Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziennik

Tłumaczenie: Lech Jęczmyk
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
6,7 (550 ocen i 22 opinie) Zobacz oceny
10
16
9
48
8
97
7
171
6
103
5
75
4
13
3
23
2
2
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Diary : a novel
data wydania
ISBN
9788360979051
liczba stron
288
słowa kluczowe
powieść amerykańska, 21w
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Misty Kleinman, niespełniona artystka (obecnie kelnerka i sprzątaczka, niestroniąca od alkoholu i aspiryny), żona Petera,przedsiębiorcy remontowego (obecnie w śpiączce) odbiera telefony od rozżalonych klientów męża. W odnawianych przez niego domach zawsze brakuje jakiegoś pokoju zamurowanego bez pozostawienia najmniejszego śladu. Przez dziury w świeżo wytapetowanych ścianach Misty zagląda do...

Misty Kleinman, niespełniona artystka (obecnie kelnerka i sprzątaczka, niestroniąca od alkoholu i aspiryny), żona Petera,przedsiębiorcy remontowego (obecnie w śpiączce) odbiera telefony od rozżalonych klientów męża. W odnawianych przez niego domach zawsze brakuje jakiegoś pokoju zamurowanego bez pozostawienia najmniejszego śladu. Przez dziury w świeżo wytapetowanych ścianach Misty zagląda do środka i z przerażeniem odkrywa, że Peter pozostawił dla niej kilka wiadomości... Opowieść o daremnej walce z przeznaczeniem, o losie artystów, o egzystencjalnej pustce. W mrocznej historii Chucka Palahniuka wszyscy przegrywają, nie zawsze w wielkim stylu, ale za to w blasku fajerwerków.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 27
Spence | 2010-08-20
Na półkach: Przeczytane

Recenzja

“jeżeli nie jesteś czegoś pewien, możesz to sobie interpretować jak chcesz.”

Chuck ma na imię. Palahniuk na nazwisko.

Najpierw widziałem film “Fight Club” na podstawie jego książki, raz jak młodi i głupy byłem, i mi się nie spodobał, potem zniszczył, bo do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć.

Bije (dobre słowo) od niego agresja, wkurwienie, testosteron, buntownicza chęć rozpierdolenia systemu pokazana dosłownie i przy okazji spojrzenie na to, jak rozprzestrzenia się moda na coś. Trafił Palahniuk w sedno, a że ekipę miał wymarzoną do stworzenia z tego filmu, tym lepiej dla niego i dla nas wszystkich.

Proza agresywna, do takiego gatunku bym ją przyporządkował, podobnie jak całą twórczość Chucka, ku uciesze wszystkich literaturoznawców na świecie ze szczególnym uwzględnieniem kilku. Zresztą ta recenzja pewnie też im się spodoba bardzo.

A teraz pomyśl, ilu znajomych twoich ma ten film w ulubionych, albo podaje jako jeden z ulubionych.

No właśnie.

Potem “Rozbitek”.

Swoją drogą, zauważ, jak różni się polski tytuł od angielskiego, choć oznaczają

przecież to samo. Angielski “Survivor” pochodzi od przetrwania, polski rozbitek się rozbija.

Rozbija tak jak rozbił mnie Palahniuk pierwszą książką.

Potem “Fight Club” książka. Powtarzał siebie sprzed akapitów kilku nie będę, poza tym widziałeś film albo czytałaś książkę, no innego wyjścia nie widzę. A jak nie, to bierz się za to.

Potem to się śmierdzi w taką pogodę.

Potem “Udław się”, które wymęczyło mnie potwornie i niewidzialnie, po którym stwierdzam, że to nie jest to. Pisanie cały czas o tym samym, tak samo, to jest najbardziej przerażająca rzecz w karierze kogoś, kto pisze. W ogóle tworzy. I nie, to zdanie nie jest bezsensowne, bo nie mam nic przeciwko powtarzającym się motywom, gorzej gdy czytam kolejną książkę tego autora i mam wrażenie, że czytam poprzednią z nazwiskami i imionami zmienionymi.

Mieliśmy separację, trzyletnią chyba, ale jak na półce znalazłem w bibliotece “Dziennik”, no to…

To się wkurwiłem na początku, bo jest o budowie twarzy, o tym, jak ta twarz się starzeje, z wymienieniem nazw mięśni kolejnych i co się z nią dzieje, i to nudne jest, a więc wraca stary Chuck, ze swoim uwielbieniem szczegółu za szczegółowym.

Wykładziki oczywiście też się pojawiają, bo jakżeby zabraknąć tego mogło – w “Dzienniku” program edukacyjny obejmuje mimikę twarzy (główna postać jest malarką), dzieła artystów, śmierci artystów, farby i ich wpływ na ciało człowieka, grafologię, modele porcelany.

Wykorzystanie motywów znanych – wyspa samotna, odcięta, gdzieś na morzu; zła ludność tej wyspy; ludzie nie są tym, kim się wydają naprawdę; matka bolesna; cierpiący artysta; trzy kobiety; przepowiednia.

Mamy też powiedzonka powtarzane przez postać przez cały czas. I w końcu do mnie dotarło, dlaczego tak często z tego chwytu korzysta – każdy człowiek ma swoje powtarzane często zwroty, stwierdzenia, teksty, a autor wiedząc o tym, upodabnia postać do rzeczywistości jak najbardziej.

Ładne zdanie, czyż nie?

I czy książka pisana na rok to nie jest produkcja taśmowa?

Palahniuk jest, z tego co czytałem amerykańską literaturę mainstreamową (czy do Polski dociera tak BTW coś, co jest poza literaturą mainstreamową?), jednym z lepiej wchodzących autorów. Tak, że wchodzi po mocnym pijaku nawet mocno w nocy, czyli właściwie mocno nad ranem.

Dobra, pierdoli momentami tak niemiłosiernie, że się nie da. Tych wjazdów jego na establishment to ja mam serdecznie dosyć.

I tak sobie doczytałem do strony 15., natykając się na kilka zdań wartych zapamiętania. I wtedy mnie złapał. Historią życia dziewczynki z przyczepy, której mama pracowała cały czas, a ona smutna i samotna była, która rysowała układ ulic wyspy, a później trafiła na tą wyspę.

Historią głównej bohaterki.

Misty Wilmot ma na imię, jest byłą malarką, której mąż, po tym jak próbował popełnić samobójstwo, leży w szpitalu pod respiratorem, w śpiączce. Ma córkę i teściową. I ten jej mąż, co to o nim wcześniej zdanie mówiłem, miał firmę remontową, która remontowała tak, że remontowane pomieszczenia znikały z domów. Ale okazuje się, że jednak coś w tych pokojach zostawiał.

Cała powieść napisana jest w formie tytułowej, a skierowana jest do męża. Tego w śpiączce. Któremu powie wszystko.

Jej męża.

O tworzeniu, procesie powstawania dzieła dużo jest, może i po części autobiograficzne to jest. Ale też nie do końca pewnie.

I zainteresowanie moje raz przychodziło, raz odchodziło, jak kobieta, albo chęć się napicia. I tak, i nie.

Zakończenie, ostatnia strona, jest zaskakujące i łapiące – tak jak ma być.

Swoją drogą, czytaczu tej recenzji, bardziej podoba ci się zakończenie filmu „Fight Club”, czy książki?

Dla kogoś, kto zna i lubi Palahniuka – będzie dobrze. Dla kogoś, kto nie czytał żadnej jego książki – rewelacyjnie.

A potem przychodzi dziewczyna do biblioteki, gdzie mam praktyki i prosi, żebym jej coś polecił, skoro nie ma nic Wiśniewskiego, Coelho, Browna czego nie przeczytała, ja polecam jej “Fight Club”.

A zdania-wprawki-notatki do tego tekstu pisałem w zeszycie długopisem o wkładzie czerwonym jak…

Mieliśmy separację. Tygodniową i ktoś oddał “Opętanych”. To wziąłem, ukradłem.

Chciałem tu podrzucić linka do polskiego tłumaczenia “Guts” vel “Flaków”, opowiadania w „Opętanych” zawartego, przy odczytywaniu którego kilkanaście osób zemdlało. Nie ruszyło mnie specjalnie, jak to bywa w takich momentach. “Mateusz, to jest straszne nie oglądaj tego”. Obejrzę po paru latach, nie wiedząc, o co w ogóle chodziło i o co ten dym cały.

Fabuła? Grupa wanna-be pisarzy zapisuje się na warsztaty, których założeniem jest zupełne odcięcie się od świata na trzy miesiące w domu wynajętym przez organizatora, a zabrać mogą tylko jedną rzecz. Mają przez te 90 dni napisać arcydzieło. Palahniuk, follow-upując (słowo z dedykacją) do historii Villi Diodati, tworzy coś, czego wcześniej nie stworzył i sprawdzić się powinno świetnie – narrację o domu, poprzecinaną historiami opowiadanymi przez mieszkańców i poematami o nich. Historie są napisane tak jak zwyczajowe historie Chucka, natomiast sceny w domu naładowane są bardzo szczegółowymi i rozległymi opisami domostwa, ze szczegółowym wymienieniem dokładnym mebli i ich wyglądu, takimi złożonymi zdaniami, że nie pamiętam, żebym je kiedyś u niego widział, porównywalne długością, mam nadzieję, do zdania, które właśnie czytasz, o patrz, kończy się. Czyli zrobił po prostu książkę z kilkoma bohaterami. W końcu.

I nie. Przekartkowałem, przeczytałem z jedną trzecią, ale nie wciągnęła mnie ta książka. Jedno opowiadanie “Exodus” – rewelacyjne. Dobre zdania, tak. Ale czytać to mi się tego nie chce. Nie teraz.

Ale za kilka lat?

Okładki Pawła Jońcy są bardzo dobre, wyróżniające się na tle innych, tych zagranicznych.

Odpalaj Fight Club jak nie widziałaś, albo książkę kup czy pożycz. Jak widziałeś, a od ostatniego twojego kontaktu z Palahniukiem minął rok, to bierz się za jedną z jego książek. Jak jeszcze nie, to odczekaj. Warto.

tekst opublikowany został także na łamach serwisu http://www.kaseta.org/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Czego naprawdę uczy Biblia?

Jestem zażenowana po zapoznaniu sie z tym wstępem do "Biblii" . Ta książka jest poradnikiem do tego jak masz rozumieć Biblię która ma rozmai...

zgłoś błąd zgłoś błąd