Nie gaś światła

Tłumaczenie: Monika Szewc-Osiecka
Cykl: Martin Servaz (tom 3)
Wydawnictwo: Rebis
7,83 (1269 ocen i 229 opinii) Zobacz oceny
10
154
9
227
8
402
7
307
6
124
5
41
4
5
3
4
2
3
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
N'éteins pas la lumière
data wydania
ISBN
9788378186069
liczba stron
504
słowa kluczowe
literatura francuska
język
polski
dodała
giovanna

Bernard Minier powraca z thrillerem o manipulacji i osaczeniu, w którym gra na najintymniejszych koszmarach, fobiach i obsesjach nie tylko swoich bohaterów, lecz także czytelników. W wigilijny wieczór Christine Steinmayer, znana dziennikarka radiowa, wybiera się na pierwsze spotkanie z rodzicami narzeczonego. Przed wyjazdem znajduje w swojej skrzynce na listy osobliwą przesyłkę. Jest to...

Bernard Minier powraca z thrillerem o manipulacji i osaczeniu, w którym gra na najintymniejszych koszmarach, fobiach i obsesjach nie tylko swoich bohaterów, lecz także czytelników.
W wigilijny wieczór Christine Steinmayer, znana dziennikarka radiowa, wybiera się na pierwsze spotkanie z rodzicami narzeczonego. Przed wyjazdem znajduje w swojej skrzynce na listy osobliwą przesyłkę. Jest to anonim, w którym ktoś informuje ją, że zamierza popełnić samobójstwo. Pomyłka? Niewczesny żart? Wokół kobiety zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ktoś próbuje ją zaszczuć, odizolować od otoczenia, doprowadzić do obłędu. W tym samym czasie komendant Martin Servaz, znany nam już doskonale z poprzednich powieści, który po traumatycznych przejściach przebywa w ośrodku dla policjantów w depresji, także otrzymuje niezwykłą przesyłkę: magnetyczny klucz do hotelowego pokoju i bilecik z datą i godziną spotkania. Perspektywa nowego śledztwa wyrywa policjanta z letargu. Czy coś łączy te dwa wątki?

 

źródło opisu: www.rebis.com.pl

źródło okładki: www.rebis.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 531
margoz | 2017-02-02
Na półkach: Przeczytane

Puszcza Białowieska, zamieć. Mężczyzna z psem przedziera się przez zaspy, szukając drogi do szałasu, drogę oświetla mu delikatny blask księżyca. To komisarz Servaz i jego wierny pies Rex - co robią w skutej lodem wschodniej Polsce? Być może dowiedziałabym się, gdyby nie fakt, że nieświadomie zaczęłam czytać serię książek z Martinem Servazem od ostatniej - trzeciej części. Brawo. Książka jednak nie zachwyciła mnie na tyle, żeby porzucić lekturę i zacząć od początku, lub ewentualnie kiedyś nadrobić zaległe pozycje. Chociaż - nie było najgorzej. Posłuchajcie:

Kiedy Servaz w końcu dociera do szałasu, z daleka dostrzega otwarte drzwi. To co w środku zastaje, burzy jego świat na drobne kawałki - Marienne nie żyje. Jej nagie ciało leży na drewnianym stole pośrodku szałasu, a ciepła, jeszcze parująca krew spływa na podłogę. Policjant dostrzega wyjęte z klatki piersiowej serce... Wie, że mordercą jest Hirtmann, jest tego pewien.
Rex zaczyna być niespokojny, tuż obok chaty słychać wycie. Zostali otoczeni przez wilki - wygłodniałe leśne bestie wywęszyły łatwy łup. Jak zakończy się ten koszmar? Spokojnie - to dopiero pierwszy rozdział (a właściwie akt), a autor szykuje dla nas jeszcze wiele zaskakujących rozwiązań.

Wydarzenia śledzimy naprzemiennie oczyma dwójki bohaterów - ofiary: Christine i policjanta: Servaza. Moglibyście pomyśleć, że wspomniany gliniarz prowadzi dochodzenie związane z wymienioną wcześniej kobietą. Nic bardziej mylnego, poznają się tuż przed końcem! O co więc w tym wszystkim chodzi?

Martin Servaz jest cierpiącym na głęboką depresję byłym policjantem, zamieszkującym w specjalnym ośrodku dla emerytowanych funkcjonariuszy. Personel i rezydenci nie darzą go zbytnią sympatią, a najbliższą mu osobą jest odwiedzająca go czasami córka - Margot. Martin po swojej stronie ma również dawnego współpracownika - partnera Vincenta Esperandieu i jego żonę - poza nimi były policjantnie ma nikogo. Jest zupełnie samotny i zdaje sobie z tego sprawę. Do kogo wiec zwróci się, po otrzymaniu tajemniczej przesyłki? Servaz podejmuje trop, który w miarę upływu czasu prowadzi go do... ośrodka badań kosmicznych!

Drugą pierwszoplanowa postacią w Nie gaś światła jest pracownica rozgłośni radiowej - Christine Steinmayer. W Wigilię Bożego Narodzenia znajduje w swojej skrzynce list od kobiety - samobójczyni. Jest przekonana, że ktoś pomylił skrzynki. Wkrótce okazuje się, że kobieta pada ofiarą ataków i manipulacji podobnych do tych, które opisywał anonimowy list samobójczyni. Ktoś włamuje się do jej mieszkania, krzywdzi ukochanego psa, kompromituje ją w pracy, sprawia że rozstaje się z nią narzeczony, a bliscy odsuwają się. Wszyscy uważają ją za wariatkę, a policja zamiast pomóc, oskarża ją o czyny, których nie popełniła. Wreszcie dochodzi do konfrontacji z przeciwnikiem, który okazuje się być jedynie pionkiem w grze przeciwko Christine - a właściwie jednym z pionków - dziennikarka jest zaszczuta, bezbronna i sama zaczyna wierzyć, że nie ma szans na ratunek przed napastnikami. Osaczona i poniżana kobieta szuka ukojenia w środkach nasennych, co potęguje tylko uczucie otępienia i pobłażliwe spojrzenia znajomych z pracy i policjantów. Jedynym wyjściem z sytuacji (dokładnie rzecz ujmując: wyjściem które podsuwa jej tajemniczy przeciwnik) jest samobójstwo. Christine znajduje w sobie ostatnią iskrę nadziei i siłę by walczyć - jednak czy pokona sadystycznego psychopatę, który ciągle jest o kilka ruchów przed nią?

Wszyscy bohaterowie książki Bernarda Miniera mają swoje mniejsze lub większe grzeszki, kilkoro nadaje się do wtórnej resocjalizacji, kilkoro do zamkniętego zakładu bez klamek, a pozostali - hm, to ludzie popełniający błędy. Może o wiele bardziej źli, uparci, rozpustni lub podstępni, niż tacy z którymi spotykamy się na co dzień, ale ciągle - po prostu ludzie. Dlatego też książka robi tak duże wrażenie - opisuje w pewnym sensie do jakich bestialskich czynów zdolny jest człowiek, jak daleko popchnie go szaleństwo i jak bardzo pragnie zemsty.

Opuszczony przez prawo człowiek, stawia siebie ponad prawem. Niedopuszczany do oficjalnego śledztwa Servaz rozpoczyna własne dochodzenie, a wyśmiewana i nie mogąca liczyć na organy ścigania Christine, sama zawalczy o swoje życie, a także o sprawiedliwość. Ostatecznie ich drogi się splotą, a liczne wątki zazębią, nie pozostawiając niedomówień.

Zakończenie niestety od pewnego momentu staje się przewidywalne, przez co końcówka nieco nuży i pozostawia niesmak po efektownym wstępie i wykręcającym wnętrzności rozwinięciu.
(thebooksspot.blogspot.com)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Polife - Moje życie jako Japonki w Polsce

Fajne ciekawostki. Jednak ogromny minus dla wydawcy za wielkość czcionki. Byłam umęczona wczytywaniem się, a niektórych tekstów nie mogłam przeczytać...

zgłoś błąd zgłoś błąd