Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Marsjanin

Tłumaczenie: Marcin Ring
Wydawnictwo: Akurat
7,86 (6551 ocen i 976 opinii) Zobacz oceny
10
702
9
1 330
8
2 204
7
1 430
6
638
5
147
4
42
3
36
2
14
1
8
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Martian
data wydania
ISBN
9788377588178
liczba stron
384
język
polski
dodała
Natalia-Lena

Inne wydania


Nominacje: Campbell (2015)

Mark Watney kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie. Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze! Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez...

Mark Watney kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie.

Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze!

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a na dodatek bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę, co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość, odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair…

 

źródło opisu: http://www.empik.com/marsjanin-weir-andy,p1100113577,ksiazka-p

źródło okładki: http://www.wydawnictwoakurat.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 98
Powiało_Chłodem | 2015-10-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 października 2015

Tę recenzję i inne ciekawe rzeczy znajdziecie na moim blogu: powialochlodem.blogspot.com

Mark Whatney miał pecha. Po pierwsze dlatego, że przeżył. Nie żeby to było coś strasznego. Nawet dla rozbitków przetrwanie katastrofy oznacza nadzieję, szczególnie, jeśli wylądują na bezludnej wyspie. Jak się postarają, znajdą wodę, jedzenie i ktoś za parę lat może przepływać w pobliżu i dostrzec specjalnie przygotowane na tę okazję ognisko. Ewentualnie, przy odrobinie szczęścia, sami się z niej wydostaną. Mark miał gorzej. Przeżył katastrofę na Marsie. Na tej planecie nie ma ani źródeł pożywienia ani sprzyjającej atmosfery (wodę ponoć już tam znaleźli), a w upalne dni tamtejsza temperatura ledwie przekracza zero stopni. Poza tym raczej nie można się spodziewać, że ktoś akurat będzie obok przelatywać (na cud w postaci pięknych Marsjanek w stylu Dejah Thoris też nie ma co liczyć). Ogólnie rzecz biorąc, mniej problemów byłoby gdyby zginął, a jednak... System podtrzymywania życia, zaprojektowany przez NASA zadziałał zaskakująco dobrze (w końcu kosztował miliony dolarów), a stacja przygotowana na pobyt 6 osób przez 30 dni zapewni mu wodę, jedzenie i powietrze przez blisko ziemski rok. Tylko że następna misja przybędzie na Marsa za ponad dwa lata i wyląduje tysiące kilometrów dalej. Może prościej byłoby od razu zrobić sobie śmiertelny zastrzyk z morfiny?

Mark jest jednak dobrze wychowanym Ziemianinem i ceni sobie życie, szczególnie jego własne, więc postanawia pokazać czerwonej planecie, jak człowiek powinien się zachowywać w obliczu, zdawałoby się, że nieuchronnej śmierci. Co jak co, ale ekstremalne warunki wymagają niekonwencjonalnych rozwiązań.

Po pierwsze każdy Marsjanin z przypadku nie powinien tracić pogody ducha i jest to pierwsze, co zauważa czytelnik w "obcowaniu" z Whatneyem. Nie użala się nad sobą, nie rzuca filozoficznymi tekstami o życiu, śmierci i beznadziejności swojego losu. Za to dostarcza nam barwnych i niekiedy całkiem radosnych opisów swojego życia, okraszając je komicznymi i nieraz zupełnie nie związanymi z jego losem. Mało tego, gdy pojawiają się problemy (a pojawiają się ciągle), przyjmuje je jako oczywistość. Dla niego nie ma przeszkód nie do przeskoczenia. Po prostu taki jest.

Po drugie, każdy Marsjanin powinien myśleć i wymyślać epickie udogodnienia niczym "prehistoryczny" MacGyver. Przecież żyjesz i masz głowę na karku! To powinno wystarczyć, żeby znaleźć ocalenie. Nie jęcz i nie marudź, że życie jest niesprawiedliwe, że i tak nic nie wymyślisz. Czego jak czego, ale czasu na myślenie masz pod dostatkiem. Skoro już trafiłeś na Marsa (NASA nie zabiera w kosmos byle kogo), jesteś dostatecznie mądry, żeby wpaść na rozwiązania, które pozwolą Ci przetrwać. Co z tego, że połowa Twoich pewnie Cię zabije, a druga z pewnością dość mocno Cię poturbuje jeśli nie wypali? Kogo to obchodzi! Jeśli zadziała... w sumie i tak nie będzie Cię to obchodziło.

Trzeci punkt właściwego zachowania na czwartej planecie od Słońca, jest niczym wskazanie z Herbertowskiej "Diuny" - oszczędzaj wodę i w zasadzie wszystko, co się da. Jeśli postanowisz założyć plantację ziemniaków, "nawóz", który codziennie produkujesz niezwykle pomoże im w rozwoju. Szczególnie jeśli wymieszasz marsjański piach z próbkami ziemskiej gleby. Jeszcze tylko wróć do punktu drugiego, wymyśl jak stworzyć setki litrów wody i śmierć głodowa nagle przestaje być problemem. W sumie, jeśli zmniejszysz racje żywnościowe, czas Twojego życia dodatkowo się wydłuży, więc oszczędzaj wszystko, nawet bardziej niż Fremeni!

Tak w zasadzie lekkość z jaką autor opowiada nam całą historię sprawia, że chyba nie do końca zdajemy sobie sprawę z zagrożenia jakie spadło na głównego bohatera. Tam wszystko może pójść źle, a każdy błąd może kosztować go życie. Co najciekawsze w zasadzie wszelkie próby rozwiązania rozwiązania jakichkolwiek problemów nie działają ta tak jak powinny i nawet na samym końcu książki oczekujemy jakiejś dodatkowej ale spektakularnej katastrofy. Jednak Whitney niczym kot, zawsze spada na cztery łapy i jest postacią, której nie sposób nie lubić (szczególnie po tekście o Aquamanie). W trakcie czytania ciągle mu dopingowałam i nie mogłam się doczekać, co też znowu wymyśli. W zasadzie gorszym przeciwnikiem niż Mars, zdawała się być wszechobecna nuda, tylko z lekka urozmaicana serialami z lat siedemdziesiątych i słuchaniem Disco. Choć może nieco przerażała mnie jego niesamowita pogoda ducha... Jak mógł się nie załamać? Nie poddać? Miewał gorsze dni, ale nie na tyle by stwierdzić, że dziś ma wszystko w nosie i nic nie robi. To było najbardziej niezwykłe w całej tej powieści.

Czytałam niezwykle porywające recenzje o nieprzespanych nocach niepotrafiących się oderwać czytaczy. Z przykrością stwierdzam, że ja czegoś takiego nie przeżyłam, co nie oczywiście nie przekreśla tej książki. Przyjemnie spędziłam przy niej czas, lecz za każdym razem, gdy musiałam już wysiąść z autobusu, nie miałam problemu z wyłączeniem czytnika. No może na sam koniec, kiedy niewiele mi zostało, a zaczęły dziać się takie rzeczy, że głowa mała. Nie mniej jednak warto po nią sięgnąć, szczególnie gdy będzie się miało zły dzień. Facet poradził sobie z przeżyciem na Marsie! Nasze problemy zdają się przy tym blednąć. Więc jeśli jesień Was przybije, sięgnijcie po "Marsjanina". Z nim nie sposób nie cieszyć się z październikowego deszczu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Ćwiek

Opinie czytelników


O książce:
Stara Słaboniowa i Spiekładuchy

http://szatanwodkaksiazki.blogspot.com/2017/10/stara-saboniowa-i-spiekaduchy.html Capówka to mała wieś gdzieś w Polsce. Wieś jak każda inna. Czas pły...

zgłoś błąd zgłoś błąd