Nowy drapieżnik

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
7,44 (91 ocen i 22 opinie) Zobacz oceny
10
6
9
13
8
24
7
29
6
14
5
2
4
2
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788377853160
liczba stron
488
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

A jeśli człowiek nie jest ostatnim ogniwem ewolucji? Jeśli pojawił się ktoś, dla kogo jesteśmy jedynie stadem oszalałych ze strachu owiec, na które poluje? Urodził się chory. Nieuleczalnie, śmiertelnie chory. Jego dni były już policzone i nikt nie był w stanie znaleźć dla niego lekarstwa. Aż w końcu, przypadkiem, natrafił na nie sam. Wyzdrowiał, nabrał niespożytych sił. Ale lekarstwo okazało...

A jeśli człowiek nie jest ostatnim ogniwem ewolucji?

Jeśli pojawił się ktoś, dla kogo jesteśmy jedynie stadem oszalałych ze strachu owiec, na które poluje?

Urodził się chory. Nieuleczalnie, śmiertelnie chory. Jego dni były już policzone i nikt nie był w stanie znaleźć dla niego lekarstwa. Aż w końcu, przypadkiem, natrafił na nie sam. Wyzdrowiał, nabrał niespożytych sił. Ale lekarstwo okazało się większym przekleństwem od choroby. Stał się bestią…


Dwa zabójstwa, do których doszło na warszawskiej Pradze w odstępie dwudziestu lat. Czy coś je łączy? Madejski, stary gliniarz, alkoholik, nieudacznik i gbur, którego jedynym talentem jest umiejętność pakowania się w kłopoty, uważa, że jak nabardziej. Nikt w to nie wierzy, a jednak krok po kroku policjant zaczyna odsłaniać przerażającą prawdę. Nikt, oprócz początkującej dziennikarki i brutalnych gangsterów, którzy nie boją się nikogo. Nikogo, oprócz jednego człowieka. Zabójcy. Drapieżnika. Zagubionego i przestraszonego swoją siłą chłopaka, który usiłuje uciec przeznaczeniu…

 

źródło opisu: Zysk i S-ka, 2013

źródło okładki: Zysk i S-ka, 2013

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 531
margoz | 2017-01-29
Na półkach: Przeczytane

Głównym motywem książki Zbigniewa Zborowskiego jest pojawienie się tytułowego nowego drapieżnika. Dlaczego nowego? Stare drapieżniki już nam nie wystarczają? Ano, nie bardzo. Człowiek rozpanoszył się na szczycie piramidy ewolucyjnej i czuje się panem świata, jest według autora "drapieżnikiem ostatecznym" - żądnym krwi zabójcą doskonałym.

I to jest ten moment w którym pytam - czy aby na pewno? Czy przypadkiem to nie jest tak, że może nas położyć byle robal czy byle bakteria? Ale wróćmy do książki...

Mamy więc Drapieżnika...

Mamy głównego bohatera Maćka (a raczej "najgłówniejszego", bo głównych jest jeszcze co najmniej dwóch, w porywach do trzech) - schorowanego, przykutego do łóżka chłopca u kresu życia. Jedynym jego zajęciem jest przyglądanie się ptakom z okna swojego pokoju. Nikt nie jest w stanie postawić jednoznacznej diagnozy, przypisuje mu się wszelkie bardziej lub mniej znane choroby neurologiczne i zaburzenia psychiczne. Pod wpływem pewnych tragicznych wydarzeń stan chłopca znacznie się poprawia. Pewnego dnia, jego życie ulega ogromnym przeobrażeniom...

Mamy młodą - i chociaż autor usilnie chciał przekonać, że jest inaczej - głupiutką dziennikarkę Izę. Dziewczyna pochodząca z dobrze postawionej rodziny odrzuca pomoc ojca i stara się żyć na własną rękę. Z rozpaczliwie marnym skutkirm i z kiepskimi, suchymi żartami na ustach. Pewnego dnia poznaje Drapieżnika.

Mamy żywy stereotyp warszawskiej przestępczości zorganizowanej w postaci Kulawego, Żyły, Jebuta, Czarnego, Prędkiego, Hardego, Pita, Poga, Flaka, Dżodża i... innych ziomków, których dziwacznych pseudonimów nie jestem w stanie wygrzebać z zakamarków pamięci. Chyba nie zdradzę zbyt wiele, jeśli powiem, że zapamiętać wystarczy szefa - Kulawego i Żyłę - od którego śmierci zaczyna się cała zabawa. Żyła oczywiście tuż przed śmiercią natyka się na... Drapieżnika.
A skoro już o śmierci warszawskiego oprycha (no bo przecież nie mafioso, nie przesadzajmy...) była mowa, to naturalnym jest umieszczenie w powieści całego zastępu panów w mundurach, którzy tak właściwie to... nic nie robią. Potrafią zawalić najprostsze sprawy, nie zastanawiają się zbytnio nad prowadzonymi śledztwami - byle do umorzenia i jedziem dalej. A, tak - raz świetują dzień kobiet, a potem wielki sukces, który tak naprawdę nie można nazwać wcale a wcale sukcesem, ani nawet zasługą.

Madej - Jacek Madejski - dwadzieścia lat w policji, kawał drania i pijaka, szybko łączy fakty, ma kontakty ("ucholi") w całym mieście, z wszystkim sobie poradzi, jako pierwszy dostrzega związek pomiędzy sprawami pozornie ze sobą nie powiązanymi. Mimo to, jego życie to pasmo porażek. Nie mogę do tej pory zrozumieć dlaczego pozwalał sobą pomiatać swemu przełożonemu... ja rozumiem, że stopnie i tak dalej, ale Madej to chłop z jajami, podejmujący porąbane decyzje - dlaczegooo Jeleń mógł go tak rozstawiać po kątach?! Zabrakło mi czegoś w tej relacji młody przełożony - starszy podwładny.

Gont. Marek Gont. Z Bondem ma tyle wspólnego, że wspomina o nim sam autor książki. Tyle. Narwany, głupkowaty, napakowany i dwumetrowy Mr. Universe. Albo przynajmniej Mister Centralnego Biura Dochodzeniowego. Arcy-wróg Madeja, ustawiony w kolejce do Izy (jak pół miasta), bardziej przypomina któregoś z zakapiorów Kulawego, niż funkcjonariusza dochodzeniówki.

Chociaż należę do kategorii panien które to według znanego powiedzenia za mundurem stoją sznurem, nie potrafię w Nowym drapieżniku - ociekającym wręcz testosteronem zmieszanych z mocnym alkoholem, odnaleźć bohatera, którego charakter, postawa i działania przyprawiłyby mnie o palpitacje. Albo chociaż lekką arytmię serca. Co prawda w jednym z końcowych rozdziałów wyczyny Madeja wysuwają go przed szereg pozostałych funkcjonariuszy przewijających się przez karty utworu, ale czymże jest jeden króciutki rozdzialik wobec pozostałych czterystu - kilku stron?

Ale mimo wszystko sporo dialogów wydało mi się kreowanych mocno "na siłę".
Nadużywanie monosylab w wypowiedziach bohaterów, wkładanie w usta warszawskich bandziorów niemalże filozoficzno - egzystencjalnych przemyśleń poprzerywanych podwórkową łaciną wydało mi się sprzeczne z ich obrazem kreowanym kilka(naście) stron wstecz. Kiedy rozmawiają na spokojnie czytamy - "no", "aha", "mhm", a kiedy oczekujemy właśnie takiej szybkiej wymiany zdań, na przykład w czasie "strzelaniny", dostajemy dłuższe, stylistycznie ładne i przemyślane zdania. Pominę już cały gangsterski slang na który reagowałam atakiem śmiechu. No tak, jeszcze te mało śmieszne żarty Izy, które wywoływały u mnie hiperwentylację. I bramkarz w warszawskim klubie - Makiwara...

Książka jest oczywiście... do przeczytania. Jak na debiut - w porządku.
Pomysł na fabułę - świetny, szacun za całe to fachowe słownictwo medyczne. Okładka - świetna, w stylu amerykańskich mistrzów horroru.

(thebooksspot.blogspot.com)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Baśniarz

Totalnie zakończenie uderzyło w moje serce. Całokształt jest tak stworzony, że mimo delikatnego chaosu wydarzeń tworzy logiczną całość. Jestem zachwyc...

zgłoś błąd zgłoś błąd