Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Niezbędnik obserwatorów gwiazd

Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Cykl: Moondrive
Wydawnictwo: Otwarte
7,47 (3593 ocen i 511 opinii) Zobacz oceny
10
356
9
517
8
915
7
954
6
546
5
197
4
57
3
36
2
7
1
8
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Boy 21
data wydania
ISBN
9788375153286
liczba stron
320
język
polski
dodała
Sophie

Inne wydania

Finley niewiele mówi. Odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Kocha dwie rzeczy. Pierwsza z nich to koszykówka – jest rozgrywającym w szkolnej drużynie. Druga natomiast – patrzenie w gwiazdy z Erin. Obie pozwalają mu zapomnieć o problemach, od których stara się uciec. Pewnego dnia trener zwraca się do niego z nietypową prośbą… "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" jedna z trzech powieści młodzieżowych...

Finley niewiele mówi. Odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Kocha dwie rzeczy. Pierwsza z nich to koszykówka – jest rozgrywającym w szkolnej drużynie. Druga natomiast – patrzenie w gwiazdy z Erin. Obie pozwalają mu zapomnieć o problemach, od których stara się uciec.
Pewnego dnia trener zwraca się do niego z nietypową prośbą…

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka, to książka o potędze przyjaźni, która jest receptą na szczęście.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Otwarte, 2014 r.

źródło okładki: otwarte.eu

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 642
zaczytanabella | 2016-06-09
Na półkach: Przeczytane, Zblogowane

Nie ma zdrad, trójkątów miłosnych, seksu, jest tylko przyjaźń. I wielka ilość problemów, kłopotów oraz przeciwności losu - multum! Ostatnio rzadko można spotkać książkę o przyjaźni, która nie kończy się miłością aż po grób między dziewczyną i chłopakiem. Jaki sens jest pisać książkę o przyjaźni (takiej niezwykłej instytucji, która jest potrzebna każdemu człowiekowi do funkcjonowania), która znajduje się na pierwszym planie, gdy nie będzie pocałunków i kłótni? Jest sens, zawarty w książce "Niezbędnik obserwatorów gwiazd".
Dwóch chłopców, tak bardzo do siebie podobnych, a zarazem rożnych spotyka się z pomocą trenera i rodzi się przyjaźń. Spędzają ze sobą czas, rozmawiają, jak przyjaciele - o wszystkim. Czasami nawet nie muszą rozmawiać wystarczy, że ze sobą będą i bez słów się rozumieją. Chyba każdy pragnie takiej właśnie przyjaźni.

Koszykówka jako terapia ratująca życie. Tak, dobrze przeczytaliście. Numer 21 przed śmiercią rodziców kochał ten sport, jednak teraz nie chciał już grać. Stracił nadzieje, że mu się uda. Chciał mieć przy sobie swoich rodziców, a nie piłkę. Grając w koszykówkę, nie musiał już lecieć w kosmos, do innych galaktyk odległych o miliony lat świetlnych, żeby spotkać się z rodzicami. Jednak nie wszystkim pomagała. Była jak lekarstwo na receptę, do stosowania tylko na szczególne przypadki, zawierała ulotkę ze sposobem dawkowania.
Skoro już jesteśmy przy sporcie, to napiszę czego się o nim nauczyłam. Moja znajomość tego sportu kończy się na bieganiu za piłką na lekcjach wychowania fizycznego i rzucaniu do kosza ustawionego na podwórku w formie odpoczynku po szkole. Jednak wiem, że rzut z połowy boiska jest cudem, aczkolwiek Numerowi 21 udało się to. Czytając ten fragment, moje usta same wydały z siebie głos, mówiąc WOW. To naprawdę było niesamowite. Pojawiało się dużo pojęć związanych ściśle z dziedziną koszykówki, więc teraz mogę oglądać zawody i będę rozumiała, co mówi komentator. Wielki plus!

Między Finley'em a Numerem 21 narodziła się przyjaźń. Mimo, że Finley zazdrościł Numerowi 21 umiejętności i zdolności sportowych i był samolubny, chłopcy się polubili. Oboje nie lubiąc dużo mówić, spędzali ze sobą czas. Tylko po to żeby być razem. Czasami oglądali gwiazdy na dachu domu, innym razem filmik startującej rakiety. Finley i Numer 21 ratowali siebie nawzajem. Może to nie był ratunek typu, że jeden z nich skacze w przepaść a drugi go łapie, tylko gdy jeden z nich miał trudniejszy dzień to drugi nie próbował na siłę go przekonać, że ma się cieszyć. Albo rozmawiając, mówili sobie o wszystkim i czekali na opinię, która czasami zmieniała ich poglądy, okazywało się, że nie wszystko jest takie, jak oni to widzą. Potrafili też siebie słuchać, a to jest ważne w każdej, bez wyjątku przyjaźni.
Numer 21 myśląc, że pochodzi z innej galaktyki, często powtarzał swoje formułki, przechodząc na tryb robota zaprogramowanego do poznawania uczuć. Na początku wydawało mi się to zabawne i dziwne, jednak z biegiem stron i poznając bardziej bohaterów stwierdzam, że myliłam się. I to całkowicie. To była przecież część jego życia, chciał sobie wytłumaczyć w pewien sposób stratę rodziców. Nie miał nikogo, kto dałby mu radę, więc wymyślił swoją własną przez nikogo nieznaną rzeczywistość. Czyż to nie jest piękne?

I teraz coś co sprawiło, że moja wewnętrzna Fangirl się ucieszyła. Pojawiło się w tej książce imię i nazwisko... Leonardo di Caprio. I to nawet kilka razy. Byłam tym taka zszokowana, że mój ulubiony aktor ma swoje miejsce w jednej z moich nowych, ulubionych książek.

21 to szczerze mówiąc mój numer w dzienniku, do którego przez trzy lata gimnazjum przyzwyczaiłam się i już mam pewien sentyment do tej liczby. Jak zobaczyłam, że tytuł oryginału to "Boy 21", a w książce tak często pojawia się ta nazwa, to ta książka zyskała z marszu miano ważnej w moim życiu. Jednak to nie jest jedyny powód, dla którego polubiłam tę lekturę.

Język autora był prosty i nie porównałabym go do stylu Johna Greena. W ogóle nie rozumiem tego porównania, ale może ktoś widzi to, czego ja nie dostrzegam. Określiłabym ten język jako taki, który trafia do czytelnika, czasami nawet bez jego zgody. Proste i krótkie zdania czyta się w miarę szybko i pamięta się ogólny sens wypowiedzenia. Tak chyba łatwiej zapamiętać, a gdy ludzie żyją teraz cały czas, biegając z jednego miejsca w drugie, nie mają czasu, żeby się zastanawiać nad takimi kwestiami (co było na początku zdania?) i czytanie zanika oraz wymiera. Jednak czytając książkę Matthewa Quicka, refleksje same przychodzą do głowy, i zapamiętuje się ogólną fabułę lektury oraz dodatkowo dostaje się lekcję przyjaźni.
Nie wiem, czy ktoś zrozumiał ten akapit, ale starałam się jak najjaśniej to opisać.

Mogłabym jeszcze dużo mówić o tej książce, jednak wtedy nie mielibyście radości z czytania jej. Kończąc, chcę was zachęcić do sięgnięcia po tę lekturę. Rzadko można spotkać książkę tego pokroju tak wspaniałą.
Teraz na pewno sięgnę po pozostałe książki tego autora bez zastanowienia :)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Świtezianki

Szkoda tylko papieru, tuszu i czasu czytelnika, bo ta książka męczy jest nijaka, fantastyka pomieszana z czymś równie nie określonym. Ni to baśń ni l...

zgłoś błąd zgłoś błąd