Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
5,85 (158 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
3
8
16
7
35
6
33
5
34
4
18
3
10
2
1
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Narkomanka
data wydania
ISBN
8320531675
liczba stron
496
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Aneta

W początkach lat siedemdziesiątych, kiedy pisałem tę powieść, zjawisko narkomanii było prawie nieznane. Znana była natomiast tzw. "mała narkomania", jakże często spotykana w poradniach odwykowych. Uprawiali ją alkoholicy cierpiący na bezsenność. Najbardziej niebezpieczną igraszkę z życiem prowadzili moi pacjenci z wszytym esperalem, chociaż były to przypadki sporadyczne. W niedługim czasie...

W początkach lat siedemdziesiątych, kiedy pisałem tę powieść, zjawisko narkomanii było prawie nieznane. Znana była natomiast tzw. "mała narkomania", jakże często spotykana w poradniach odwykowych. Uprawiali ją alkoholicy cierpiący na bezsenność. Najbardziej niebezpieczną igraszkę z życiem prowadzili moi pacjenci z wszytym esperalem, chociaż były to przypadki sporadyczne. W niedługim czasie zaczął się jednak problem z wąchaczami środków "piorunujących". Niebawem pojawiły się także strzykawki z przetworami makowymi. Ale prawdziwe narkotyzowanie się młodych ludzi nastąpiło przed oddaniem książki do składu, na której opublikowanie musiałem czekać i czekać...
Powiedzmy sobie szczerze, sam tytuł powieści był dla wielu ludzi szokujący i drażliwy. Statystyki były mi niedostępne, postanowiłem więc poruszyć tylko sam temat. Może i dobrze, że tak się stało? Problem uzależniania się od heroiny właściwie tylko zasygnalizowałem, zająłem się natomiast sprawą alkoholików i wąchaczy. Nie pozwoliłem sobie na opis technologii związanej z produkcją narkotyków. Jako lekarz uważam, że byłoby to zbrodnią. [od autora]

 

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 8
czees | 2015-11-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 listopada 2015

„Narkomanka” to dzieło doskonałe.
przynajmniej w niektórych aspektach.
takich jak: knot, grafomania, płytkość, głupota, zakłamanie i hipokryzja.
autor na 300 stronach z 500 całości, udowadnia, że pewnością jest chirurgiem, zaś na pozostałych 200, iż to jedyne co wie, z pozostałej opisywanej materii.
jego wywody dotyczące leczenia alkoholizmu, już wtedy (początek lat 70 XX wieku) nawet w Polsce, były anachroniczne i całkowicie błędne. nie mówiąc o nawet najskromniejszych wiadomościach co do innych substancji odurzających.
dla pana Stompora, największym złem na świecie jest LSD, a heroinę produkuje się z konopi indyjskich.
nie do wiary?
proszę uprzejmie. strona 425, czwarty akapit od góry, z wydania I, Warszawa 1980, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, nakład 43330 egz.! na której to autor, ustami pierwszoplanowej bohaterki wypowiada następujące słowa:
„Niedawno byłam w Rzymie. We Włoszech wykryto uprawne poletka konopi indyjskich. Wiadomo do czego służą konopie indyjskie. Produkcja heroiny odbywałaby się w jakiejś melinie pod Rzymem. Niepotrzebny byłby przemyt narkotyku. Hodowla przyniosłaby szajce handlarzy spore zyski.”
na dodatek cała powieść jest napisana zacytowanym tu językiem. językiem którym posługiwała się „Trybuna Ludu”, i to też tylko we wstępniakach. widocznie autor za swoich mistrzów literackich uważał kolegów Mieczysława Moczara, piszących teksty propagandowe.
o czym świadczyłby i imponujący nakład, jak i fakt, że nikt z redaktorów odpowiedzialnych za wydanie, o korekcie nie wspomnę, nie zakwestionował tak rażącej głupoty.
Polska, wg. Stompora, to kraj w którym są co prawda pewne niedobory wędlin, ale za to serów ci nas dostatek. zaś w każdym barze mlecznym, można zjeść tani i pożywny posiłek.
są drzwi otwierane na fotokomórkę, papierosy Caro, Coca-Cola (nawet ZIMNA! na życzenie), Fiaty, paru zdegenerowanych alkoholików, i reszta, skromnego, ale sytego, społeczeństwa.
społeczeństwa, dla którego II wojna światowa ciągle jest codziennością. i to wszystko na początku lat 70tych, 30 lat po wojnie.
co prawda bohaterowie powieści są po trzydziestce, więc nie neguje, że wojna mogła mieć znaczący wpływ na ich osobiste życie. ale nie wierzę, żeby na początku epoki Gierka, każda napotkana osoba w Łomży, nic innego nie mówiła, jak tylko to, gdzie, kiedy i na kim hitlerowcy dokonywali mordów w okolicy. zbytecznym jest chyba dodawać, że o mordach sowieckich, szanowny autor nawet nie zająknie.
znajomi bohatera mieszkającego w Warszawie, jak raz rozjechali się po świecie. ta jeszcze nie wróciła ze Szwecji, a ci właśnie wyjechali do Algierii. owi są w Paryżu, a jeszcze inni też daleko.
sam bohater, to ani przez moment nie bierze pod uwagę możliwości wyjechania do Wiednia, miejsca zamieszkania bohaterki, z którą to mają się ku sobie, tak że hej! (i tu szkoda, że autor postąpił jak w amerykańskim filmie. buzi, i odjazd kamery. gdyby się zagłębił w kwestie erotyczne, to literatura polska by się wzbogaciła niewątpliwie o ciekawe doświadczenie. opisanie seksu komunistyczną nowomową. ale widać i jego to zadanie przerosło. choć i to co jest zapiera dech w piersi).
za to ona sama siebie szybciutko przekonuje, że tylko Polska, i tylko Łomża, to jedyne wymarzone miejsce na ziemi.
to samo w sobie nie jest niczym nierealnym. mieszkanie z ukochanym, w ukochanym miejscu, jest marzeniem większości populacji. sęk w tym, że ją do tego wniosku nie marzenia skłaniają, ale szybki rajd po kilku krajach Europy Zachodniej.
Mediolan, Wenecja, Zurich, Monachium, a nie tylko tam, bo gdzie tylko wysiądzie ze swego nowego mercedesa, opadają ją agresywni i całkowicie bezkarni handlarze narkotyków, odgrażając się i strasząc za odmowę zakupu.
na tym tle dość zastanawiająca jest fascynacja autora rzeczonym mercedesem, któremu poświęca niemałą uwagę.
jest to kolejny dowód na to, że w sztuce najcenniejsza jest szczerość.
opis pracy silnika wspomnianego auta, jest najlepszy z całej książki.
i jeszcze w jednym momencie jest szczery.
a w zasadzie w jednym słowie.
kiedy to pisze, że paszport się „załatwia”.
nie pisze: wyrobić, dostać, otrzymać, etc., tylko „załatwić”.
ale nawet jemu, to znaczy się bohaterowi, nie uda się tego zrobić w jeden dzień, zwłaszcza, że jest piątek.

dzięki temu jest to niewątpliwie pozycja mogąca wzbudzić podziw.
czytając ją, wzrastał on u mnie z każdą stroną. a kiedy już myślałem, że osiągnął apogeum, doczytałem do końca, i się okazało w jakim jestem błędzie.
tak, tak. to książka, którą trzeba przeczytać do ostatniej strony, żeby zrozumieć co sobą prezentuje.
kicz w postaci doskonałej!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pracownia dobrych myśli

Gdybym miała porównać te książkę porównałabym ją do mężczyzny. Mężczyzny ułożonego, w słodkim sweterku w romby, grzecznego i cukierkowego, na każde ka...

zgłoś błąd zgłoś błąd