Wszyscy ludzie przez cały czas

Cykl: Mario Ybl (tom 3) | Seria: Mroczna Seria
Wydawnictwo: W.A.B.
5,91 (172 ocen i 45 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
7
8
16
7
43
6
43
5
27
4
7
3
18
2
3
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328009998
liczba stron
352
język
polski
dodała
giovanna

W trzecim kryminale Marty Guzowskiej Kreta jest zupełnie inna niż ta znana dzisiejszym turystom i romantykom...Kreta, wiosenne wykopaliska, chłód jak w zimie. Antropolog Mario Ybl bierze udział w pracach archeologicznych, które znów mienią jego życie, Pola Mor nie może zapomnieć o Yblu a profesor Wasener wdaje się w konfrontację z greckimi władzami. Odkryty szkielet uznany za zwierzęcy...

W trzecim kryminale Marty Guzowskiej Kreta jest zupełnie inna niż ta znana dzisiejszym turystom i romantykom...Kreta, wiosenne wykopaliska, chłód jak w zimie. Antropolog Mario Ybl bierze udział w pracach archeologicznych, które znów mienią jego życie, Pola Mor nie może zapomnieć o Yblu a profesor Wasener wdaje się w konfrontację z greckimi władzami. Odkryty szkielet uznany za zwierzęcy okazuje się człowiekiem złożonym w ofierze, zaraz potem ginie młoda dziewczyna. Czy to ofiara szaleńca, czy wioskowej wendety? A może wśród dzikich kreteńskich gór są odprawiane starożytne obrzędy i wskrzeszone zostały zapomniane obyczaje plemienne?

 

źródło opisu: http://www.grupawydawniczafoksal.com

źródło okładki: http://www.grupawydawniczafoksal.com

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 336
miharu | 2017-07-05
Na półkach: Przeczytane, Kryminały
Przeczytana: 04 lipca 2017

Może zacznę od plusów. Konkretnie, jest aż jeden, który sprawił, że udało mi się ukończyć lekturę. Akcja powieści dzieje się na greckiej wyspie Krecie, co ciekawsze, poza sezonem. Nie ma więc turystów, pogoda nikogo nie rozpieszcza, a wichry niemalże urywają głowę. Nie znajdziemy tu słonecznych klimatów, z którymi kojarzy nam się Morze Śródziemne. Za to zagłębimy się w ciasne wiejskie uliczki Vrachos i powdychamy pył na wykopaliskach archeologicznych. No właśnie, można więc uznać, że wybór miejsca akcji to strzał w dziesiątkę. Powiedzmy sobie bowiem z ręką na sercu - ile znanych nam kryminałów dzieje się w Grecji? I to w środowisku archeologów? Dlatego mimo minusów, o których za moment, przebrnęłam do samego końca przez produkcję Guzowskiej. Nastrój i opisy zapadłych greckich wioch, tradycjonalistyczna ludność i jej obyczaje - to wszystko nieźle zagrało.
Przejdźmy więc do minusów. Tu jest ich więcej - drobnych i jeden - wielgachny. Okazuje się nim postać protagonisty (który co gorsza jest narratorem). Jest nim światowej sławy antropolog, Mario Ybl. Wcale nie uważam, że główny bohater musi być zawsze miły i sympatyczny, to byłoby nieznośne. Jednak ilekroć trafiam na kreaturę taką jak Ybl, zadaję sobie pytanie: jaki cel miała autorka, tworząc tak odpychającego osobnika? Czytelnik nie będzie miał chęci mu "kibicować" ani przejmować się jego losami. Nie będzie go podziwiał ani śmiał się z jego dowcipów. Duża szansa, że nawet nie doczyta do końca. Po co więc komu taki bohater, którego ma się szczerą ochotę strzelić w mordę za każdym razem, kiedy się odzywa? Nie przesadzam. Ybl jest totalnym, stuprocentowym chamidłem. Może autorce zdawało się, że tworzy kogoś na kształt ironicznego dr House'a albo ciut złośliwego, lecz błyskotliwego Holmesa? Tak się jednak składa, że opisała kogoś, przy kim najgorszy dresiarz z blokowiska wyszedłby na kulturalnego i miłego młodzieńca. Profesorek na dzień dobry do studenta pracującego na wykopaliskach mówi "gówniarzu" i dopytuje się, czy jego matka zdradzała jego ojca i czy ma nieślubne rodzeństwo. WTF. Archeolożce, która popełniła pomyłkę przy identyfikacji szkieletu, przypomina o tym wyjątkowo złośliwie ZA KAŻDYM RAZEM, kiedy coś do niej (albo o niej) mówi. Po ósmym razie pomyślałam: ogarnij się, chłopie, ileż można ciągnąć ten sam, od początku nieśmieszny "dowcip"? Koleś klnie, chla wódę, dla rozrywki obraża ludzi... Nie ogarniam tego wieśniaka. No po prostu to jest coś nie do opisania, jakim Ybl jest do szczętu chamskim burakiem. A jego "żarty"... Karol Strasburger nie uśmiechnąłby się nawet półgębkiem.
Do tego wszystkiego Ybl zachowuje się jak niedorozwinięty, rozwydrzony gówniarz. Do wszystkich ma pretensje, strzela fochy...
Autorka ustami innych postaci stara się nas przekonać, jaką to wielką wiedzę ma pan profesor. Tyle że "odkrycia", jakich Ybl dokonuje i jego analizy co do sposobu, w jaki zginął ten czy ów, nie są lepsze niż mądrości policjantów z serialu W11. Skoro szkielet jest w pozycji skurczonej, to znaczy, że ktoś ofierze związał ręce i nogi przed śmiercią, wnioskuje Ybl. Alleluja, no genialne! Nikt by na to nie wpadł.
Chamstwo Ybla automatycznie pociąga za sobą kolejne mankamenty książki. Niewiarygodność psychologiczną mianowicie. Ludzie z reguły nie przepadają za prostakami, którzy ich (bezpodstawnie w dodatku) obrażają. A jeśli są zmuszeni przebywać w ich towarzystwie, to reakcją na obelgi na pewno nie będzie wesoły śmiech. ANI JEDEN bohater nie walnął za to Ybla w twarz. Niepojęte. Żaden nawet się nie odgryzł werbalnie. Wysłuchują potulnie bluzgów, jakie ulewają się jadowitemu palantowi z gęby. To tak nie działa, pani autorko.
A każdy miał taką cudowną okazję ponabijania się z profesora, który boi się ciemności. Ale nie, to jest powód do żałowania go i znoszenia jego humorów ("czemu mnie zostawiłaś w ciemności, idiotko?"). Facet jest jak Mary Sue z fanowskich (kiepskich) opowiadań - obraża wszystkich naokoło, a ludzie pokornie znoszą jego chamstwo (rozumiane przez ałtorkę jako "ironię, sarkazm, cięty humor") i uważają go za ósmy cud świata. NAWET JEŚLI ktoś uzna jego odzywki za zabawne (ciekawam, kto), to jak można traktować serio bohatera, który nic nie mówi normalnie, na poważnie, wiecznie śmieszkując? To zrobiło się nudne już po kilku rozdziałach. Zgadywałam reakcję Ybla. Czytam i np. nadchodzi ta babka, co pomyliła szkielety... no, myślę, zaraz będzie tekst o człowieku-świni. I jest! Pojawia się student Karl i pyta, czy może w czymś pomóc. Co powie Ybl? Oczywiście "spadaj gówniarzu, zobacz, czy cię nie ma w drugim budynku". I tak dalej. Trafiałam za każdym razem. Okropność.
Z pozostałych drobnych minusików trzeba wymienić pourywane wątki, trochę od czapy sceny i inne rzeczy. Na przykład do teraz nie wiem, po co były te sceny z Karlem i jego grą. Myślałam, że to coś wniesie do fabuły, ale nie. Po prostu było i koniec, urwany wątek. Bez sensu. Takiego chaosu jest tu więcej.
Guzowska na końcu książki w słowie odautorskim wielce żałuje, iż swoją ukochaną Kretę pokazała w tak nieciekawym świetle. Powodem jest narracja pierwszoosobowa, której autorem jest "ponury frustrat", czyli Ybl. No, to pani łagodnie określiła tego buraka.
Ja więcej po książki z serii "Mario Ybl" nie sięgnę, zniesmaczona bucem odzianym w buty z wystającą z nich zgniłą słomą. Czy o to pani chodziło, pani pisarko? Odstraszać czytelników? Mission completed.
Szkoda mi potencjału, bo takowy był. Wystarczyło jedynie powycinać wszystkie "k&%$wy", jakimi rzuca Ybl, usunąć sceny chlania i powstrzymać swego bohatera przed obrażaniem ludzi. I tyle wystarczyłoby, żeby powieść czytało się całkiem miło (mimo niedoróbek warsztatowych). Niniejszym dopisuję Ybla na moją krótką listę literackich kreatur. Niech się pożali Eberhardowi Mockowi od Krajewskiego (może chociaż Mock strzeli go w papę;).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Za zamkniętymi drzwiami

nie zachwyciła mnie ta książka - obszernie tkana relacja o przemocy psychicznej, a pod koniec zbrodnia "doskonała".

zgłoś błąd zgłoś błąd