Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
7,77 (30 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
4
8
15
7
7
6
3
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Marathon Man
data wydania
ISBN
9788375793482
liczba stron
296
słowa kluczowe
bieganie, maraton, sport, biografia, trening
język
polski
dodał
Dominik T

Legendarny długodystansowiec dzieli się wspomnieniami z historycznego triumfu w maratonie bostońskim w 1975 roku, który przyczynił się do rozkwitu współczesnej mody na bieganie. W ciągu dwóch godzin i dziewięciu minut Bill Rodgers z nieznanego biegacza stał się legendą; z Billa Rodgersa – „Billym z Bostonu”. W jednej chwili został ulubieńcem tłumów i wzorem ujmującego długodystansowca z lat...

Legendarny długodystansowiec dzieli się wspomnieniami z historycznego triumfu w maratonie bostońskim w 1975 roku, który przyczynił się do rozkwitu współczesnej mody na bieganie.
W ciągu dwóch godzin i dziewięciu minut Bill Rodgers z nieznanego biegacza stał się legendą; z Billa Rodgersa – „Billym z Bostonu”. W jednej chwili został ulubieńcem tłumów i wzorem ujmującego długodystansowca z lat 70. Rodgers, czterokrotny zwycięzca maratonów w Bostonie i Nowym Jorku, jest jedynym maratończykiem, którego zdjęcie dwa razy ukazało się na okładce „Sports Illustrated”. Rekordowa wygrana w najsłynniejszym z biegów zmieniła jego losy na zawsze.
Ale przełomowe osiągnięcie Billa Rodgersa w Bostonie miało także wpływ na życie wielu innych amerykańskich biegaczy, którzy uwierzyli, że mogą pójść w jego ślady, a tysiące zwykłych ludzi zasznurowało buty biegowe i ruszyło w pogoń za marzeniami. Rok przed wygraną Rodgersa w zawodach bostońskich w 1975, liczba uczestników wszystkich organizowanych w USA maratonach nie przekroczyła 20 tysięcy. W roku 2009 liczba zawodników biegów maratońskich wzrosła do niemal pół miliona.
Trzydzieści dziewięć lat po pamiętnym maratonie 1975 roku Bill Rodgers nadal urzeka postawą kordialnego lekkoducha, która zapewniła mu miejsce w panteonie najbardziej uwielbianych amerykańskich sportowców. W książce Maratończyk Rodgers po raz pierwszy opisuje kulisy swego historycznego zwycięstwa i wydarzenia, które do niego doprowadziły.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Galaktyka, 2014

źródło okładki: www.galaktyka.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 177
karpatkadobra | 2015-12-03
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 01 grudnia 2015

Szalone lata 70 - te: tak mi się owy okres XX wieku kojarzy. Raczej zawsze miałem to powiązane z młodzieńczą pogonią za rozrywką,, rock n rollem, funky, zabawą, buńczucznemu nastawieniu się młodego rosnącego społeczeństwa do świata, miłowaniem pokoju, paleniem marychy i zażywaniem kwasu LSD - rodem hipisowskiego ruchu ,,dzieci kwiaty". Książka wywarła na mnie szok. Bo obaliła wyznawane przeze mnie stereotypy populacji ludzi lat 70 - tych XX wieku. Okazało się, że ludzie byli nadmiar aktywni, ludzie zaczęli biegać, uprawiać sport, chodzić na długie wieczorowe spacery. Ludzie dzięki tradycji a raczej już obrzędowi jakim stał się bostoński maraton rozgrywany nieprzerwanie od prawie stu lat zawsze o tej samej porze co roku zrzoumieli, że skoro zwykły anonimowy biegacz, pracujący w szpitalu i opiekujący się ciężko chorymi i niepełnosprawnymi osobami Bill Rodgers może wygrywać maratony, detronizować najlepszych i bić rekordy trasy, to taki ,,Kowalski" biegać też może. Od tych słynnych bostońskich wyścigów z lat 1975 - 1977 w USA zaczęło się prawdziwe Boom na bieganie. Sport nie był już tabu. Powoli ludzie przyzwyczajali się do aktywności. Dawniej przed tym zrywem na bieganie, biegaczy, baa!! profesjonalnych biegaczy traktowano bardzo źle, obscesowo, jakby mieli zszarganą psychikę jakby nie mieli co w życiu robić, tylko wiecznie biegać i biegać, coś w stylu : ,,Weź się Pan do roboty a nie biegaj mi tu tyle!".
Sam jestem biegaczem , maratończykiem i takie książki jak ta : autobiograafia Maratończyk współautorstwa Billa Rodgersa znaczy dla mnie wiele. Nie uważam się za jakiegoś mistrza sportu i nie wiadomo za Bóg kogo, ale ciężko trenuję tak samo jak profesjonaliści i tak samo jak oni wylewam z siebie siódme poty na treningach. I co istotne staram się cieszyć z tego biegania. Sprawia mi to radość i jest coś w tym magicznego, to tzw. ,,haj biegacza", nieopisane uczucie ,,oksydacyjnego haju".Wtedy gdy bieganie daj ci taki full energii i radość, że to staje się mega pozytywnym uzależnieniem, że dzień bez ruchu to dzień stracony. Początkowo byłem trochę sceptycznie nastawiony do tej autobiografii Billa Rodgersa. Na bieganiu się znam, znam też światowe ikony tego sportu na różnych dystansach, ale kompletnie nie wiedziałem, kto to jest Bill Rodgers. No cóż Bill Rodgers był zwykłym człowiekiem, raczej sportowcem tego rodzaju, który uprawiał sport dla samego uprawiania, robił to bo to kochał, bo sprawiało mu to radochę, nie gonił za pieniędzmi bo w tamtych czasach jak się wygrywało maratony to najwyżej się dostawało komplet opon do auta ( a w tamtych czasach mało aut było) i talerz grochówki po biegu, a po taki, biegu to jeszcze do roboty zaraz trzeba było iść. Dzisiaj się goni za pieniędzmi. Profesjonaliści biegają góra 2 do 3 maratonów na rok, szlifują wynik na najważniejszy start w sezonie, a przyjeżdżają najczęściej na start gdzie wygrana to grube tysiące dolarów, a rekordy świata się bije nie tylko gdy jest dobra aura i samopoczucie ale gdy bonus pieniężny za jego pobicie sięga kilkaset tysięcy dolarów. Dzisiaj bieganie to pełny plan treningowy, żywieniowy, kontrola lekarza, menadżer, suplementacja. Dawniej tego nie było. Jadło się wszystko, biegało się tyle ile się dało i gdzie się dało, jak np. Ambe Boofort , kolega biegacz i inspiracja dla Billa Rodgersa: wstawanie rano o 5.00 16km biegu przyjście po pracy i znów 16km biegu. To byli ludzie ze stali. Robili rzeczy niebotyczne, mieli taką ambicję i wolę walki, że to aż nasyca mnie do wiary w siebie i robienia postępów w bieganiu ale i we własnym życiu. Bill Rodgers, Amby Boofort oraz inni biegacze tamtej ery, którzy zrobili wielki krok dla tej dyscypliny biegali po 240 do 320km na tydzień. To się nie mieści w głowie. I jeszcze potrafili to dzielić z obowiązkami w pracy i utrzymaniu rodziny. Dzisiaj biegacz: to profesjonalista i pełnoetatowy sportowiec: ma czas , ma środki, ma wsparcie. W latach 70 tych tego szczególnie często brakowało. A biegowe czasy: zaskoczenie jak można było wtedy biegać już w granicach 2:09:55 na maraton: kosmos!!!. Dlaczego kosmos: bo jeszcze nie do końca ludzie znali np. dzisiejsze metody treningowe np. : Mocne Interwały, interwały przerywane itp. Biegano raczej metodą prób i błędów, stosowano długie wybiegania. Dopiero wyniki Billa Rodgersa i całe to pozytywne zakręcenie się ludzi wokół biegania dało tej dyscyplinie krok ku ewolucji. Kisążka Billa Rodgersa: Maratończyk to niesamowita opowieść o staraniach i trudach w osiągnięciu życiowego celu. To inspiracja nie tylko dla sportowca ale i dla każdego ,,zwykłego" człowieka.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Był sobie chłopczyk

Dawno nie przeczytałam tak smutnej książki. Historii o dziecku, któremu odebrano wszystko - życie i szczęśliwe dzieciństwo z dwojgiem kochających rodz...

zgłoś błąd zgłoś błąd