czerpanie z życia pełnymi garściami.

Petr Šabach w swoich książkach umieszcza często zawoalowane wątki autobiograficzne. Pojawiają się w nich postaci, które są zlepkiem cech jego bliskich przyjaciół, zresztą sam się do tego przyznaje w posłowiu „Pijanych bananów":" A na koniec pragnę obwieścić wszystkim obecnym i byłym kumplom z naszej mokrej dzielnicy, że - z ich łaskawym przyzwoleniem- bezczelnie ukradłem im historyjki i poprzekręcałem tak, by móc zamieścić w tej książce." Wiadomo przecież, że najciekawsze historie pisze życie, czemu więc ich...

książek: 631
Klaudia Cebula | 2017-02-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 08 lutego 2017

Pierwszy raz mam taki chaos w głowie, że nie wiem od czego zacząć :)
A chciałabym od czterech rzeczy. Może wybiorę najbardziej logiczną opcję :)

Petr Sabach to czeski pisarz, bardzo znany w swoim kraju a z czego znany? Nie tylko z podobno świetnych książek ale z niebanalnego i w zasadzie prostego humoru, który sprawia, że jego opowieści są tak wyjątkowe.

Książkę Petr napisał w 2001 roku, u nas pojawiła się dopiero w 2015. Ale za to już 9 lat temu można było u nas obejrzeć film na podstawie książki. Tytuł bardzo wymowny "Pupendo" - kojarzycie? ja nie :)

Nim przejdę do fabuły a potem oceny to jeszcze powiem Wam czym są pijane banany. To nic innego jak deser - bananowy i z alkoholem. Tym deserem kiedyś uraczył się ojczym głównego bohatera po wyjściu z odwyku. Zjadł nim wrócił do domu takich pięć, a wracać musiał już na czworaka.

Narratorem powieści jest 16 letni chłopak, którego młodość przypada na czasy czeskiego komunizmu. Jak w każdej "komunie" tak i tu, w tej książce...

książek: 384
Elżbieta | 2015-05-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 08 maja 2015

Zwyczajne, dowcipne, w prosty sposób opowiedziane historyjki rodem z szczenięcych lat.
Kogo bawią czeskie klimaty będzie zadowolony, bo czyż nie powoduje uśmiechu na twarzy np. taki tekst..."W Instytucie Badawczym (...)wszyscy chleją jak opętani(...) raz balowali całą noc i udało im się odkryć coś, nad czym głowili się wcześniej od dobrych dziesięciu lat. Ponoć wynaleźli jakąś rewelacyjną substancję, za którą na bank dostaliby Nobla, tyle że rano za skarby świata nikt nie mógł sobie przypomnieć, czego nawrzucali do tej magicznej mikstury- tacy byli nawaleni. Podobno od czasu do czasu podejmują kolejne próby(...) i modlą się, żeby znów im się udało, ale jak na razie jakoś im nie wychodzi";)))))))))))

książek: 2456
Marta Gaik | 2017-02-18
Przeczytana: 18 lutego 2017

Łobuzerska, podwórkowa opowieść rodem z czeskich przedmieść. Anegdotki z czasów komunistycznych, które dla nastolatków miały dużo uroku. Trochę humoru, trochę grozy - lekka lektura dla rozrywki.

książek: 191
M-E | 2017-01-13
Na półkach: 2017, Przeczytane
Przeczytana: 12 stycznia 2017

Hmmmm...
Dzięki BookRage zakupiłem "Pijane banany" i kilka innych czeskich książek.
I "Pijane banany" poszły na pierwszy ogień.
Trzeba przyznać, że przeczytałem bardzo szybko - plus.
Co do 6 gwiazdek... Przyznam, że miałem duży problem z oceną, gdyż w zależności od stanu ducha, w jakim czytałbym książkę oceniłbym pomiędzy 3 a 8 gwiazdek. Niezły rozrzut, czyż nie?
Jak by to powiedzieć: są momenty naprawdę śmieszne (jedna scena sprawiła, że się ze śmiechu prawie popłakałem), są takie sobie, czasami wręcz odświeżone albo nawet niekoniecznie "suchary".
Ale generalnie źle nie było. Może to nie jest lektura dla każdego, ale przeczytać można.

zobacz kolejne z 401 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Pochwała małych i zabawnych

Jego książki zdają się pasować do naszych oczekiwań. Są nieduże, taki sympatyczny rozmiar, mają dość zabawne okładki (może nie jakiś szczyt estetycznego artyzmu, ale ponoć syn mu je projektował i rzeczywiście, mają w sobie coś takiego… domowego), tytuły sugestywne i zabawne, a czasem wręcz szarżujące (jak choćby Gówno się pali).


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd