Jeść!!!

Wydawnictwo: Bosz
6,42 (50 ocen i 10 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
3
8
5
7
14
6
15
5
8
4
4
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375762181
liczba stron
240
język
polski
dodała
Róża_Bzowa

W pięknie ilustrowanym leksykonie znany i lubiany językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk, omówił sto osiemdziesiąt jeden „smacznych słów”. Są to w większości nazwy apetycznie brzmiących potraw, pozostałe służą jedzeniu lub się z nim kojarzą. Nie jest to jednak przewodnik kulinarny sensu stricto, ponieważ autor przede wszystkim delektuje się nie samym smakiem jedzenia, lecz słowami, ich...

W pięknie ilustrowanym leksykonie znany i lubiany językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk, omówił sto osiemdziesiąt jeden „smacznych słów”. Są to w większości nazwy apetycznie brzmiących potraw, pozostałe służą jedzeniu lub się z nim kojarzą. Nie jest to jednak przewodnik kulinarny sensu stricto, ponieważ autor przede wszystkim delektuje się nie samym smakiem jedzenia, lecz słowami, ich brzmieniem, urodą i funkcją. Każde hasło zawiera krótki, aczkolwiek treściwy passus etymologiczny, co stanowi dopiero punkt wyjścia do zabawnych rozważań o pełnym często zaskakujących skojarzeń, przysłów ludowych, śmiesznych zwrotów i barwnych powiedzonek języku polskim. Od „ananasa” do „żurku” wiedzie szlak mądrej opowieści profesora prowadzonej w stylu gawędy poprzez pyszne słowa nie tylko z działu kulinariów, lecz również wielu innych dziedzin życia codziennego. To książka dla wszystkich, nie tylko dla smakoszy, jednak można porządnie zgłodnieć przy jej lekturze.

 

źródło opisu: BOSZ, 2014

źródło okładki: www.bosz.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Róża_Bzowa książek: 6100

Degustując słowa

Przyznaję – mam słabość do połączenia literatury i kuchni. Co ciekawe, skłonność ta nie przekłada się na zainteresowanie książkami kucharskimi znanych mistrzów kuchni, ani – zgiń, przepadnij! – celebrytów. Po prostu z zapałem godnym lepszej sprawy gromadzę książki kucharskie znanych pisarek (Kuchnia z Zielonego Wzgórza. Przepisy L.M. Montgomery czy Książka kucharska Jane Austen), tomy z przepisami zaczerpniętymi z literatury pięknej (Kuchnia literacka) a także z filmów (Kuchnia filmowa). Jedną z moich ulubionych książek w formacie kieszonkowym jest mało znane literackiej braci dzieło Zupa Franza Kafki, której autor (rozpoznawalny bardziej jako fotograf) wpadł na fantastyczny, moim zdaniem, pomysł ujęcia historii literatury w 14 przepisach kulinarnych. Stworzył przepisy stylizowane na utwory uznanych tuzów literatury światowej – od Homera przez markiza de Sade i Jane Austen do Irvine’a Welsha. A ponieważ z równym zapałem zbieram wszelkiej maści słowniki i leksykony, nie mogłam pominąć książki Jerzego Bralczyka „Jeść!!!” – ciekawego połączenia słowotwórstwa i literatury kulinarnej (nie mylić z literaturą dla kucharek).

Tom zawiera ponad 180 haseł ułożonych alfabetycznie (od „ananasa” po „żurek”), związanych z jedzeniem i jego przyrządzaniem (potrawy, naczynia, produkty spożywcze, przyprawy i czynności kuchenne). Smakowita ta lektura pozwala nam nie tylko poznać źródło wielu słów, uświadomić sobie wpływ pożywienia na kulturę – także słowa (przysłowia, powiedzenia, przenośnie...

Przyznaję – mam słabość do połączenia literatury i kuchni. Co ciekawe, skłonność ta nie przekłada się na zainteresowanie książkami kucharskimi znanych mistrzów kuchni, ani – zgiń, przepadnij! – celebrytów. Po prostu z zapałem godnym lepszej sprawy gromadzę książki kucharskie znanych pisarek (Kuchnia z Zielonego Wzgórza. Przepisy L.M. Montgomery czy Książka kucharska Jane Austen), tomy z przepisami zaczerpniętymi z literatury pięknej (Kuchnia literacka) a także z filmów (Kuchnia filmowa). Jedną z moich ulubionych książek w formacie kieszonkowym jest mało znane literackiej braci dzieło Zupa Franza Kafki, której autor (rozpoznawalny bardziej jako fotograf) wpadł na fantastyczny, moim zdaniem, pomysł ujęcia historii literatury w 14 przepisach kulinarnych. Stworzył przepisy stylizowane na utwory uznanych tuzów literatury światowej – od Homera przez markiza de Sade i Jane Austen do Irvine’a Welsha. A ponieważ z równym zapałem zbieram wszelkiej maści słowniki i leksykony, nie mogłam pominąć książki Jerzego Bralczyka „Jeść!!!” – ciekawego połączenia słowotwórstwa i literatury kulinarnej (nie mylić z literaturą dla kucharek).

Tom zawiera ponad 180 haseł ułożonych alfabetycznie (od „ananasa” po „żurek”), związanych z jedzeniem i jego przyrządzaniem (potrawy, naczynia, produkty spożywcze, przyprawy i czynności kuchenne). Smakowita ta lektura pozwala nam nie tylko poznać źródło wielu słów, uświadomić sobie wpływ pożywienia na kulturę – także słowa (przysłowia, powiedzenia, przenośnie itd.), ale również, dzięki widocznym obcym wpływom na nasze menu, powiązać je z odpowiednimi okresami w historii Polski. Przyjemność lektury potęgują ilustracje, różnorodne w formie (od szkiców przez rysunki, reprodukcje dzieł malarskich czy okładek książek po fotografie, plakaty, wycinki artykułów w prasie czy wreszcie etykiety) i w funkcji (od czysto ilustracyjnych po zabawne aluzje czy komentarze niekonieczne czytelne dla młodszych czytelników). Na uznanie zasługuje także lekki ton autora i niewątpliwe poczucie humoru, dzięki czemu książkę czyta się jak najlepszą powieść, której bohaterami są z jednej strony słowa, a z drugiej cała armia produktów, potraw i utensyliów kuchennych. Z zadowoleniem odnalazłam wśród nich „filiżankę” – jedno z moich ulubionych słów, uważane zresztą za jedno z najpiękniejszych w naszym języku.

Lektura pozostawia niedosyt (co może być korzystne dla zdrowia, jak wiemy), ale także szereg pytań i wątpliwości. Dlaczego w książce zbierającej terminy związane z jedzeniem i przygotowywaniem potraw zabrakło słów tak ważnych, a niezbyt powszechnych, nawet u znanych osób parających się kucharzeniem, jak: „apertyzacja”, „blanszować”, „kandyzować”, „macerować”, „szpikować” czy „temperować”? Co prawda, brakuje związków frazeologicznych, powiedzeń czy przysłów z tymi słowami, ale nie przeszkadzało to autorowi w zamieszczeniu w tomie innych, ubogich w powiązania terminów. Czy wolumin ten nie byłby doskonałym sposobem upowszechnienia tych kluczowych w kuchni, acz mało popularnych słów? Co zdecydowało o pominięciu „brzoskwini”, „lukru” (i „lukrowania”)? Nie rozumiem także, z jakiego powodu przy „łyżce” autor nie wspomina, że tenże przedmiot przez podobieństwo kształtu dał nazwę łyżce do butów czy opon, wielu elementom technicznym i specjalistycznym (łyżka wiertnicza, część granatu ręcznego, łyżeczka tłumikowa w fortepianie, łyżeczka chirurgiczna), czynności chirurgicznej (łyżeczkowanie) i górniczej (łyżkowanie). A nawet zapomina o – kuchennych, bądź co bądź – terminach: „łyżniku” (drewniana półeczka z otworami na łyżki), „łyżce wazowej” czy „łyżkowidelcu”. Zagadką pozostaje także dla mnie, dlaczego autor przy „musztardzie” (wcale nie po obiedzie) przywołuje „Alicję w Krainie Czarów”, a przy „herbacie” zapomina o jakże bliższej nam kulturowo i uczuciowo piosence „Herbatka” z Kabaretu Starszych Panów? Niepokoi mnie także przemilczenie przy „kwasie” pochodzących od niego słów: „zakwas”, „kwasek cytrynowy” i „kwaśnica”, zaś przy „piwie”: „podpiwek”, „piwosz”, „piwowar”. Przykłady z wszystkich powyższych pytań i wątpliwości można by mnożyć.

Książkę tak czy inaczej polecam, wypełnia bowiem pewną lukę w obszarze literatury podręcznej, popularnonaukowej i językoznawczej i na pewno spodoba się czytelnikom zainteresowanym tematem – a tych mniej zainteresowanych bez wątpienia może zaintrygować. Czytelnicy bardziej wymagający, jak pisząca te słowa, z niecierpliwością będą zapewne wyglądać wydania poprawionego i uzupełnionego, o co najmniej podwojonej objętości.

Jowita Marzec

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (169)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 4183
ryszpak | 2014-09-15
Przeczytana: 15 września 2014

Krótkie, jedno, czasami dwustronicowe eseiki o różnych potrawach, warzywach, owocach, sprzętach kuchennych itp. Wyjaśnienie pochodzenia części słów, bogaty zasób przysłów. Ładnie wydana, dużo zdjęć (raziło mnie tylko to, że większość z Shutterstocka, no ale coś za coś - za to jakość żyleta). Polecam, chociaż zasadniczo do jednorazowego przeczytania i odłożenia na półkę.

książek: 1448
Tomasz | 2014-09-01
Przeczytana: 01 września 2014

To nie książka kucharska. To raczej źródło, trochę mniej i trochę bardziej ciekawych, anegdot językoznawczych na temat jedzenia lub wyposażenia kuchennego. I tyle można powiedzieć o treści. Bo nie jest to specjalnie edukacyjna, zabawna czy ładnie wydana pozycja - zdjęcia wyglądają niewiele lepiej od dziecięcych wyklejanek. Do tego książka jest zdecydowanie za droga (cena okładkowa) w stosunku do jakości. Jeśli polecać: to tylko na prezent dla tych, którzy lubują się w smakach i językowych smaczkach, lecz dodam, że (choć sam się do takich przypisuję) książka mi się nie podoba. Taka ot: ujdzie.

książek: 719
visenna88 | 2016-02-04
Na półkach: Przeczytane, 2015, MBP Leszno
Przeczytana: 18 kwietnia 2015

Apetyczna, historyczna, zwięzła. Pełna anegdot związanych z polską kuchnią oraz... światem sztuki. Bogato ilustrowana.
A Bralczyka uwielbiam, kochany, zabawny człowiek. Widać to w jego publikacjach.

książek: 119
BookowyLas | 2018-08-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2015 rok

Kiedy zobaczyłam tytuł i autora, moją pierwszą myślą było „O nie! Mój idol napisał książkę kucharską!”. Na szczęście Bralczyk pozostaje w dziedzinie, w której jest niekwestionowanym ekspertem, czyli językoznawstwie.

Autor omawia wyrazy dotyczące jedzenia – i nie tylko nazwy produktów spożywczych i potraw, ale także naczyń, sztućców, posiłków. Wyjaśnia pochodzenie słowa i jego przemiany („słonina” wcale nie pochodzi od „słonia” :)), wskazuje jego obecność w literaturze (ileż w „Panu Tadeuszu” opisów posiłków i dań – ale to, że Mickiewicz był łasuchem nie jest tajemnicą), a także wymienia związki frazeologiczne, w których dane słowo się pojawia.
Muszę przyznać, że „Jeść!!!” czyta się świetnie – Bralczyk pisze zabawnie, inteligentnie, bez naukowego „nadęcia”, wzbogacając opisy o ciekawostki (słowo „filiżanka” zostało zgłoszone do konkursu na najpiękniejsze słowo świata).
Wszystko to ułożone przejrzyście i opatrzone kolorowymi obrazkami. Polecam nie tylko pasjonatom językoznawstwa.

książek: 2
Janusz Moczulski | 2015-04-01
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 kwietnia 2015

Dobór haseł do tej książki jest najprawdopodobniej autonomiczną decyzją Autora, można powiedzieć ,że jest to swego rodzaju alfabet Bralczyka.Nie bedę się więc upierał,że czegoś w nim zabrakło, albo wytykał,że zamiast tego hasła należałoby włączyć inne.Choćby Autor nie wiem co robił, to i tak wszystkich nie zadowoli.Tym bardziej,że -jak powiada Hilaire Belloc - niestety, różne są szalenie ludzkie poglądy na jedzenie.Dziwi mnie jednak,że na okładce znalazł się fragment ilustracji Jerzego Zaruby przedstawiający Franca Fiszera,jednak bez nazwania go po imieniu, co może niejednemu czytelnikowi sugerować,że oto na okładce mamy samego Prof.Bralczyka o dosyć podobnej fizjonomii do tamtego oryginała.Druga rzecz, to w haśle Dorsz czytamy,że angielska nazwa tej ryby to bacalhau,a jest to przecież nazwa portugalska.Po angielsku dorsz- to cod. Zgodzić się więc wypada z wnioskiem prof.Bralczyka,że "dorsz nie miał szczęścia do nazw". I to by było na tyle.

książek: 442
szklanka | 2014-12-21
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 20 grudnia 2014

To dość dziwna pozycja... 181 haseł i 200 stron...
Wydana ładnie, nie powiem...
Gdyby hasła były bardziej rozbudowane (a nie tylko "nadgryzione"), książka zachwyciłaby mnie z pewnością.
Przy całej mojej miłości do prof. Bralczyka przyznaję z bólem serca: przeciętna.
To nie jest książka, do której się wraca...

książek: 2116
Tinkerbelle | 2016-05-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 maja 2016

Spodziewałam się podejścia do tematu ze strony etymologiczno-historycznej, a dostałam eseje, niekiedy bardzo luźno podchodzące do omawianego hasła. Wydanie ładne, ale nawet to jakoś mi nie rekompensuje rozczarowania treścią.

książek: 1737
Kasia | 2015-04-02
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Lekkie, przyjemne, na "odmóżdżenie", a przy okazji parę ciekawostek można z tego wyciągnąć - (np.że najpiękniejszym słowem w międzynarodowym plebistycie - swoją drogą cóż to za pomyśł... - jest tureckie yakamoz oznaczające odbicie księżyca w wodzie. W kategorii relax - daję maxa:)

książek: 77
wilka | 2017-11-10
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 10 listopada 2017

Zachęcający tytuł sprawił, że wypożyczyłam tę książkę. Uznałam, że dzięki niej dowiem się w jaki sposób przestać wyglądać jak szkielet. Mogłabym napisać, że się zawiodłam, gdyż nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale książka zainteresowała mnie na tyle, że przeczytałam ją z przyjemnością. Autor w dość zabawny sposób wyjaśnia co oznaczają nazwy typowych posiłków, tj. kisiel, pulpety, słonina, szczupak itd. Wyjawia skąd pochodzą dane produkty oraz dlaczego tak się nazywają. Mimo, iż dalej nie wiem jak przybrać na wadze uważam, że na pewno należy Jeść!!!

książek: 439
temptershell | 2018-03-15
Przeczytana: 15 marca 2018

No i nareszcie skończyłem książkę Bralczyka. Niestety się rozczarowałem, napisana w sposób bardzo pobieżny, a hasła skupiają się na zastosowaniu danego hasła (a ja liczyłem bardzo na dokładną etymologię). Ładne zdjęcia lecz w większości to grafiki z serwisy stockowych i nie mają jednolitej kompozycji czy spójnej szaty graficznej. Czyta się przyjemnie i szybko ale zabrakło mi trochę kontentu.

zobacz kolejne z 159 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd