Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Saga Ognia i Wody: Wielki błękit

Tłumaczenie: Patryk Dobrowolski
Cykl: Saga Ognia i Wody (tom 1)
Wydawnictwo: Zielona Sowa
6,61 (301 ocen i 69 opinii) Zobacz oceny
10
38
9
17
8
27
7
63
6
79
5
45
4
17
3
8
2
3
1
4
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Waterfire Saga: Deep Blue
data wydania
ISBN
9788379831678
liczba stron
352
słowa kluczowe
syreny, magia, Atlantyda, morze
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Serafina, córka Isabelli, Królowej Miromary była wychowywana z jednym zamysłem. Pewnego dnia ma stanąć na czele najstarszej cywilizacji świata syren, czego świadomość jest dla niej ciężarem. W przeddzień ceremonii Dokimi, mającej na celu ustalenie, czy syrena jest godna korony, Serafinę męczy w nocy dziwny sen ostrzegający ją przed powrotem źródła pradawnego zła. Następnego dnia zapomina o...

Serafina, córka Isabelli, Królowej Miromary była wychowywana z jednym zamysłem. Pewnego dnia ma stanąć na czele najstarszej cywilizacji świata syren, czego świadomość jest dla niej ciężarem.
W przeddzień ceremonii Dokimi, mającej na celu ustalenie, czy syrena jest godna korony, Serafinę męczy w nocy dziwny sen ostrzegający ją przed powrotem źródła pradawnego zła. Następnego dnia zapomina o koszmarze, ćwiczy śpiew i z entuzjazmem wita swą najlepszą przyjaciółkę Neelę.

Ceremonię Dokimi, stanowiącą olśniewający pokaz potęgi i wielkości królestwa, przerywa dramatyczne wydarzenie: strzała zabójcy przeszywa Isabellę. Królestwo pogrąża się w chaosie i sprawdzają się najmroczniejsze obawy Serafiny. Teraz Serafina i Neela muszą wyruszyć na misję odnalezienia zleceniodawcy morderstwa i muszą zrobić wszystko, by nie dopuścić do wybuchu wojny między krainami. Podróżując, napotkają inne bohaterskie syreny pochodzące z sześciu mórz. Postanawiają połączyć siły nierozerwalną więzią i jako siostry próbują rozwikłać intrygę, która zagraża istnieniu całego podwodnego świata.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2015

źródło okładki: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2015

pokaż więcej

książek: 986
Otwarta księga | 2016-03-30
Na półkach: Od wydawnictw
Przeczytana: 26 lutego 2016

Recenzja ukazała się także na blogu: http://otwartaksiega2002.blogspot.com/2016/03/smierc-pywa-szybkim-nurtem-recenzja.html

Sięgnąłem po nią głównie ze względu na całkiem wysokie noty na większości portalach książkowych, chociaż nie spodziewałem się żadnego arcydzieła. Oczekiwałem po prostu ciekawej i odmóżdżającej książki.

Okładka książki skradła moje serce odkąd tylko ją zobaczyłem. Naprawdę, ma w sobie coś tak niesamowitego, co pozwala na nią patrzeć i patrzeć, a jej widok i tak się nam nie znudzi. Jest zadziwiająco hipnotyzująca. Ilustracja na niej umieszczona jest niesamowicie ciekawa, ale oddająca treść powieści. Grzbiet jest piękny, pięknie prezentuje się na półce. Na dodatek nie łamie się podczas czytania, za co również ogromny plus. Tył książki jest tak samo urzekający jak reszta wydania, a opis jest ciekawy, pozwala zrozumieć ogólny zarys historii, ale równie ważne jest to, że nie spioleruje nam nic z powieści. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo chciałbym pochwalić wydawnictwo za kolorystykę całego wydania, ponieważ wszystkie odcienie dobrane do okładki są naprawdę magiczne. Na dodatek mamy skrzydełka, które chyba każdy czytelnik ubóstwia. Jeśli chodzi o środek - kartki mają śnieżnobiały kolor, co niektórym może się nie spodobać, gdyż ten kolor może razić w oczy. Mnie to jednak nie przeszkadzało, kiedyś nawet preferowałem białe kartki, ale teraz jest mi to zwyczajnie obojętne. Czcionka jest odpowiednia, ani za duża, ani za mała. Tusz nie rozmazuje się, a literówek nie ma raczej wcale. Oprócz tego, chciałbym zwrócić uwagę na drobne szczegóły i urozmaicenia, na przykład na strony z rozpoczynającymi się rozdziałami, które zostały ozdobione ilustracją płynącej wody. Niby to nic, drobny detal, ale jednak w połączeniu z innymi małymi szczegółami stwarza naprawdę wielkie coś, co dodaje świeżości wydaniu książki. No cóż, ja mogę tylko słać ukłony w stronę ludzi odpowiedzialnych za to piękne wydanie Wielkiego błękitu, które cieszy zarówno oko jak i duszę. Egzemplarz tej powieści można z dumą postawić na półce i podziwiać godzinami!


Tematyka całej serii to dla mnie coś zupełnie nowego. Motyw syreni jest niezwykle rzadko poruszany w literaturze, do tej pory nie udało mi się przeczytać żadnej książki zawierającej chociażby jeden wątek o syrenach. Dlatego cieszyłem się ogromnie, że będę wreszcie mógł przeczytać coś, z czym jeszcze nie miałem styczności. Ogólny pomysł na sagę bardzo mi się spodobał. Pomijając już wątek syren zupełnie dla mnie nowy, to mamy tutaj przepowiednię, wiele intryg, ale także ogromne ilości magii, która towarzyszy nam przez całą historię.
Po przeczytaniu tej książki jestem już miesiąc z małym haczykiem, ale wciąż nie mogę wyjść z podziwu nad tym, z jaką dokładnością autorka wykreowała podwodny świat Miromary. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak bardzo rozbudowana jest wyobraźnia Jennifer Donnelly, bo tak oryginalnego, kreatywnego i dopracowanego do granic możliwości świata nie można wymyślić sobie od tak. I nie chodzi mi tutaj tylko o geografię podwodnej Miromary, chociaż o to też autorka zadbała i wszystko obszernie nam opisała oraz wyjaśniła. Przede wszystkim jestem pod wielkim wrażeniem tego, że pani Donnelly wymyśliła wiele przyrządów, które "ulepszają" syrenom podwodne życie - niektóre z nich dostarczają rozrywki, ale są też przedmioty, które służą do innego rodzaju rzeczy. W osłupienie wbiło mnie też to, że autorka wielu znanym nam rzeczom potrafiła dać inne zastosowanie, na przykład zwykłe muszle nie są już tylko ozdobami, ale służą do słuchania muzyki, ośmiornice są tutaj zwierzaczkami domowymi, a w lustrach, przez które można przedostać się do innego świata, żyją dziwne stworzenia. Naprawdę, wszystko to jest niezwykle oryginalne i niesamowicie przypadło mi do gustu. Oczywiście bardzo spodobało mi się również to, że autorka wymyśliła wiele wierzeń i legend, zadbała o wszystkie bóstwa, które czczą syreny, co wniosło wiele świeżości do tej historii, ale sprawiło też, że świat Miromary stał się trochę bardziej rozbudowany i ciekawszy.
Jeśli chodzi o akcję, no to cóż, jest ona całkiem ciekawa i wartka. Autorka staje na rzęsach, aby cały czas czymś nas zaskoczyć, i trzeba jej przyznać, że udaje jej się to - raz gorzej, raz lepiej, ale nie można jakoś specjalnie narzekać. Poza tym często dzieją się rzeczy nagłe i nieprzewidziane, które dodatkowo wciągają nas w całą historię i sprawiają, że o losach Serafiny i innych syren czytamy z wielkim zapałem i z wypiekami na twarzy. Chociaż muszę również się przyznać, że niektóre wątki w fabule były przewidywalne i mało oryginalne, to zdecydowaną większość stanowią te ciekawe i nieprzewidywalne. Nie podobały mi się takie przystanki w fabule. Raz się coś dzieje, następuje wielkie "WOW", a później nagle akcja przystaje i nie dzieje się nic wartego uwagi. Mogę to porównać do rzeczywistej fali - raz akcja się rozpędzała i mknęła coraz szybciej, by za chwilę zwolnić i prawie całkiem stanąć. Trochę mi to przeszkadzało, ponieważ nie lubię takich uskoków, ale starałem nie zwracać na to wielkiej uwagi.

Z bohaterami Wielkiego błękitu mam pewien problem. W moim odczuciu, nie byli oni ani specjalnie odkrywczy czy niezapomniani, ale nie były to też postacie zupełnie płytkie. Zawsze starałem się dostrzec w postaciach to drugie dno, dzięki któremu polubiłbym danego bohatera... Skutek był taki, że raz mi to wychodziło, a raz nie. Właśnie dlatego miałem niemały problem, bo sam już nie wiedziałem, czy dana postać warta jest mojej uwagi, czy też może nie. A przez to nie każdego bohatera polubiłem.
Serafina to księżniczka, córka Królowej Isabelli, co czyni ją spadkobierczynią tronu Miromary. Ogólnie rzecz biorąc, z jednej strony polubiłem ją. Była to dziewczyna - nastolatka - zagubiona i przerażona, ale miała do tego zupełne prawo. W końcu znalazła się w bardzo nieciekawej sytuacji, co mogło budzić w niej strach. Jednak niesamowicie irytowała mi swoją łatwowiernością i naiwnością, podczas swojej ucieczki ufała praktycznie każdej napotkanej istocie, zobaczyła pierwszą lepszą postać i od razu oddawała się w jej ręce. Rozumiem to, że mogła czuć się zdezorientowana w całej sytuacji, ale bez przesady, w końcu chyba nikt nie jest tak łatwowierny i naiwny, nawet pierwsza lepsza nastolatka. Właśnie to denerwowało mnie w jej postaci najbardziej, chociaż nie da się też ukryć, że momentami miała jakieś tam przebłyski sprytu i inteligencji, mimo że nie było takich scen zbyt wiele. Natomiast zaimponowała mi swoją determinacją do działania, ale także odwagą. Była gotowa do poświęceń, nawet dla własnej ojczyzny narażała swoje życie. Moim zdaniem, jak na razie jest na dobrej drodze, aby stać się idealną królową, bo po pierwsze jest niezwykle odważna i oddana swojemu państwu, a tę cechę powinien posiadać każdy władca. Może jest trochę - a raczej za bardzo - łatwowierna, ale myślę, że to przeszło by jej z wiekiem.
Jeśli chodzi o pięć kolejnych syren z przepowiedni - Neela, Ling, Becca, Astrid i Ava - to były to bardzo podobne postaci do Serafiny. Zagubione, przerażone nastolatki z przebłyskami inteligencji. Może nie chwyciły mnie jakoś szczególnie za serce, ale udało im się po części zdobyć moją przychylność, bo były to sympatyczne postacie. Jedynie Astrid wyłamuje się z ich schematu - niemiła i opryskliwa syrena. Jednak to jej charakter i sytuacja najbardziej mnie zaciekawiły - widać, że sama z siebie nie jest czarnym charakterem, coś ją do tego zmusza. Mam nadzieję, że jej wątek znacznie rozwinie się w dalszych tomach, bo niezwykle mnie intryguje.

Styl pisania pani Donnelly jest całkiem przyjemny, autorka ma lekkie pióro, które pomaga wciągnąć się w historię. Natomiast z językiem, którym napisała książkę, miałem czasem problemy. Bardzo przeszkadzały mi niektóre słowa wymyślane i wpychane po prostu na siłę, bo inaczej nazwać tego nie mogę. Często miałem tu do czynienia z takimi wyrażeniami jak kanjawoohoo czy chillawonda, które po prostu wydawały mi się tak infantylne, że aż śmieszne. Całe szczęście, później jakoś przestało mi to przeszkadzać, może się przyzwyczaiłem, a może po prostu przestałem zwracać na to uwagę. Ale dla sprawiedliwości muszę przyznać, że naprawdę z łatwością przyswajało mi się opisy wydarzeń, postaci czy zwyczajnie miejsc, które były zadziwiająco żywe i świetnie przedstawione. Mimo iż czasem były naprawdę długie, to zawsze zdarzało mi się spotkać w nich coś, co przykuło by moją uwagę i pozwalało czytać dalej.

Wielki błękit to kawał całkiem przyzwoitej literatury. Bardzo spodobał mi się pomysł na całą sagę, a fabuła jest w porządku, bez wielkiego WOW, ale narzekać też zbytnio nie można. Nie mogę wyjść z podziwu nad tym, z jaką dokładnością i dbałością o każdy, nawet najmniejszy szczegół autorka wykreowała podwodny świat Miromary. Akcja książki jest jak fala - raz pędzi na łeb na szyję, by za chwilę stanąć w miejscu i ciągnąć się niczym flaki z olejem. Bohaterowie tej powieści nie są zbyt ciekawi, nie można powiedzieć, że są postaciami szczególnie złożonymi. Autorka nie przyłożyła szczególnej uwagi do analizy ich psychiki, przez co możemy poczuć, że są trochę jednowymiarowi i infantylni, chociaż niektórzy mają w sobie ikrę i jeśli autorka nad nimi popracuje, to mają szansę stać się naprawdę ciekawymi postaciami . Główna bohaterka może Was denerwować swoją łatwowiernością i naiwnością, chociaż ma przebłyski inteligencji, sprytu oraz odwagi. Ale są też ciekawe postacie, jak chociażby Astrid. Styl pisania z łatwością pozwala wciągnąć się w historię Serafiny, a lekkie pióro autorki sprawia, że z wielką chęcią czytamy o dalszych przygodach naszych bohaterów. Wszystkie opisy są niezwykle barwne i żywe, więc czytając tę książkę z pewnością nikt nie powinien się nudzić. Powieści daję ocenę 7/10, ponieważ nie mogę o niej powiedzieć "WOW, TO BYŁO COŚ", ale nie chcę spisywać też tej sagi na straty, bo mimo tych wszystkich niedociągnięć, książka naprawdę bardzo mi się spodobała, mogę powiedzieć o niej jak o dobrej, a w mojej punktacji to właśnie 7. Gdyby autorka popracowała nad niektórymi niedociągnięciami i słabszymi stronami w książce, to cała saga ma szansę stać się może nie jedną z moich ulubionych, ale zdecydowanie jedną z tych lepszych. Mimo wszystko polecam Wam bardzo Wielki błękit, bo pomimo w tych wszystkich niedopracowań jest to lektura naprawdę godna uwagi, mam nadzieję, że kolejne tomy utrzymają co najmniej ten sam poziom. Polecam!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Rzeczy, których nie wyrzuciłem

"Dopiero martwych ludzi mamy na własność, zredukowanych do jakiegoś obrazka czy kilku zdań". Świetna pozycja. Doskonale opisany proces rad...

zgłoś błąd zgłoś błąd