Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zaklinacz czasu

Tłumaczenie: Nina Dzierżawska
Wydawnictwo: Znak Literanova
6,87 (1838 ocen i 333 opinie) Zobacz oceny
10
146
9
170
8
297
7
512
6
389
5
163
4
81
3
48
2
22
1
10
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Time Keeper
data wydania
ISBN
9788324024797
liczba stron
288
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

Książka, która dla wielu czytelników stała się inspiracją i impulsem do życiowych zmian. Spróbujcie wyobrazić sobie życie bez odmierzania czasu. Pewnie nie potraficie. Zawsze wiecie, jaki jest miesiąc, rok, dzień tygodnia. A jednak przyroda nigdy nie zwraca uwagi na czas. Ptaki się nie spóźniają. Pies nie patrzy na zegarek. Sarny nie martwią się kolejnymi urodzinami. Tylko człowiek odmierza...

Książka, która dla wielu czytelników stała się inspiracją i impulsem do życiowych zmian.

Spróbujcie wyobrazić sobie życie bez odmierzania czasu.
Pewnie nie potraficie. Zawsze wiecie, jaki jest miesiąc, rok, dzień tygodnia. A jednak przyroda nigdy nie zwraca uwagi na czas. Ptaki się nie spóźniają. Pies nie patrzy na zegarek. Sarny nie martwią się kolejnymi urodzinami.
Tylko człowiek odmierza czas. Tylko człowiek odlicza godziny. I właśnie dlatego jedynie człowiek doświadcza paraliżującego strachu, którego nie zniosłoby żadne inne stworzenie. Strachu przed tym, że zabraknie mu czasu.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak literanova, 2013

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

książek: 150
The_Who | 2016-03-31
Na półkach: Przeczytane

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Dla miłośników "Alchemika"? Prędzej dla miłośników Coelho ogólnie, "Alchemik" moim zdaniem akurat się nieco wybija na tle pozostałej twórczości brazylijskiego pisarza.

Co do "Zaklinacza" - no cóż. Na pewno czyta się w tempie ekspresowym, co jest głównie zasługą podziału tekstu na krótkie fragmenty. Taki zabieg potrafi sprawić, że nawet 1700 stron "Nędzników" Victora Hugo czyta się szybko, bo książka dzieli się na tomy, tomy na księgi, księgi na rozdziały, z których większość ma średnio po 3-5 stron. Tu na szczęście tak długo nie było (nie umniejszając "Nędznikom" i Victorowi, który pozostaje dla mnie literackim bogiem).

Co do samej fabuły - przerost formy nad treścią jak dla mnie. Biedna Sarah zakochuje się w chłopaku, który jej nie chce, a w dodatku publicznie ją wyśmiewa. Victor chce przezwyciężyć śmierć. Dor naprowadza ich oboje na to, że są w błędzie. Ok, ale gdzie tu pointa?

Sarah dochodzi do wniosku, że ma dla kogo żyć, bo przecież mama ją kocha i nie warto sobie odbierać życia z powodu jednego gnojka. Aha, no i dowiaduje się przy okazji, że jeden z bezdomnych odnotował jej istnienie i nawet zapamiętał imię, bo dawała mu więcej bananów. No ok, ale czy do uświadomienia sobie tego naprawdę potrzeba było próby samobójczej i Ojca czasu? Może ja jestem jakaś nieczuła, może za długo jestem sama, ale kurczę, dla mnie to mocno ckliwy motyw. Biedna, zraniona nastolatka.

A Victor? Sądząc po jego wizjach (nawiasem mówiąc ten fragment łudząco przypominał "Opowieść wigilijną") zrezygnował ze swojego planu tylko dlatego, że zobaczył, że ten i tak by się nie powiódł. Bo tak naprawdę zobaczenie reakcji żony pozwoliło mu tylko utwierdzić się w tym, że bardzo ją zranił, ale po tej wizji nadal chciał zobaczyć przyszłość i nadal uważał swój plan za sukces, dopóki nie okazało się, że na mocy nowych praw, panujących w przyszłości, stracił wszystko. Zatem refleksję, która go naszła można by właściwie ograniczyć do "Ok, jestem rozczarowany tym końcem, ale nie mam wyboru, bo zamrażanie nie działa". Poza tym jak to się dzieje, że ten rozsądny biznesmen nie dostrzega niedoskonałości swojego planu od początku? Mi, zwykłemu prawno-ekonomicznemu laikowi pierwszą przychodzącą do głowy myślą w tej kwestii było "Po co ktoś miałby go rozmrażać, leczyć i w ogóle przechowywać, skoro wszyscy, których opłacił już dawno nie żyją?". Drugą myślą była zmiana prawa. Może sam Victor miał do całej akcji zbyt emocjonalny stosunek, zbyt wielkie wiązał z nią nadzieję, ale jego prawnicy? Asystent? Ktokolwiek?

I jeszcze to fantastyczne, zupełnie zbędne zakończenie z pompą. Kiedy doszłam do zdania opisującego, że na gali honorowana jest młoda pani doktor za swoje wybitne osiągnięcia w mojej głowie pojawił się alarm. "Proszę nie, nie, tylko nie Sarah wynajdująca lek na raka, proszę, proszę, proszę"... No i bang, kategoria najbardziej kiczowate zakończenie. And the Oscar goes to... No, przykre.

Książkę polecili mi rodzice jako wciągającą lekturę na jeden dzień i rzeczywiście - szybko się czyta. Mama, swoim zwyczajem, zinterpretowała ją dosłownie, twierdząc, że to książka o czasie; tata doszukał się przesłania dotyczącego tego, że powinniśmy żyć dla innych ludzi. Wydaje mi się, że autor skłaniał się bardziej ku pierwszej tezie, a szkoda, bo odnoszę wrażenie, że druga ma więcej potencjału. Choć tak naprawdę każde przesłanie jakie można wyciągnąć z tej książki swą banalnością sięga rzeczywiście poziomu Coelho. "Człowiek jest jak stolarz. Stolarz żyje, a potem umiera. Podobnie jest z człowiekiem".

No i tym pozytywnym akcentem pozwolę sobie zakończyć tę przydługą opinię. Ocena na pewno trochę w górę, ze względu na podział tekstu, a przez to szybkość czytania. Lektura na jedno popołudnie, bez szału, bez śladu znikająca w otchłani innych przeczytanych dzieł, których fabuła powoli zaciera się w naszym umyśle, bo niczym szczególnym nie zasłużyły na zapamiętanie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy

Dobrze, że takie książki powstają. Słowo „bieżeństwo” było mi całkowicie obce. Autorce również stąd zdecydowała dać taki, a nie inny tytuł. Nazwa ta...

zgłoś błąd zgłoś błąd