Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Cykl: Pomnik Cesarzowej Achai (tom 5)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,6 (1144 ocen i 102 opinie) Zobacz oceny
10
125
9
169
8
339
7
289
6
141
5
48
4
16
3
11
2
3
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379641635
liczba stron
996
język
polski
dodał
aspolski

„Pomnik cesarzowej jest potężny i wzbudza strach.”
Nadszedł czas silnych kobiet i równoległych światów.
Oto zakończenie epickiej opowieści, na które czekali wszyscy.
Kto ma zginąć – zginie.
Kto przeżyć – być może przeżyje.

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl/

źródło okładki: http://katedra.nast.pl/ksiazka/14582/Pomnik-Cesarz...»

Brak materiałów.
książek: 16
Telamon | 2017-01-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 stycznia 2017

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Po przeczytaniu całej serii niestety muszę stwierdzić, że "Pomnik Cesarzowej Achai" jest pozycją przeciętną nawet jeżeli miałbym porównywać tą powieść ze wcześniejszą "Achają". Człowiek nie zyskuje wiele - może z wyjątkiem odcisków na palcach po przewertowaniu 4000 stron.

Książka o ekscesach alkoholika, erotomana i pedofila Tomaszewskiego (i kilku pobocznych postaciach) niestety nie porywa. Krótko:

1. Postacie.

Przedstawieni bohaterowie (Tomaszewski, Kai, Shen, Rant, dwie szeregowe wojsk imperium) nie zaskakują, pociągają gdyż są pozbawione głębi. Jednowymiarowość postaci razi gdy weźmiemy pod uwagę grubość tomów. Ujmę to tak - nasi herosi są zbudowani wokół jednej, względnie dwóch dominujących cech charakteru jakie napędzają ich do dalszych działań. Zostają one przedstawione czytelnikowi w już gotowej formie, a wydarzenia jakie przeżywają wpływają na nie raczej w małym stopniu. Nasi herosi nie rodzą się blasku ognia i szczęku żelaza jak Achaja, na której każda przygoda pozostawiała trwały ślad na psychice i ciele lecz najwyżej odnotowują to w swoim kajeciku i idą dalej przez życie.

Jeżeli jakieś rysy na psychice widać jeszcze u Shen po przeżyciach z Lasu oraz Magazynu lub u Tomaszewskiego po zastrzeleniu chłopaka na polance czy też ewakuacji górskiej twierdzy po reszcie przykre doświadczenia spływają jak woda po przysłowiowej kaczce. Nawet taki Tomaszewski targany emocjami w czasie bitwy o Tor Awachen, zgrozą sytuacji, pijący aby zapomnieć w chwili konfrontacji z wrogiem nie odwołuje się do tego traumatycznego epizodu.

Bohaterowie w czepku urodzeni są. Nieważne czego by doświadczyli zawsze odnoszą sukces niskim kosztem lub bez strat. W ich przypadku historia może potoczyć się tylko lepiej, wszystko z czym się zetkną może przynieść tylko korzyść, a z najgorszej opresji uratuje zostaną wyratowani nie ponosząc przykrych konsekwencji. Śledzenie ich losów zatem w dłuższej perspektywie staje się nużące bo ile można czytać o agencie działającym w centrum wrogiego kraju i uchodzącym kolejnym wrażym strażnikom, potrafiącym się wyłgać z każdej opresji, a w przypadku dekonspiracji mogącymi liczyć na ratunek w ostatniej chwili? Człowiek przestaje zwracać na nich uwagę ciesząc się tymi epizodycznymi jak dwójka polskich alpinistów (skutecznie przełamywali monotonie), kolorowi Tatarzy czy Lewandowski & Hen (których losy były dla mnie największą ciekawostką z racji ich nieprzewidywalności). Niektóre postacie drugoplanowe w sprzyjających okolicznościach również potrafiły się obronić (dziewczyny-żołnierze jak Nuk czy Szarni, Kadir, Ai, Inna).

2. Płytkość postaci kobiecych, a raczej naiwność w poczynaniach i przemyśleniach. Brak większej ilości dojrzałych kobiet jak Wyszyńska czy Ai, z charakterem, nie "piszczącymi" podczas strzelania. Z przemyśleniami z jakimi mogłyby się z nami, czytelnikami, podzielić. Naiwne sytuacje z jakich wychodzą obronną ręką (dominuje Kai) śmieszą, kobiety nie potrafią skutecznie oprzeć się mężczyzną. Zwłaszcza Polakom. Obcy przyjechali do ich krainy, panoszą się, przejmują kraj, a te nie robią nic sprawiając wrażenie jakby czekały tylko na tulenie i możliwość wypłakania swych nieszczęść / otrzymanie drogich podarków.

3. Polacy. Aaach tak, nasi dobrzy kolonizatorzy. Ba, nawet starszy brat obejmujący czule swą Imperialną siostrzyczkę. Przynoszą ze sobą dobrobyt, szczęście, jak do czegoś przymuszają Imperialnych robią to dla "wspólnego dobra". Nie ma wyzysku, Askarisi (czyt. wojska imperium na żołdzie polskim) bez oporów służą nowym Panom. Taki wręcz wzorowy, niespotykany cywilizowany podbój przez uśmiechających się Panów.

Cywilizacji mającej 1000 lat, będącej następstwem jeszcze starszych tworów politycznych. Z równie starymi królestwami w regionie. Z E R O dumy, poczucia odrębności i godności, ksenofobii. Przypływają dobrzy obcy, my ich akceptujemy, przyjmujemy bez wahania zwyczaje. Niebywałe patrząc na przykłady z naszej historii (Chiny, Państwo Zulusów, plemiona indiańskie, Indie). Przy czym rozwój gospodarczy napędzają sami obcy (kolej, nafta), a tubylcy nie są wstanie nic skopiować lub chociażby spróbować coś tutaj zrobić. Bez jaj, gdy admirał Perry ze swymi czarnymi okrętami przybył do Japonii ta była bardziej zacofana ale mimo to potrafiła podjąć jakieś działania aby w kilkadziesiąt lat później stać się regionalnym mocarstwem mogącym rozmawiać z innymi państwami na równym poziomie, a nawet je bić w polu (wojna Japońsko-Rosyjska).

Naszym Polakom mimo upływu czasu i wielkich nakładów oraz innych cywilizowanych państw na drugiej półkuli (ze siatkami szpiegów) udaje się całą operację zachować w tajemnicy przed nimi. Mimo działań zakonników żyjącym w tamtych społecznościach... Ci Polacy niszczą całą przyjemność bowiem są z góry skazani na sukces z powodu ich przewagi technologicznej. Nie mają żadnych realnych przeciwników idąc od zwycięstwa do zwycięstwa. Żadnych klęsk, katastrof, nawet przejściowych trudności bowiem ich przeciwnicy...

4. Wrogowie.

Są żałośni, z góry ukazani jako ci źli. Gdy w "Achai" inteligentne potwory przedstawiły swoje racje to tutaj grają rolę jedynie celów dla bombowców oraz karabinów. Takich bezosobowych, nieludzkich zwierząt potrafiących jedynie zaplanować jakąś zbrojną akcję. Żadnych prób porozumienia. Polacy pojechali na safari, a z braku lwów zadowalają się "ludźmi".

Zakon. Banda debili, jacy mając chyba 20 lat nie potrafili zaplanować należycie akcji. Mając cały kontynent do dyspozycji z jego zasobami oraz ślepo posłusznym ludem nie potrafili przygotować należycie zaplecza jak chociażby zmodernizować należycie armię, gospodarkę, rolnictwo, nawet do poziomu sprzed Wielkiej Wojny. Ludzie przetransportowali DUŻY KRĄŻOWNIK POMOCNICZY, mieli kolejkę przez góry, szykowali się do akcji przez 1000 lat, zdobyli przewagę czasową nad najgroźniejszym konkurentem... i rozbili się o podstawy. Karabiny odtylcowe wprowadzili dopiero na wieść o Polakach, nawet bardziej zaawansowanej broni dla najlepszych nie zdołali przewieźć. Nawet namiastki postępu aby zbudować podłoże ku Ostatecznej Wyprawie, jedyne co potrafili obmyślić to zgromadzić hordę ludzi, nieco magików (z czego nic poważniejszego nie wynikło) i próbować się pchać mozolnie przez lata ku biegunowi. Głowa boli nad tą głupotą, zero polotu poprzedniego zakonu. Nawet zaawansowanej siatki szpiegowskiej przez wieki nie zbudowali szukając materiałów na ślepo, zdając się na przypadek zamiast np. podpalić wewnętrznie cesarstwo aby zatkać arterie zaopatrzeniowe Polaków. Prowizorka.

Nawet nie mają w zanadrzu żadnych argumentów za swoją sprawą, żadnych wyniosłych tyrad nie uświadczymy. Ich motywacja sprowadza się to kilku słów jak "Misja, Poświęcenie, Bogowie, Zwierzęta", gdy pojawia się jakieś pytanie ze strony Kai ich odpowiedź wygląda mniej-więcej tak:

"Eeeeeeeeeee..."

Toteż dyskusja z nimi, nawet finałowa jest jednostronna. 1000 lat przygotowań, nie ma ideologii, politycznego zaplecza, śladu indoktrynacji, fanatyzmu. Nawet takiej wypranej wizji nie mówiąc o wyważonych argumentach czy wypracowanych sądach. Już nawet w "Achaji" w tomie I lepiej to wyglądało ale jak widzimy na 4 tysiącach stronach nie znalazło się dość miejsca aby przybliżyć nam tok rozumowania zakonnika innego niż "Eeeeeeee" po każdym śmiesznym argumencie/kontrargumencie wrogi ludzi czy bardzo "światłych" Ziemców. Debile potykający się o własne nogi...

Cesarzowej dręczyć nie będę, została wykorzystana przez Polaków. Serio, na dworze nie było nikogo z charakterem aby być przeciwwagą dla Ranta, Polaków z wyjątkiem tych "strasznych" bezosobowych specsłużb dającymi sobą z łatwością kierować? Nie ma przedstawicieli arystokracji, nie ma monarchistów, generałów trwających u boku władzy do końca. Czarodzieje są kpiną, szybko znikając w Cesarstwie. Cesarzowa przechadza się jedynie z Rantem / Rossenbergiem. Napisano, że inteligentna choć niestety rzadko się z tym objawiała robiąc za słaby charakter. Bez solidnego przeciwnika wątek rewolucji społecznej dużo stracił.

5. Armia.

Armii Polaków krytykować nie będę z braku wystarczającego rozeznania. Przyjmuję ją jako dobrą kartę.

Armię Cesarstwa i jej podobnych już kiedyś opisywałem. Naiwna wizja nawet z przyczyn czysto pragmatycznych. O jeździe gdzieś tam słyszymy ale nigdy nie spotykamy, mamy jedynie kilka rodzajów piechoty liniowej (wyjątkiem strzelcy pustyni używający wielbłądów) walczących tak samo, saperów, artylerię zaopatrzenie. Niuansów z armii z naszej podobnej epoki brak, prawie nie przystosowuje się do warunków.

7. Mała liczba refleksji i przemyśleń, a przynajmniej te co są toną w obszernej reszcie.

Z plusów.

- Dobre opisy choć niestety rażą przepisywane i powtarzane w tej samej formie zwroty nie będące jakimiś charakterystycznymi powiedzeniami bądź zwrotami.

- Momentami wartka akcja.

- Niektóre sceny. Np. Rozbawiła mnie ta w wiosce "kanibali" oraz sceny z admirałami (Wentzel, Osiatyński, Rossenberg i Budzyński).

- Powiew świeżości z IV tomie czyli Nair (jakoś tak) bowiem ze swymi absurdami mocno kontrastowała z Imperium.

Książka specyficzna, posiadająca sporo wad jakie trzeba przecierpieć, z nonsensami, bardzo obszerna (wręcz rozwleczona), czasami naiwna. Można przeczytać jeżeli ktoś potrafi wykazać się cierpliwością i sporym poziomem tolerancji na wady. Dostępna w formie audiobooku, który polecam - skoro nie ma tutaj rzeczy skomplikowanych można ją słuchać w "tle". W tej roli spisuje się na tyle dobrze, że człowiek nie czuje wyrzutów sumienia z powodu czasu poświęconego temu dziełu, może przymknąć oko (ucho przysłonić?) na liczne niedociągnięcia.

Ps. Mym zdaniem autor nie powinien roztrząsać akcji na tak dużą liczbę wątków, poświęcając jeden z głównych w zamian solidnie rozbudowując część rewolucyjną, pokazać przemiany kulturowe, cywilizacyjne i rozgardiasz z tym związany. Cesarstwo w ogniu epokowych zmian! Zderzenie cywilizacji było w końcu równie ważne co wyścig na biegun, a z powodu miałkości zakonu oferowało więcej. Takie wielkie, obiecujące pole do popisu pozostawione w dużej mierze odłogiem...

Wątek rewolucyjny.
Wątek szpiegowski

Mini-epizody w rozsądnej liczbie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Addicted. Podwójna namiętność

Jestem po prostu załamana poziomem tej książki. Jako że miesiąc nic nie czytałam i wróciłam z tak denną pozycją, nie wiem czy w najbliższym czasie prz...

zgłoś błąd zgłoś błąd