Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pacjentka z sali numer 7

Tłumaczenie: Agnieszka Podolska
Wydawnictwo: Amber
7,12 (427 ocen i 81 opinii) Zobacz oceny
10
40
9
35
8
96
7
115
6
90
5
25
4
16
3
6
2
2
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324149711
liczba stron
304
słowa kluczowe
szpital, samotność, lekarz, pacjent
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodał
Ophelia

Nie cierpię zaczynać dnia od próby samobójczej. Tak zaczyna się Pacjentka z sali numer 7 – powieść młodego francuskiego lekarza, zainspirowana jego blogiem „Alors voilà: dziennik pojednania leczonych i leczących”. A kończy się słowami: Z życiem nigdy nie ma problemu. Toczy się. By czynić cuda z najdrobniejszej rzeczy. Toczy się. Szpital. Oddział Ratunkowy. Młody lekarz opowiada swoje 7 dni i...

Nie cierpię zaczynać dnia od próby samobójczej.

Tak zaczyna się Pacjentka z sali numer 7 – powieść młodego francuskiego lekarza, zainspirowana jego blogiem „Alors voilà: dziennik pojednania leczonych i leczących”. A kończy się słowami: Z życiem nigdy nie ma problemu. Toczy się. By czynić cuda z najdrobniejszej rzeczy. Toczy się.

Szpital. Oddział Ratunkowy. Młody lekarz opowiada swoje 7 dni i 1 noc.

Przechadzam się, śpiewam o tym, co widzę: o tyglu, gdzie ludzie cierpią, śmieją się, zmieniają. I o innych, pochylonych nad tym wszystkim, którzy się z tym zmagają lepiej lub gorzej. Jest miłość, złość, śmiech, strach, nadzieja. Pośrodku Ludzie. Z historiami do opowiedzenia: o Życiu.

Narrator spotyka pacjentów z najcięższymi chorobami, ale i z wyimaginowanymi przypadłościami. Dla każdego ma opowieść wyjętą z życia innego pacjenta. Opowieść, która ma pocieszyć, nieraz rozśmieszyć, dać nadzieję i siłę do walki o życie. Jego proste, mądre zdania zapadają w serce jak budujące aforyzmy.

Niewiele w życiu mam, ale mam opowieści. Spotykam ludzi w łóżkach albo na wózkach inwalidzkich, istnienia, które stawiają pytania mojemu człowieczeństwu. Nie jestem egoistą: tymi pytaniami dzielę się z innymi pacjentami. Tymi pytaniami splatam wątki ludzkich losów...

Kilka razy dziennie biegnie na Oddział Opieki Paliatywnej. Tam w sali numer 7 pięćdziesięciokilkuletnia kobieta czeka na syna. Jej dni są policzone. Lekarz za wszelką cenę usiłuje swoimi opowieściami utrzymać ją przy życiu. Między nimi rodzi się niezwykła więź.

Będę mówić tak długo, aż samoloty odlecą, aż jej syn wróci. Pacjentka będzie mnie słuchać. Dopóki słucha, żyje. Opowiadajmy, opowiadajmy. Przedłużajmy życie historiami życia innych. Życia tych, którzy leżą, i tych, którzy ich podnoszą.



Baptiste Beaulieu prześwietla szpital ze wszystkich stron. Z lekkością i humorem ukazuje despotycznych szefów, pielęgniarki o wielkich sercach, lekarzy popełniających gafy i błędy, niekończące się konsultacje i niewiarygodne spotkania z pacjentami.

Nasz zawód to przede wszystkim kolejne, wzbogacające nas spotkania. Spotykamy ludzi. Chore ciała, to prawda. Ale też osobowości. Codziennie wieczorem staram się robić spis ludzi, którzy mnie poruszyli. Jestem jak skąpiec liczący monety, albo jubiler polerujący swoje perły. Kolekcjonuję ludzi w głowie. Próbuję w wielości twarzy uchwycić istotę jedności. Czasami zdarza się, że wszystko zlewa się w jeden bezkształtny wir ust, nosów, czół, ran, chorób, uśmiechów i jasnych spojrzeń. Wszystko się ze sobą miesza i twarze mi umykają. Nic nie szkodzi: wszystko jest jednym.

Z opowieści o życiu łączących tragizm i komizm, pełnych szacunku, współczucia i czułości dla człowieka, Baptiste Beaulieu buduje cały teatr ludzkiej komedii i ludziom najbardziej poniżonym przez chorobę oddaje godność i człowieczeństwo.

Wobec tej książki nie można przejść obojętnie. Jej głęboko humanitarne przesłanie to ważny głos na temat stosunku leczących do leczonych, samotności, poniżenia i bezradności pacjenta, znieczulicy i niekompetencji lekarzy. Głos, który mówi, że może i musi być inaczej.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Amber, 2014

źródło okładki: http://wydawnictwoamber.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1178
Puchatka | 2016-02-19
Na półkach: 2016
Przeczytana: 02 lutego 2016

Autorem i równocześnie głównym bohaterem "Pacjentki z sali numer 7" jest bardzo młody lekarz, który opisuje swoją codzienną walkę ze śmiercią. Opowiada o ludziach, których przyszło mu leczyć, o wszystkich tych małych tragediach i wielkich radościach - o codzienności w szpitalu.

Poznajemy sporo tych małych i wielkich dramatów, do których jednak bohater stara się podejść w humorystyczny sposób. Zaznacza, że musi sobie jakoś radzić z bliskością śmierci, każdy musi. Opowiada o chorobie, bólu, stracie z niewielką nutką rozbawienia, starając się w tym, co przykre, znaleźć chociaż odrobinę normalności. O czynnościach często obrzydliwych on (i jego współpracownicy) mówią z lekkością, która zwykłemu śmiertelnikowi wydaje się niepojęta. Książka może drażnić i oburzać, ale to jej jedna z jej wielkich zalet.

Jak leczyć, by nie zwariować? Bohater nadaje swoim pacjentom przezwiska - często pieszczotliwe, czasem dobitne. Wymyśla historie ich życia, nadając im (jako ludziom) szczególne znaczenie. Wyjątkowym przypadkiem jest Kobieta-Ognisty Ptak, do której przywiązuje się emocjonalnie - mimo świadomości bólu, który pojawi się po jej utracie. Kobieta-Ognisty Ptak umiera na raka, a jej dni są policzone. Jak umilić te chwile oczekiwania na nieuniknione? Jak utrzymać przy życiu kogoś, kto pragnie pożegnać się z rodziną przed śmiercią (kobieta wyczekuje syna, który utknął na lotnisku)? Opowiedzieć prawdziwe historie o pracy w szpitalu, które dają radość i nadzieję.

"Pacjenta..." to taka powieść, która pozwala pacjentowi na oswojenie się ze szpitalnymi klimatami. To próba pojednania leczących z leczonymi, ukazując tych pierwszych jako ludzi z krwi i kości, którym nie jest obojętne życie drugiego człowieka, którzy kochają to, co robią i starają się pracować jak najlepiej (nikt nie lubi tracić pacjenta). To taka treść, która wzrusza, śmieszy, ale i drażni, zmuszając do myślenia.

Zaczęło się od okładki, która przyciągnęła prostotą, jednak niewiele mówiąc mi o środku. Zaczęłam, bo wstęp przekonał mnie o humorze, z jakim autor podszedł do tematu, chociaż ten nie należy do lekkich i przyjemnych. Skończyłam z wypiekami na twarzy i szklistym spojrzeniem, zastanawiając się nad chorobą, śmiercią i nad ludźmi, którzy stykają się z nieszczęściem każdego dnia. Treść potraktowałam osobiście, bo przecież każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu ma do czynienia z umieraniem.

Czytaj więcej: http://matkapuchatka.blogspot.com/2016/02/zaufac-modemu-lekarzowi.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Luis Barnavelt i zegar czarnoksiężnika

Jako że trzydziestka powoli zaczyna się do mnie zbliżać, a więc wchodzę już w wiek, w którym pewnych rzeczy nie wypada, postanowiłam ostatni raz powró...

zgłoś błąd zgłoś błąd