Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

A teraz idę na Maksa! 10 lat w śpiączce i powrót

Tłumaczenie: Krystyna Kozak
Wydawnictwo: Jedność
7,67 (6 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
2
7
2
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
E adesso vado al Max! Massimiliano Tresoldi. 10 anni di
data wydania
ISBN
9788376607528
liczba stron
272
słowa kluczowe
śpiączka, wiara, cud, miłość, wypadek
język
polski
dodała
Marta

Porywająca historia wiary, miłości i przyjaźni, która wydarzyła się naprawdę! Jest sierpień 1991 r. Dwudziestoletni Massimiliano Tresoldi ulega wypadkowi samochodowemu i zapada w śpiączkę. Diagnoza lekarzy jest nieubłagana: stan wegetatywny. W jednym momencie życie pełnego radości i planów na przyszłość młodzieńca wali się w gruzy. Ale rodzina i przyjaciele nie zamierzają tego tak zostawić....

Porywająca historia wiary, miłości i przyjaźni, która wydarzyła się naprawdę!

Jest sierpień 1991 r. Dwudziestoletni Massimiliano Tresoldi ulega wypadkowi samochodowemu
i zapada w śpiączkę. Diagnoza lekarzy jest nieubłagana: stan wegetatywny. W jednym momencie życie pełnego radości i planów na przyszłość młodzieńca wali się w gruzy. Ale rodzina i przyjaciele nie zamierzają tego tak zostawić. Zaczyna się ich wielka batalia o wybudzenie Maksa. Są przy nim obecni 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku, zapewniając możliwie najlepszą opiekę, pokonując rozliczne bariery, także te zakorzenione w mentalności społecznej, i nigdy nie tracąc nadziei.

„To była terapia miłości” – powiedzą, kiedy po dziesięciu latach czuwania, ku zdziwieniu i ogromnej radości wszystkich, 28 grudnia 2000 r. Maks „wraca do żywych”, a jego pierwszym gestem jest z trudem uczyniony znak krzyża. Książka to wspaniałe, wzruszające świadectwo osób, które niezmordowanie towarzyszyły mu w wychodzeniu ze śpiączki. Poruszająca serca historia wiary, miłości i przyjaźni.

„Nigdy nie myślałem o śmierci, nawet kiedy byłem w szpitalu. Bo życie jest wspaniałe. Mam nadzieję, że również ci, którzy nie doświadczyli stanu śpiączki, mogą być tak radośni, jak ja teraz”. Massimiliano Tresoldi

„Najbardziej niewiarygodna chwila? Kiedy po osiemnastu latach usłyszałam jego głos: Mamo, chcę kawy…”. Lucrezia Tresoldi

 

źródło opisu: http://jednosc.com.pl

źródło okładki: http://jednosc.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 340
SIA | 2016-02-09
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2016
Przeczytana: 07 lutego 2016

Stan wegetatywny (potocznie zwany śpiączką) od zawsze jest dla ludzi czymś ciężkim do zrozumienia. Sama ostatnio, po przeczytaniu książki „Zostań, jeśli kochasz” Galye Forman (w której właśnie główna bohaterka była w śpiączce), zaczęłam zastanawiać się, jak wygląda życie osoby, która jest nieprzytomna, nie ma z nią kontaktu. Czy ktoś taki wie, co wokół niego się dzieje? Żeby czegoś więcej dowiedzieć się o stanie wegetatywnym, postanowiłam przeczytać książkę „Teraz idę na Maksa!”, która jest zbiorem wspomnień Lucrezii Tresoldi, mamy Maksa, który przez 10 lat był w śpiączce i… wybudził się!

„Życie, jeśli się je przyjmie z miłością i wdzięcznością, pokazuje każdemu z nas, jakie jest nasze prawdziwe oblicze. I to właśnie stanowi istotę: brać je na poważnie i do końca”

Gdy rodzice Massimiliano dowiedzieli się o wypadku swojego syna, bardzo ciężko przyjęli tę informację. Na początku było niedowierzanie, strach, niepewność, jednak z czasem podjęli konkretną decyzję – będą walczyć o życie syna do samego końca. Okres, gdy Maks był w śpiączce był ciężki oraz bardzo intensywny dla całej rodziny i przyjaciół, jednak nikt nawet nie dopuszczał myśli, że Massimiliano już się nie wybudzi. Od samego początku był traktowany normalnie – jakby cały czas z nimi był, jakby wszystko słyszał i rozumiał (co później okazało się słusznym przypuszczeniem).

Szczególna rolę w rehabilitacji i powrocie do zdrowia syna miała jego mama. Lucrezia od samego początku wiedziała, że musi walczyć o syna, cały czas miała nadzieję na powrót jej dziecka do świata. Także cały czas była wsparciem dla przyjaciół i rodziny, nikomu nie pozwalała wątpić, że Maks jest z nimi obecny. Stąd też, osoby, które w tamtym czasie przychodziły odwiedzać Massimiliano jednomyślnie mówiły, że w tym domu nie panuje atmosfera smutna jak powinno się przypuszczać, przeciwnie – w domu państw Tresoldi było zawsze tłoczno, gwarno i wesoło.

Książka „A teraz idę na Maksa” podzielona jest na dwie części. Pierwsza, pod redakcją Pino Ciociola, opowiada dzieje, czas śpiączki Maksa. Część ta napisana jest przez samą jego mamę. Lucrezia opowiada całą historię od czasu wypadku aż do momentu przebudzenia. W opowieści tej dominują najważniejsze momenty, bez zbędnego przytaczania informacji mało istotnych, które miały niewielkie znaczenie. Część druga – redakcja Lucia Bellaspiga – przedstawia świadectwa różnych osób, które znały Maksa. Wśród nich są wypowiedzi zarówno bliskiej rodziny, przyjaciół, ale także osób, które o Maksie dowiedzieli się chociażby na różnych spotkaniach, w szkole, a jego historia bardzo ich poruszyła i nauczyła bardzie szanować życie każdego człowieka.

„Idealny przyjaciel to ten, kto kocha bez osobistej korzyści. To również ten, kto całym sobą jest gotowy przyjąć drugiego człowieka. To ten, kto pragnie ofiarować się innym w darze. ”

Kogo można nazwać prawdziwym przyjacielem? Bez wątpienia, przyjaciele Maksa byli wyjątkowi. Gdy chłopak zapadł w śpiączkę nie odwrócili się od niego, lecz nadal go wspierali, pomagali jego rodzinie. Historia przyjaźni tak wielu osób wydaje się wręcz niemożliwa. Rodzina Tresoldi w swoim domu gromadziła wielu młodych ludzi, którzy bezinteresownie przychodzili by pomóc, by być z Maksem. Może niektórzy mieli czasami wątpliwości, czy to ma sens, lekarze mówili, że on jest jak roślinka, jednak, jak się okazuje, to poświęcenie nie było daremne – Maks się wybudził, a obecna jego postawa jest dowodem na to, że wszystko jest możliwe.

„Masz rację, kiedy mówisz: „z życiem nie ma żartów”, ponieważ jest pełne niespodzianek, jakie w ciągu kilku chwil mogą wywrócić cały nasz świat radykalnie i nieodwracalnie.”

To jedna z krótszych, ale także ciekawszych, biografii jakie miałam okazje do tej pory czytać. A to między innymi dlatego, że nie ma w niej zbędnych informacji, co więcej – nie ma w niej nawet wielu dat, które sprawiają, że czytelnikowi się mieszają i mylą. W tej książce przytoczone są tylko najważniejsze, najistotniejsze momenty z okresu, gdy Maks był w stanie wegetatywnym i gdy się wybudził. Dlatego, muszę się przyznać, że gdy doszłam do rozdziału opisującego wybudzenie Massimiliana, lekko się zdziwiłam; pomyślałam sobie: „Ale jak to możliwe, przecież on dopiero niedawno miał wypadek, a na okładce jest napisane, że wybudził się po dziesięciu latach?”. Może tak jest dlatego, ponieważ jest to biografia, a nie dziennik czy pamiętnik. Po prostu nie ma tu zapisanego dzień pod dniu, rok po roku, tego, co działo się u rodziny Tresoldi – ale jest za to opisana heroiczna walka, wielka miłość, nieustająca wiara i nadzieja, że Maks cały czas jest z nimi i niedługo wybudzi się, potwierdzi, że cały czas był, wszystko pamięta.

„Maks dwoma palcami pokazuje telewizor, dając nam do zrozumienia, że zawsze wszystko słyszał.”

Na temat śpiączki (stanu wegetatywnego) ciągle wiemy niewiele. Ludzie wychodzą z tego stanu czasami po wielu latach, a czasu po roku, dwóch. Jednak nie wiadomo do końca, od czego to wszystko zależy. W Polsce od 2013 roku działa dziecięca klinika Budzi, założona przez Ewę Błaszczyk i Fundację „Akogo?”, w której wybudzonych zostało już kilkanaście dzieci. Osoby dorosłe niestety ciągle jeszcze budzone są w domach lub innych, niewyspecjalizowanych szpitalach, choć miejmy nadzieję, że już nie długo to się zmieni. Z informacji prasowych wynika, że klinka, która miałaby wybudzać osoby dorosłe jest już w planach.

„Kochaj życie tylko dlatego, by je przeżywać. Być człowiekiem to coś, co znajduje się w naszej duszy i nie zależy od tego, jak jesteśmy dobrzy w mówieniu czy pisaniu.”

Książka ta jest pięknym dowodem na to, jak bardzo cenne jest życie. Niezależnie od tego czy jesteśmy zdrowi czy niepełnosprawni powinniśmy doceniać każdą chwilę, ponieważ każdy dzień jest wielkim darem. Książkę tę polecam zdecydowanie wszystkim, ponieważ powinna ona każdego nauczyć doceniać to, co ma. Na mnie zrobiła wielkie wrażenie, tak, że na podsumowanie zacytuję tekst pewnej znanej piosenki, która bardzo mi tu pasuje: „Dziś wiem, życie cudem jest, co chcę, mogę z niego mieć”. Dlatego, od teraz, zanim zaczniemy marudzić, zastanówmy się, czy naprawdę nasza sytuacja jest „najgorsza”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Maski zła

Pokrecona. Jesli lubisz takie ksiazki to bedzie ci sie podbala. Jako audiobook kiepska bo chwilami mozna sie pogubić w zmianach narracji

zgłoś błąd zgłoś błąd