Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Córka Zjadaczki Grzechów

Tłumaczenie: Michał Kubiak
Cykl: Córka Zjadaczki Grzechów (tom 1)
Wydawnictwo: Zielona Sowa
6,7 (523 ocen i 86 opinii) Zobacz oceny
10
20
9
44
8
102
7
140
6
116
5
55
4
19
3
17
2
4
1
6
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Sin Eater’s Daughter
data wydania
ISBN
9788379831876
liczba stron
336
język
polski
dodał
LubimyCzytać

17-letnia Twylla żyje w pałacu. Ale chociaż jest zaręczona z księciem, dziewczyna nie jest zwykłym mieszkańcem dworu. Jest katem. Będąc wcieleniem bogini, Twylla zabija swoim dotykiem. Każdego miesiąca jest zabierana do więzienia i kładąc rękę na skazańcu, wykonuje egzekucję. Nikt nie pokocha takiej dziewczyny. Nawet książę, którego królewska krew chroni przed skutkami dotyku Twylli, unika...

17-letnia Twylla żyje w pałacu. Ale chociaż jest zaręczona z księciem, dziewczyna nie jest zwykłym mieszkańcem dworu. Jest katem.
Będąc wcieleniem bogini, Twylla zabija swoim dotykiem. Każdego miesiąca jest zabierana do więzienia i kładąc rękę na skazańcu, wykonuje egzekucję. Nikt nie pokocha takiej dziewczyny. Nawet książę, którego królewska krew chroni przed skutkami dotyku Twylli, unika jej.
Jednak na dworze pojawia się nowy strażnik – chłopak, który pod uśmiechem ukrywa śmierć. Tylko on, w przeciwieństwie do innych, widzi w Twylli po prostu dziewczynę, nie tylko kata i boginię. Jednak Twylla została przyrzeczona księciu i zdaje sobie sprawę, co czeka tego, kto sprzeciwi się królowej.
Ale zdrada to ostatni problem Twylli. Królowa planuje zniszczyć swoich wrogów. To plan, który wymaga ogromnego poświęcenia. Czy Twylla wykona przeznaczone jej zadanie, by ochronić królestwo? A może porzuci swoje obowiązki w imię niespodziewanej miłości?

 

źródło opisu: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2015

źródło okładki: http://www.zielonasowa.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 840
zlatawiecz | 2017-08-02
Przeczytana: 26 lipca 2017

"Córka Zjadaczki Grzechów" Melindy Salisbury to książka po której szczególnie wiele się nie spodziewałam, ale za to ile od niej dostałam!

Twylla jest wcieleniem córki bóstw, żyje w pałacu i jest zaręczona z następcą tronu, a przy okazji pełni rolę kata królowej. Jej dotyk zabija każdego kogo dotknie poza członkami rodziny królewskiej. Dziewczyna jest samotna i czuje się jak więzień. Aż pewnego dnia pojawia się Lief...

Tak na początek mamy historię, która właściwie niczym nie odróżnia się od innych powieści fantasy dla młodzieży. Jest dziewczyna, ma moc, ma zadanie, ma rodzinę, ma narzeczonego i no i jest jeszcze ten drugi...
Ale w którymś momencie pojawiają się znaki, że coś ma szansę pójść inaczej i tak właśnie jest!
Autorce udało się nie wpaść w tory stałych rozwiązań fabularnych i dzięki temu dostałam w końcu mój wymarzony koniec historii(tak, wiem że to pierwszy tom i pisarka ma jeszcze szanse to popsuć).

Lormere - kraj w którym dzieje się historia - jest przedstawiony tylko zza murów pałacu i za pomocą wspomnień Twylli, ale jego opisy wspaniale się układają w wizję intrygującej krainy, która posiada własną historię, kulturę, religię, mity i legendy, a nawet konkretnie wytyczone granice i świat przyrody. Tego już dawno nie było - autorka wdraża czytelnika w wymyślony przez siebie świat we wszystkich jego aspektach, jednocześnie nie tracąc słów na opisy. Wszystko powstało tak gdzieś między słowami.

Pierwszoosobowa narracja historii pozwala poczuć pewien rodzaj intymności bohaterki, bo cała historia jest bardzo kameralna. Akcja nie wychodzi poza obręby pałacu, a zwykle nawet poza pokój Twylli. Dodatkowo przez większość czasu sceny nie mają więcej niż dwóch lub trzech bohaterów. I Twylla stała się mi jako czytelniczce bardzo bliska, właśnie dzięki temu, że poznałam szczegółowo jej przemyślenia, nastawienie do innych, zmiany uczuć i wspomnienia.
Dostałam bohaterkę bardzo prawdziwą, z wewnętrznymi rozterkami, której czyny sobie nie zaprzeczają, przy tym bez wątpienia nastolatkę, którą jest.
Pani Salisbury - dziękuję.

Ale nie chodzi mi o świat przedstawiony ani o świetny portret psychologiczny bohaterki, ale o łamanie schematów, którego w tej książce się nie spodziewałam, kiedy zaczęłam lekturę. Dopiero na pewnym zaawansowanym etapie historii obudziła się we mnie nadzieja, że w końcu znalazłam pisarkę, która nie tylko potrafi pisać, ale i pisać niesztampowo, nie według szablonów, ale z pewną przekorą, która sprawia, że zakończenie nie jest takie samo jak zwykle, że bohaterowie podejmą prawdziwe decyzje, a nie takie których oczekują inni, że w końcu bohaterka nie okaże się kolejną gąską, która nie widzi niczego poza własnym nosem i tym swoim jednym jedynym...
Tak, tak poniosło mnie. Dostałam? Przeczytajcie, to się dowiecie.

A teraz nareszcie mój temat na rozprawkę, którego postaram się w rozprawkę nie zmienić i skrócić do minimum moje w tej kwestii wywody.
Jaki jest ostatnio ulubiony trend wśród pisarzy jeśli idzie o inspiracje(może nie ostatnio, a w sumie zawsze)? Baśnie i legendy.
Znane historie zawsze nakręcają twórców i są niewyczerpaną studnią pomysłów na "zarobienie na czymś co już było, ale zapakowaniu w inne pudełko".
Najczęściej? Kopciuszek, czasem Śpiąca królewna, bywa że Śnieżka, ostatnio Królowa Śniegu, momentami Piękna i Bestia... Zawsze te, które najłatwiej przepisać na nowo w innej rzeczywistości, czasem dla innej grupy docelowej.

A kiedy ostatnio czytaliście o fleciście z Hameln? Może oglądaliście "Dawno, dawno temu", choć ja tam tego nie wyłapałam(za to doczytałam) albo jak ja ktoś czytał "Powrót Czerwonego smoka", ale w sumie historia znana, a taka niewykorzystana... Do dziś.
Bo Melinda Salisbury wykorzystała motywy tego ludowego podania i wykorzystała historię szczurołapa jako podwaliny pod własną opowieść. A ja się tak cieszę, że nareszcie ktoś przypomniał sobie o jednej z najbardziej mrożących krew w żyłach baśni braci Grimm. Muszę przeczytać "Śpiącego księcia".

Tak, tak polecam i trzymam kciuki za dalsze tomy

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Przez wiry i porohy Dniestru

Jest w niej zaklęte tyle z romantyzmu wędrówek, że człowiek ma ochotę wszytko zostawić, założyć plecak i ruszać przed siebie :-)

zgłoś błąd zgłoś błąd