Dziennik amerykański

Seria: Podróże
Wydawnictwo: Fundacja Zeszytów Literackich
7,3 (27 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
10
7
6
6
7
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788364648137
liczba stron
296
język
polski

Osobą, która opowiada, jest kobieta z polskiej inteligencji, mająca za sobą doświadczenia lat wojny, dużo podróżująca, o znacznej wiedzy o sztuce, wyposażona w znajomość obcych języków, zadomowiona w trzech miastach: Warszawie, Paryżu i Nowym Jorku. Osoba ta jest też poetką, szukając określenia, wybrałbym przymiotnik: wykwintną. Czesław Miłosz Jest to książka niezwykła. Jedna z...

Osobą, która opowiada, jest kobieta z polskiej inteligencji, mająca za sobą doświadczenia lat wojny, dużo podróżująca, o znacznej wiedzy o sztuce, wyposażona w znajomość obcych języków, zadomowiona w trzech miastach: Warszawie, Paryżu i Nowym Jorku. Osoba ta jest też poetką, szukając określenia, wybrałbym przymiotnik: wykwintną.

Czesław Miłosz

Jest to książka niezwykła. Jedna z najważniejszych pozycji literatury faktu ostatniego wieku. Wspaniała książka o Ameryce, przenikliwa i głęboka. Zawiera rewelacyjne obserwacje, w wielu przypadkach odkrywcze, i to nie tylko dla polskiego czytelnika. Spostrzegawczość i wprost niezwykła kultura zapisu są w tym dzienniku jednoczesne.

Ryszard Kapuściński

Zawiera się w tym dzienniku niemal wszystko, co potrafiłam powiedzieć o zamieszkiwanym wówczas kraju. Lubię wspominać tamten czas, tamtejsze życie i szeroki oddech tych przestrzeni, od oceanu po ocean.

Julia Hartwig

 

źródło opisu: http://sklep.zeszytyliterackie.com

źródło okładki: http://sklep.zeszytyliterackie.com

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 389
Michał Stanek | 2017-06-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 czerwca 2016

Julia Hartwig (ur. 1921), urodzona w Lublinie poetka i tłumaczka, przebywała w Stanach Zjednoczonych w latach 1970-1974, uczestnicząc w międzynarodowym programie wymiany pisarzy. W tym okresie wykładała na uniwersytecie w Des Moines w Iowa, następnie w oodziale Uniwersytetu Nowojorskiego w Stony Brook na Long Island, a jeszcze później na dwóch uniwersytetach w Kanadzie. Dziennik obejmuje głównie okres nowojorski wraz z odwołaniami do czasu spędzonego w Iowa. Ameryka przechodziła właśnie gorzki okres utraty niewinności. Dzieci-kwiaty mocno już przywiędły, wygasała wojna w Wietnamie, nie żyli bracia Kennedy i doktor King, a Nixon w wyniku afery Watergate właśnie żegnał się z urzędem.

Autorka "Dziennika" z założenia operuje swoim własnym, indywidualnym doświadczeniem Ameryki. Koncentruje się na rzeczywistości fizycznie ją otaczającej. Dlatego punktem wyjścia chyba każdego bez wyjątku fragmentu jest wydarzenie, osoba lub zjawisko z codziennego życia rodziny poetki. Z tych klocków, mniejszych i większych, układa się podszyta zadumą obserwacja codziennego życia Ameryki - dość zamożnego miasteczka, campusu, nowojorskiej metropolii, z retrospekcjami ze stosunkowo prowincjonalnego Des Moines w rolniczym Iowa. Niektóre to krótkie "błyski", jak je nazywa Hartwig, inne - rozrastają się w felietony i eseje godne samoistnej publikacji. I tak na przykład zwięzłe portrety komiwojażera albo listonosza stają się sprężyną refleksji nad miejscem przedstawicieli tych charakterystycznych zawodów w w społeczeństwie i kulturze Ameryki (choćby słynna sztuka Arthura Millera "Śmierć komiwojażera", listonosz jako figura posłańca itp.). Zwykłe, codzienne "How are you?" prowokuje do refleksji nad typowo purytańską dyscypliną wewnętrzną, wpajaną z pokolenia na pokolenie od czasów pionierów, bo to właśnie z jej powodu nikt nie oczekuje na to pytanie poważnej odpowiedzi. Fascynujący jest esej, sprowokowany - a jakże - przypadkową rozmową, a poświęcony Emily Dickinson, wielkiej pustelniczce poezji amerykańskiej. Pełen empatii i delikatności i wyczuwalnego poczucia zrozumienia poetki przez drugą poetkę. Hartwig z upodobaniem kolekcjonuje drobiazgi - epizody codziennego życia zwłaszcza, anegdoty, w których na równych prawach pojawiają się John Dillinger i ogrodnik sąsiadów, Norman Mailer ("wciąż jeszcze chodzi w glorii zbuntowanego, nie pogodzonego ze światem kombatanta drugiej wojny światowej, choć należy dziś do świetnie sytuowanych pisarzy establishmentu" i feministki ze stowarzyszenia Women's Lib ("Co tu mówić, kiedy wyszłam z tej uroczystości na ulicę, miałam ochotę uścisnąć pierwszego napotkanego mężczyznę"). Pośród spraw większych - jak formalne i nieformalne hierarchie uniwersyteckie, czy niedostatki amerykańskiego systemu edukacji - nie umykają jej też te mniejsze, jak msza gospel w Harlemie, poranne rozwożenie gazet. Nadbrzeżne ptactwo o świcie nad oceanem. Świąteczna gorączka w NY - zjawisko, dzięki niezliczonym filmom, wręcz ikoniczne. Przy czym autorka zachowuje postawę pełnego empatii obserwatora, niezwykle uważnego i niebywale wrażliwego na niuanse. Nie stroniącego przy tym od łagodnej ironii.

Charakterystyczne, że im więcej Julia Hartwig widzi, tym dalsza jest od jednoznacznych ocen. Przeciwnie - wiele akapitów sprawia wrażenie bardziej zawieszonych niż zakończonych pointą; jakby autorka zapatrzyła się w okno, zamyśliła, a następny akapit jest już o czymś innym - nowa myśl, nowa obserwacja, zapewne pisana w innych okolicznościach (dziennik nie zawiera żadnych dat). Miarą wielkiej klasy i empatii jest też podejście do opisanego w książce studenta z Południa, Allena. Student ten przez pewien czas przyjaźnił się z rodziną poetki, korzystał z ich pomocy, natomiast rozstał się z nimi w sposób niebywale przykry i celowo krzywdzący, jawnie okrutny. Mimo to został opisany z zachowaniem tego samego podejścia, z próbą zrozumienia przyczyn jego zachowania. Z żalem, ale bez potępienia. Ba - nawet otrzymał później od Hartwigów referencje na kolejny uniwersytet - "był przecież studentem wyjątkowo utalentowanym". Co za klasa!

Refleksje lubelskiej poetki są interesujące nie tylko jako szereg migawek z USA pierwszej połowy lat 70. XX wieku. Trafnie uchwyciła niektóre istotne cechy i zjawiska, jakie zdominują życie tego kraju przez następne dziesięciolecia, a poprzez import tamtej cywilizacji stają się aktualne dziś także dla nas, odległych o pół globu i niemal pół wieku. To, co poetka pisze o brakach w wykształceniu młodych Amerykanów, albo o rozszerzającej się dopiero wówczas pladze otyłości - bez większych poprawek można odnieść do obecnej Polski. Robi to dość niesamowite wrażenie.

Jednym z ważniejszych fragmentów "Dziennika" jest obszerna, emocjonalna panorama Manhattanu, począwszy od zaskakującego portretu Times Square - któż by przypuszczał, że w latach 70. było to centrum życia bogatego półświatka, a kolejne ekipy włodarzy miasta obowiązkowo obiecywały zrobienie na Times Square porządku? Charakterystyka poszczególnych głównych alei metropolii - przede wszystkim majestatycznej Piątej, pocztówkowej Pierwszej i przesiąkniętej europejskim klimatem Drugiej Wschodniej, czy też znanej z serialu "Mad Men" Madison Avenue - to mistrzostwo świata. W ujęciu Hartwig ulice te ożywają, naprawdę mają charakter, budzą emocje, sentymenty, zachwyt, czasem dystans i sprzeciw. 30 lat później podobnie emocjonalnie opisze Manhattan inna Polka - Magdalena Rittenhouse. Podobieństwo jest oczywiste, przy czym oprócz faktu, że u Hartwig Manhattan stanowi tylko fragment, nie da się ukryć, że - nic nie ujmując młodszej autorce - w przypadku poetki z Lublina mamy do czynienia z osobą wielkiej wrażliwości i kultury; erudytką poruszającą się z lekkością między nowojorskimi butikami a paryskimi muzeami na tej samej stronie, a operującą piórem z delikatnością i precyzją, która przywodzi na myśl zwiewność i finezję pajęczych splotów. I nie ma na nią celniejszego określenia, niż użyte przez Czesława Miłosza - osoba wykwintna. Jej książka to - wybaczcie banał - podróż w niezwykłym towarzystwie kogoś, z kim nie chce się rozstawać i kogo nie chce się przestać słuchać.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Promyczek

„Promyczek” to książka, którą chciałam przeczytać od bardzo dawna i o której słyszałam mnóstwo niezwykle pozytywnych opinii. Czytelnicy rozwodzili się...

zgłoś błąd zgłoś błąd