Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Gastrofaza. Przygody w układzie pokarmowym

Tłumaczenie: Rafał Śmietana
Wydawnictwo: Znak Literanova
6,91 (228 ocen i 36 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
17
8
48
7
85
6
44
5
18
4
4
3
2
2
3
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324025237
liczba stron
356
język
polski
dodała
Ag2S

MARY ROACH powraca z nową, fascynującą książką! Uwielbiana przez czytelników autorka „BZYKA i SZTYWNIAKA” tym razem RUSZA W SZALONĄ PODRÓŻ PO PRZEWODZIE POKARMOWYM. Bez względu na to jak smaczną potrawą się delektujecie, jedzenie zawsze rozpoczyna swoją wędrówkę od jednego końca przewodu pokarmowego, by po jakimś czasie zakończyć ją w drugim. Co się dzieje w trakcie? Chcielibyście wiedzieć,...

MARY ROACH powraca z nową, fascynującą książką! Uwielbiana przez czytelników autorka „BZYKA i SZTYWNIAKA” tym razem RUSZA W SZALONĄ PODRÓŻ PO PRZEWODZIE POKARMOWYM.

Bez względu na to jak smaczną potrawą się delektujecie, jedzenie zawsze rozpoczyna swoją wędrówkę od jednego końca przewodu pokarmowego, by po jakimś czasie zakończyć ją w drugim. Co się dzieje w trakcie? Chcielibyście wiedzieć, ale wstydzicie się zapytać?

Mary Roach postanowiła to sprawdzić. Przepytała naukowców i lekarzy, za pomocą maleńkiego cyfrowego aparatu podejrzała życie stu trylionów lokatorów naszych wnętrzności i dokładnie przestudiowała bristolską skalę uformowania stolca. Nawet przeszczep bakterii kałowych nie zdołał jej obrzydzić!

Dzięki temu i my możemy poznać odpowiedź na dręczące nas pytania:

• Dlaczego tak lubimy chrupiące potrawy?
• Jak to się dzieje, że żołądki nie trawią same siebie?
• Czy zaparcie może doprowadzić do zgonu? I czy właśnie z tego powodu umarł Elvis?

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2014

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

książek: 3477
żabot | 2016-01-15
Przeczytana: 15 stycznia 2016

Mary Roach jak zwykle nie zawodzi i oczywiście nieźle zaskakuje. Może nie jest to tak fascynująca lektura, jak „Ale kosmos”, ale może to kwestia gustu. Uświadomienie sobie, że jesteśmy skomplikowaną rurą do trawienia pokarmu obudowaną w końcówki i różne przydatki nie każdemu się spodoba, ale niestety to jest fakt. Faktem jest też, że ani tematyka seksualna i czytanie o genitaliach („Bzyk”) ani przyglądanie się zwłokom czy ich fragmentom („Sztywniak”) nie wzbudza aż tak dużego obrzydzenia – przynajmniej u niektórych – jak czytanie o tym, co się dzieje w naszym układzie pokarmowym, a zwłaszcza w jego ostatnim odcinku. Słusznie zamieszczono na okładce ostrzeżenie „Nie czytać przy jedzeniu”. Nie jestem nadwrażliwy, tematy biologiczne i medyczne nie są mi obce, ale miewam bujną wyobraźnię i przy lekturze w trakcie posiłków musiałem ową wyobraźnię mocno trzymać w cuglach, bo kilkukrotnie czułem się cokolwiek nieswojo ;-)
Zaletą reporterskich książek Mary Roach jest umiejętność wyważenia proporcji informacji. Nie epatuje masą pojęć medycznych, nie skupia się przesadnie na opisie fizjologii układu pokarmowego. Od tego są podręczniki, chociażby szkolne. Mamy za to sporą dawkę totalnych dziwactw naukowców i to nie tylko tych dawnych, kiedy medycyna eksperymentalna bardziej przypominała jatkę obsługiwaną przez szarlatanów i osoby o nie do końca zrównoważonym umyśle. Mamy i współczesne dziwactwa. Wszystko okraszone niezłym humorem (choć już nie tak lotnym, jak w poprzednich książkach) i sporą dawka wiedzy o tym, jakie psikusy może nam nasza „rura” sprawić i jak lekarze wespół z naukowcami usiłują temu zaradzić. Nie mówiąc już o tym, na jakie bariery emocjonalne i kulturowe naukowcy trafiają chcąc poznać pracę naszej „rury”.
Nie mogę jednak nie ponarzekać na temat strony edycyjnej książki. Od kilku lat ze zgroza obserwuję, jak upadają ostatnie wydawnicze bastiony edytorskiej solidności. „Znak” zaczyna również się chwiać. W stopce redakcyjnej nie dowiemy się, kto odpowiada za korektę, kto redakcję. Mamy za to zbiorczo „opiekę redakcyjną”. A tym samym rozmytą odpowiedzialność. Nie wiadomo więc, kto odpowiada za całkiem sporą ilość błędów. Nie brakuje literówek, delecji pojedynczych słów ze zdań czy przestawień w typie – zamiast „od” jest „do” czy też odwrotnie.
Nie brakuje wpadek tłumacza, które powinien wyłapać redaktor. Bo co właściwie znaczy zdanie ze strony 312: „Podczas pracy Matt zagaduje mnie, co jakiś czas rzucając nazwę dającego się rozpoznać pierwiastka: płatek chili, kawałek orzeszka ziemnego.”? W oryginale pewnie stało „elements”, co po prostu tutaj oznacza cząstki. Przetłumaczenie tego jako „pierwiastki” czyni zdanie zupełnie bezsensownym.
Sama autorka też czasem popełnia zaskakujące błędy. Na str. 264 mamy: „Zanim w laboratoriach mikrobiologicznych pojawił się agar, jako pożywki do badań drobnoustrojów na posiew powszechnie używano rosołu wołowego”. Nie wiem, czego stosowano w zamierzchłych czasach jako podłoża do pożywek mikrobiologicznych, ale sam agar nie jest pożywką a jedynie podłożem, fundamentem, bazą. Nie zawiera praktycznie niczego, co mogły by wykorzystać bakterie do wzrostu. Natomiast ekstrakty mięsne i podobne wyciągi, a więc po prostu rosoły, były i są nadal podstawowym składnikiem większości pożywek mikrobiologicznych. Taki błąd rzeczowy trudno nazwać skrótem myślowym czy błędem tłumacza.
Być może podobnych wpadek redakcyjnych jest więcej, ale lektura książki jest na tyle absorbująca, że mogłem je przeoczyć. Czyta się lekko i szybko. Polecam… ale faktycznie nie jako rozrywkę przy śniadaniu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Urok Grace'ów

Do sięgnięcia po tą pozycję skusiła mnie przede wszystkim okładka. Coś czułam patrząc na nią, że zawartość książki mi się spodoba i w sumie źle nie by...

zgłoś błąd zgłoś błąd