Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kolekcjoner skór

Tłumaczenie: Łukasz Praski
Cykl: Lincoln Rhyme (tom 11)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,5 (326 ocen i 45 opinii) Zobacz oceny
10
26
9
47
8
98
7
82
6
50
5
15
4
5
3
3
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Skin Collector
data wydania
ISBN
9788379611898
liczba stron
496
język
polski
dodała
Ag2S

W „Kolekcjonerze Kości” Jeffery Deaver stworzył genialnego śledczego Lincolna Rhyme’a. Teraz Rhyme musi wytropić kolejnego mordercę. Mordercę, który zainspirował się zbrodniami Kolekcjonera Kości. W Nowym Jorku pojawia się seryjny morderca, atakujący przypadkowych ludzi w piwnicach i podziemiach miasta, działający w wyjątkowo wyrafinowany sposób. To artysta, który wykonuje ofiarom tajemnicze...

W „Kolekcjonerze Kości” Jeffery Deaver stworzył genialnego śledczego Lincolna Rhyme’a. Teraz Rhyme musi wytropić kolejnego mordercę. Mordercę, który zainspirował się zbrodniami Kolekcjonera Kości.

W Nowym Jorku pojawia się seryjny morderca, atakujący przypadkowych ludzi w piwnicach i podziemiach miasta, działający w wyjątkowo wyrafinowany sposób. To artysta, który wykonuje ofiarom tajemnicze tatuaże, tyle że zamiast barwnika używa śmiertelnych trucizn. Policja jest bezradna, ponieważ zbrodniarz bardzo starannie zaciera po sobie wszelkie ślady. Lincoln Rhyme i Amelia Sachs, którzy włączają się do śledztwa, muszą znaleźć zabójcę i zapobiec następnym morderstwom na podstawie enigmatycznych wiadomości wytatuowanych na skórze ofiar. Nie ma wątpliwości, że morderca prowadzi grę ze śledczymi, podsuwając im niejasne wskazówki. Na miejscu zbrodni odnajdują skrawek papieru, który może ją łączyć z dawną sprawą, którą wspólnie prowadzili Rhyme i Sachs i której nigdy nie zapomną. Czy sprawca ma z nią jakikolwiek związek? Motyw zabójstw pozostaje zagadką. Czyżby przestępca wzorował się na sposobie działania zbrodniarza sprzed lat? A może w grę wchodzi zemsta?

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 576
Roland | 2015-09-22
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 22 września 2015

Bardzo enigmatyczna, z dużą liczbą czytelniczych niespodzianek powieść Jeffery’ego Deavera. Jedna z tych powieści autora, w których nawet najdrobniejszy szczegół może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla konkretnej akcji, ale również dla całej książki. Tym razem autor zrezygnował z dużej liczby zwrotów akcji na rzecz zmieniającego odbiór całej powieści zakończenia, a w prawdzie zakończeń. Ewidentnie powieść pod względem stopnia tempa akcji oraz samych zwrotów można podzielić na dwie części. Pierwsza o spokojnym „nurcie” jest przygotowaniem do szaleńczej akcji w drugiej części. Wyraźnie widać, że pomimo tylu lat na literackim firmamencie thrillerów, Jeffery Deaver nadal potrafi pisać interesujące oraz zaskakujące powieści.

W Nowym Jorku pojawia się seryjny morderca, który wykonuje ofiarom tajemnicze tatuaże, tyle że zamiast barwnika używa śmiertelnych trucizn. Lincoln Rhyme i Amelia Sachs muszą znaleźć zabójcę i zapobiec następnym mordercom, dysponując jedynie enigmatycznymi wiadomościami wytatuowanymi na skórze ofiar. Na miejscu zbrodni odnajdują skrawek papieru, który może ją łączyć z dawną sprawą, która wspólnie prowadzili i której nigdy nie zapomną. Czy sprawca ma z nią jakiś związek? Czyżby przestępca wzorował się na sposobie działania zbrodniarza sprzed lat? A może w grę wchodzi zemsta?

Zaczynając od początku, zarówno pierwsze rozdziały książki oraz sama notka wydawnicza sugerują, że Deaver w „Kolekcjonerze skór” będzie w dużej mierze nawiązywał do innej słynnej powieści, która z resztą dała mu sławę, czyli „Kolekcjonera kości”. Warto zwrócić uwagę na sam tytuł najnowszej powieści oraz jego dużą zbieżność z pierwszą powieścią, co każe sugerować, że istnieje między nimi jakiś związek. Cóż drodzy czytelnicy, nie ma jak to dobry chwyt marketingowy. W rzeczywistości ten wspomniany tzw. związek jest tak nikły i dotyczy kwestii, która w „Kolekcjonerze kości” jest tak mało istotna, że praktycznie można mówić, że tego związku nie ma. Co zresztą w ciągu fabularnym odkryje każdy czytelnik. Jeśli takie odwołanie miało przyczynić się do większej promocji książki, niepotrzebnie, ponieważ fabularnie broni się ona sam i jest jedną z lepszych w dorobku pisarza. Faktem jest, że autor w początkowych rozdziałach odwołuje się do wydarzeń zawartych w „Kolekcjonerze kości”. Jednakże bez wcześniejszej lektury wspomnianej powieści można ją zrozumieć. Jednak w związku z tym, że autor zdradza trochę faktów, zwłaszcza motywy mordercy, zalecam lekturę „Kolekcjonera kości” przed „Kolekcjonerem skór”.

Wracając do fabuły. Deaver tym razem zaskakuje czytelnika sposobem dokonywania morderstw. Tatuowanie przy użyciu trucizn, bardzo rzadko spotykany sposób morderstwa w literaturze, można wręcz powiedzieć, że nowatorski. Już sam ten fakt sprawia, że czeka nas interesująca lektura. Autor jak w większości swych powieści skrupulatnie podchodzi do tematu, tzn. że czytelnik dostanie skróconą wiedzę o truciznach oraz modyfikacjach ciała, w tym tatuażu. Dodatkowo Deaver nie raczy nas jednym rodzajem trucizny. Powieści autora można podzielić na dwie kategorie: te, w których zarówno dla czytelnika oraz bohaterów tożsamość sprawcy jest nie znana oraz te, w których czytelnicy od pierwszych stron znają tożsamość mordercy. W przypadku tej drugiej kategorii efekt zaskoczenia wywoływany jest poprzez prawdziwą tożsamość mordercy oraz jego ewentualne powiązania z kimś z powieści.„Kolekcjoner skór” wyraźnie należy do tej drugiej kategorii. Czytelnicy znają tożsamość oraz myśli mordercy. Należy wspomnieć, że są rozdziały poświęcone jedynie tej postaci.

Przebieg śledztwa prowadzony przez Lincolna Rhyme oraz Amelię Sachs jest niezmienny, czyli drobiazgowe badanie miejsca przestępstwa oraz skrupulatna analiza mikrośladów. Powieść pod względem tempa akcji dzieli się na dwie części. W pierwszej nasi bohaterowie zbierają materiały, analizują je, dochodzą do wniosków, dochodzi do kolejnego morderstwa, są zwroty akcji itd. Jednakże rzecz ciekawa zwrotów akcji jest jak na lekarstwo, ot jeden czy dwa dosyć znaczące, dowody są tak drobiazgowo zbadane, że bardziej się nie da, liczba morderstw też jest znikoma (jeden na jedną część książki, zazwyczaj autor „popełniał” więcej zbrodni), a akcja jest powolna jak nigdy. Aż chce się rzec, co się stało panie Deaver. Lecz nie bójcie się drodzy współczytelnicy to wszystko stanowi jedynie preludium przed „drugą” częścią książki, gdzie zwrotów akcji jest bez liku, tempo znacznie przyśpiesza, a każdy rozdział pozwala spojrzeć inaczej na całą intrygę. Zrozumiałe jest, że autor chciał uśpić czujność czytelnika. Jednakże prawie trzysta stron „usypiania” czytelnika są lekką przesadą. Wprawdzie ostatnie dwieście stron w pełni to rekompensuje, lecz pewien niesmak pozostaje.

Część druga powieści stanowi o sile książki. Czytelnik nie będzie narzekał na ilość zwrotów akcji. Jak wcześniej wspomniałem efekt zaskoczenia wywołany jest poprzez ujawnienie prawdziwej tożsamości sprawcy oraz jego powiązań z którymś z bohaterów. Również śmierć rzekomego sprawcy jest nader interesująca (dodam, że takie użycie wody jest dosyć oryginalne). Autor około dwieście stron przed zakończeniem ujawnia motywy sprawcy, co szybko zmienia oblicze książki o 180 stopni, a psychopatyczny morderca może okazać się nie taki znów psychopatyczny. Jednak wydawać się może dziwne, że autor tak wcześnie ujawnia motywy. Jak łatwo się domyślić jest to jedynie przykrywka prawdziwych działań. Mniej więcej sto stron przed zakończeniem wydawać by się mogło, że mamy do czynienia z końcem powieści. Nic bardziej mylnego. W tle powieści przewija się historia Zegarmistrza, jedynego przeciwnika Lincolna Rhyme, który pojawia się w kilku powieściach autora. Rzekomo Zegarmistrz nie żyje, a może jednak, a może działa jego wspólnik, albo jego następca. Cóż tego drodzy czytelnicy nie zdradzę. Jednakże te ostatnie sto stron sprawia, że czeka nas „ostra jazda bez trzymanki”. Każdy rozdział dosłownie wywraca całą powieść, cały plan może okazać się intrygą innego geniusza. Szczegóły, których zapomnieliśmy nabierają nowego znaczenia, a ostatnie strony każą sugerować, że konfrontacja Lincolna Rhyme z jego Nemezis nie dobiegła końca. Cóż czeka nas bynajmniej jeszcze jedna powieść.

Podsumowując bardzo dobra powieść Jefferyego Deavera. Wprawdzie niepotrzebny chwyt marketingowy oraz zbyt długie przygotowywanie czytelnika poprzez spokojną fabułę do części z zawrotnymi zwrotami akcji, działają ujmująco. Jednakże druga część jest w pełni zadowalająca. Każdy znany literacki detektyw miał swego głównego przeciwnika, np. Sherlock Holmes profesora Moriarty’ego. Miły ukłon ze strony autora do stałych czytelnik, że przywołał Nemezis Lincolna Rhyma, czyli Zegarmistrza. Zarzuca się autorowi, że znów powielił swój schemat. Zastanówmy się drodzy czytelnicy, jeśli jest to schemat, który posiada zwroty akcji, odpowiednią fabułę, zazwyczaj zaskakujące zakończenie, raczej trudności w wytypowaniu sprawcy i przede wszystkim zachwyca większość czytelników musi być krytykowany. Sama Agatha Christie, królowa kryminałów, powielała swe schematy, a nadal ma rzesze czytelników na całym świecie. Pomyślmy czy czasem nie jest lepsza stałość niż nieudane literackie eksperymenty.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Chiny. Cuda Świata. 100 kultowych rzeczy, zjawisk, miejsc

Sięgnęłam po tę książkę, gdyż marzy mi się podróż do Chin. Myślałam, że dowiem się z niej co warto zobaczyć, przeżyć... Książka niestety za ciekawa ni...

zgłoś błąd zgłoś błąd