Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Im szybciej idę, tym jestem mniejsza

Tłumaczenie: Katarzyna Tunkiel
Seria: Gorzka Czekolada
Wydawnictwo: Media Rodzina
6,28 (163 ocen i 30 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
3
8
24
7
30
6
61
5
25
4
5
3
6
2
2
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788372789303
liczba stron
136
język
polski
dodała
Ag2S

Mathea Martinsen nie ma zbyt wiele do czynienia z innymi ludźmi. Ale wie, że bardzo się od nich różni. Teraz w starczym wieku doznaje wielkiego zmartwienia: boi się, że umrze a nikt tego nie zauważy. Boleśnie odczuwa to, co jest udziałem każdego starego człowieka: że dla świata jest niewidzialna. Staruszek nikt nie zauważa. Czy rzeczywiście pewnego dnia zniknie tak całkowicie, że nikt nie...

Mathea Martinsen nie ma zbyt wiele do czynienia z innymi ludźmi. Ale wie, że bardzo się od nich różni. Teraz w starczym wieku doznaje wielkiego zmartwienia: boi się, że umrze a nikt tego nie zauważy. Boleśnie odczuwa to, co jest udziałem każdego starego człowieka: że dla świata jest niewidzialna. Staruszek nikt nie zauważa. Czy rzeczywiście pewnego dnia zniknie tak całkowicie, że nikt nie zauważy jej odejścia? Mathea podejmuje zatem szereg (z lekka dziwacznych) czynności, które mają sprawić, że zostanie dostrzeżona.
Książka jest ciepłą, trochę ironiczną wariacją na temat "życia całą pełnią".

 

źródło opisu: Wydawnictwo Media Rodzina, 2014

źródło okładki: http://mediarodzina.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
mantra książek: 2402

Amelia 50 lat później

Nie wiedzieć czemu, podczas czytania „Im szybciej idę, tym jestem mniejsza” ciągle miałam skojarzenia filmowe. Przede wszystkim jest to książka nieco surrealistyczna, szczęśliwie nie w stylu „Mullholand Drive” czy „Jak we śnie” (oglądanie tych filmów na krótko przed snem dało mi niezapomniane wrażenia). Główna bohaterka, Mathea Martinsen od razu skojarzyła mi się z „Amelią”.

Narratorka powieści to starsza kobieta, która boryka się z własną samotnością i perspektywą zbliżającej się śmierci. Chociaż całe dotychczasowe życie spędziła w domu, unikając kontaktów z innymi ludźmi (nie licząc męża), postanawia coś po sobie zostawić, być zauważoną. Choć bohaterka nie używa słowa „samotność” – jest ona w jej życiu wszechobecna.

Stoję właśnie i słucham sygnału w telefonie – przypomina mi psalm, którego uczyłam się w szkole podstawowej – kiedy rozlega się dzwonek do drzwi. Z początku uderza mnie myśl, że to Epsilon, ale wiem, że to nie on. Stoję zupełnie cicho, dzwoni jeszcze raz. Odkładam słuchawkę i pochylam się do wizjera. To nie Epsilon (…).

Jej próby nawiązania kontaktu ze światem zewnętrznym utrudnia nieśmiałość (powiedziałabym nawet – fobia społeczna), jednak Mathea podejmuje je z wdziękiem i zaskakującą pomysłowością i humorem.

Epsilon, mąż Mathei, to pracownik centralnego urzędu statystycznego, zafascynowany swoim zawodem. Jest też jedną z niewielu osób, z którymi bohaterka nawiązała w swoim dorosłym życiu bliską relację. Być może, w oczach bohaterki, jest jedyną osobą,...

Nie wiedzieć czemu, podczas czytania „Im szybciej idę, tym jestem mniejsza” ciągle miałam skojarzenia filmowe. Przede wszystkim jest to książka nieco surrealistyczna, szczęśliwie nie w stylu „Mullholand Drive” czy „Jak we śnie” (oglądanie tych filmów na krótko przed snem dało mi niezapomniane wrażenia). Główna bohaterka, Mathea Martinsen od razu skojarzyła mi się z „Amelią”.

Narratorka powieści to starsza kobieta, która boryka się z własną samotnością i perspektywą zbliżającej się śmierci. Chociaż całe dotychczasowe życie spędziła w domu, unikając kontaktów z innymi ludźmi (nie licząc męża), postanawia coś po sobie zostawić, być zauważoną. Choć bohaterka nie używa słowa „samotność” – jest ona w jej życiu wszechobecna.

Stoję właśnie i słucham sygnału w telefonie – przypomina mi psalm, którego uczyłam się w szkole podstawowej – kiedy rozlega się dzwonek do drzwi. Z początku uderza mnie myśl, że to Epsilon, ale wiem, że to nie on. Stoję zupełnie cicho, dzwoni jeszcze raz. Odkładam słuchawkę i pochylam się do wizjera. To nie Epsilon (…).

Jej próby nawiązania kontaktu ze światem zewnętrznym utrudnia nieśmiałość (powiedziałabym nawet – fobia społeczna), jednak Mathea podejmuje je z wdziękiem i zaskakującą pomysłowością i humorem.

Epsilon, mąż Mathei, to pracownik centralnego urzędu statystycznego, zafascynowany swoim zawodem. Jest też jedną z niewielu osób, z którymi bohaterka nawiązała w swoim dorosłym życiu bliską relację. Być może, w oczach bohaterki, jest jedyną osobą, która ją dostrzega. Niestety śmierć męża pozbawia ją tej ważnej więzi.

To nie jest książka, w której od razu wiadomo o co chodzi. Zaintrygował mnie też sposób, w jaki na kartach książki przedstawione zostało życie głównej bohaterki i jej męża – kolejne kamienie milowe ich związku, chwile trudne i te przyjemne. Związane z bliskością i z izolacją.

Mathea urzeka mnie dziewczęcością, czarnym humorem i wolą życia – by nie pozostać zapomnianą, ale zapaść w pamięci innych. By chociaż trochę mniej czuć się samotną:

Nie lubię już w nocy leżeć na plecach, czuję się jak trup, zwłaszcza gdy leżę ze złączonymi nogami – a robię tak prawie zawsze – i ze złożonymi rękami. Uczucie, że leżysz w trumnie, jest bardzo nieprzyjemne, więc teraz kładę się głównie na brzuchu z nogami wywiniętymi w górę, mam elastyczne biodra.

Raz po raz zasypiam, a wtedy budzę się na dźwięk telefonu. Nie śmiem go odebrać, jednak Epsilon mówi, że muszę, bo co jeśli to coś ważnego. Ale to tylko sen.

Kjersti Annesdatter Skomsvold zadebiutowała książką niezwykle dojrzałą, a jednocześnie dowcipną. To jedna z takich książek, które czyta się kilka razy i za każdym razem znajduje się dla siebie coś innego albo… zostawia się ją, zdumiewając absurdalnością narracji. Na pewno jednak nie jest to książka nijaka.

Anna Kaczmarczyk

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (680)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 854
Joanna | 2016-01-26
Na półkach: Przeczytane, Skandynawia, 2016
Przeczytana: 25 stycznia 2016

Powieść kojarzy mi się z rzeczywistością sporej grupy społecznej w podeszłym wieku żyjącej w wielkomiejskiej aglomeracji a jednak całkowicie izolującej się społecznie.
Mathea Martinsen przez całe swoje życie mieszka wraz z mężem w mieszkaniu osiedlowym w Oslo, w bezsenne noce spogląda w okna innych mieszkańców zastanawiając się jak przebiega ich życie. Oboje z mężem nigdy nie utrzymywali towarzyskich kontaktów z innymi znajomymi, poza jedną zapowiedzianą, ale jednak niedoszłą do skutku wizytą dalekiego krewnego.
Dramatyczne wydarzenie, o którym mowa pod koniec książki uzmysławia Mathei bezmiar samotności w jakiej żyje, postanawia zmienić styl życia.
Książka o potrzebie kontaktów społecznych, komunikowaniu się z ludźmi, czasem kosztem pokonywania wielu barier fizycznych, czy też cech charakteru wynikających z osamotnienia i podeszłego wieku, braku sił witalnych, zaburzeń pamięci, nieśmiałości czy lęku.
Nie darzyłam sympatią głównej bohaterki, przeszkadzał mi jej egoizm, ...

książek: 4091
Wkp | 2015-09-18

IM MNIEJ STRON, TYM KSIĄŻKA WIĘKSZA

Mathea Martinsen nie jest już młoda. Większość życia ma za sobą, jedną nogą jest już niemal w grobie, ale przeraża ją to, że może zostać zapomniana. Że kiedy umrze, nikt nawet nie zwróci na to uwagi. Zawsze była domatorką, zawsze też stroniła od ludzi, teraz chce zrobić coś, co pozwoli jej pozostać w pamięci tych, którzy zostaną. A zarazem coś, co pomoże oswoić jej się z samą śmiercią. Bo przecież memento mori to coś, co być może da się wyleczyć. I przecież każdy jest wyjątkowy, każdy ma inne DNA, i nawet jeśli czasem dopada cię depresja, bo to oznacza zarazem, że każdy Chińczyk także jest wyjątkowy, to mimo wszystko jest w czym szukać pociechy…

I tą pociechę, choć mocno podszytą goryczą i depresyjnym nastrojem, niesie, tak sobie jak i czytelnikom, przeurocza bohaterka tej książki. Kobieta naiwna, nieprzystosowana społecznie, ale kobieta, której nie sposób nie polubić. Jej starania o bycie zapamiętaną są infantylne, jej próby przyciągnięcia...

książek: 1202
Elwira | 2014-05-03
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 03 maja 2014

Ta książka to idealna pozycja do serii "Gorzka czekolada". Przeplata w sobie słodko-gorzkie przemyślenia krańca egzystencji. Jest z pozoru zwyczajnym prześledzeniem myśli kobiety u schyłku życia, która chciałaby uchronic się od zapomnienia.

Mathea chciałaby byc unikatowa, ale zdaje sobie sprawę, że "każdy Chińczyk też jest unikalny". Śledzimy szereg czynności, które podejmuje Mathea, na co dzień stroniąca od ludzi i aktywności.

Mnie swoją biernością zachwyciła i sprawiła, że nie pójdzie w mojej pamięci w zapomnienie. Tę książkę czyta się z rozczuleniem, które towarzyszy nam na widok uśmiechniętej staruszki w tramwaju czy siedzącej na ławce, przy stawie, karmiącą kaczki.
Nie wiem jak Wy, ale ja takich nie zapominam, i o Mathei i twórczości Kjersti tak łatwo nie zapomnę i chętnie sięgnę po kolejną jej pozycję, która zostanie przetłumaczona na język polski.

książek: 399
mlle_pamplemousse | 2014-06-07
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2014

"Im szybciej idę, tym jestem mniejsza" to opowieść subtelna i efemeryczna tak, że jej wymowa z łatwością umknąć może, co mniej uważnemu odbiorcy z trudnościami w skupieniu. Gorąco polecam powieść Skomsvold dla jej doskonałego wyczucia groteski, niejednoznaczności oraz wszystkich tych drobiazgów, które ujęte tak celnie w jednym życiu socjopatycznej staruszki, pozwalają nam się z nim identyfikować.

książek: 219
Kasia | 2014-05-10
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Jak przygotować się do śmierci, jeśli nie było się przygotowanym do życia? Z tym problemem musi sobie poradzić Mathea Martinsen, bohaterka Im szybciej idę, tym jestem mniejsza autorstwa Kjersti Annesdatter Skomsvold.

Narratorką i jednocześnie bohaterką powieści jest starsza kobieta, która niemal całe życie spędziła w mieszkaniu. Jest samotną wdową, która u schyłku życia postanawia zaistnieć w czyjejś świadomości. Autorka wykreowała ciekawą postać – potrzebującą towarzystwa i jednocześnie z niego rezygnującą. Mathea podejmuje różne działania, aby zostawić w kimś swój ślad, zanim odejdzie. Są to czynności często absurdalne (telefonowanie do biura numerów, aby zapytać o własny numer), czasem desperackie (nawiązanie znajomości z fanem bananów).

Skomsvold z niezwykłą spostrzegawczością kreśli samotność jakiej poddaje się Mathea oraz tę, która jest konsekwencją wcześniejszych wyborów bohaterki. Otóż, kobieta od początku wybierała samotność. Od początku była niewidzialna dla innych....

książek: 407
jolasia | 2016-03-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Urzekająco smutna książeczka. Dowcipna. Wzruszająca. O starszej pani, która od zawsze cierpi na brak kontaktu ze światem, a raczej na brak potrzeby kontaktu ze światem. Temat starości, przemijania, pogodzenia z nieuchronności śmierci łączy się zgrabnie tu z problemem lęku przed życiem, czy jak by to być może nazwał dyplomowany psychiatra, agorafobii, oraz niedostosowania do wzorców społecznych. Bohaterka, Mathea, radzi sobie w swoim ciasnym świecie jak tylko umie, z całych sił. I my kibicujemy jej z całego serca. Na jak długo jednak tych sił jej wystarczy? Kto przeczyta ten się dowie. Minus? Autorka gra cały czas na jednej strunie, dlatego opowieść momentami wydaje się nieco monotonna. Rekompensuje to jednak cudowna bohaterka, której nie sposób nie lubić. W czasie czytania przypomniał mi się norweski film "Elling", tematyka podobna i podobna słodko-gorzka tonacja opowieści. Klimaty, które bardzo lubię.

książek: 262
madefo | 2014-06-02
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Dziwna i ciekawa historia. Niewiarygodnie smutna, ale równocześnie zabawna. Bohaterowie, czy raczej bohaterka żyje w świecie, który napawa ją strachem a jednocześnie pociąga i kusi. Opowiada strona po stronie o swoim przewodniku po tym świecie, swoim mężu i przyjacielu, którego pewnego dnia zabrakło. Opowiada po swojemu, scenami z życia, powoli i niekoniecznie po kolei. I stara się trwać, choć nowe życie jest tak trudne do zniesienia.
Mała książeczka z dużą historią. Do przeczytania.

książek: 371
Lena | 2014-06-12
Na półkach: Przeczytane

Nie wiem dlaczego, ale nie urzekła mnie ta historia. Może dlatego, że historia opowiedziana jest moim zdaniem chaotycznie. Nie bardzo wiedziałam co, kiedy się działo. Wątki teraźniejsze przeplatane nieustannie wątkami z przeszłości. Trochę się pogubiłam czytając historię starszej pani.
Troszke się zawiodłam, bo po recenjach liczyłam na coś więcej.

książek: 510
buziaczek197 | 2016-07-12
Przeczytana: lipiec 2016

Opowieść o starszej Pani, która boryka się ze samotnością. Nigdy nie chciała wychodzić z domu i cały czas rozmyśla o śmierci. Niestety ta historia nie do końca mnie porwała, ale nie należy do najgorszych. Jest napisana fajnym językiem. Zawsze robi na drutach czy to swetry, czapki, ale najwięcej opasek i to w całej palecie barw. Na własnej skórze przekonuje się, że społeczeństwo nie dostrzega ludzi starszych. Jestem opiekunem osób starszych, ale czy tak jest to końca. Ja zauważam i to zawsze dla mnie nie ma starych ludzi są zawsze dojrzali. Uwielbiam ich za wspomnienia i za to, że pomimo chorób są sobą. Tutaj niestety mam jedno pytanie? Jak mamy dostrzec główną bohaterkę? Przecież sama się chowa za płaszczem samotności. Widać, że nie chce być zauważona chociaż twierdzi inaczej ...

książek: 374
Sosenka | 2014-06-23
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 23 czerwca 2014

Po chwilowej przerwie nadszedł czas na kolejną powieść z serii "Gorzka czekolada". Ta seria jest jedną z najlepszych jakie do tej pory wydano, co powtarzam przy okazji każdej książki z tego cyklu, bo też i każda kolejna jest coraz lepsza. Podoba mi się w niej przede wszystkim to, że zawsze wiem z góry, że każdy tytuł jest udany i ciekawy, a ich gatunki różnią się. W jej skład wchodzą zarówno kryminały, thrillery, jak i powieści filozoficzne, romantyczne i inne.
Tym razem była to powieść norweskiej pisarki, o lekko filozoficznym zabarwieniu, mówiąca o ważnym temacie w dzisiejszym społeczeństwie, czyli starości. To wiek, w którym ludzie niestety coraz częściej stają się jedynie zbędnymi balastami, potrzebują opieki i zainteresowania, a to z kolei kojarzy się z wydatkami i czasem jaki trzeba wygospodarować na choćby krótkie spotkania. Chociaż powinna być czasem odpoczynku i cieszenia się codziennością, starość często odbierana jest jako trudny okres życia, w którym trzeba...

zobacz kolejne z 670 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
zgłoś błąd zgłoś błąd