Lemingi. Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków

Wydawnictwo: Fronda
6,24 (176 ocen i 34 opinie) Zobacz oceny
10
9
9
8
8
25
7
35
6
48
5
23
4
16
3
5
2
3
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788364095566
liczba stron
292
język
polski

„Lemingi. Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków” to zbiór 40 zabawnych, a zarazem irytujących opowiadań z życia młodych pracowników korporacji. Karykaturalne przedstawienie ich poglądów, przyzwyczajeń i niepokojów. Książka stanowi rozwinięcie profilu facebookowego Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków, który ma już ponad 35 tysięcy fanów. Publikacja ilustrowana. "Wreszcie powstało...

„Lemingi. Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków” to zbiór 40 zabawnych, a zarazem irytujących opowiadań z życia młodych pracowników korporacji. Karykaturalne przedstawienie ich poglądów, przyzwyczajeń i niepokojów. Książka stanowi rozwinięcie profilu facebookowego Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków, który ma już ponad 35 tysięcy fanów. Publikacja ilustrowana.

"Wreszcie powstało coś o nas i dla nas. Z pewnością jest to przełomowa książka, która przynajmniej o jeden krok przybliży nas do Europy. Bardzo się cieszę, że wreszcie wiem, co należy myśleć".
Alex, 21 lat

"Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków od lat prowadzą działalność edukacyjną na fejsiku, to bardzo ważne, że książka w odważny sposób podejmuje te same, najważniejsze dla tego kraju tematy: nietolerancję, problem polskiego fashysmu i próby cywilizacyjnego dogonienia Europy, przy okazji promując pozytywny i nowoczesny styl życia. Dyskurs najwyższej próby."
Fabian, 29 lat

"Potężny cios prosto w wąsatą gębę opresywnego polskiego patriarchatu. Odważne dekonstrukcje i śmiałe, niepoprawne dyskusje. Wiem już, jak powinien wyglądać nowoczesny patriotyzm, za co się wstydzić i co zrobić, żeby zasłużyć na miano prawdziwej Europejki. Dziękuję."
Maryna, 25 lat

 

źródło opisu: www.wydawnictwofronda.pl

źródło okładki: www.wydawnictwofronda.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 459
tramindeska | 2015-01-06
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2015

To już oficjalna informacja. Nie ma dokąd uciec. Nie można się schować. Panie i panowie: wiek XXI przesunął granice absurdu. Na zawsze.

Twórczość (czy może raczej tfurczość) MWizWO znana mi była od dłuższego czasu z łam "Do Rzeczy"; może trochę wstyd przyznać, ale jest to moja prawie-ulubiona rubryka w rzeczonej gazecie. Zaśmiewam się do łez, mocząc swe januszowe wąsy w czarnej herbacie podczas okienka na uczelni, studiując z uwagą błyskotliwe przemyślenia anonimowych fikcyjnych hipsterów. Zaznajomiłam się takowoż MWizWOwskim profilem na portalu społecznościowym i od tamtej chwili mogę otwarcie nazwać się olbrzymią fanką całości dorobku osób (osoby?), które maczają w tym paluszki. Również od tamtego momentu bardzo mocno zaciskałam kciuki, mając nadzieję na wydanie książkowe - i voila! Oto jest! Co prawda w nieco innej formie, niż to sobie wyobrażałam, ale zacznijmy od początku, czyli od wyraźnej przestrogi dla wszystkich potencjalnych czytelników: ta pozycja jest wysoce hermetyczna, tak jak żarty o wspólnych znajomych. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bez wcześniejszego zapoznania się z rubryczką w "Do Rzeczy" i wpisami na facebookowej stronie, "Lemingi" stają się po prostu nieczytelne, trudne do rozkodowania - co z kolei nie działa w drugą stronę, scil. zarówno teksty zamieszczone w prasie, jak i w sieci, zachowują się w sposób zgoła bardziej uniwersalny.

Książka nie jest więc dla wszystkich, nad czym niesamowicie ubolewam. Jak wspomniałam wcześniej, zaskoczyła mnie forma: liczyłam raczej na zbiór felietonów czy esejów (obydwa te słowa należałoby chyba wziąć w cudzysłów jeśli mówimy o MWizWO) niż na sfabularyzowaną wersję pomysłu, który doskonale bronił się w swym dziewiczym kształcie. To prawdopodobnie najmocniej rzutuje na odbiór dziełka: starzy fani dostają solidne, ale powtarzalne gagi, humor, którego nie dało się wyeksploatować w całości; przypadkowi czytelnicy zaś prawdopodobnie pogubią się po kilku pierwszych historiach nie do końca łapiąc się w tym co jeszcze jest ironią, a co już nie i właściwie dlaczego.

Zatrzymajmy się jednak przy tym co dobre, bo bez wątpienia "Lemingi" właśnie takie są. Przede wszystkim autor (jak się okazało, jest tylko jeden, a przynajmniej jeden przyczynił się do napisania książki) niezmiennie udowadnia, że jest fenomenalnym obserwatorem otoczenia oraz ludzi. Bez trudu wychwytuje z życia codziennego wszystkie wielkomiejskie absurdy i konwertuje je w absurdy jeszcze większe, aż do punktu ich neutralizacji. Niestrudzenie przykłada wszędzie krzywe zwierciadła, montuje je gęsto z uporem maniaka, by ostatecznie dojść do prawdy tragikomicznej: nie ma już czego wykrzywiać, nie jest możliwym ośmieszyć jeszcze okrutniej tych, którzy ośmieszają sami siebie. Też jestem młoda i również kształcę się w "wielkim ośrodku", patrzę więc codziennie na tę samą rzeczywistość co autor, co gorsza: widzę ją w sposób niewiele odmienny. Krzywe zwierciadła nie są już potrzebne. "Lemingi" przejaskrawiają tylko część ludzkich przemyśleń czy zachowań, tylko część realnego świata. Cała reszta to prawda, która z komizmem nie ma nic wspólnego. Pod tymi względami książka zachowuje ducha swojego gazetowego i facebookowego pierwowzoru: przedstawienie skończone, kurtyna opada, a jednak widzowie nadal nie wiedzą czy odpowiednią reakcją jest śmiech czy łzy. Nie umieją ocenić, czy właśnie obejrzeli satyrę czy zupełnie poważną sztukę. Za to można by poklepać autora po ramieniu, podzielić się swoimi kiełkami sushi, wyrażając aprobatę słowami "Starzy, dobrzy MWizWO".

Co podobało mi się mniej? Poza formą, o której pisałam już dwa razy... No dobra, spójrzmy prawdzie w oczy: forma jest przyczyną wszystkiego co złe; zabiegi stylistyczne, które działają w niefabularnych typach wypowiedzi tutaj niekoniecznie się sprawdzały, dialogi nie były w stanie zastąpić pseudointelektualnych wywnętrzeń i pseudodziennikarskiego bełkotu, a do fabuły nie dało się wprowadzić wystarczającej ilości smaczków z uwagi na jej chronologiczny charakter (na tym tle bardzo chlubnie odznaczają się powyrywane z kontekstu fragmenty "powieści" niejakiego Pawło Kolejo).

Razem wziąwszy, nie jest to coś, czego się spodziewałam, niemniej nie dyskredytuje to "Lemingów"; ocenę wystawiam dobrą, bo tak też o tej pozycji myślę. Prawdę pisząc, nie obraziłabym się za tom drugi, nawet za kompilację dotychczasowych wpisów ze wszystkich źródeł. Pomysł jest błyskotliwy, pierwowzór przekomiczny, autor spostrzegawczy, czytelnicy liczni - grunt pod sequel idealny!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dziewczyny nie biją

Jak to dziewczyny nie biją? Ja zawsze byłam typem chłopczycy. Zamiast bawić się lalkami, wolałam babrać się w błocie. Nie mogłam nosić sukieneczek, bo...

zgłoś błąd zgłoś błąd