Allegro - kampania grudzień kat. kryminał

Niech strawi cię płomień

Cykl: Komisarz Niedźwiecki (tom 2)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
7,11 (149 ocen i 39 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
6
8
29
7
70
6
29
5
7
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308053973
liczba stron
320
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Autor z pasją, który akcje policyjne zna od podszewki . Wrocław i tajemnicze zgony. Rudobrody komisarz Niedźwiecki – po przygodach w środowisku medycznym – tym razem mierzy się z elitą wrocławskiego sądownictwa. Niech strawi cię płomień - najlepszy kryminał sezonu. Czyta się z zapartym tchem, aż do ostatniej kartki. Młody malarz, wschodząca gwiazda na rynku sztuki, Nikodem Patocki, zostaje...

Autor z pasją, który akcje policyjne zna od podszewki . Wrocław i tajemnicze zgony. Rudobrody komisarz Niedźwiecki – po przygodach w środowisku medycznym – tym razem mierzy się z elitą wrocławskiego sądownictwa.
Niech strawi cię płomień - najlepszy kryminał sezonu. Czyta się z zapartym tchem, aż do ostatniej kartki.
Młody malarz, wschodząca gwiazda na rynku sztuki, Nikodem Patocki, zostaje zamordowany podczas napadu na własny dom. Jego żona w bardzo ciężkim stanie trafia do szpitala. Po krótkim czasie, posługując się tylko mrugnięciami oczu, udaje jej się wskazać pierwszego z podejrzanych. Policja jednak na tym nie poprzestaje. Wkrótce pojawia się jeszcze jeden niewyjaśniony motyw, wymagających rozwiązania, sprawa młodej dziewczyny, która została zamordowana i zgwałcona przez swojego wykładowcę.
Komisarz Niedźwiecki, jak zwykle wie więcej i brawurowo rozpracowuje zbrodnie.
O znakomitym polskim thrillerze, będzie wkrótce głośno. Wszyscy chcą się dowiedzieć.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Literackie, 2014

źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 340
miharu | 2017-07-02
Na półkach: Przeczytane, Kryminały
Przeczytana: 01 lipca 2017

"Zdrowy, męski strumień"

I znowu trafił mi się kryminał wrocławski. I znowu z serii turystycznej. Nie przepadam za hojnym odmalowywaniem lokalizacji w książce, ale niech tam. I tak jest mniej brandzlowania się uliczkami i lokalami niż w powieściach, które czytałam ostatnio (Talko "Granatowa krew" czy produkcje Krajewskiego). Do przedstawienia intrygi nie mam zastrzeżeń. Może motyw mordercy jest ciut karkołomny, ale widziałam już podobny pomysł w jednym filmie, więc spoko. Przez książkę maszeruje się dziarsko, kalosze nie grzęzną nam na mieliznach fabularnych, a gałązki irytacji nad głupotą bohaterów nie czepiają się ubrania. Trudno też wpaść do jakiejś dziury logicznej czy potknąć się o leżący na ścieżce błąd. Dialogi są w miarę w porządku, choć kilka razy coś mi zgrzytnęło. Czy prosty, "dresiarski" gliniarz użyłby słowa "safanduła" (zresztą kto w ogóle użyłby takiego słowa?) albo sformułowania "myślisz, że w tym szaleństwie jest metoda"? Czy prymitywny złodziejaszek używa słów w rodzaju "wykwintny"? Wątpię. Wiem, że trudno trzymać się odpowiedniej stylizacji, ale jednak trzeba, skoro już się taką wybrało.
Postać śledczego - komisarza Niedźwieckiego jest skonstruowana poprawnie. To człowiek dający się lubić, stanowi przeciwieństwo tradycyjnych detektywów-ochlaptusów. Nie klnie, nie sili się na image twardego gliny, jeździ skuterem i w paru scenach kto inny puściłby wiązankę, a Niedźwiecki potulnie przytakuje. Mimo to jest dobrym policjantem, wnikliwym i spostrzegawczym.

Książka jest naprawdę niezła i zdatna do czytania. Tradycyjnie czepnę się tylko szczególików, bo uwielbiam to robić. Max, właściciel agencji reklamowej, grafik, jest przedstawiany jako człowiek sukcesu. Obsługuje ważnych klientów (teatr, muzeum), projektuje im kampanie reklamowe i tak dalej. I tenże grafik pracuje na jakimś chińskim tableciku (autor popisuje się wiedzą, oferując nam markę sprzętu, która brzmi jak "na wypasie"). Tu się uśmiałam, bo tak się składa, że sama jestem grafikiem i wiem, że 99% projektantów używa tabletów firmy Wacom (która praktycznie zmonopolizowała rynek tabletów piórkowych). Tak więc pan Max zamiast mazać po chińskim Hanvonie za tysiaka powinien co najmniej śmigać na Wacomie Cintiq za 5-9 lub więcej tysięcy zł. Z krótkiej wzmianki dowiadujemy się też, że pracownicy jego firmy w panice (odwiedzili ich policjanci) wywalili przez okno dyski z komputerów, bo pracowali na nielegalnym oprogramowaniu. Więc trudno mi uwierzyć w profesjonalizm firmy Maxa, jak usiłuje nam to przedstawić autor. Chińska zabaweczka, pirackie Photoshopy... Dla mnie prezentuje się on raczej jak typowy polski "janusz biznesu". Ale ktoś spoza branży graficznej może tego nawet nie zauważyć i faktycznie "człowiek sukcesu" mu zaimponuje. :)
Drugi drobiażdżek to użycie przymiotnika "męski". W jednej scenie pan ściska drugiemu panu dłoń "po męsku" (czyli niby jak? penisem?), a w drugiej inny pan oddaje mocz "zdrowym, męskim strumieniem". Szczególnie to drugie mnie ubawiło do łez. Zdrowy, męski strumień... :))
Od razu przychodzą na myśl głupiutkie reklamy "męskiego jogurtu z męską dawką męskiego magnezu dla mężczyzn". xD

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wyspa delfinów

Bardzo ją lubiłem, kiedy byłem w wieku "wielkiej przygody" i chętnie bym ją polecił tzw. młodemu czytelnikowi, zwłaszcza z żyłką do biologii...

zgłoś błąd zgłoś błąd