Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Agnieszka Osiecka. Dzienniki. T. 1, 1945-1950

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
6,54 (61 ocen i 8 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
2
8
9
7
18
6
17
5
11
4
0
3
2
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788378396260
liczba stron
494
słowa kluczowe
agnieszka, pamiętnik, prl
język
polski
dodała
Misieńka

Dzienniki – pisane od dziewiątego roku życia aż do śmierci Poetki – to najintymniejszy z wszystkich tekstów Agnieszki Osieckiej. I choć w wielu swoich wierszach, z właściwą sobie lekkością, przemycała prywatny ton, dopiero tutaj wolna jest od jakiejkolwiek cenzury wobec samej siebie. Do bólu szczera, prawdziwa, a tym samym dla wielu Czytelników kontrowersyjna. Pierwszy tom „Dzienników”...

Dzienniki – pisane od dziewiątego roku życia aż do śmierci Poetki – to najintymniejszy z wszystkich tekstów Agnieszki Osieckiej. I choć w wielu swoich wierszach, z właściwą sobie lekkością, przemycała prywatny ton, dopiero tutaj wolna jest od jakiejkolwiek cenzury wobec samej siebie. Do bólu szczera, prawdziwa, a tym samym dla wielu Czytelników kontrowersyjna.
Pierwszy tom „Dzienników” Agnieszki Osieckiej obejmuje lata 1945–1950 i otwiera wielotomową edycję. Jedno z największych i najbarwniejszych dzieł polskiego pamiętnikarstwa na pewno wywoła burzę wokół postaci Autorki. Po latach narosłych mitów i plotek oddajemy głos Jej samej. Zgodnie z życzeniem samej Poetki – kiedy Jej już nie ma. Choć przecież jest…

 

źródło opisu: Pruszyński i S-ka

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Dzienniki_1945_1950-p-32120-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 230
Bianka | 2016-02-28
Przeczytana: luty 2016

Nie powiem, żebym była od początku zachwycona i oczarowana. Lubię Osiecką i jej utwory, ale „Dzienniki”...? Pomyślałam: a cóż ciekawego może napisać dziewięcioletnie dziecko? Albo nawet trzynastoletnie? Teraz trochę się wstydzę tego rodzaju myślenia, tym bardziej, że na LC zetknęłam się z tylko troszkę starszą młodą osobą, która czyta, a właściwie pochłania w niezłym tempie całkiem ambitne lektury, mądrze się wypowiada oraz pisze całkiem niezłe opinie. Niemniej kiedy zaproponowano mi tę pozycję w bibliotece, skrzywiłam się trochę i wzięłam to ogromne tomiszcze pod pachę bez większego przekonania. Z początku szło opornie. Bardzo. Choć przyznaję, że rozczulił mnie pierwszy wpis, w którym rezolutna dziewięciolatka postanowiła streścić „dzieje swojego życia” ;D ten wpis zresztą jako jedyny z roku 46-ego wydawał mi się atrakcyjny. Nie codziennie do tej lektury zaglądałam. Momentami zdawała się męcząca. Kilka razy spadła mi na łeb, bo zdarzyło mi się przysnąć (a możecie mi wierzyć, że dostać w kichol taką cegłówką w twardej oprawie to niezbyt przyjemne doświadczenie), ale mimo to, coś kazało mi czytać dalej. W pewnym momencie „wsiąkłam”. Nie wiem kiedy. Po prostu ujęła mnie jakaś jej ogólna atmosfera. Przedłużyłam więc termin jej zwrotu w bibliotece i zatopiłam się w czytaniu. To moje pierwsze dzienniki. Z perspektywy patrząc, opłaciło mi się to powolne wdrażanie w tę opowieść. To niesamowita pocztówka z „epoki”, bo chyba można tak nazwać lata powojenne w Polsce, a już na pewno w zrujnowanej Warszawie. Właściwie od pierwszego opisu otoczenia (dla mnie to był pierwszy wyjazd Agnieszki do Karpacza) młoda daje się poznać jako bardzo wrażliwa osoba (również na piękno przyrody), która stosuje niezwykłe określenia dla odmalowania swojego świata i swojej rzeczywistości. Mimo, że nie ustrzegła się błędów stylistycznych i gramatycznych (trzynastolatce można to myślę wybaczyć) to jej wpisy były wyjątkowo bogate w szczegóły i realnie wprowadziły mnie w świat sprzed wielu, wielu lat. Uderzył mnie autentyzm – to dziecko nie fantazjuje, ona precyzyjnie opisuje świat w którym przyszło jej żyć. Bez bujania w obłokach. Stoi nogami mocno na ziemi. Pisze o swoim domu, o rodzicach (o „Mamusi” i o „Tatusiu”) o swoich niezwykłych z nimi relacjach (szczególnie z matką). Zaczęłam się zastanawiać, czy ja w tym wieku byłam tak pełna empatii w stosunku do moich rodziców. Podsumowanie nie wypadło korzystnie dla mnie. Daje się tu zauważyć wzajemny szacunek dziecka do rodziców i rodziców do dziecka. Relację, która rodzi zdrowe podejście do życia i chęć bycia samodzielną. Myślę, że Agnieszka miała dużo szczęścia dorastając w takim domu (choć pod koniec książki pojawiają się jednak rysy na tym ślicznym obrazku). Rodzice jednak zawsze bardzo dbali o jej rozwój (uczyła się pięciu języków, czytała ogromnie dużo, chodziła często do teatru, bardzo zresztą lubiła te spektakle opiniować).
Młoda Osiecka od początku przejawiała duży talent humanistyczny i miała na ogół szczęście do nauczycieli. Przejawiała też talent sportowy, co zaowocowało później uczestnictwem w różnego rodzaju zawodach sportowych, nawet dość wysokiej rangi. Na pewno pomógł jej w tym fakt, że była osobą z dużą pewnością siebie (czy człowiek się z tym rodzi?), graniczącą niemal z pychą (na szczęście już jako dziecko miała do siebie dystans i zdawała sobie sprawę z tego, że jest dość zarozumiała). Była też dość odważna i wieloma rzeczami się po prostu nie przejmowała, choć można to też odebrać jako lekceważenie własnego zdrowia - u nastolatki to nie jest niezwykłe, ale u niej zdawało się nie takie wcale bezmyślne. Ona po prostu była pełna życia i kochała każdy przeżyty dzień i nie lubiła tracić czasu. Przy tym potrafiła się zachwycać każdym wschodem słońca, każdą roślinką. Z pasją opowiadała też o Warszawie, swoim ukochanym rodzinnym mieście, o tym jak powstaje z ruin i pięknieje w oczach z dnia na dzień.
Jej przemyślenia na temat życia i śmierci, przyjaźni i miłości, Boga i religii zaskakują swoją dojrzałością. Musiałam sobie ciągle powtarzać, że ta dziewczyna ma tylko trzynaście lat. Zastanawiałam się o czym ja myślałam w jej wieku. Czy miewałam takie przemyślenia? Pierwsza odpowiedź, która mi przychodzi do głowy – na pewno nie!.... ale może człowiek po prostu nie pamięta jaki był w tym wieku, bo nie zapisywał swoich przeżyć? Podobno nie pamięta się niczego z okresu wczesnego dzieciństwa tylko dlatego, że taki maluch nie potrafi wyartykułować swoich przemyśleń ani nazwać swoich uczuć. Dlatego nie powstają wspomnienia. Może więc tutaj powstaje jakaś analogia? Może gdyby każdy zapisywał swoje dziecięce przemyślenia, to opinia o tak młodych ludziach znacząco by się zmieniła na korzyść? Jedno jest pewne: żeby kogoś takimi zapiskami zainteresować, to dodatkowo trzeba mieć jeszcze taki talent do pisania jak Agnieszka Osiecka. Jej słowa o tym jakim jest szczęśliwym człowiekiem i jakie ma w życiu plany brzmią prawie jak modlitwa lub hymn na cześć życia. Miałoby się ochotę na koniec powiedzieć: Amen
Swoją drogą, w wieku trzynastu lat uważała się za prawie dorosłą i była zła na siebie, że nie ma ustalonych poglądów politycznych (!). Opisuje barwnie epokę „przyjaźni polsko-radzieckiej” w taki sposób, że zdawać by się mogło, że w tamtych czasach nie było od tej „przyjaźni” ucieczki. Choć rodzice starali się ją od tych spraw izolować, to szkoła poniekąd nie pozostawiała wyboru. Do spraw polityki podchodzi Agnieszka raz bardzo racjonalnie i z dystansem, z drugiej strony widać u niej pewnego rodzaju fascynację komunizmem. Kiedy napisała o wspaniałym „Manifeście Komunistycznym”, pomyślałam, że może i ja powinnam go przeczytać. Chciałabym po prostu wiedzieć co w nim mogło tak trzynastolatkę zachwycić. Jedno wiem na pewno: Agnieszka nie była osobą, która jak papuga powtarza opinie dorosłych. O wszystkim starała się wyrobić sobie własne zdanie i bardzo się do tego przykładała.
Koniec końców muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem tych dzienników – z jednej strony młoda Agnieszka wydawała mi się niezwykle serdeczną i empatyczną młodą osobą, ale z drugiej... niezłą intrygantką (szczególnie w sprawach dotyczących chłopców, a było tych spraw trochę...;D). Właściwie we wszystkim co jej dotyczy pojawia się jakaś niejednoznaczność, co czyni tę lekturę o tyle bardziej intrygującą. Myślę, że zrobię sobie teraz jakąś rozrywkową przerwę, ale na pewno prędzej czy później sięgnę po następny tom „Dzienników”. Grunt to się z miejsca nie zrażać. Polubiłam tę historię i polecam bardzo.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Chłopak z innej bajki

I oto znalazłam swojego faworyta lecz od początku wiedziałam że "Chłopak z innej bajki" najbardziej mi się spodoba,i bardzo żałuję że to już...

zgłoś błąd zgłoś błąd