Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Martwe dusze

Tłumaczenie: Wiktor Dłuski-Langer
Seria: 50 na 50
Wydawnictwo: Znak
7,26 (1902 ocen i 121 opinii) Zobacz oceny
10
145
9
220
8
414
7
625
6
297
5
138
4
33
3
25
2
2
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Мёртвые души
data wydania
ISBN
9788324031276
liczba stron
488
kategoria
klasyka
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

Nowy przekład powieści ocalonej przed spaleniem Paweł Iwanowicz Cziczikow przemierza w interesach rosyjską prowincję. Pije szampana z prezesem sądu, gra w wista z policmajstrem, chadza na bale do gubernatora, zachwyca miejscowe damy. Uważnie obserwuje rosyjskie inferno z jego namiętnościami, hulankami, łajdactwem i korupcją. Szukając martwych dusz na sprzedaż, spotyka żywych, choć...

Nowy przekład powieści ocalonej przed spaleniem

Paweł Iwanowicz Cziczikow przemierza w interesach rosyjską prowincję.
Pije szampana z prezesem sądu, gra w wista z policmajstrem, chadza na bale do gubernatora, zachwyca miejscowe damy. Uważnie obserwuje rosyjskie inferno z jego namiętnościami, hulankami, łajdactwem i korupcją.

Szukając martwych dusz na sprzedaż, spotyka żywych, choć naznaczonych już przez piekło ludzi. Cziczikow niczym Dante zstępuje w coraz to niższe kręgi, napotykając gburów, łapówkarzy i pijaków, by wreszcie spotkać samego siebie.

Autor Martwych dusz, targany wyrzutami sumienia, zmagał się z własnymi poglądami – kilkukrotnie palił rękopisy, w których próbował tłumaczyć swoją postawę wobec Rosji i Rosjan.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2014

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 232
Sagittaire | 2016-06-19
Na półkach: Przeczytane, Autor ROSJA
Przeczytana: 18 czerwca 2016

Kiedy czytałam "Martwe dusze" w pierwszej klasie liceum śmiałam się do łez z tej "komedii", jak ją wtedy odbierałam. Kiedy wczoraj skończyłam czytać "MD" moje myśli były popuchnięte jak zbite psy, a odrobina groteski, zawartej w tym morzu dogłębnego smutku ani razu mnie nie rozweseliła. Komedia okazała się gorzkim poematem, wyrzutem sumienia, sposobem na wyciąganie bolączek i pławieniem się w nich, cichym skomleniem wiecznie depresyjnej rosyjskiej duszy.

Ach ta rosyjska dusza, która doprowadza mnie do obłędu!
Poznawszy w moim średnio długim życiu sporo ludzi wschodu (Rosjan, Ukraińców itd.) nie spotkałam żadnego szczęśliwego (jak ktoś mi takiego przedstawi, to ozłocę). Na pozór może się jakiś znajdzie, ale jak mu się dobrać do serca, to zaraz depresja i nieutulony ból istnienia. A jak już wypije odrobinę alkoholu i to z niego wyłazić zacznie, to dla mnie nie do wycierpienia. Zwłaszcza dotyczy to Ukraińców, a Gogol - mimo że wielki rosyjski klasyk - był Ukraińcem. Stykałam się czasem w ludźmi, którzy mieli świetne dochody w i poza Ukrainą i takich którzy żyli za 300 zł miesięcznie i KAŻDY miał duszę łkającą z nieutulonego bólu.

Jak to Gogol pisze w "Martwych duszach":

"Rosjo! Rosjo! Czemu daje się słyszeć i brzmi bezustannie w uszach twa smutna, ciągnąca się przez całą twą długość i szerokość pieśń? Co w niej jest w tej pieśni, co woła i łka i chwyta za serce? Rosjo! Czegoż ty chcesz ode mnie? Jakiż nieprzenikniony związek jest między nami?".

Przyznaję, że ładnie to ujął. Rosja jest skąpana w żalu, a ludzie wschodu są tego żalu nieodłączną częścią.

Tyle że moja dusza zawsze bezgranicznie szczęśliwa dusi się w tym odczuwaniu i zdycha obcując z nim jak zarzynany zwierz, a na wschodniej ziemi odżywa jedynie we wschodnich teatrach (moim zdaniem najlepszych na świecie, gdzie te głębiny smutku łączą się z talentem, żarem, sztuką). Odżywa też czasem w miejscach publicznych, gdzie ta wschodnia dusza w bezgranicznie smutnych ludziach rozkwita czasem w zbiorowe uprawianie sztuki. Publiczny płacz! Rzecz zresztą chyba typowa tylko dla ludzi wschodu (Afryka i Ameryka Środkowa czasem publicznie na ulicach wyśpiewuje szczęście; Rosjanie i Ukraińcy tylko smutek). Przyjdzie w Ukrainie jakiś wyjec dziesiątej kategorii (znaczy śpiewak) i zaśpiewa pieśń patriotyczną pod sklepem albo na ulicy, a 20 potężnych chłopów zacznie zaraz łkać na całe gardła (Polak ani Niemiec ani Francuz za Chiny ludowe by nie płakał głośno na ulicy słuchając wyjca, a tu mały zapalnik i wszyscy płaczą).

Zresztą nie ma co długo szukać. Teraz, dosłownie kilka dni temu Ukraińcy w 10 kilkometrowej kolejce na granicy polskiej swój ból czekania na odprawę przekuli na to, że kilkudziesięciu chłopów jak drwale zaczęło śpiewać pełną piersią pieśń ukraińską (swoją drogą efekt osiągnęli taki, że sama się rozpłakałam - utalentowane gady; cały naród utalentowany).

A tak na marginesie ciekawe, że o sytuacji na POLSKIEJ wschodniej granicy polskie media milczą jak groby i to w sezonie ogórkowym, a ukraińskie nadają bez przerwy, mimo że to w Polsce. Jak ktoś chce posłuchać, a zna ukraiński, to polecam, bo jak widzę takie czasy przyszły, że o polskich kwestiach trzeba dowiadywać się z Ukraińskich mediów; u nas cenzura.).

Wracając do książki.

Jest to taki gorzki poemat.

Napisany przepięknym językiem, przez autora gawędziarza, wdającego się w subtelny, uroczy romans z czytelnikiem (sposób prowadzenia narracji przypomina mi troszkę Dickensa, ale chyba Gogol ciut bardziej mnie pociąga...).

Tyle, że poemat ten jest taki gorzki...

Bohater przemierza przestrzenie rosyjskie, zatrzymuje się w niezidentyfikowanym mieście N, gdzie odwiedza po kolei wszystkich ludzi w poszukiwaniu dusz chłopów którzy umarli, ale za których do spisu rewizyjnego ich panowie muszą płacić podatki. Najpierw udaje się do najważniejszych (gubernator, prokurator, sędzia, policmajster itd.), potem stopniowo zaczyna odwiedzać mniej ważnych.

Gogol obwozi nas po domach rosyjskiej szlachty, w których okrywamy, że ich żywi mieszkańcy mają MARTWE DUSZE. Pozornie żywe ale martwe: pełne przywar, małości, zepsucia i upadku wartości.
Nie znalazłam tu ani jednej żywej duszy. Każdy uśmiercił się swoimi przywarami, grzechami, każdy lewo dyszy od swoich win i śmiertelnie boi się ich wykrycia.
Może najbardziej żywi są tu właśnie ci kupowani jako martwi?

Mamy zatem świetny obraz społeczeństwa.
A to wszystko rozgrywa się w otoczce zarośniętych, zaniedbanych, potwornie brudnych domów, gdzie jest tylko kurz, brud, zgnilizna i zaduch.

W dodatku znajdziemy opisy posiłków, od których robiło mi się niedobrze (Może dlatego, że całym sercem nie znoszę wschodniej kuchni i opisy te przywodziły mi na myśl znane mi wspomnienia moich biednych zatruć pokarmowych wschodnimi daniami).
W każdym razie książka mało apetyczna, a jedząc w czasie czytania szybko tego pożałowałam.

Z biegiem stron gęstnieje atmosfera, robi się duszna.

A pod koniec miła niespodzianka: wzrasta napięcie, pojawia się przyjemny dreszczyk emocji.
*[Chodzi mi o koniec "MD" taki jaki był przez wieki, końca dodanego teraz z II tomu niedokończonego nie uznaję, albowiem nie było to dzieło kompletne, autor nie chciał go opublikować, ponieważ nie spełniało jego oczekiwań, wiedział, ze mu nie wyszło i wydanie go szkodzi książce; dlatego to pomijam. Dla mnie "MD" są niedokończone i kończą się na wyjeździe Cziczikowa z miasta N].

REASUMUJĄC: Przepiękny pod katem formalnym, gorzki poemat o rosyjskim społeczeństwie. Pięknie poprowadzony: najpierw malowniczo, potem mamy dreszczyk emocji. Poruszający temat i cudna forma.
Tyle, że od tego żalu sama czuję się do dziś okropnie, a że tego nie lubię, to daję wrednie tyle gwiazdek ile daję, mimo że arcydzieło.

I jeszcze taka malutka dygresja: czytając książkę widzimy, jak państwo wydaje wojnę łapówkarstwu, które w uprawia KAŻDY bohater poematu. Państwo wydaje, wydaje i od XIX wieku nieustannie wydaje, a ono jak trawiło wschodnie urzędy tak trawi do dziś na skalę porównywalną może tylko z państwami afrykańskimi itd. Widać nie da się tego na wschodzie wyplenić.



Po tym wszystkim pozostaje w głowie pytanie: czy czytając "Martwe dusze" w pierwszej klasie liceum byłam ograniczona psychicznie, że nie odczułam, że to dramat i po prostu się śmiałam z niego do łez? Przecież człowiek kilkanaście lat już miał... Możliwe, że wówczas nie znałam ludzi wschodu, nie czytałam między wierszami tego, co obecnie odczuwam całą sobą. A możliwe, że wtedy po prostu do tej książki nie dorosłam. Bo mimo, że jest banalnie prosta w odbiorze, to należy ją prawidłowo odczuć.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Trzy godziny ciszy

Trzy godziny? Krótko czy długo? Ile rzeczy można zrobić w trakcie tych trzech godzin? A może by tak posiedzieć z drugą osobą w ciszy? Zaskakująca his...

zgłoś błąd zgłoś błąd