Golem i Dżin, część 1

Tłumaczenie: Małgorzata Koczańska
Cykl: Golem i dżin (tom 1) | Seria: Fantastyczna Fabryka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
6,75 (173 ocen i 39 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
12
8
28
7
70
6
41
5
10
4
6
3
5
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Golem And The Jinni
data wydania
ISBN
9788375749618
liczba stron
450
język
polski
dodała
Justyna Lesień

Połączyła ich bezsenność Dwie mityczne istoty z odległych stron świata spotykają się w jednym mieście pod osłoną nocy. Golem Chava - stworzona w dalekiej Polsce oraz dżin Ahmad - zrodzony z ognia w starożytnej Syrii. Debiutancka powieść Helene Wecker w niezwykły sposób splata żydowską tradycję z kulturą Bliskiego Wschodu i literacką wizją Nowego Jorku u schyłku XIX wieku. Niezwykły tygiel...

Połączyła ich bezsenność

Dwie mityczne istoty z odległych stron świata spotykają się w jednym mieście pod osłoną nocy. Golem Chava - stworzona w dalekiej Polsce oraz dżin Ahmad - zrodzony z ognia w starożytnej Syrii.

Debiutancka powieść Helene Wecker w niezwykły sposób splata żydowską tradycję z kulturą Bliskiego Wschodu i literacką wizją Nowego Jorku u schyłku XIX wieku.

Niezwykły tygiel magii, wierzeń i mitów w jedynej takiej książce.

 

źródło opisu: http://s1.fabrykaslow.com.pl/ksiazki/golem-i-dzin-cz-1-541

źródło okładki: http://s1.fabrykaslow.com.pl/ksiazki/golem-i-dzin-cz-1-541

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 185
Gracjan Triglav | 2015-10-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 października 2015

„Golem i Dżin” – debiutancka powieść Amerykanki Helene Wecker w konwencji urban-retro fantasy z 2013 roku, rozbita przez polskiego wydawcę na dwa tomy (wedle znanej powszechnie czytelnikom lubelskiego wydawnictwa praktyki, pozwalającej sprzedać jedną książkę w cenie dwóch* – nie jest to dylogia).
Główna akcja książki rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku, na nowojorskim Manhattanie, poboczne wątki i wspomnienia cofają nas głębiej w XIX wiek (do Europy), a także i tysiąc lat wstecz (na Bliski Wschód). Nie pozwala nam to jednak zanurzyć się w realiach przeszłości.
Czytając książkę odnosimy wrażenie że autorka porusza się w nie do końca znanej sobie materii – stąd unika szczegółów: walut, cen, hebrajskich nazw itd.; czuć że książki nie pisała pasjonatka a osoba która niezbędne do odmalowania XIX-wiecznego świata informacje pozyskiwała w czasie pracy, na bieżąco (utwierdzają w tym przekonaniu podziękowania na końcu książki**). Dobry tekst to taki po którego lekturze mamy wrażenie że autor nie mógł upchnąć wszystkiego co wie i świadomie się ograniczał, że coś zataił aby nie przeładować fabuły, nie zgubić sensu opowieści – nalał nam kufel piwa a resztę dzbana schował i nie uszczknęło to wiele z jego zapasów, że jego piwniczka ma jeszcze sporo skarbów (tak pisał chociażby Tolkien), tutaj zaś wspomniana oszczędność ma maskować jak wiele Helene Weceker najwyraźniej nie wie. Przez te uproszczenia bywa nudnawo. Zbyt mało tu psychologii, skupienia się na napięciach jakie trawiłyby realnie takich bohaterów – w powieści zaledwie to muśnięto, a jest to bardzo interesujące i prowokuje do szeregu rozmyślań nad naturą człowieczeństwa, stwarza pisarzowi szerokie pole do popisu, może wyłożyć co mu leży na wątrobie, o coś zaapelować, spróbować czytelnika uwrażliwić. Niestety Helene Wecker z tego nie skorzystała. Brakuje na przykład sceny w której Golem podchodzi do lustra by zbadać co ma we wnętrzu jamy ustnej, w której porównuje swoje oczy inne detale, bada fizjologię, zastanawia się nad swoją świadomością, ulokowaniem duszy bądź jej cząstki, jakiegoś odpowiednika, życiodajnej iskry, tego wszystkiego co przychodzi od razu na myśl w przypadku „sztucznego” życia (fakt, są namiastki tego typu rozważań, jest kaleczenie się i eksperymenty z jedzeniem, ale za mało by uznać panią z gliny za w pełni wiarygodną charakterologicznie, by czytelnik mógł ją poczuć, poznać...), podobnie z przybyszem z syryjskiej pustyni, nie wchodzimy naprawdę głęboko w ich umysły, dostajemy głównie to czego można się spodziewać. No i oba magiczne byty są poliglotami (tu nie chodzi nawet o telepatie czy zrozumienie intencji wypowiedzi – zwyczajne rozumienie wszelkich istniejących narzeczy i języków). Zabieg taki ułatwia narracje, ale odbiera czytelnikowi szanse na poczytanie o zderzeniu tego co obce (w ten czy inny sposób) z tym co lokalne (a tym samym bliższego poznania***). Całe tło historyczne ma na tyle subtelny wpływ na akcję, że z powodzeniem można by je zmienić. Tak miejsce, jak i epokę w jakiej rozgrywają perypetie Golema i Dżina, można zastąpić czymś innym, zmienić kontynent, stulecie, społeczności... a to oznacza że postaci nie są głęboko zakorzenione w odmalowanej rzeczywistości. Może to czepianie się, może to przesada, ale niełatwo wskazać na konkretne problemy, odkrycia, niuanse z przełomu wieków XIX i XX, nastręczające poważne trudności adaptacyjne, skłaniające do dumania nad stosowną analogią w przypadku przerzucenia akcji w inny czas. Autorka daje czytelnikowi pewne sygnały odnośnie obyczajowości, polityki i w pewnym stopniu dotyka to bohaterów... ale nie na tyle by ingerować znacząco w akcję i dialogi.
Ogólnie rzecz biorąc język powieści jest dobry, problem w tym jednak że niewiele za nim stoi. Nie jest sugestywny dla czytelnika. Niekiedy wręcz brak mu polotu. Za mało tu bodźców emocjonalnych, zmysłowych. Feliks W. Kres umiałby zasugerować pani Wecker co zrobić aby czytelnik się nie nużył. By poczuł naprawdę poczuł smród nowojorskich zaułków i pustynny pył. Lęk i wyobcowanie. I nie przysypiał. W książce zdarzają się ciekawe refleksje – obserwacje socjologiczne i egzystencjalne, ale za mało tego. Za mało. Może to dobra książką dla nieco młodszego czytelnika, ale stary wyjadacz może mieć kłopoty z uproszczeniami. Dialogi w większej części są sensowne i wiarygodne, same postaci główne także w zasadzie trzymają się kupy. Pod koniec jest nieco ckliwe i infantylnie, ale to jeden procent z całości. Fabuła dobrze wydumana, ale trzeba przyznać ze przedstawiona tak ze pod koniec z trudem całość trzyma się kupy. To „ożywienie” Saleha i finałowe złapanie schwarzcharaktera w magiczne naczynie to bardzo kiepski wybieg.
Tłumaczka Małgorzata Koczańska wykonała swoja prace dobrze, jednak styl Amerykanki jest na tyle klarowny, prosty, że nie stanowiło to raczej wielkiego problemu. Dobra korekta.


Zgrzyty – cześć pierwsza:

Strona 39 (13 wers licząc od dołu) – powinno być chyba zamienić „na podrzutka”, a nie zmienić się „w podrzutka”. Typowy motyw odmieńca, znany w wielu kulturach, ale jak się zdaje mechanizm dla autorki nie jest jasny bądź ciała dała tłumaczka. Tak czy tak – wpadka.
Czytając dalej, co i rusz mamy wzmianki o profesji czarodzieja (w oryginale wizzard?), wydaje się, że bliższy kulturowo i „klimatycznie” byłby tu perski mag. Biorąc pod uwagę ramy opowieści – nie brzmi to najlepiej. Można też było użyć innych, nieco bardziej złożonych terminów, a tak sens oddany ale forma niewłaściwa.
Na kolejnych stronach autorka pisze że dżiny unikają żelaza, że się go boja, by następnie opisać jak tytułowy dżin Ahmad chwyta gołą dłonią rozpalony żelazny pręt. (Majać przy tym żelazną obręcz na ręku – przez całą książkę zresztą). I nie zaznaczono wyraźnie czy to lęk nieuzasadniony, czy też się nam dżin jakoś hartuje. Napisano też że ghule unikają ludzi... no cóż – czy one się aby nie żywią właśnie trupami ludzi?
Strona 56 i 57 – kompletnie nienaturalne zachowanie ptaszka, żaden dziki ptak nie szuka pieszczot człowieka, nic tego nie tłumaczy – nawet fakt iż przymila się do golema. Kompletny absurd. To tak jakby homo erectus podbiegał nagle do słonia i zaczynał się doń przytulać...
Strona 102 i kolejne, opisując syryjskich emigrantów, autorka dopiero później wspomina iż mamy do czynienia głównie z wiernymi kościoła maronickiego czy też innych kościołów wschodnich, nie wiedząc tego zachodzimy w głowę jak przypuszczalnie muzułmanka może dotykać innych mężczyzn i być taka wyemancypowana. Ewidentny błąd narracyjny.
Dalej – Arabowie piją kawę w kawiarniach zamiast mocnej herbaty, jak to jest przyjęte na całym Bliskim Wschodzie. Czy to błąd? Niekoniecznie, ale jeśli chodzi o napój numer jeden od Lewantu po Mongolię i Tybet – jest to czaj, czarna herbata.
Strona 160 i 161 – Anioły w bliskowschodnich wierzeniach są bardzo popularne, stąd też to co Dżin deklaruje może sugerować iż należą one tylko do sfery mitów, ludzkich mitów nieznanych dżinom tak samo jak ich kreatorzy, albo autorka nie kojarzy jak głęboko zakorzeniona jest wiara w skrzydlate istoty na tamtym obszarze. Coś by tu trza czytelnikowi dopowiedzieć.
185 i inne strony, pojawiają się pensy zamiast centów – „penny” to potoczne określenie drobnych amerykańskich monet. Nie ma żadnego przypisu – tymczasem dla polskiego czytelnika może to być mylące.
215 – nieprzetłumaczalna gra słów, brak przypisu.
273 – imię Chawa wedle książki jest niespotykane w Syrii? Chawa to po prostu Ewa, czytałem książkę reporterska gdzie Arabka tak się właśnie nazywała – Chawa. Hebrajczycy zapożyczali to imię od Sumerów.

Zgrzyty – cześć druga:

Pozostajemy z nierozwiązanym wątkiem Sophie – nie wiemy czy się jej polepszyło, czy to histeria, rozchwianie emocjonalne, czy też tytułowy Dżin zmajstrował jej małego dżina (który ją tam grzeje od środka)? Czy też jakoś zaszkodził jej swoim jestestwem? W ostatniej scenie z jej udziałem dziewczyna mówi że czuje się lepiej (ale to raczej w uwagi na fakt że zburzono rutynę jej codzienności)... Skoro tak rozbudowano ten wątek, powinien być jakoś sensownie zamknięty. Wystarczyłoby kilka zdań.
Swoja drogą, cała scena ratowania dżina Ahmada w rezydencji bogaczy jest jak gdyby wyrwana z dziecięcej kreskówki; normalnie skończyłoby się to szybką ewakuacją, złamaniami i dodatkowo ktoś miałby sporo śrutu w dupsku.

* Fabryka Słów stosuje ogromne czcionki i tym samym krótkie formy literackie wydaje jako duże publikacje, na jeden akapit wypada tylko kilka słów. Dodatkowo dla polepszenia wyników marketingowych dzieli się kompletne teksty na części. Grubsza książka kosztuje więcej niż szczupła, a dwie grubsze to już w ogóle.
** Ciekawe że każda amerykańska powieść to wysiłek zbiorowy zespołu autor plus rodzina i przyjaciele plus agent plus szereg innych enigmatycznych osób (którym trzeba obowiązkowo podziękować), a polscy autorzy dają radę i bez agentów i bez ciągłego podtrzymania na duchu i życzliwych uwag.
*** To zupełnie tak samo jak Asteriks i Obeliks czy Thorgal – dogadują się i w Europie, i Ameryce, na Bliskim Wschodzie a nawet z obcymi spoza Ziemi.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
W domu

Harlan Coben "W domu" stworzył powieść wielopłaszczyznową poruszającą bardzo wiele trudnych dla odbiorców tematów, od których stara się odw...

zgłoś błąd zgłoś błąd