Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

To nie jest kraj dla starych ludzi

Tłumaczenie: Robert Sudół
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,92 (1361 ocen i 128 opinii) Zobacz oceny
10
51
9
131
8
287
7
437
6
245
5
124
4
35
3
40
2
9
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
No Country for Old Men
data wydania
ISBN
9788308053065
liczba stron
324
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

1980 rok. Na pustkowiu tuż przy granicy z Meksykiem pewien myśliwy znajduje dwa miliony dolarów. Niedawno w trakcie transakcji narkotykowej doszło tu do krwawej strzelaniny. Llewelyn przywłaszcza sobie gotówkę, marząc o rozpoczęciu nowego życia. Ale jego tropem podąża psychopatyczny morderca…

Filmową adaptację powieści w reżyserii Ethana i Joela Coenów (2007) nagrodzono aż 4 Oskarami.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Literackie, 2014

źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/

Brak materiałów.
książek: 951
Marcin Knyszyński | 2017-06-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 czerwca 2017

Recenzja pochodzi z
http://plejbekpisze.blogspot.com/

Przyszło "nowe"

"To nie jest kraj dla starych ludzi" to dziewiąta, przedostatnia powieść Cormaca McCarthy’ego. Wydana została w lipcu 2005, ale jak to zwykle bywa, szerokie zainteresowanie wzbudziła dopiero po dwóch latach, kiedy to bracia Coen pokazali światu ekranizację. Dokładnie dziesięć lat temu na ekranach kin pojawił się mroczny i budzący niepokój superzłoczyńca Chigurh, sugestywnie wykreowany przez stojącego u progu kariery w Hollywood Javiera Bardema. Powieść przeczytałem dopiero teraz i siłą rzeczy miałem przed oczyma obrazki Coenów – w mojej ocenie bardzo udane i dobrze opowiadające historię starszego mężczyzny, próbującego zrozumieć coraz bardziej brutalny świat.

Starszego - bo to szeryf jest głównym bohaterem powieści i tym, na którym skupia się ciężar przesłania Cormaca McCarthy’ego. Nie Llewelyn Moss, trzydziestosiedmioletni weteran z Wietnamu, czujący żal do swego kraju o to, że ten nie zadbał o jego podstawowe potrzeby. Nie Anton Chigurh, ucieleśnione zło i symbol upadku dobrych obyczajów. To szeryf Ed Tom Bell jest zwierciadłem, w którym odbija się cała bolączka współczesnego świata. Świata, który nie jest już miejscem dla starych ludzi.

Moss znajduje na pustyni miejsce, gdzie odbyły się krwawe porachunki meksykańskich karteli. Zabiera porzuconą torbę z kilkoma milionami dolarów jako swego rodzaju rekompensatę za poniesione krzywdy i zadośćuczynienie od rzeczywistości. Ludzki odruch, jakim jest współczucie, powoduje, że wraca nocą na miejsce strzelaniny i natyka się na bandytów, próbujących ustalić co się wydarzyło. I staje się w tym momencie obiektem pościgu, który prowadzi, zerwany z łańcucha swoich mocodawców, najgroźniejszy i najbardziej przerażający antybohater McCarthy'ego – Anton Chigurh z nieodłącznym urządzeniem do zabijania bydła w rzeźni. A wszystko to obserwuje zmęczony już lekko swą pracą szeryf Bell, który podążając tropem Mossa i Chigurha, potwierdza co chwilę zasadność sentencji będącej tytułem powieści. Dlaczego?

Cormac McCarthy w Trylogii Pogranicza z rozrzewnieniem i pełen złych obaw o przyszłość, żegna okres Dzikiego Zachodu. Był to czas, kiedy młodzi ludzie podzielali wartości osób starszych i bardziej doświadczonych. Największymi problemami w szkole lat czterdziestych było bieganie po korytarzu, rzucie gumy i strzelanie z procy. Wartości, które kultywowano w „dawnych czasach” charakteryzowały się pewną ponadczasowością, liczyła się przyjaźń i wzajemny szacunek. Oczywiście w historiach McCarthy'ego o pograniczu amerykańsko-meksykańskim istniało zło, jako podstawowa emanacja ludzkiej duszy - ciężko na przykład po takim "W ciemność" uważać świat Dzikiego Zachodu za piękne i spokojne miejsce. Walka z takim złem miała jednak szanse na powodzenie – służyły do tego stałe moralne, pewne zestawy wartości a zło jako takie miało pewne uzasadnienie (vide "Krwawy południk"). Zło było aberracją, koszmarną nieprawidłowością, niejednokrotnie przeważającą nad środkami do walki z nim. Ale nie było normą.

W szkołach lat osiemdziesiątych króluje gwałt, rozboje, przemoc, narkotyki. Ludzie znieczulili się na symptomy zła, odwracają wzrok dokładnie w momencie, kiedy trzeba go odwrócić. Przyszło „nowe”. Dziewiąta powieść McCarthyego pokazuje jak wygląda nowy, „wspaniały” świat Ameryki lat osiemdziesiątych XX wieku. Zrujnowany przez narkotyki, czcze państwowe obietnice, brak poszanowania dla zasad, ślepotę na moralne drogowskazy. To nie jest kraj dla starych ludzi, takich jak szeryf Bell, który ucieka od rzeczywistości coraz bardziej i nie widzi sensu swej pracy.

Moss jest człowiekiem moralnie rozdartym. Z jednej strony rusza go sumienie, które paradoksalnie sprowadza na niego wszystkie nieszczęścia. Pomaga zagubionej życiowo piętnastolatce, dba o żonę. Trzyma się „starego” świata. Z drugiej jednak strony jest chciwy, zepsuty przez Stany Zjednoczone Ameryki, które przeżuły go w Wietnamie i wypluły na pyliste teksańskie bezdroża. Chigurh jest złem wcielonym, personifikacją symbolu nowego świata. W oczach szeryfa jest prawdziwym prorokiem apokalipsy, omenem nadchodzących czasów. Nie przedstawia żadnego uzasadnienia dla czynionego przez siebie okrucieństwa, wszystko robi dla idei zła i niczego więcej. Jest przy tym nieubłaganie konsekwentny i trzymający się własnego, zrozumiałego tylko jemu kodeksu. Gdyby był bohaterem z „Dungeons and Dragons”, określić można byłoby go jako „praworządny zły”. Takie zło jest o wiele bardziej przerażające, niż to nieprzewidywalne i chaotyczne. I choć zło Chigurha jest absolutne, to jedna mała rzecz pozwala go jakoś tam zdefiniować „po staremu” – zasady właśnie. Nawet jeśli są one całkowitym przeciwieństwem zasad szeryfa Bella i jego całego pokolenia.

Młodzi ludzie natomiast, są dla szeryfa sprzedajnymi, nic niewartymi gnojkami. Takich właśnie spotyka na swej drodze Moss, z którego krew leje się strumieniami i który jest na granicy śmierci. Bez skrupułów biorą od niego pieniądze za kurtkę i żądają pieniędzy za piwo, oddalając się potem ze śmiechem. Żaden nie pomógł, nie zapytał o nic. Takich właśnie spotyka Chigurh, który również za kilka dolców, kupuje sobie ich milczenie. Młode pokolenie nie zna tych wartości, których przestrzegały pokolenia poprzednie. Zło nie jest już aberracją, pozwoliliśmy mu wrosnąć w fundamenty świata, stało się jego tworzywem.

Oczywiście można polemizować z autorem. Czasem wydaje się, że Cormac McCarthy zbytnio generalizuje, trochę biadoli i przesadza w swym katastrofizmie. Albo na podstawie niezbyt reprezentatywnej próbki, ekstrapoluje moralne trendy. Jest jednak coś nieodparcie przyciągającego uwagę w tej jego apokaliptycznej idei. Podobnie jak u Burgessa, bijącego w te same dzwony w "Mechanicznej pomarańczy" – nawias, w który bierzemy autorskie przesłanie, często zdaje się być pisany ołówkiem a nie długopisem. Pozostała mi już tylko "Droga", którą pierwszy raz czytałem kilka lat temu. Czy jest ona prostą kontynuacją tyrady McCarthy’ego i kropką nad i? Sprawdzimy niedługo.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Love Me Never

Książka jest ciekawa , lecz zakończyła sie nagle a kolejnej części nie ma w internecie wiec jestem nie usatysfakcjonowana :(

zgłoś błąd zgłoś błąd