Motylek

Cykl: Lipowo (tom 1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,23 (4527 ocen i 793 opinie) Zobacz oceny
10
350
9
453
8
1 124
7
1 437
6
709
5
235
4
94
3
80
2
27
1
18
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788378396956
liczba stron
608
język
polski
dodała
Ag2S

Doskonale skonstruowany kryminał, gęsta atmosfera małej społeczności i zagadki z przeszłości, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. W mroźny zimowy poranek na skraju mazurskiej wsi zostaje znalezione ciało zakonnicy. Początkowo wydaje się, że kobietę potrącił samochód. Szybko okazuje się jednak, że ktoś ją zabił i potem upozorował wypadek. Kilka dni później ginie kolejna osoba....

Doskonale skonstruowany kryminał, gęsta atmosfera małej społeczności i zagadki z przeszłości, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego.

W mroźny zimowy poranek na skraju mazurskiej wsi zostaje znalezione ciało zakonnicy. Początkowo wydaje się, że kobietę potrącił samochód. Szybko okazuje się jednak, że ktoś ją zabił i potem upozorował wypadek. Kilka dni później ginie kolejna osoba. Ofiary nie wydają się być ze sobą w żaden sposób związane.
Zaczyna się wyścig z czasem. Policja musi odnaleźć mordercę, zanim zginą następne kobiety.
Śledztwo ujawnia tajemnice mrocznej przeszłości zakonnicy, przy okazji odkrywając też mniejsze lub większe przewiny mieszkańców sielskiej – tylko na pozór – miejscowości.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 335
rehab-e | 2017-08-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 sierpnia 2017

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Nie mam nic przeciwko łączeniu obyczajówki z kryminałem, ale uważam, że wszystko ma swoje granice. W „Motylku” natomiast nie ma żadnych granic – jakieś 80% tej książki to obyczajówka i jeśli ktoś nazywa to kryminałem, to chyba nigdy żadnego nie czytał. Tym bardziej bawi mnie ten chwyt marketingowy na okładce „doskonale skonstruowany kryminał, gęsta atmosfera małej społeczności […]”. Gdzie ten kryminał i gęsta atmosfera?
Abstrahując od tego, że ta książka wcale nie jest kryminałem, to mamy w niej wszystko – przemoc domową, handel narkotykami w małej miejscowości, piętnastolatki, które zachodzą w ciążę, aborcję, alkoholizm, księdza – gwałciciela, związek z dużą różnicą wieku (oczywiście dla pieniędzy), romanse, zdrady, problemy psychiczne… Długo by wymieniać. A to wszystko na kartkach książki, która ma zaledwie 600 stron. Zaledwie, gdyż ilość poruszanych problemów jest wręcz niewiarygodna.
Jakby te wszystkie wątki to było za mało (a gdzieś tam w tle oczywiście wątek kryminalny, ale kto by o tym pamiętał przy tych wszystkich zdradach, romansach i problemach?), to mamy jeszcze bohaterów. Jakichś dwudziestu bohaterów, a każdy głupszy od poprzedniego. Naprawdę, trzeba to napisać dosadnie, każda, absolutnie każda postać w tej książce, jest głupia.
Wszystko zaczyna się od przeprowadzki Weroniki Nowakowskiej do Lipowa. Mąż ją zdradzał, więc postanowiła rzucić pracę, kupić domek na wsi i zamieszkać tam, nie mając żadnej pracy, ani jakiegokolwiek innego źródła dochodu. A na dodatek przeprowadziła się do tego domu, zanim wpadła na pomysł, że przydałby się remont, więc później rozpaczała, jak ona zdąży z remontem stajni do czasu przyjazdu jej konia. Tak, w tym momencie miałam nieprzyjemne skojarzenia z bohaterkami Michalak. Poza tym Weronika okazuje się bardzo miłą osobą – już przy pierwszym spotkaniu z Blanką twierdzi, że ta jest głupia (bo jest blondynką, więc to takie oczywiste) i wyszła za starszego mężczyznę tylko dla pieniędzy (nie, nawet przez chwilę nie rozważyła innej opcji, bo takie związki są tylko dla pieniędzy).
Jest też Wiera, która prowadzi sklep. I ona też jest wspaniałą osobą – otwiera i zamyka sklep, kiedy jej się podoba, bo on należy do niej, to jej dziecko, a klienci tak naprawdę w ogóle jej nie obchodzą i ma w głębokim poważaniu ich zdanie. Tak, we wsi, w której jest tylko jeden sklep, właścicielka otwiera go i zamyka, kiedy jej się podoba, a nikt nie ma z tym żadnego problemu. Życiowe, co? A jedyną osobą, która ma z tym problem, jest gospodyni księdza, ale nie, nie dlatego, że nie może zrobić zakupów, kiedy ma taką potrzebę – jej po prostu przeszkadza pochodzenie Wiery, bo nie toleruje obcych. Natomiast Wiera nie przejmuje się tym, że gdyby nie klienci, to nie miałaby żadnych pieniędzy. Ona sobie robi, co chce, a wszyscy ją za to uwielbiają.
Nie zabrakło też policjantów – jeden znęca się nad żoną i dziećmi, drugi jest alkoholikiem, trzeci to trzydziestopięcioletni maminsynek, a czwarty jest… bardzo rodzinny. I w sumie żaden z nich nie ma pojęcia o prowadzeniu śledztwa. Daniel Podgórski przez dziesięć minut zastanawia się, stojąc przed plebanią, czy powinien wejść do środka i przesłuchać księdza (jak wszystkich w okolicy), czy może lepiej mu nie przeszkadzać, bo ten ma gości, a on jest tylko policjantem i prowadzi śledztwo. Do tego jest jeszcze Klementyna Kopp, która ma być jakąś super panią komisarz, która błyskawicznie rozwiązuje sprawy, ale wcale taka nie jest. Zamiast tego ciągle wspomina swoją zmarłą partnerkę, jak to oczywiście na porządny kryminał przystało. Zdaje się, że miała to być oryginalna, barwna postać, która powali czytelnika swoim intelektem, ale zamiast tego wyszła irytująca baba, która jedyne co robi, to pije gazowane napoje i wspomina ukochaną.
O każdej postaci mogłabym napisać bardzo dużo, bo każda z nich była równie infantylna, płaska i zachowywała się w sposób absurdalny. O tych wszelakich problemach również, bo każdy z nich został potraktowany po macoszemu i tak naprawdę odnoszę wrażenie, że autorka po prostu wrzuciła do jednej książki wszystko to, co się teraz sprzedaje i wyszło jej z tego… zupełnie nic. Oczywiście jest to dopiero pierwsza część serii i mogę mieć tylko nadzieję, że niektóre te wątki zostaną choć trochę wyjaśnione…
Puzyńskiej nie ratuje nawet styl. Pisze lepiej od Mroza, to fakt, ale nie jest to jakiś wyczyn. Historię przedstawia z perspektywy wszystkich bohaterów, co jest irytujące i niepotrzebne. Z perspektywy zabójcy również – w pierwszej osobie liczy pojedynczej, żeby się wyróżniał, oczywiście. Na samym początku książki trzy zdania są napisane nawet z perspektywy kruka, tak że… Do tego dochodzą jeszcze retrospekcje i traktowanie czytelnika jak idiotę. Naprawdę jestem w stanie zrozumieć, co się dzieje w danej scenie i zapamiętać bohaterów, a Puzyńska zdaje się w to powątpiewać, bo imię i nazwisko bohatera powtarza z dziesięć razy na jednej stronie. Myślę, że w ilości powtórzeń mogłaby spokojnie konkurować z Bondą.
Reasumując, Katarzyna Puzyńska okazała się autorką obyczajówki z jakimś tam wątkiem kryminalnym (jak sobie przypominam rozwiązanie sprawy morderstw w „Motylku”, to śmiać mi się chce), tworzącą płaskie, bardzo stereotypowe postacie, które zachowywały się w sposób absurdalny chyba tylko po to, żeby akcja jakoś brnęła do przodu. Może i czyta się to szybko, ale to chyba jedyny plus tej książki. Lepsza od Mroza i gorsza od Bondy. Więcej nie przeczytam powieści jej autorstwa i nie polecam.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Otwórz oczy, zaraz świt

Wartościowa lektura która mówi o tym, że najważniejsze to być a nie mieć. Osadzona w gorącym klimacie Indii i rzeskim, górskim powietrzu Tybetu.

zgłoś błąd zgłoś błąd