Dni. Dziennik z Tangeru 1987-1989

Wydawnictwo: Świat Książki
5,73 (15 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
4
6
4
5
6
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379434343
liczba stron
152
język
polski
dodała
Ag2S

1987 roku Paul Bowles za namową znajomego zaczął prowadzić dziennik, w którym przez dwa lata notował ważne i błahe wydarzenia. Wynikiem są Dni - intrygujący obraz pracy artysty z nowym środkiem wyrazu, zachwycająco świeże i przenikliwe małe prozy, w których mistrz obserwacji rzeczy obcych i tajemniczych zwraca się ku codzienności, dając nam zaskakujący wgląd w swoje życie w Tangerze pod...

1987 roku Paul Bowles za namową znajomego zaczął prowadzić dziennik, w którym przez dwa lata notował ważne i błahe wydarzenia. Wynikiem są Dni - intrygujący obraz pracy artysty z nowym środkiem wyrazu, zachwycająco świeże i przenikliwe małe prozy, w których mistrz obserwacji rzeczy obcych i tajemniczych zwraca się ku codzienności, dając nam zaskakujący wgląd w swoje życie w Tangerze pod koniec XX stulecia.

 

źródło opisu: http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/

źródło okładki: http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1122
Zimek | 2015-01-13
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2015
Przeczytana: 09 stycznia 2015

„Dni” Paula Bowlesa w niczym nie przypominają swych pobratymców. Dziennik ten jest napisany niechlujnie i bez zauważalnego zaangażowania autora, co zdaje się być wręcz antytezą takiej formy literackiej. Ich celem jest w końcu jak najdoskonalsze wyrażenie siebie w „tu i teraz”, płomienne komentowanie rzeczywistości, a nawet snobistyczne zadufanie. Po to przecież sięgamy po dzienniki – aby poznać ich autora od podszewki. Bowles sprawia natomiast wrażenie, jakby nie chciał się uzewnętrzniać.

Ma to nawet jakiś sens. W przedmowie autor bestsellerowego „Pod osłoną nieba” wyraźnie mówi, że do napisania „Dni” został namówiony przez wydawcę. Paul Bowles bowiem dziennika nigdy nie prowadził, i nie widział w tym najmniejszego sensu. "Nie mam nic do powiedzenia", uznał wręcz. Podjął się jednak spisywania trzech lat swojego życia w Tangerze. Podjął się, chociaż nadal z dużą dozą dystansu. Wystarczy powiedzieć, że lata 1987-89 zmieścił na niecałych 150 stronach – to bardzo mało jak na dziennik. Do tego wpisy są bardzo minimalistyczne, najdłuższe nie zajmują więcej niż dwóch stron. Rekord najkrótszej notki należy do jednozdaniowego zapisu z 10 lutego 1988, który jest również sztandarowym przykładem bowlesowskiej lakoniczności: "Całe popołudnie trzech włoskich dziennikarzy". Tylko tyle! Zero komentarza na temat powodu i przebiegu spotkania, brak własnych refleksji, wprowadzenia w temat. Tak wyglądają „Dni” w skrócie. Paul Bowles nie wprowadza czytelnika w swój świat, nie otwiera przed nim drzwi; osobistości przewijające się przez karty dziennika poza imionami są właściwie anonimowe, bo autor nie pofatygował się, aby ich chociażby naszkicować. Charakterystyczne jest, że Bowles ani na chwilę nie cofa się w przeszłość, nie wspomina, ani nie nawiązuje do chwil minionych; wątków nie rozwija, nie tworzy spójnej całości. Nie stara się nawet brzmieć inteligentnie, jak na pisarza przystało. Tam, gdzie mógłby zainteresować czytelnika niesamowitą opowieścią, jak np. spotkaniem z legendą rocka, sporządza lapidarną notkę bez odrobiny rozwinięcia. Czyżby Bowles rzeczywiście nie miał nic do powiedzenia?

Chciałbym wierzyć, że to raczej wrodzona skromność i przekonanie o własnej zwyczajności niż arogancja skłoniły Paula Bowlesa do spisania dziennika w taki sposób. Częste przerwy między wpisami (najdłuższe trwały ponad miesiąc) świadczą, że wolał wybrać milczenie niż beztroskie mielenie ozorem. Co więcej, Bowles więcej uwagi umiał poświęcić sprawom błahym, jak np. pająkowi w łazience, niż z pozoru poważnym sprawom zawodowym słynnego pisarza. Szczątkowe informacje zawarte w „Dniach” pozwalają w pewnym sensie odpowiedzieć na pytanie „dlaczego?”; szczątkowe komentarze na temat otaczającej go popularności i dziennikarskiego szumu wyraźnie wskazują, że ten aspekt jego życia go nie fascynuje i nie uważa siebie za osobę na tyle interesującą, aby się jej przyglądać. Może właśnie dlatego „Dni” zdają się być nudne jak flaki z olejem, bo Bowles rzeczywiście wiódł życie spokojne i nudne? Oczywiście, gdy opisuje niebezpieczny okres ramadanu wydaje nam się, że „coś się zacznie dziać”, ale przez całą lekturę nie mogłem się oprzeć wrażeniu, ze czytam zapiski starego człowieka, któremu się po prostu nic nie chce.

Daleko dziennikom Bowlesa do ideału, bo fani tego typu literatury nie takiej ściany postawionej między czytelnikiem a autorem oczekują. Esencją „Dni” jest wyłapywanie drobnych szczegółów, które Bowles zauważa i uznaje za interesujące. Czasami jest to anomalia pogodowa, jakiś dźwięk (których autor, jako kompozytor, był miłośnikiem), spotkanie towarzyskie. W przypływach emocji, które rzadko – ale jednak – goszczą na kartach „Dni”, pisarz potrafi ukazać błysk geniuszu, olśniewając interesującą myślą. Za rzadko jednak, żeby się książką zachwycić. Jest to rzecz wyłącznie dla fanów, którzy cenią cechy pióra Paula Bowlesa, ponieważ dostrzegą je również w lakonicznym dzienniku. W innym przypadku zalecam sięgnąć po inne utwory, „Dni” odkładając jako dodatek do domowej kolekcji.

Recenzja ukazała się na portalu www.gloskultury.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Cała ja

Milena , siedemnastoletnia licealistka, powoli odbudowuje swoje życie po traumie jaką była tragiczna i niespodziewana śmierć ojca. Młoda dziewczyna os...

zgłoś błąd zgłoś błąd