Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wilt

Cykl: Wilt (tom 1) | Seria: Kameleon
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
7,22 (414 ocen i 60 opinii) Zobacz oceny
10
32
9
51
8
105
7
107
6
69
5
29
4
7
3
10
2
1
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8371504500
liczba stron
236
język
polski

Henry Wilt, wykładowca w college u, w dzień potulnie wbija literaturę angielską do tępych głów chamskich mechaników, a wieczorami snuje fantazje o zamordowaniu swej żony. Gdy połowicznie je zrealizuje, wrzucając do wykopu na budowie nadmuchiwaną lalkę naturalnej wielkości, i jest maglowany przez policję, jego żona nagle znika...

 

Brak materiałów.
książek: 115
ksiazkawprezencie | 2017-05-18
Na półkach: Przeczytane

„Wilt” niespecjalnie się zestarzał, chociaż totalnej satyrze Toma Sharpa, nie liczącej się z żadnym tabu stuknęła w zeszłym roku czterdziestka, a my doczekaliśmy się właśnie jej trzeciego polskiego wydania. Dzieje się tak pewnie dlatego, że tak jak jego znakomici poprzednicy, Sharpe nie pisał o pewnym wykładowcy-nieudaczniku z Anglii lat 70. XX wieku i awanturze w jaką się wpakował przez pewną plastikową lalkę dla dorosłych, ale o uniwersalnych ludzkich przypadłościach, używając karnawałowego odwrócenia wartości, by bez litości chłostać bliźnich dla ich własnego dobra.

Przypomnijmy. Henry Wilt ma trzydzieści parę lat i wydaje mu się, że przegrał życie. Dni pędzi jako nauczyciel bez perspektyw na awans, wykładający w college`u literaturę angielską przyszłym rzeźnikom, monterom, elektrykom i budowlańcom, których niespecjalnie obchodzi klasyka literatury, a w domu czeka na niego otyła żona, owładnięta obsesją czystości i podążająca bezmyślnie za każdą nową modą w rodzaju tańca orientalnego, dżudo, garncarstwa, medytacji transcendentalnej czy gimnastyki na trampolinie. Żona terroryzuje go za pomocą płynu do czyszczenia toalet i obezwładniającej energii ekstrawertyczki, a że Wilt to człowiek wycofany i prowadzący głównie życie wewnętrzne, nietrudno się domyślić, że jego małżeńska egzystencja do udanych nie należy.

Poznajemy go w czasie spaceru z psem, gdy snuje plany, w jaki sposób zgładzić żonę. Wkrótce, w wyniku intrygi, w której decydującą rolę odegra pewna nimfomanka instrumentalnie traktująca feminizm, gumowa lalka dla dorosłych i zalany betonem wykop pod fundamenty na budowie w pobliżu miejsca pracy Wilta, nasz nieszczęśnik zostanie oskarżony o zamordowanie żony, mimo że ona, cała i zdrowa, aczkolwiek poza zasięgiem policji, będzie poznawać zalety „terapii dotykowej” nieświadoma, że padła ofiarą uwodzicielki.

To, co dzieje się dalej jest dla Sharpe`a okazją do tego, by, tak jak średniowieczni uczestnicy karnawału, nie licząc się specjalnie z żadnymi świętościami, ze złośliwym poczuciem humoru i nie oglądając się na poprawność polityczną obnażać pyszałkowatość, hipokryzję i skłonność do wydumanego słownictwa akademickich kolegów, cynizm rzekomo wyzwolonych postępowców, podrwiwać sobie z poczciwych stróżów prawa (sceny przesłuchania Wilta to jeden z najlepszych pastiszów kryminału, jakie miałem okazję czytać) i pogrążonych w życiowej inercji kieszonkowych inkwizytorów.

Ale powieść nie jest cyniczna, bo, po pierwsze satyra niesie nie tylko oczyszczający śmiech, ale również pozwala nazwać rozmaite bolączki, a na koniec dostajemy coś w rodzaju happy-endu – wziętego oczywiście w cudzysłów i podszytego niepewnością co do szlachetności ludzkich istot – ale przynoszącego swego rodzaju nagrodę, tym najbardziej w swym zagubieniu w świecie niewinnym.

Na koniec jeszcze słówko o humorze, za który Sharpe nierzadko był krytykowany. Jako, że jego proza korzysta ze wspomnianego już karnawałowego zawieszenia normalnych hierarchii i tabu, autor nie wzbrania się ani przed wulgaryzmami, ani nazywaniem rzeczy po imieniu, ani stosowaniu rozwiązań rubasznych. Czyni to jednak z pełną świadomością gatunku i przekraczanych granic, z językową inwencją (sporo tu świetnych dialogów) i po mistrzowsku budując absurdalne sytuacje, które wybuchają w punktach humorystycznej kulminacji (takich jest w książce przynajmniej kilka).

Udana propozycja dla miłośników satyrycznej jazdy bez trzymanki.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ostatnia piosenka

Typowa książka Sparksa, a przeczytałam już prawie wszystkie ;). Nie mniej jednak ja je lubie - lekkie, przyjemne i zawsze kończą się nadzieją :)

zgłoś błąd zgłoś błąd