Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Teoria niegrzecznej dziewczynki

Tłumaczenie: Marta Olszewska
Wydawnictwo: W.A.B.
4,81 (36 ocen i 12 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
1
7
0
6
6
5
12
4
4
3
7
2
1
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Théorie de la vilaine petite fille
data wydania
ISBN
9788328015029
liczba stron
384
słowa kluczowe
Marta Olszewska
język
polski
dodał
dasio72

Dziewiętnastowieczna Ameryka. Margaret i Kate Fox (postaci autentyczne) wychowują się w farmerskiej rodzinie na prowincji. W starym domu, do którego się przeprowadzają, Kate nawiązuje kontakt z duchem. Mr Splitfoot – jak go nazwała – przychodzi na każde wezwanie. Wieść rozchodzi się po okolicy. Medialne zdolności sióstr stają się zajęciem dochodowym. Rodzina przenosi się do Nowego Jorku, a...

Dziewiętnastowieczna Ameryka. Margaret i Kate Fox (postaci autentyczne) wychowują się w farmerskiej rodzinie na prowincji. W starym domu, do którego się przeprowadzają, Kate nawiązuje kontakt z duchem. Mr Splitfoot – jak go nazwała – przychodzi na każde wezwanie. Wieść rozchodzi się po okolicy. Medialne zdolności sióstr stają się zajęciem dochodowym. Rodzina przenosi się do Nowego Jorku, a Stany ogarnia fala seansów spirytystycznych…

 

źródło opisu: gwfoksal.pl

źródło okładki: gwfoksal.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1236
Krzysiek | 2016-02-29
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 21 lutego 2016

RECENZJA W FORMIE OPOWIADANIA...??
Czemu nie, jeszcze tego nie próbowałem...
Ciekawe co z tego wyjdzie...

- Udana imprezka, ale ja chyba spadam. Nie chcę dotoczyć się do domu jak będzie świtało..., także siemka wszystkim ja spadam..., muszę jeszcze odprowadzić Olę, by bezpiecznie dotarła do domu...Wiecie, o co chodzi...
- Dobra spadaj, my też się zaraz zbieramy - Maciek w imieniu całej ekipy pożegnał go tymi słowami...
Miał jeszcze przed sobą kawałek drogi, a trzeba było wracać rowerem, bo nie mógł wracać przez miasto. Patrole policji, szczególnie w noce weekendowych imprez pilnowały ulic miasta z nadmierną dokładnością. Musiał wracać bocznymi drogami, by dotrzeć do swojej wioski, nieopodal miasta. To dlatego, że troszkę się wypiło. Lecz to nie problem, ponieważ trzeba było przejechać zaledwie kilka kilometrów. Powrót zazwyczaj trwał jakieś półgodziny. Na jego wielkie nieszczęście, nie było wtedy pełni, była taka ciemnica, że nie sposób bez latarki było dostrzec praktycznie żadnych kształtów, konturów czegokolwiek.
Do tego wszystkiego tak strasznie bał się ciemności. Zanim trafił na imprezkę planował przyjazd ze swoim kumplem, ale on tego wieczoru akurat zrezygnował z wyjścia.
Jednak przed powrotem musiał odstawić bezpiecznie do domu swoją płomiennie na niego działającą koleżankę Olę. To właśnie z jej powodu Krzysiek musiał być tego wieczoru, właśnie na tej imprezie. Miała być na niej ona, ta długowłosa blondynka, którą udało mu się na ten wieczór wyciągnąć z domu. Miała takie kształty, że gdy ją widział nie mógł oczu od niej oderwać. Tym bardziej jeśli włożyła te swoje jeansy, tak ściśle przylegające do ciała. Podkreślały wszystko, co miały podkreślić. Dziewczyna jak ze snu. Dobrze pamiętał, gdy tańczył z nią ostatnim razem. Potańcówka w plenerze, pod gołym niebem w plenerze, do tego jeszcze nad jeziorem. Powietrze orzeźwiające i ona w jego ramionach zapierająca dech w piersiach. Tak smukle poruszała się w rytm tamtej żywej, ale jakże klimatycznej muzyki. Mając ją tak blisko siebie, czuł, że miał w ramionach wszystko, co mu było potrzebne do szczęścia. Ona jeszcze o tym nie wiedziała. Wkrótce miała się tego dowiedzieć.
Odprowadził ją pod sam dom. Noc była trochę chłodna, więc wracając na piechotę, była wtulona w niego, by niska temperatura nie przykryła jej ciała. On za to nie miał zupełnie nic przeciwko temu. Czuł się jak młody bóg, mając ją tak blisko siebie. W między czasie podsumowali niezwykle udany dla nich wieczór. Wytańczyli się po wszystkie czasy. Na pożegnanie przywarła do niego jeszcze ściślej, niż wcześniej, on objął ją w pasie obiema rękami. Czuł na sobie całe jej ciało, przywarła do niego ustami. Było soczyście.
Gdy zobaczył zapaloną lampkę w jej pokoju, krótko westchną i poszedł po rower, który zostawił nieopodal, na podwórku u znajomych jego rodziców.
Wracając już domu, by nie myśleć o ciemności, która pojawiła się, gdy oddalił się już od miasta, myślał o niej. O tym wspaniałym wieczorze, o jej bliskości, zapachu, smaku tych delikatnych ust...To pozwalało mu odwrócić myśli od tego obezwładniającego mroku. Wstydził się trochę tego swoje strachu. Chciałby być odważny, nie mając tych lęków przy sobie. Lecz umysł i wyobraźnia tak wielce kształtowana przez książki, które pochłaniał w ogromnych ilościach, paraliżowały go doszczętnie. Najgorsze było to, że pewien kawałek trasy do domu biegł tuż przy ścianie lasu. Las sam w sobie budził w nich równie wielki strach. Był zły na siebie, za te swoje słabości.
- Myśl o niej, nie o tym, co teraz cię otacza - powtarzał coraz te słowa mówiąc do siebie. - Tak cudowanie wyglądała. Nie miała na sobie jeansów, ale ta króciótka, czerwona minispódniczka, tak opinająca jej ciało, powaliła mnie na kolana - nadal kontynuował swój monolog, oglądając się do tyłu, patrząc na lewo, na prawo, obserwując dookoła wszystko. Był wyczulony na każdy hałas. Jeszcze trochę i dotrze do tego nieszczęsnego lasu. Wtedy każdy złamana gałązka, będzie siała w jego ciele ten paraliżujący lęk, a wyobraźnia będzie podsuwać najczarniejsze scenariusze...Walczył cały czas, by myśleć tylko o niej. Choć na chwilę musiał odsunąć od siebie, to czego się tak bał...
Dotarł do granicy lasu i wszelka myśl o Oli prysła, jak bańka mydlana. Nastąpił okres wyczekiwania na coś strasznego. Jechał w wielkim napięciu. Był wściekły, bo rower jeszcze trochę poskrzypiwał. Chciałby jechać w jak największej ciszy, a rower coraz o sobie przypominał. Teraz jadąc przypomniał sobie, że ktoś mu kiedyś opowiadał, że w tych okolicach lasu, w czasie wojny, naziści wieszli i zabijali Żydów. Niewątpliwe czuł czyjąś obecność, jakby go ktoś z głębi lasu, tej nieprzeniknionej ciemności obserwował. Bał się niemiłosiernie. Zdawało mu się, że dusze tych wszystkich, zamordowanych, biednych ludzi, patrzą na niego, obserwując jego każdy najdrobniejszy ruch. Czuł ich spojrzenia, ich mroczny chłód.
Tak przynajmniej mu się zdawało.
Jechał już w tym nieustannym napięciu i nagle wydarzyło się coś, czego przez cały czas najbardziej się bał...
- O Chryste Panie, coś mi usiadło na bagażniku - poczuł poniżej, za swoimi plecami, jakiś ciężar. - Najjaśniejsza Panienko ochroń mnie, bardzo Cię proszę...- nie chciał się nawet odwrócić. Od tej pory jechało mu się o wiele ciężej. Powtarzał szeptem "Ojcze nasz..." w nadziei, że to mu pomoże. Jednak nie pomagało. Tył roweru ciążył mu coraz bardziej. Strach podszedł pod gardło, miał przyśpieszony oddech, serce waliło mu w środku tak, jakby chciało wyskoczyć i uciec z tego lasu. I nagle...
Ten szept, docierający zza pleców, z pewną namiastką delikatnie, ryczącego skrzeku, sprawił, że ciarki postawiły na jego ciele każdy, najdrobniejszy włosek. Jednocześnie zimno przeszyło go wzdłuż i wszerz. Nie mógł już tak dłużej. Nie wytrzymał i z wielkim, przeraźliwie, rozdzierająco brzmiącym krzykiem, zsiadł z roweru, rzucił go w krzyki, gdzieś tuż przy drodze i zaczął uciekać na piechotę, gubiąc nogi. O mały włos, a by się w nich zaplątał.
To nie pomogło. Teraz czuł na sobie setki niewidzialnych rąk, dotykających jego ciała. Nie mógł już tak dłużej. Stracił równowagę, gubiąc w ostateczności nogi. Upadł, zachaczając jednocześnie kolanem o ziemię. Czuł, że dobrze je poździerał. Jednak to go nie za bardzo martwiło. Wiedział, że teraz mają go w garści. Dopadli go, krzycząc, szepcząc na przemian słowa ...- nie uciekaj przed nami....nie uda Ci się...jesteśmy szybsi..., przytulimy cię...nie uciekaj przed nami...
Zaczął krzyczyć...
Nagle w jednej chwili otwiera oczy... Jest w swoim pokoju, schowany pod swoją kołdrą, Na zewnątrz, za oknami już zaświtało. Jego tata otwiera drzwi pytając...
- Dlaczego tak głośno krzyczałeś? Jakby cię ze skóry obdzierali - z przejęciem w oczach patrzył na syna...
- Oj ojciec, nie chciałbyś wiedzieć, co mi się śniło.
- Naoglądasz się tych durnych filmów, a później nawiedzieją cię te obrazy w czasie snu...ajajaj..., dobra wstawaj, śniadanie na stole, ja zaraz uciekam do roboty. Wstawaj, wstawaj, bo ci autobus ucieknie...
- Dobra już idę, musze się tylko rozciągnąć...
Ojciec zamknął drzwi, dając mu chwilę, a on w myślach powtórzył sobie ...
- To niestety nie przez film. To przez tą głupią książkę. Po, co ja ją czytałem. Dobrze, że w to wszystko wplątały się wspomnienia z tamtego wieczoru spędzonego z Olą. Niezła mieszanka, demony i Ona...
Po szkole pójdę do wujka..., muszę sobie z nim o tym pogadać. Jedynie on mnie zrozumie.

Jak tylko wrócił ze szkoły pobiegł do wujka Kalinowskiego. Z nim, jako jedynym mógł pogadać o rzeczach oderwanych od rzeczywistości...
- Cześć wujku...
- No cześć Krzyśku. Coś się stało? Zmachałeś się jakbyś wpadł do mnie przelotem w przerwie maratonu...
- Nie, nie wszystko w porządku. Przebiegłem sobie kawałeczek dla zdrowotności, a tak w ogóle, to dawno nie byłem, a przy okazji urodził się temat do rozmowy. Tylko z tobą można o takich rzeczach podyskutować. Inni patrzą na mnie jak na wariata. Ale co tam..., co oni mogą wiedzieć. Ja swoje wiem!
- O co chodzi? - z niecierpliwy wyczekiwaniem kontynuował wujek Kalinowski. - Dobra, ale w między czasie wejdź do środka. Zgrzałeś się trochę i wyglądasz na spragnionego. Dam ci coś do picia i omówimy to, z czym do mnie przyszedłeś...
Wszedł do środka. Jego wujek mieszkał z ciotką, ale na szczęście ku wielkiemu zadowoleniu Krzyśka, nie było jej w domu. Nie to, żeby jej nie lubił, wręcz przeciwnie, darzył ją wielką symaptią, podobnie jak wujka. Jednak była jedną z wielu osób, które we krwi mają zagorzały sceptyzm, jeśli chodzi o duchy, życie pozagrobowe i tego typu pozbawione realizmu, zdaniem ludzi tematy. Zawsze gdy zaczynał gadać o takich rzeczach z wujkiem Kalinowskim, zamieniała się w pełnego ironii, złośliwego sarkazmu babsztyla. Krzysiek te tematy traktował nadzwyczaj poważnie. Nie rozumiał tego ignoranckiego niedowierzania, które tak bardzo dominuje w poglądach innych ludzi...
Dał mu wielki kubek źródlanej wody owocowej o smaku jabłkowym i gdy ugasił pragnienie, opanował lekkę zadyszkę, usiedli sobie wygodnie w fotelach przy skromnej ławie i zaczęli sobie gawędzić...
- Wierzysz wujku w duchy - bez chwili zastanowienia wyskoczył z tymi kilkoma słowami.
- Spokojnie, spokojnie..., wbrew pozorom, to wcale nie jest takie proste pytanie. Wyskoczyłeś jak Filip z Konopii.
- Wierzysz czy nie? Proste pytanie, prosta odpowiedź.- zarozumialczym nieco tonem dodał siostrzeniec.
- No dobra młody człowieku, ale powiedz mi dokładnie, o jakiego rodzaju duchy tobie się rozchodz?
- Wujku, po prostu o duchy. Tak czy nie?.....- tym razem z coraz większym zniecierpliwieniem.
- No to niech ci będzie, bo widzę, że nie masz w sobie dzisiaj za grosz cierpliwości i opanowania. Wierzę w duszę, co do duchów mam wiele wątpliwości . Za dużo w tym ludzkich domysłów, niedomówień. W duszę wierzę na pewno. Jej istnieniu nie mogę zaprzeczyć. Wierzę, że coś później jest, że gdy umrzemy nasza dusza gdzieś sobie wędruje, obserwuje z ukrycia swoich bliskich, nie mogąc się pogodzić ze swoim odejściem , że już z nimi nie porozmawia, nie dotknie, nie przytuli.
- A wierzysz, że te dusze mogą przeniknąć do naszego świata, szeptać nam do ucha, dotykać nas, przesuwać przedmioty? Wierzysz w to? To nie są żarty, więc powiedz śmiertelnie poważnie o tym, co myślisz.- coraz bardziej zaabsorbowany rozkręcającą w tak ciekawy sposób dyskusją.
- Co cię dzisiaj napadło? Sam ducha zobaczyłeś, czy ktoś ci głupot nagadał? Co się z tobą dzieje Krzyśku? - mówił dziwnie patrząc na tego młodzieńca.
- Wujku, nie traktuj mnie jak dziecko. Powiedz poważnie. - teraz jego zniecierpliwienie zamieniło się trochę w lekkie rozczarowanie. - Wydawało mi się, że z tobą, jak mało z kim mogę pogadać o takich rzeczach. Dobra nie było tematu. Gdzie tam ciocia poszła? Co u was ogólnie słychać?
. Czekaj, czekaj, jak zaczęliśmy temat, to go skończmy.- zaskoczony trochę tak nagłym załamaniem rozmowy, próbował ją jeszcze uratować, by doszczętnie nie rozczarować Krzyśka. W końcu tak się zdarzy, że przestanie w pewnym momencie go odwiedzać. Nie mógł na to pozwolić. Nie wiele jest tak młodych ludzi, tak inaczej patrzących na świat. Nie tak jak większość. Nie zamierzał tego zaprzepaścić. - Wszystko u nas w porządku. Nie mamy większych powodów do zmartwień. Nie można na wszystko narzekać, jak to zwykła robić co druga osoba, którą spotkam . Trzeba się cieszyć tym, co się ma, a nie resztą, której nie mamy , ale wracając do naszego tema...
- Nie ma o czym mówić, zapomij, że pytałem...
- Nie, nie zapomnę i nie przerywaj mi, bo to świadczy tylko i wyłącznie o tobie, nikim innym - tym razem srogo zauważył wujek Kalinowski. Młody zmienił swoje spojrzenie i z poczuciem lekkiej obojętności w głosie, powiedział mu, żeby dokończył to, co zaczą. - A więc jeśli już mogę dokończyć, to powiem jedynie, że nie wiem. Nie można widzieć czegoś na pewno, jeśli nie ma się na żadnych dowodów. Trzeba mieć otwarty umysł i nic więcej. A ty wierzysz?
- Od dzisiaj to nawet chyba muszę- w głosie miał poczucie ostateczności, gdy wypowiadał te słowa...
- Jak to? Co ty opowiadasz? - z coraz bardziej wzrastającym zaniepokojeniem zapytał wujek Kalinowski.
- No, normalnie wujku. Miałem taki dziwny sen, że już sam nie wiem co mam myśleć. Całkiem zgłupiałem...- Krzysiek bowiem naprawdę wyglądał na skołowanego. Bardzo zmartwił tym swojego wujka. Nie przerywając mu, pozwolił mu dokończyć. Zastanawiał się, co też tak mogło się wydarzyć ...- Miałem dzisiaj w nocy straszny sen, przerażający wręcz. Na początku było fajnie, bo byłem na imprezie, ze swoją paczką, z taką Olą. Wszystko było dobrze, dopóki nie odprowadziłem tej Oli do domu. Gdy wracałem już domu poczu...- przerwał mu wujek Kalinowski na chwilę, bo zobaczył, że Krzysiek zrobił się nagle blady, przejęty. Mówił jakby był w jakimś transie. Musiał mu na chwilę przerwać, by uspokoił emocje, wyrównał oddech. Po chwili wrócił do swoich relacji. - Dobra, już wszystko w porządku wujku. Mogę już dalej mówić..., poczułem ciężar, gdy jechałem rowerem. Jakby mi ktoś usiadł na bagażniku. Byłem tak świadomy tego swojego snu. Czułem ciężar na klatce piersiowej. Obudziłem się z krzykiem i zapędzonym oddechem. - całość zakończył jeszcze dość głębokim westchnieniem, gdyż samą końcówkę starał się powiedzieć na jednym, dłuższym wdechu. Zmartwił tym strasznie wujka Kalinowskiego, który oberwując go nieprzerwanie podczas tego długiego monologu, dostrzegł nadwyraz idące przejęcie, malujące się pod wpływem emocji, na twarzy swojego siostrzeńca.
- Słuchaj Krzyśku, trochę mnie przeraziłeś..., aż nie wiem co mam powiedzieć. Ty, a może jakiś głupi film sobie obejrzałeś. Czytasz tak wiele książek, więc wyobraźnia mogła samoistnie podsunąć twojej świadomości, jakieś przerażające projekcje...
- Nie wujku. Tak powiem szczerze, że ostatnio nie miałem zbyt wiele czasu na jakiekolwiek filmy. Ostatnio obejrzałem jakąś komedię romantyczną i to gdzieś ze dwa miesiące temu. Wątpie, by to była wina filmu. Zresztę poza szkołą i książkami nie mam za dużo czasu na filmy. Przeczytałem kilka dni temu książkę Huberta Haddada "Teoria niegrzecznej dziewczynki". Nie będę ci o niej za dużo opowiadał, bo powiem ci szczerze, że tak średnio mi się podobała. Trochę inaczej ją sobie wyobrażałem. Spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Bardziej czegoś mrocznego..., a autor skupił się w większym stopniu na tym, jak w XIX wieku patrzono na spirytyzm. Jakie było jego postrzeganie przez społeczeństwo, jak ludzie reagowali na rozmowy o duchach. Przez to, że był o wiele bardziej rozwnięty własnie ten aspekt społeczno-obyczajowy tego spirytyzmu, jak powstał, w jaki sposób się rozrastał. Momentami było ciekawie, niekiedy wiało trochę nudą, ogólnie średnia książka.
To książka o dziewczynkach, która twierdziły, że potrafią rozmawiać z duchami. Lecz według mnie tych dowodów na to, było w treści trochę za mało.
Odkąd ją przeczytałem dużo właśnie myślałem o tych sprawach. Może ta potrzeba tego mroku, tak niepokojąco nawiedziła moją podświadomość - wujek nie spuszczał z niego oczu, kiedy tak mówił o tej książce. Choć był przejęty tym jego niedawnym doświadczeniem sennym, to tak jak i wcześniej, tak i teraz był pod wrażeniem tego, jak wyczerpująco potrafi opowiadać o książkach, nawet takich, które nie rozerwały jego emocji na strzępy. Książki mają na niego wielki wpływ. Dziwił się temu tym bardziej, że w dzisiejszych czasach są spychane na coraz większy margines. Jak wielka szkoda, że ludzie nie dostrzegają ich wartości w takim stopniu, jak Krzysiek.
- Powiem ci szczerze, że mimo twojej niezbyt zachęcającej rekomendacji, chciałbym przeczytać tę książkę. Wrócimy jeszcze do tej rozmowy. Zobaczymy jakie ja wnioski wyciągnę. Przyniosłeś tę książkę ze sobą?
- Nie wujku, niestety. Zostawiłem ją w domu. Nie sądziłem, że będziesz chciał ją przeczytać. Podrzucę ci ją następnym razem jak przyjdę. Będziemy mieć teraz trochę wolnego, bo nareszcie od przyszłego tygodnia zaczną się ferie. Będę miał więcej czasu, więc myślę, że całkiem niedługo do ciebie wpadnę. Nie martw się o mnie. To przecież tylko sen. W sumie nic wielkiego. Jakoś to będzie. - po czym spojrzał na zegarek i stwierdził, że strasznie się zasiedział. i musi już lecieć. Pożegnał się z wujkiem i poszedł do domu..Wujek Kalinowski bijąc się z myślami, powiedział sobie na koniec w duchu...
-Mam nadzieję, że nic złego ten sen nie wróży. Może ma rację, może to tylko sen. Ludzie raczej nie są w stanie gawędzić sobie z duchami. Obecnie przybrało to trochę formę igrania z ludzką naiwnością. Ludźmi podatnymi na taką słabość można dobrze manipulować...

Nazajutrz, nad ranem wujek Kalinowski budzi się ze strasznym ciężarem na klatce piersiowej. Nawet nie chciał myśleć o śnie, w którym przed chwilą uczestniczyła jego wyobraźnia...
- Muszę jak najprędzej spotkać się z Krzyśkiem. Wieczorem do niego zadzwonie...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zaginięcie

Drugie spotkanie z Chyłką i Zordonem. Nadal jestem pod wrażeniem! Mimo tego, że książka nie zawsze trzyma się realizmu, kupuję to! Kawałek rewelacy...

zgłoś błąd zgłoś błąd