Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Sto dni bez słońca

Seria: Kontrapunkty
Wydawnictwo: Powergraph
6,88 (298 ocen i 66 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
21
8
80
7
93
6
57
5
21
4
10
3
5
2
3
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788364384110
liczba stron
464
język
polski
dodała
Wiedźma

Wita Szostaka nie trzeba przedstawiać. Tym razem jego najnowsza powieść to zjadliwa akademicka satyra, w której dostaje się zarówno pracownikom naukowym, systemowi kształcenia, jak i polskiej fantastyce. Ale to także pasjonująca historia o współczesnym Don Kichocie, który nie potrafi zrezygnować ze złudzeń.

 

źródło opisu: http://www.powergraph.pl/

źródło okładki: http://www.powergraph.pl/

Brak materiałów.
książek: 698
Kaysh | 2016-02-11
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, 2016
Przeczytana: 09 lutego 2016

Można przeczytać na: https://ochlapidealizmu.wordpress.com/2016/05/29/sto-dni-bez-slonca/

Sto dni bez słońca (albo kij w dupie)
Tak naprawdę to tylko sześćdziesiąt pięć, ale po co niszczyć piękno iluzorycznej, okrągłej liczby jakąś tam rzeczywistością?
Sztruksowa marynarka, czterdziestka na karku, doktor polonistyki chcący jechać na wymianę uczelnianą na jeden z najlepszych i najstarszych uniwersytetów w Europie. W wyniku (oczywiście!) błędu ląduje na archipelagu Finneganów. Na małej wysepce prowadzi wykłady o Filipie Włóczniku – niedocenionym przez nikogo, poza narratorem, geniuszu polskiej fantastyki.
Satyra, to słowo najczęściej towarzyszy tekstom o książce.
Owszem, sugestywność skromnych opisów wywołuje może nie tyle dosłowny uśmiech, co długofalowe wewnętrzne rozbawienie ze szczyptą smutku. No i politowania dla bohatera.
Pan doktor jest megalomanem. Megalomani nie są zbyt zabawni, o ile ogląda się ich z zewnątrz. Ale „Sto dni bez słońca” to książka pisana w pierwszej osobie. Więc jest zabawnie.
Szanowny pan autor wrzuca bohatera i czytelnika w zimny klimat wysepki rzuconej gdzieś pomiędzy Hebrydami.
Wrzuca w bezczas i bezmiejsc.
Wrzuca w enklawę nieudaczników i ostoję upadającej cywilizacji Zachodu.
Wrzuca w iluzje bohatera, które początkowo nie wzbudzają podejrzeń; jednak pan Szostak stopniowo dozuje naiwność narratora i iluzja w końcu musi pęknąć. Dla mnie ostatecznie był to moment, kiedy bohater postanawia stworzyć monumentalny projekt badawczy Nowa Iona.
Iona to niewielka wysepka w archipelagu Hebrydów Wewnętrznych. Na Ionie istniał klasztor (założony w 563 roku) prowadzący min. chrystianizację ludów Piktyjskich. Jeden z ważniejszych klasztorów Wysp Brytyjskich, ratujący dziedzictwo zalanego i podpalonego przez barbarzyńców, malowniczo płonącego na kartach historii Cesarstwa Zachodniorzymskiego. Jedna z teorii o powstaniu bodaj najsłynniejszego manuskryptu świata, Księgi z Kells, mówi, że powstała ona (albo przynajmniej zaczęto nad nią pracować) właśnie na Ionie. Do opactwa Kells miała trafić w wyniku wikińskich najazdów nękających klasztor na wyspie.
Motyw tragicznego upadku starej i zmęczonej Europy w kształcie w jakim ją znamy teraz to motyw, który ostatnio wypłynął na powierzchnię debaty publicznej za sprawą fali imigrantów z Bliskiego Wschodu. Motyw stary (może nie jak nasza cywilizacja, ale co najmniej stuletni).
Nowa Iona to wypadkowa danych które sobie Lesław w toku edukacji i „samodoskonalenia się” przyswoił. Tylko że Lesław jest klasycznym przypadkiem człowieka, który nie odróżnia gromadzenia w mózgu danych od gromadzenia informacji i przetwarzania ich na wiedzę a potem mądrość.
Stan umysłu Lesława dobrze oddaje ten cytat:

„Wie, że Odys wrócił do domu, ale nie ma pojęcia gdzie się podziewał; zna parabolę jaskini, ale nie rozumie co ona oznacza.”

Lesław naczytał się mitów o mglistych i tajemniczych wyspach Oceanu Atlantyckiego, gdzie dzielni, oświeceni mnisi wyrywali strzępy kultury z łap barbarzyńskiej pożogi. Naćpał się wizerunków bohatera, mesjasza, osoby która dokonuje rzeczy niemożliwej dla jednostki i jej nazwisko do końca życia kąpie się w nimbie chwały.
Lesław chciał uratować cywilizację. Megalomania tak mocno w nim rezonowała, że uwierzył, że grupka wyrzutków akademickiego świata, która zwiała na wysepkę żeby spędzić resztę życia bez zobowiązań, pijąc Guinnessa albo czytając kiepskie kryminały, może mu w tym pomóc.
W recepcji książki dominuje nacisk na akademicko-satyryczny wydźwięk książki. Owszem, feministka nimfomanka mogąca się poszczycić rozprawą pt. „Pochód penisa przez dzieje w świetle Heglowskiej fenomenologii ducha” celuje tutaj w pewne trendy akademickie.
Ale bogactwo inteligentnego poczucia humoru Szostaka jest bogatsze. Chociażby student o nazwisku Ciaran, opisany przez narratora: „Ignorancję maskuje arogancją. Jest kieszonkowym obrazoburcą, gdyż ogłaszanie śmierci Boga w XXI wieku wydaje się cokolwiek spóźnione.” Można się domyślić, jakie podejście ma Szostak do pewnego rumuńskiego nihilisty o nazwisku Cioran.
Z ciekawych nawiązań warto też wspomnieć samą nazwę fikcyjnych wysp. James Joyce, oczywiście Irlandczyk, napisał powieść Finnegans Wake (tytuł zapożyczony z dziewiętnastowiecznej irlandzkiej ballady) w której to tytułowe słowo Finnegan symbolizuje odrodzenie kulturowe Irlandii.
A może udziela mi się tendencja Lesława to interpretowania każdego, najmniejszego nawet skrawka rzeczywistości i rozpaczliwego szukania sensów nawet tam, gdzie ich nie ma albo wręcz nie ma prawa być?

Było mi żal Srebronia.
Lesław to człowiek, który zastanawia się nad każdym krokiem, intepretuje każdy skraweczek rzeczywistości a na Finneganach zderza się z ludźmi, którzy nie myślą tylko żyją.
Lesław to człowiek zagubiony na ścieżce do doskonałości. Stąpający po marcowych, krakowskich Plantach pokrytych bogactwem rodzajów i kształtów psich gówien, otoczony ponurym krakaniem wron, gołębiami przymilającymi się o okruszek precla tylko po to żeby ci potem nasrać na głowę jest przekonany, że idzie pięknym traktem, a każdy jego krok powodujący wzrastanie złotych mleczy w soczystej zieleni i przybliża go do chwały.
Czy cywilizacja Zachodu faktycznie upada, jak to z tymi rozkładami cywilizacyjnymi jest, zostawiam do indywidualnych przemyśleń czytelnika. Istotnym tutaj jest, że Lesław sam jeden chciał ów (wyimaginowany lub nie) upadek powstrzymać. Że odurzył się etosem. Garścią etosów. Samotnego geniusza, pogardzanego geniusza, samotnego intelektualisty z fajką, wieszcza, widzącego, jedynego świadomego, wybawiciela.
Lesław to człowiek-guma, potrafiący dopasować się do płynnych zmian iluzji którą się otoczył.

„Czasem tak rozpaczliwie bronimy się przed trudnymi wspomnieniami, że spychamy je głęboko w podświadomość, sami zaczynamy wierzyć w wymyślone na poczekaniu bajki”

Po owym punkcie kulminacyjnym, po rozwianiu się dla czytelnika iluzji która się otaczał bohater, rosło we mnie jedynie politowanie i ciekawość w jaki sposób Srebroń wyjdzie z tej swojej bańki wyobrażeń. Przecież to nieludzkie ze strony autora zostawić go tam na zawsze, prawda?
No cóż. Panie Szostak, jesteś pan okrutnym obserwatorem rzeczywistości.
Czemu było mi żal Srebronia? Bo można powiedzieć, że Szostak włożył w niego (nieco za dużo) polskiego ducha martyrologii i mesjanizmu. Srebroń to człowiek koło czterdziestki, który ciągle wierzy w świetliste ideały. Wierzy w piękno i dobro, czystość nauki i ludzkich intencji. Nie powiem, znalazłam cząstkę siebie w Srebroniu. Ale na szczęście ja mam jeszcze dwadzieścia lat i dużo czasu przed czterdziestką na czytanie takich książek jak „Sto dni bez słońca” i wyciąganie z nich odpowiednich wniosków.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy.

W zamyśle książka miała nam przedstawić tajemnicę Moskwy i kremla. Niestety, zamiast spójnej historii wyszedł cykl nie związanych że sobą historyjek....

zgłoś błąd zgłoś błąd