Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zemsta yakuzy. Mroczne kulisy japońskiego półświatka

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Seria: Bieguny
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
6,6 (77 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
3
8
15
7
22
6
20
5
7
4
1
3
6
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788377055342
liczba stron
432
słowa kluczowe
Japonia, przestępczość
język
polski
dodała
Aksamitt

Wciągająca, prawdziwa opowieść o mrocznej stronie dziennikarstwa i kulisach japońskiej przestępczości zorganizowanej, która pokazuje obraz japońskiej kultury, jakiego nikt nie zna. To intrygująca kronika przemiany młodego dziennikarza w doświadczonego reportera, za którego głowę yakuza wyznaczyła wysoką cenę. Jake Adelstein jest jedynym amerykańskim dziennikarzem śledczym, który poznał od...

Wciągająca, prawdziwa opowieść o mrocznej stronie dziennikarstwa i kulisach japońskiej przestępczości zorganizowanej, która pokazuje obraz japońskiej kultury, jakiego nikt nie zna. To intrygująca kronika przemiany młodego dziennikarza w doświadczonego reportera, za którego głowę yakuza wyznaczyła wysoką cenę. Jake Adelstein jest jedynym amerykańskim dziennikarzem śledczym, który poznał od środka hermetyczne biuro prasowe tokijskiej policji. Przez dwanaście lat pisał o mrocznej stronie Japonii: wyłudzeniach, morderstwach, handlu ludźmi, przekrętach podatkowych, korupcji oraz, oczywiście, o yakuzie. Kiedy jeden z jego artykułów wywołał skandal, który wstrząsnął tonącymi w blasku neonów ulicami Tokio, odbił się echem od lśniących korytarzy siedziby FBI, a nawet sprowokował groźby pod adresem autora i jego rodziny, Adelstein zszedł ze sceny. Jednak nie na długo – wrócił, aby walczyć.

 

źródło opisu: http://www.dwpwn.pl

źródło okładki: http://www.dwpwn.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 167
Gracjan Triglav | 2015-01-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 stycznia 2015

Książka została pierwotnie wydana na rynku anglojęzycznym pod tytułem „Tokio Vice. An American Reporter on the Police Beat in Japan”, polski czytelnik dostaje zaś od wydawcy „Zemstę yakuzy” i „Mroczne kulisy japońskiego półświatka”. O ile polski podtytuł ma sens, to przemianowywanie tytułu jest już zbyt dużą ingerencją. Dla Amerykanów pierwszy człon jest oczywistym odniesieniem do znanej im terminologii policyjnej: Tokyo Vice to tokijska obyczajówka. Można było pozostawić go w oryginale, dla Polaków śledzących z zapartym tchem serial Miami Vice też wszystko jest jasne. Police Beat to bezpośrednia relacja, interakcja funkcjonariusza policji ze środowiskiem, po prostu praca operacyjna mająca na celu pozyskiwanie informacji, służąca rozpracowywaniu działań przestępczych. Nurzanie się w środowisku przestępczym, rozmowy z ofiarami – itd.

Książkę czyta się świetnie, została napisana bardzo brawurowo – tak pod kątem języka jak i zawartych w niej informacji, pochłania się ją ze sporą przyjemnością, duża w tym zasługa tłumacza – Jacka Żuławnika (a tłumacz przy tym tekście miał trochę roboty – co trzeba sobie szczerze powiedzieć i oddać zasłużony hołd).
Ilość potocyzmów, i świadomość tego że gry słowne, przysłowia, wulgaryzmy i przekleństwa mają w angielskim zupełnie inny kod myślowy, zmusza tłumacza nie tyle do translacji, co spolszczania tekstu. Nie tylko dialogi pełne są kolokwializmów, sam autor rezygnuje z oficjalnego tonu i mówi do nas wprost, tak jak by siedział obok przy stoliku i pił swoją kawę. Zachowanie tu równowagi, jasności tekstu – wymaga od przekładającej osoby sporego wyczucia. Ogólnie jest dobrze. Wydaje mi się jednak że przy takiej pracy wkraść się musiały błędy, mowa jest np. na stronie 90 o „zepsutych zębach” nastoletnich gwiazdek popkultury – tymczasem każdy kto trochę poczytał o realiach współczesnej Japonii wie że chodzi o tzw. yaeba – tj. zęby krzywe, które uchodzą tam za kawaii (słodkie i śliczniusie). Taka moda. Drugi błąd to niekonsekwencja tłumacza, podczas opisywania epizodu pewnej kobiety spod Warszawy raz mowa jest o wykradzeniu dowodu, raz o odzyskaniu go innym sposobem od oprawców. Trzeba by dysponować oryginałem tekstu by określić czy dał ciała autor, czy tłumacz. Korektorowi umknął zaimek zwrotny „się” w jednym miejscu, i poza tym błędów w tekście nie ma. Porządna interpunkcja. Wszystko zapięte na ostatni guzik.

Zbrodnie i patologie w japońskim społeczeństwie się ze sobą splatają, przenikają i uzupełniają – autor wyraźnie to zaznacza. Dla osób wierzących w stereotypowy obraz Japonii, jako kraju bez przestępczości, książka może być zaskoczeniem. To tekst o zbrodni, ale też biograficzna opowieść o pierwszych krokach w nowych realiach dorosłego, zawodowego życia, co więcej realiach zdecydowanie obcych dla białego człowieka z Zachodu. Amerykanin mówi o swoich wczesnych doświadczeniach w pracy reporterskiej, jaką rozpoczął jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, powoli przesuwając się ku czasom bardziej nam współczesnym, odnotowuje co ciekawsze anegdoty i znaczące wydarzenia. Tekst jest ciekawie skonstruowany, sposób pisania autora też ma swój urok – należy zaznaczyć że omijając opisy, a skupiając się na akcji i skojarzeniach, nadaje swoim wspomnieniom tempo dzięki któremu jest dla czytelnika zwyczajnie atrakcyjny. Zazwyczaj ludzi nużą opisy wymagające abstrakcyjnego myślenia o różnych płaszczyznach i większej imaginacji – autor tego świadomie uniknął. Włożył w swoje reporterskie dociekania sporo pieniędzy i zaangażował się bez reszty kosztem życia prywatnego. W zasadzie przez wszystkie te lata żył głównie pracą. Taka postawa budzi tak jednocześnie i współczucie i szacunek, choć jak wiadomo, praca gazetowego reportera zmusza do trudnych kompromisów, przemilczeń, skupiania się na ciągłym poszukiwaniu atrakcyjnych treści, Niestety – nic nie jest czarne bądź białe, wszyscy jesteśmy skąpani szarościach. Reporter zrobił wiele dobrego dzięki konsekwentnemu zaangażowaniu w ujawnianiu prawdy o patologii i wspieraniu tych którzy jego pomocy potrzebowali. Na jego barkach spoczęło potworne brzemię, i podziwiam go za to że dał radę je udźwignąć, to wymaga ogromnej odwagi i determinacji. Nie jest łatwo mówić prawdę i żyć w ciągłym zagrożeniu. Książka w pełni wykonuje swoje zadanie – zwraca uwagę na problemy społeczne, w tym przypadku lokalne problemy Japonii, które stają się też nieoczekiwanie naszymi problemami, bowiem żyjąc w Erze Cyfrowej, w czasach realnej globalizacji – stykamy się z nimi nie ruszając tyłka z własnego miasta, np. poprzez problem Polek zmuszanych do prostytucji w tamtejszych przybytkach uciech wszelakich, narkobiznes i jego finansowe powiązania, czy nielegalną pornografię. Mocne czytadło które ma za zadania budzić sumienia i dekonstruować bandyckie procedery. Niekiedy to o czym pisze autor wydaje się przesadzone, i nieco filmowe – ale jeśli ktoś opanował znaki kanji, dwa japońskie systemy znaków i jeszcze do tego potrafi komunikować się płynnie w tym trudnym języku, to trzeba brać to co mówi za dobrą monetę.

Wszystko byłoby świetnie gdyby nie słowa odnośnie informatorów: „Zmieniłem imiona, nazwiska, pseudonimy, narodowości, cechy charakterystyczne i inne rzeczy. Sprowadzałem z tropu i przesłaniam prawdziwy obraz niektórych zdarzeń, starając się zachować równowagę miedzy prawdą a fikcją”. Cholernie mi się to nie podoba. Może w takim razie trzeba było przemilczeć istnienie informatora, nie wnikać w źródło, a skupić się na samej informacji? Jeśli to zmieniono, to co jeszcze? Zmiana imion i nazwisk to standard, ale dalsze ingerencje podważają sens pisania takiej „literatury faktu”. Reporterzy potrafią przekręcać zdarzenia i scalać z kilku bohaterów jednego. Ja czuję się wtedy jako czytelnik oszukany. I po lekturze takiego wyznania zastanawiam się co z tego było prawda? Jak daleko posunął się autor?

Anglosasi mogli czytać te książkę już w 2009, nam przyszło zaczekać do 2014. W 2015 roku książka ma zostać zekranizowana, a w role Jake’a Adelsteina wcielał się będzie Daniel Radcliffe (znany z tytułowej roli w filmach o Harrym Potterze).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Lato nad jeziorem

Trójka przyjaciół spędza lato nad włoskim jeziorem. Brzmi tandetnie i przewidywalnie, prawda? Ale jeśli dodamy, że na tę trójkę składa się starsza pan...

zgłoś błąd zgłoś błąd